Gość: Alergia
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.01.04, 00:46
W okresie "zaborow", czyli przed 1989 r. teatr offowy mial bardzo duży sens
istnienia.
Teatr instytucjonalny i działający w nim ludzie zawsze musieli iśc na takie
czy inne kompromisy, chcąc nie chąc byli utrzymywani i w pewnym sensie
korumpowani przez władze.
Chcąc pozostać w pełni szczerym i bezkompromisowym, artystą - trzeba było
cos poświęcić.
Ale;
lata sześdziesiąte i siedemdziesiąte to czas, z ktorego mozemy byc dumni i
podstawa nie majacego juz pokrycia pogladu, ze polski teatr jest jednym z
najlepszych w Europie.
Ale po zmianach, po wielkim przełomie politycznym, co dalej?
Dlaczego teatr instytucjonalny nie przytulił swoich męczenników?
Dlaczego ludzie prawdziwie oddani sprawie pozostają nadal tak daleko poza, a
osoby nie kończące szkół teatralnych lub z lekka odbiegający od
warszawskiego modelu łatwo receptywnego talentu, wyglądu i gazetowej kariery
w wieku lat dwudziestu paru są z ironią traktowani jak amatorzy, z miejsca
wykluczani jako liczący sie konkurenci?
A ich praca traktowana lekceważąco, choc to oni sa spadkobiercami Kantora,
Grotowskiego i teatru prawdziwego, który rozsławił polaków w Europie.