argo40
09.09.08, 12:03
Jakiś czas temu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradza. Szalałam,
awanturowałam się, brałam lekarstwa na uspokojenie. Był nie
wzruszony. Nie przyznawał się, a jak wytaczałam działo z argumantami
potwierdzającymi zdradę - to milczał lub zdawkowo mówił że to mało
znaczące, że może dopiero by coś wynikło, że sam zastanawiał sie
czego to ona chce od niego, bo to na nawiązała kontakt. To, że to on
odsunął się odemnie nie miało dla niego znaczenia. Niby jest ze
mną, ale myślami nieobecny, gdzieś daleko. Nie szaleję już tak jak
na poczatku. Ale cały czas boli, boli tak mocno w środku. Kiedy
przestanie???? Bawiąc sie romansikiem, czy on pomyślał o mnie - co
mnie czeka. Jak ja to wszysko zniosę- kto dał prawo jemu , jej
do niszcenia życia drugiemu człowiekowi. Muszę teraz pomyśleć o
sobie, jak mam pozbierać sie po tym wszystkim. On mi wcale w tym
nie pomaga. Ma hustawki nastrojów. Jednego dnia - dba o mnie, kocha,
całuje, drugiego nie odzywa sie, siedzi i myślami jest gdzies
daleko, dotyka jak trędowatej. Jak mu uwierzyć????