Bo ja tak,i to duży...Zaniedbałam się jako młoda dziewczyna,opalanie bez filtra,mróz,i mam za swoje.Mam 35 lat i taki rumień,jakbym chlała przez całe życie.Kosmetyczka nie chce już oczyszczać mi twarzy mechanicznie-mam tak płytko unaczynioną skórę

Leków nie mogę brać żadnych na razie,bo karmię piersią.Na laser mnie nie stać-pewnie długo nie będzie.Dermatolog przepisała mi maść finacea-(na trądzik różowaty,który mi zagraża)-ponoć ma znieść rumień na twarzy.I tu moje pytanie-pomógł komuś ten specyfik?Nie wiem,co jest grane,ale robię się purpurowa nawet jak się najem-bynajmniej nie chili...A ja sie zdenerwuję,to już masakra.Przed ciążą i karmieniem piersią,jeśli wypiłam alkohol,zaraz wylewał mi się na twarzy rumieniec,a na szyi czerwone pasy-co skutecznie zniechęciło mnie od sięgania po trunki:/Piszcie proszę co Wam pomogło,bo zwariuję