Dodaj do ulubionych

Teatr offowy vs t. instytucjonalny a t. prawdziwy?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.04, 00:46
W okresie "zaborow", czyli przed 1989 r. teatr offowy mial bardzo duży sens
istnienia.
Teatr instytucjonalny i działający w nim ludzie zawsze musieli iśc na takie
czy inne kompromisy, chcąc nie chąc byli utrzymywani i w pewnym sensie
korumpowani przez władze.
Chcąc pozostać w pełni szczerym i bezkompromisowym, artystą - trzeba było
cos poświęcić.
Ale;
lata sześdziesiąte i siedemdziesiąte to czas, z ktorego mozemy byc dumni i
podstawa nie majacego juz pokrycia pogladu, ze polski teatr jest jednym z
najlepszych w Europie.
Ale po zmianach, po wielkim przełomie politycznym, co dalej?
Dlaczego teatr instytucjonalny nie przytulił swoich męczenników?
Dlaczego ludzie prawdziwie oddani sprawie pozostają nadal tak daleko poza, a
osoby nie kończące szkół teatralnych lub z lekka odbiegający od
warszawskiego modelu łatwo receptywnego talentu, wyglądu i gazetowej kariery
w wieku lat dwudziestu paru są z ironią traktowani jak amatorzy, z miejsca
wykluczani jako liczący sie konkurenci?
A ich praca traktowana lekceważąco, choc to oni sa spadkobiercami Kantora,
Grotowskiego i teatru prawdziwego, który rozsławił polaków w Europie.
Obserwuj wątek
    • Gość: transza Re: Teatr offowy vs t. instytucjonalny a t. prawd IP: *.acn.pl 11.01.04, 23:45
      uff...
      konkurencyjnośc polega na tym, ze się staje w szranki i idzie łeb w łeb.
      więc jesli jesteś konkurencyjna, to nie liczysz się z teatrem instytucjonalnym,
      tylko robisz swoje i wygrywasz- jesli rzeczywiście masz cos do zaproponowania.
      teatr offowy z definicji nie jest instytucjonalny i dlaczego niby mialby nim
      byc.
      teatr offowy nie ma monopolu na prawdę - nie ma go też teatr instytucjonalny.
      męczennik w instytucji z definicji przestaje byc męczennikiem - no, chyba że
      się go wyświęci - i to pod warunkiem, że nie jest już groźny i można mu
      bezpiecznie stawiać ołtarzyki.
      przemyśl to wszystko raz jeszcze, założ nowy wątek i nie wycieraj sobie ust
      Grotowskim, Kantorem i Wszystkimi Świętymi teatru.
    • Gość: transza i jeszcze jedno IP: *.acn.pl 11.01.04, 23:48
      Polaków przez wielkie "P" poproszę.
      taki np. Grotowski lub Kantor chyba na to zasłużyli...
      • Gość: Alergia Re: i jeszcze jedno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 13:52
        Widzę, że się zrobiło gorąco.
        Krótki zwrot do poprzedniczki na początek; kimkolwiek Transzo jesteś w cywilu
        i jakkolwiek zirytowana jesteś przez wątek, ortografię i moje zestawienie
        nazwisk "wszystkich świętych" z podobnym tekstem - właścicielką ich nie jesteś
        i uprawnień do rzucania dorosłym ludziom uwag "nie wycieraj sobie ust", "załóż
        nowy", "pisz - nie pisz" nie masz. Jakkolwiek twoje kompetencje i pewnie
        wiedza, większe - to Forum jest tak samo moje, jak twoje i świadomie czy
        nieświadomie mogę tu sobie pisać każdą bzdurę, jaka mi do głowy przyjdzie.
        Przywileje intermetu ;)
        A wiadomość, że "Polak" pisze się dużą literą bardzo przyda mi się na
        przyszłość ;).

        Ale do Tematu;
        Rzeczywiście to pewnie walka z wiatrakami
        sześć lat temu będąc w Paryżu, dokładnie przestudiowałam sobie stoisko Comedie
        Francaise - ich wydawnictw i pamiatek - umieszczone w Luwrze. Bylo praktycznie
        okupowane przez Kantora, jego zdjęcia, książki o nim i jego spektaklach itd.

        W Rzeszowie, mieście, z którego Grotowski pochodzi pamięć o nim praktykowana
        jest w wielkiej konspiracji i chyba jedynie, przez krewnych, on sam na żadnej
        tablicy, na żadnej uliczce w żadnej eksponowanej księdze pamiątkowej czy
        spisie wybitnych mieszkanców - o ile mi wiadomo nie istnieje.
        Łącznie z gimnazjum, do którego uczęszczał.

        Ale to wszystko ma się i tak jak kulą w płot do tego, co naprawdę chcę
        powiedzieć.
        Nie chodzi mi o integrację teatru offowego i instytucjonalnego, może nie
        jestem osobą wybitnie biegłą w temacie, ale potrzebę tego rozgraniczenia znam.

        Chodzi mi o to, że zanim Ci wielcy stali się tym, czym są dziś w naszej
        pamięci - a używam ich nazwisk jedynie jako przykładu, wcale nie chcę, by ta
        dyskusja zamieniła się w obrzucanie się perełkami z ich życia i twórczości -
        działalność ich i osób pozostających poza głównym nurtem, poza uwagą
        największych mediów i łatwym dostepem do nich publiczności była lub jest w
        jakimś stopniu nadal, miała conajmniej momenty - zwalczana, otoczona ironią i
        lekceważeniem.
        Kiedy jednak czyjaś praca po czasie zostaje rozpoznana jako wybitna - w tych
        samych środowiskach niedawnych ekspertów pojawia się wartewka trudnego do
        pozbycia wstydu i mała aura kompromitacji i megalomanii, kiedy to duszna
        atmosfera, którą otaczano outsiderów i rzucane im pod nogi kłody stają się
        sercem obiektywu i fachowego artykułu.
        Tu jako przykład może posłużyć Swinarski.
        Tylko dalej nic z tego nie wynika, nic dla dnia dzisiejszego.

        W kampanii na rzecz przyjęcia Polski do Unii Europejskiej Beata Ścibakówna na
        tle Narodowego puszy się i twierdzi, ze w Polsce mamy najwybtniejszych aktorów
        w Europie, z czego chciało mi się śmiać, jako, że na taką opinię chyba nie
        zespół dzisiejszego Narodowego zapracował.

        Osoby najmniej uprawnione do tego najczęściej przypinają sobie plakietki
        misionarzy i niewinnych dzieci sztuki i arogancko podpisują się pod opinią, na
        którą nie oni i nie ich poprzednicy zapracowali.

        Szkoda, że to Karolina Gruszka i Anna Gryszkówna dostają angaż w Narodowym, a
        nie Agnieszka Czerkieda z Teatru Konsekwentnego.

        Szkoda, że osoby z większą osobowością i determinacją mają w twórczości
        trudniej w którymkolwiek nurcie się znajdują i szkoda, że
        praca "niezrzeszonych" nie jest objęta szacunkiem, włączeniem w środowisko i
        zachętą teraz, a większość z nich musi liczyć na sławę w małym gronie, za
        granicą lub po śmierci.
        • transza Re: i jeszcze jedno 12.01.04, 21:41
          owszem, masz prawo pisać tu każdą bzdurę
          a ja mam prawo na każdą bzdurę się obruszać
          i narzucać swoje widzimisię.
          przywilej internetu.
          Z Twoimi wywodami się nie zgadzam zdecydowanie,
          bo przeczysz sama sobie.
          Nie od dziś wiadomo, ze sztuce
          - szczególnie tej w polskim sosie -
          bardzo dobrze robi, gdy ma przeciw czemu oponować i z czym walczyc.
          Czy jest to wyjście jedyne i czy w pełni zasadne - nie podejmuję się tu
          rozstrzygać. Z pewnością nie jest to zasada generalna.
          Z Twojego wywodu wynika ponadto, ze nie jest tak kiepsko - prawdziwi
          artyści doceniani są "po fakcie", że użyje lapidarnwego skrótu - ależ o tym
          własnie wieszczył wieszcz nasz wielki.
          Czyli wszystko idzie zwykłym torem i nie demonizowalabym.
          Po wtore - wejście w tryby oficjalne (nazwijmy je na użytek tej debaty
          instytucjonalnymi) implikuje konformizm artysty. Artysta niezależny albo tworzy
          w pólcieniu dla grupy wybranców, albo ma - szczególnie w dzisiejszej dobie -
          kupę kasy.
          Nie zlośc się na układy gazetowo-telewizyjne.
          Przecież prawdziwy artysta w taki układ - wedle Twych sugestii -wejśc nie
          bedzie chciał.
          A układ gazetowo-telewizyjny jest układem gazetowo-telewizyjnym i albo kupujesz
          te zasady, albo się od nich odżegnujesz. Sad but true.
          Jeśli Agnieszka Czekierda jest rzeczywiście dobra - to wygra. Dziś albo w
          pamięci potomnych. A wy twórzcie w opozycji. Bo nie rozumiem - chcecie być
          artystyczną opozycją, czy mieć ciepłe posadki i popularność? jedno albo
          drugie. "Jestem artystą, a nie chcą mnie w telewizji!!!" a za
          chwilę: "Telewizja jest be!!!"
          zdecyduj się.
          Ja rozumiem Twoje rozgoryczenie, tylko nie rozumiem jednego - takie głosy jak
          Twój słyszę od lat i wybrzmiewały one jeszcze przed moimi narodzinami - jak
          mniemam.
          A dlaczego nie potraficie się zjednoczyć, stworzyć unii teatrow / artystów
          niezależnych, wlasnej siły?
          wierzycie w siebie, czy nie? jesli wierzycie, to okażcie siłę zróbcie jakąs
          rewolucję, czy coś, a nie tylko biadolicie.
          w gruncie rzeczy, gdzieś pod tym gniewem i poczuciem niesprawiedliwiści jest
          ukryta tęsknota do wygodnego życia - bez wysiłku. Dlaczego mnie nie podają
          wszystkiego na tacy, mamusiu?

          podkreślam - nie oceniam poziomu aktorstwa niczyjego w tym wywodzie, tylko
          trafia mnie kolejny rozpaczliwy głos buntownika konformisty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka