daga_pl
25.06.09, 15:06
Mam pewien problem i nie potrafię się z nim uporać... Czytałam sporo podobnych
historii, ale moja jest nieco inna, a jak to mówią - diabeł tkwi w szczegółach...
Mój mąż jest erotomanem. Przed ślubem nie stronił od pisemek dla facetów,
filmików i tego typu rzeczy. Nie omijał również szerokim łukiem agencji... Gdy
zaczęliśmy się spotykać, wiedział jaki mam do tego stosunek - nie toleruję
tego na taką skalę. Wóz, albo przewóz - nie było powiedziane, że mamy być
razem. Lubię jasne sytuacje, dlatego wielokrotnie mu komunikowałam, że nie
bawi mnie związek z facetem, który wpierw się ze mną umawia, dajmy na to, na
spacer, po czym wraca do domu, żeby się napatrzeć na inne, rozebrane laski.
Zadecydował - wybrał związek ze mną. Powiedział, że skończy ze swoim "hobby".
I niby wszystko było w porządku. Po paru latach wzięliśmy ślub. Niekiedy
jednak znajdywałam "dowody" na to, że tamta historia się jeszcze nie
skończyła. A to znalazłam jakieś zdjęcia na komputerze (zachowane na nim już
po jego "deklaracji"), w ręce wpadło mi jakieś ohydne tanie męskie pisemko,
itp. itd. Traktowałam to z przymrużeniem oka, gdyż między nami naprawdę
wszystko dobrze się układało. Któregoś razu rozbroiła mnie moja teściowa
pytając mnie wprost dlaczego zabraniam mojemu mężowi oglądać inne, rozebrane
laski? Bo jak stwierdziła <cytat> "to przecież normalne, a Ty nienormalnie się
zachowujesz"... Ręce mi trochę opadły. Wyjaśnię, że moje myślenie polega na
tym - masz żonę, wasze pożycie seksualne jest bez zarzutu, zdecydowałeś się
ukrócić swoją porno-fascynację (dla niej) więc nie oglądasz nałogowo innych
gołych bab. Odnosi się to również (a może nawet przede wszystkim) do pokazów w
klubach nocnych (oglądanie, a co gorsza - dotykanie). Dla mnie jeśli facet
szuka tego typu rozrywek nie szanuje własnej żony, zwłaszcza jeśli nie
podobają się jej ten wariant spędzania wolnego czasu. Nie obchodzi mnie moda,
to, że inni faceci tak robią, i że inne żony nie mają nic przeciwko temu.
Każdy ma swoje poglądy, każdy w swoim związku ustala zasady razem z partnerem
i nikomu nic do tego. Będzie tyle możliwości ile jest par na ziemi. Ja
myślałam, że my również mamy ustalone zasady...
No i się pomyliłam. Ostatnio mój mąż był na wieczorze kawalerskim swojego
kolegi. Mieli wpierw połazić po knajpach, zaś potem udać się do klubu nocnego.
Mój mąż sam, z własnej nieprzymuszonej woli obiecał mi, że nie pójdzie do
klubu, tylko odłączy od grupy i wróci do domu. Wiem, wielu stwierdzi, że byłam
naiwna, ale chyba wiara w czyjeś słowo nazywa się właśnie zaufaniem. Ufałam
mu. Wiedział, że nie podoba mi się to. Wrócił o 3 nad ranem. Powiedział, że
pochodzili po knajpach, koledzy poszli do klubu, a on wrócił do domu. Ale ...
Parę dni temu znalazłam na komputerze zdjęcia z tamtej nocy... W klubie... Mój
małżonek zapatrzony w cycki jakiejś plastikowej cizi... Wkurzyłam się
niemiłosiernie. Zrobiło mi się jednocześnie przykro, że to już któryś raz
przerabiamy historię z gołymi laskami, ale tym razem już na większą skalę.
Oszukał mnie. Gdy wypomniałam mu to, tłumaczył swoje kłamstwo tym, że bym się
wówczas zdenerwowała... No kurcze! Oczywiście, że bym się zdenerwowała, bo jak
chyba każdy - nie lubię być faszerowana kłamstwami i obiecankami, które liczą
się tyle co nic. Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia - obniża to w znacznym
stopniu moją samoocenę jako kobiety, żony. Nie jestem miss świata, ale nie
jestem odrażająca - dbam o siebie, jestem szczupła i nie powinnam mieć
kompleksów. Ale kurcze mam, bo mój mąż rzadko mówi, że mnie kocha, że ładnie
wyglądam, itp. (tzn. to, co każda kobieta chciałaby usłyszeć raz na jakiś czas
od swojego męża). Tak więc jeśli szuka "ideału" oglądając gołe 90/60/90 to
mnie coś strzela. Dla mnie to jest zdrada! Bo skoro ma coś, a czegoś mu
brakuje i musi to sobie w głowie "uzupełnić", to wg mnie to jest ewidentna
zdrada. Dla niego to coś normalnego (podejrzewam, że tak jak dla większości
facetów...). Uważa, że przesadzam, ale dla mnie zasady są zasadami. Skoro
kiedyś coś ustaliliśmy to chciałabym, żeby każde z nas się tego trzymało.
Nie wiem co mam robić, bo trochę mnie już to męczy... Dobiły mnie te
zdjęcia... Czuję się strasznie - jak wybrakowany towar...
Powiedzcie mi - czy Waszym zdaniem jest to zdrada i czy powinnam mu wybaczyć
kolejny zawód? Boję się, że to nie ostatni raz, skoro już tyle razy nie mógł
się opanować...