Gość: matris02@OP.PL
IP: 80.51.238.*
08.03.04, 09:37
Szanowni pedagodzy, dyrektorzy szkół!
Organizatorzy Akcji „Szkoła z klasą”!
Do napisania tych kilku słów skłaniają mnie pewne, zupełne niewinne i
nieświadome, przykre „doniesienia” mojej córki, która jest uczennicą Pewnej
szkoły. Pewnego gimnazjum. Słuchając ich codziennie nie mogę na nie nie
zareagować, ponieważ jestem rodzicem, któremu zależy na tym, aby dziecko
przychodziło ze szkoły do domu pogodne i radosne. Martwię się, gdy jest
inaczej. Gdy wraca przytłoczone troskami, które, przy odrobinie dobrej woli
ze strony nauczycieli, mogłyby być mu oszczędzone.
Może moje spostrzeżenia odważycie się dorzucić do Waszej pięknej akcji
pod jakże wiele mówiącą nazwą „Szkoła z klasą”? Pasują one do sześciu
głównych zasad akcji, a szczególnie do punktu 4, 5 i 6, które pozwolę tu
sobie przypomnieć:
4. ... SZKOŁA ROZWIJA SPOŁECZNIE, UCZY WRAŻLIWOŚCI.
5. ... SZKOŁA POMAGA UWIERZYĆ W SIEBIE, TWORZY DOBRY KLIMAT.
6. ... SZKOŁA PRZYGOTOWUJE DO PRZYSZŁOŚCI.
Problem, który chcę poruszyć jest drobiazgiem, może i niewartym
wspomnienia, ale ja jednak zdecydowałam się napisać tych kilka zdań. W dobie,
gdy wszyscy wspólnie staramy się dbać o dobro naszych dzieci, gdy walczymy o
przyjazne dla nich szpitale i szkoły, ten mały detal, który chcę tu wytknąć,
też ma pewne znaczenie dla ich harmonijnego rozwoju.
Otóż od początku tego roku szkolnego moja córka była już trzykrotnie
przesadzana z ławki do ławki. Jako dziecko wrażliwe bardzo przeżywa każdą
taką zmianę, ma ona ogromny wpływ na jej stosunek do szkoły i na jej chęci do
pracy w czasie lekcji.
Nie potrafię doszukać się najmniejszego sensu w ingerowaniu nauczycieli
(szczególnie wychowawców) w usadzaniu uczniów według ich
własnego „widzimisię”. Szkoła przyjazna dzieciom winna sprzyjać nawiązywaniu
pierwszych, jakże ważnych, więzów koleżeństwa i przyjaźni. Sama do dziś z
sentymentem wspominam swoją szkolną przyjaciółkę, z którą przesiedziałam w
ławce dwanaście lat (całą podstawówkę i liceum). Nikt nie wtrącał się wtedy w
nasze uczniowskie sprawy, nie mówił nam kto z kim ma siedzieć, nie zabraniał
dokonywania subiektywnych wyborów co do kolegi z ławki. Myślę, że szkoła
POWINNA SPRZYJAĆ ZAWIĄZYWANIU SIĘ CIEPŁYCH WIĘZI W SPOŁECZNOŚCI UCZNIOWSKIEJ!
Czy psychologowie zatrudnieni w szkołach są innego zdania?
Niemiło mi słuchać, jak córka kilka razy w tygodniu z niechęcią mówi o
swoim koledze z ławki, który ma, najdelikatniej mówiąc, przykry sposób bycia.
Różne są dzieci i różna jest ich wrażliwość, kultura, bardzo skomplikowane są
przyczyny tworzenia się pierwszych grup społecznych, do których młodzi ludzie
sami się „dopasowują”. Pozwólmy im na dobieranie się według ich własnych
zasad, szanujmy ich indywidualną wrażliwości, często wyniesioną z domu, bez
narzucania im i w tym wszechobecnego w szkołach przymusu. Sadzanie dziecka z
kimś, kogo ono akurat nie lubi czy, precyzyjniej mówiąc – z kim nie ma
dobrego kontaktu, traktowane jest przez nie jako kara , nie powinno odbywać
się dla samej ZASADY czy WYGODY NAUCZYCIELA, który tym samym zapomina, że
winien być również DOBRYM PEDAGOGIEM I PRZYJACIELEM SWOJEGO UCZNIA, a zatem
winien mieć na względzie nie tylko swoje własne korzyści, ale i dobro dzieci,
które mu powierzono. A nawet przede wszystkim to dobro. Niestety – wieloletni
nauczyciele mają swoje ulubione, przez lata wypróbowane „złote środki” na
wszystko, co dotyczy szkolnej rzeczywistości. Dla jakiegoś wyimaginowanego
komfortu własnej pracy naginają podstawowe normy (prawa!) współżycia w
społeczeństwie i zamiast przyjaźni już na wstępie oferują młodzieży
swoisty „cichy terror”, upraszczają swoje kontakty z nią ograniczając je do
poziomu uczeń – nauczyciel. Wychowawstwo traktowane jest po macoszemu, szkoła
ogranicza swoją funkcję tylko do nauczania, przekazywania wiedzy, co jest
ważne, może nawet i najważniejsze, ale co powinno odbywać się w atmosferze
ciepła i przyjaźni między tymi, którzy tę wiedzę przekazują i tymi, którzy ją
pobierają. O tym nie wolno zapominać!
Uważam, że przedmiotowe traktowanie młodzieży nie sprzyja też bardziej
ambitnym nauczycielom, którzy chcą mieć klasę zżytą, szczęśliwą i swobodną,
którzy serdecznie chcą pomóc swoim uczniom przejść przez ten jakże trudny i
często burzliwy okres dojrzewania, dorastania. Ci nauczyciele wiedzą, że
osiągnąć to można tylko wkładając w swoją pracę więcej starań, szanując
osobowość każdego dziecka. Klasa zżyta i zaprzyjaźniona będzie ich nagrodą.
Kiedyś młodzież miała jedną klasę i jedną ławkę przez cały rok
szkolny. Rozumiem konieczność tworzenia „pracowni”, które zrobiły z naszych
dzieci wiecznych tułaczy, przemieszczających się w czasie krótkich przerw od
drzwi do drzwi, z klasy do klasy. Rozumiem to i (choć nie bez pewnego oporu)
akceptuję. Jeżeli jednak już to dziecko dotrze pod odpowiednie drzwi, dobrnie
tam (często nie bez przeszkód!), pozwólmy mu usiąść w ławce przy kimś, kogo
samo, w pełni świadomie, wybrało! Przy kim będzie czuło się miło i
bezpiecznie. W końcu ma do tego prawo!
Apeluję do wszystkich, którym zależy na dobrym starcie naszych pociech
w dorosłe życie – nie pozwólmy na niczym nie uzasadnione ZABIJANIE ICH
PIERWSZYCH PRZYJAŹNI przez oschłych, bezmyślnych nauczycieli! Pracę szkoły
zacznijmy oceniać nie tylko po jej rankingach i wynikach w konkursach, ale i
po tym, czy nasze dzieci wracają z niej uśmiechnięte, ożywione i szczęśliwe.
Matka