Witam,
wiem, że mój problem nie jest ściśle związany z tematyką tego forum, ale i tak liczę na Waszą pomoc. Często zaglądam na to forum i wiem, że Wasze pomysły/propozycje na rozwiązanie trudnych sytuacji są konstruktywne, a jeśli nawet sytuacja jest bez wyjścia czytając Wasze wpisy można nabrać dystansu do sprawy
A teraz do rzeczy. Moja sąsiadka z dołu zarzuca mi, że zakłócam jej spokój, bo "biegam po mieszkaniu aż żyrandol się jej trzęsie". Potrafi też zareagować w sytuacji kiedy np. upadnie mi łyżeczka na podłogę. Przy czym jej reakcja polega na waleniu w moje drzwi i krzykach. Ale nawet nie czeka na to, że jej otworzę; tylko powali, krzyknie coś tam i idzie sobie. Dziś przeszła jednak samą siebie. Miałam gości - znajomych z dzieckiem, a ona przyszła z pretensją, że nie może spokojnie posiedzieć, bo ja... biegam po mieszkaniu. Kiedy wyjaśniłam jej, że dziecku trudno jest raczej usiedzieć na miejscu więc faktycznie ono trochę biega. A ta na mnie zaczęła krzyczeć, że dziecko jej nie przeszkadza, że to ja zawsze biegam. Jak powiedział, że nie będę z nią teraz rozmawiać, bo mam gości to ona mi na to, że jeszcze zobaczę... Zabrzmiało jak groźba.
Kobieta jest wiekowa, na moje oko ma koło 70-tki. Podejrzewam ją o jakąś chorobę psychiczną - inaczej nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć sobie jej zachowania. Potrafi krzyczeć na dzieciaki bawiące się pod blokiem - rzuca teksty w stylu "Idźcie stąd", "Nie drzyjcie się"; młodzież siedzącą wieczorem na ławce pod blokiem straszy policją...
Ale wracając do tematu - muszę w jakiś sposób zareagować. Wymyśliłam, że pójdę do spółdzielni i zasygnalizuję problem, bo mnie to już męczy. Niestety nie mam bliskiego kontaktu z sąsiadami, więc nie wiem, czy innym też jakoś zalazła za skórę (ale biorąc pod uwagę, ze okropnie trzaska swoimi drzwiami do mieszkania to Ci, którzy mieszkają obok na pewno nie są zadowoleni).
Co jeszcze mogłabym zrobić? Będę wdzięczna za wszystkie sugestie