zbireywo
04.12.04, 02:45
SWIATOWY PACHT.
-"Motto: rzeczą ludzi myślących jest by nie stawać po stronie oprawców –
Albert Camus (1913 – 1960)
„Obyś żył w ciekawych czasach” – mówi stare żydowskie przekleństwo i trzeba
przyznać, że tym razem mieli rację. Ciekawe, bo coś się dzieje. Na przykład
bomby spadają ludziom na głowy – co wciąż doświadczają Irakijczycy a nie tak
dawno Serbowie. Polska jest oddawana w pacht dzieciom szatana i to w dodatku
przy powszechnej zgodzie ogłupionego społeczeństwa – też nie jest nudno.
Mordowani codziennie Czeczeńcy okupują rosyjską szkołę z setkami dzieci i w
rezultacie giną wraz z nimi pod gruzami – też było na co popatrzeć, tym
bardziej, że w zaciszu własnego domu, w wygodnym fotelu i z kuflem piwa w
garści. A już najwięcej emocji dostarczały chyba dwa wieżowce WTC, walące się
tumanach kurzu, znikające jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z
nowojorskiego pejzażu. Co prawda coraz więcej paskudnych niedowiarków
twierdzi, że nie tyle różdżka co ładunki wybuchowe, rozmieszczone w
wieżowcach z podziwu godnym profesjonalizmem, spowodowały ten tragiczny
spektakl. No, ale jak świat światem, zawsze byli jacyś niedowiarkowie,
kwestionujący oficjalne komunikaty oraz tzw. "naukowe” podejście do sprawy.
Skąd my to znamy, nieprawdaż? Polacy od 1945 roku przerabiają ten temat
codziennie aż do dzisiaj i póki co nie widać światełka w tunelu. No, ale na
szczęście jest rozwiązanie – a od czego cenzura? Co prawda teraz nie
oficjalna ale za to bardziej skuteczna, co najlepiej widać na przykładzie
Politycznej Poprawności.
Skoro zaś mowa o Amerykanach to nie wykluczone, że i im przyjdzie niedługo
żyć w super ciekawych czasach. Jak bowiem pisze w książce „The New Economic
Disorder” profesor ekonomii, były senator ze stanu Tennessee, Larry
Bates: „Nie ulega wątpliwości, że czeka nas kryzys finansowy na niespotykaną
dotąd skalę. Kryzys, jakiego do tej pory nikt w USA nie doświadczył.
Wstrząsające będzie jak wiele ludzi straci swój cały życiowy dorobek. A nawet
większym szokiem będzie to, że dokładnie w tym samym czasie mała grupka ludzi
niewiarygodnie się wzbogaci. Tak to już bowiem jest, że w czasach finansowych
kryzysów bogactwo nie ginie a tylko po prostu zmienia właścicieli.”
Warto tu też wspomnieć, że prof. Bates jest tylko jednym z wielu ekonomistów,
którzy widzą nadchodzącą tragedię. Zresztą nie trzeba być wybitnym
specjalistą, żeby wiedzieć, że kiedy jakikolwiek biznes zaczyna płacić
odsetki od odsetków to koniec jest bliski. A tak jest właśnie w tej chwili w
Stanach Zjednoczonych Północnej Ameryki.
A zatem kto zbiera śmietanę czyli komu USA, jak by nie było super mocarstwo,
płaci procenty od pożyczek? Ano, instytucji wszystkim znanej, choć mało
rozumianej a której pełna nazwa brzmi: „Federalne Rezerwy” (The Federal
Reserve).
Jest to instytucja o tyle ciekawa, że ani nie jest federalna, tzn. nie ma nic
wspólnego z rządem Stanów Zjednoczonych, a i z tymi rezerwami
najprawdopodobniej też nie jest za różowo. Niemniej, jak zawsze w biznesie,
liczy się to co się ma. A w tym wypadku rzecz najważniejszą – ekskluzywne
prawo do druku pieniędzy. Co to znaczy, wiedzą chyba wszyscy, wliczając w to
nawet Sylwka i Treskę Pudlo czyli przeciętnych gamoni. Pieniądze są potrzebne
każdemu z nas do przeżycia, do kupna żywności, domu, samochodu, płacenia
rachunków itd. Są więc one po prostu nam niezbędne. I jeśli ktoś ma wyłączne
prawo do ich wytwarzania, to ten ktoś czyli „Federlane Reserwy” może
kontrolować niemalże każdą dziedzinę życia USA, wliczając w to Kongres, Biały
Dom z takim czy innym prezydentem, sądownictwo, infrastrukturę, rolnictwo
itd. Itd. Nie od rzeczy bowiem jeden z pierwszych Rothschildów
mawiał: "Pozwólcie mi robić i kontrolować pieniądze narodu, a nie ważnym dla
mnie będzie kto ustanawia prawa." (Mayer Amschel Rothschild (Banker) 1790.)
Stary wyga wiedział bowiem dobrze, że tam, gdzie kupno i sprzedaż są
kontrolowane legislacyjnie, pierwszą rzeczą destruktora jest kupno
legislatorów.
Natomiast wracając do „Rezerw Federalnych” to jest to jak najbardziej
prywatny bank. Jeśli zaś chodzi o jego nazwę to z całą pewnością ma ona za
zadanie służyć za rodzaj parawanu, zasłaniającego faktyczny stan rzeczy. Jako
ciekawostkę można przytoczyć tu sam proces zatwierdzenia przez Kongres
USA „Federalnych Rezerw” 23 grudnia 1913 roku. Otóż była już późna noc,
większość kongresmanów rozjechała się na świąteczną przerwę, przekonana, że
prace Kongresu zostały zawieszone, zgodnie ze zwyczajem, nazywanym soni dai
(bez daty). Niemniej soni dai nie została formalnie zatwierdzona (z jakiej
przyczyny nie trudni się domyśleć) i Kongres oficjalnie funkcjonował. Na sali
było tylko trzech senatorów i przez tzw. aklamację czyli jednomyślnie
odpowiednia ustawa została zaaprobowana.
Nie znaczy to jednak, że amerykanie poddali się od razu i bez walki. Na
przykład w 1923 roku, reprezentujący Minnesotę Charles A. Lindbergh (ojciec
sławnego pilota) oświadczył: „Nasz system finansowy został w całości
opanowany przez zarząd Federalnych Rezerw. Zarządzający tą instytucją kierują
się niczym innym jak tylko chęcią osiągnięcia jak największych korzyści
finansowych. Ten cały interes jest prywatnym przedsięwzięciem , którego celem
jest osiągnięcie maksymalnych korzyści, obracając gotówką innych ludzi”.
Jeszcze inny odważny kongresman, Lewis T. McFadden, powiedział w czasie
tzw. „Wielkiego Kryzysu” w roku 1932: „Mamy w naszym kraju jedną z
najbardziej skorumpowanych instytucji, jaką zna cały świat. Mam tu na myśli
zarząd Federalnych Rezerw. Ta szatańska ekspozytura doprowadziła nie tylko do
strasznej biedy amerykańskich obywateli ale także praktycznie zbankrutowała
nasz rząd. Stało się tak w wyniku korupcyjnej działalności finansowych sępów,
którzy ją kontrolują.”
Nie od rzeczy będzie też tu krótkie przypomnienie, jak rzecz się miała z
bankami w Ameryce w przeszłości. Otóż pod koniec Rewolucji czyli wojny z
Anglią o niepodległość, w 1781 roku, „Kontynentalny Kongres Ameryki” na gwałt
potrzebował gotówki oraz jako tako uporządkowanego systemu monetarnego. W
rezultacie zabiegów niejakiego Roberta Morrisa został ustanowiony pierwszy
prywatny bank o nazwie „Bank Północnej Ameryki”. Nie byłoby w tym jeszcze nic
złego, gdyby nie fakt, że instytucja ta natychmiast zaczęła wzorować się
na „Banku Angielskim”, (The Bank of England). Innymi słowy „Bank Północnej
Ameryki” bezzwłocznie rozpoczął uprawiać swoistą lichwę, pożyczając ludziom i
instytucjom pieniądze, których sam nie miał i w dodatku, co było meritum
sprawy, naliczał od kredytu solidne oprocentowanie. Tak więc instytucja ta
pożyczała coś, czego sama nie miała ale w rezultacie paskarstwa bogaciła się
prawdziwymi pieniędzmi, wypracowanymi przez społeczeństwo. W rezultacie
wartość nabywcza pieniądza zaczęła spadać coraz szybciej oraz coraz więcej
uczciwych ludzi zaczynało kwestionować brak podstawowych zasad etyki banku. A
tak przy okazji, skoro już jesteśmy przy temacie bankowym, to te praktyki są
dziś powszechnie stosowane. No, ale w 1785 obyczaje były inne niż obecnie,
media normalne czyli piszące prawdę i po zaledwie czterech latach „Bank
Północnej Ameryki” został odpowiednią uchwałą skasowany. Jak to ujął William
Findley z Pensylwanii, główny promotor likwidacji lichwiarskich praktyk: „Ta
instytucja, oprócz niesłychanej wręcz chciwości i wyrachowania, nic sobą nie
reprezentuje i nigdy nie ustanie (...) w komasacji bogactw, potęgi oraz
wpływów na losy kraju (...)
Niestety, w wyniku zakulisowych działań, już w 1791 roku a więc tylko 6 lat
po tej uchwale, powstał następny