To nie żart! Jestem uzależniona od sprzątania

Denerwuje mnie jeden maleńki
paproszek na podłodze. Wracam z pracy i zamiast poświęcić czas dzieciom, to
zabieram się za porządki. Czasami nawet zwalniam się wcześniej z pracy, aby
więcej posprzątać!!! To jakiś horror! Ostatnio wycierając po raz enty podłogę
w kuchni popłakałam się. Mąż z dzieciakami bawili się, a ja zamiast do nich
dołączyć sprzątałam.
Mąż się złości, dzieci na widok odkurzacza zamykają drzwi. Jest lato, a ja po
pracy sprzątam 2 godziny i dopiero pod wieczór wychodzę z dziećmi na dwór i to
najczęściej do sklepu, bo zakupy też trzeba przecież zrobić. Zaznaczę, że u
nas w domu gotuje mąż i całe szczęście, bo dzieciaki już by chyba w ogóle nie
wychodziły z domu.
Mój dwuletni synek już jest tak przyzwyczajony do mojego sprzątania, że chcąc
wyjść na podwórko pyta: "Wyjdziemy na dwór JAK POPRZATĄSZ". To dla niego
oczywiste, że najpierw trzeba posprzątać!
Czekam z niecierpliwością na urlop, ponieważ wyjeżdżamy i chociaż 10 dni
poświęcę tylko mojej rodzince. Na wakacjach czy wyjazdach weekendowych nie
przeszkadza mi bałagan. Tylko w moim domu!
Muszę się z tego wyleczyć, ale jak? Jest coraz gorzej
No, wygadałam się
Może Wy coś doradzicie?