meta-kris
07.05.06, 00:25
Taka sobie scenografia (niby współczesna, niby z XIX w.), bezsensowne
trzymanie się realiów XIX-wiecznej Rosji (te arszyny! te wiorsty!
ci "kupcy"!) plus parę innych wpadek spowodowały, że Obłom-off (skąd w ogóle
ten off, jeśli cała rzecz w konwencji ramoty?) w dużej mierze słusznie
zbierał baty u recenzentów.
Ale umknął im (większości z nich?) jeden, bardzo ciekawy wątek. Otóż piszą,
że Obłomow to człowiek, który świadomie wybrał "życie na offie". Nie zgadzam
się! To przede wszystkim opowieść o człowieku, który nie umie kochać i nie
chodzi tu tylko o odrzucenie miłości niezłej ;-) babki. On przede wszystkim
nie kocha siebie, nie kocha otaczającego go świata i to jest pierwsza i
jedyna przyczyna wszelkich jego kłopotów ze światem. Nie chce i nie próbuje
znaleźć w sobie siły, by otworzyć się na drugiego człowieka, by go zrozumieć.
Wygodniej mu pielęgnować własne lęki i fobie. Lepiej znaleźć tysiąć powodów,
by nie zrobić czegoś, co budzi lęk, niż po prostu ZACZĄĆ to robić. I nawet
gdy chwilowo tryumfuje - na przykład udanie robiąc z lekarza głupka - to jest
to ten rodzaj zwycięstwa, który prowadzi prosto w przepaść. To butna
wyniosłość nad słabym, być może chwilowo zagubionym człowiekiem. Tymczasem
nieporadny, fajtłapowaty doktor przezwycięża swoją słabość (co widać w
ostatniej scenie), a wyśmiewany kupiec :-) układa sobie życie z Olgą, którą
główny bohater tak egoistycznie odrzucił. I tylko Obłomow zostaje sam ze
swoją butą i egoizmem. A jak wiadomo, "złe życia kończą się śmiercią".
Pojawiały się też głosy, że Maciej Stuhr nie nadaje się do tej roli. Że za
młody, że zbyt energiczny, że nie ma twarzy pooranej ciężkim doświadczeniem.
Po raz drugi się nie zgadzam. "Świeżość" Stuhra podkreśla absurdalność
postępowania Obłomowa i ostrzega jak krótka i szybka może być droga
od "młodego, fajnego chłopaka" do skończonego świra.