Gość: Marcin Osikowicz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.01.06, 01:13
Dawno, dawno temu miałem dziewczynę o imieniu Anita. Wiem, że należałoby
rozwinąć ten akapit, ale nie o niej ta historia. Jeździłem żółtym Moto Guzzi
przerobionym na choppera. To nie był mój pierwszy motocykl, ale pierwszy,
który dojechał dalej niż do Zakopanego. Miał prostą kierownicę, siodła
grubości zeszytu 60cio kartkowego, podnóżki daleko w przodzie i puste
wydechy, które włączały większość alarmów na osiedlu Widok. W słoneczne
wrześniowe popołudnia przyjemnie było parkować go na podwórku biblioteki
wydziału prawa. Biblioteka była ważnym miejscem. Aluminiowe rączki szuflad
katalogowych po wypolerowaniu idealnie nadawały się na ozdobne nakrętki. A w
korytarzu stał prawdziwy komputer z dostępem do internetu, którego można go
było używać tylko w tajemnicy przed bibiotekarkami.
Ponieważ bardzo mi zależało, Anita zgodziła się wsiąść na tylne siodełko i
pojechać na wakacje.