borrrka
11.07.25, 12:20
Tekst linku
Było tak miło.
Najjaśniejszy pan odwiedził Małorosję i grono patriotów witało go nad Dnieprem.
Czasem wspominano nawet o autonomii...
Ale znowu bez szaleństw.
Było bardzo "in" wyśmiewać wsiowy język, zepsuty przez ... Achtung... Polaków.
Rej wodził obywatel Bułhakow, ze swą anegdotą "jak jest kot po ukraińsku, a jak kit ?
Skomplikowana gra słów, bo kit, to po radziecku wieloryb.
I właśnie - ostatnio mój przyjaciel, no jeszcze półżartem stwierdził, że nie będzie ze mną rozmawiał po radziecku, a jak nie czuję się na siłach po ukraińsku, to on poradzi ... po polsku.
I poradził, czym mnie zawstydził i zmobilizował do nauki "małoruskiego".
My, co może zrozumiałe, przede wszystkim widzimy drony i inne perschingi.
Ale na naszych oczach odbywa się proces ostatecznego utrwalenia istnienia dużego Narodu europejskiego.
Nie Kozaków z Siczy, a pełnego Narodu, z własną inteligencją, własną historia i własnymi bohaterami, i własnymi skur...ami.
A nie muszę daleko sięgać - jeszcze w latach 90-tych to była w Yurop jedynie odmiana ruskich.