01.12.09, 00:53
Choć zawsze wśród znajomych "robiłem" za Warszawiaka od urodzenia,
moi rodzice przyjechali ze wsi. W garniturze niby wyglądam nieźle,
ale wiem, że dopiero za dwa pokolenia, garnitur i krawat będzie
noszony z prawdziwą elegancją.
Chciałem przeprosić wszystkich dalszych i bliższych znajomych za to
kłamstwo. Tak naprawdę nie jestem prawdziwym Warszawiakiem, a na
Polonię chodziłem tylko w celu uwiarygodnienia mojego kłamstwa. Tak
naprawdę zawsze wolałem kolor zielony. Kolor poplonu.

Jeszcze raz przepraszam.
Obserwuj wątek
    • Gość: Zyzio Re: Wyznaję! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.09, 02:09
      Nie masz za co przepraszać drogi Karolaku (no może za pisanie nazw mieszkańców
      miast z dużej litery), garnitur od wieków był ubraniem chłopskim. Tak więc nic
      dziwnego, że się w nim dobrze czujesz.
      Najważniejsze, że nabierasz pewności siebie, przyznając się do korzeni i
      potrafiąc robić z tego atut.

      Trzymam za Ciebie kciuki i przytaczam tekst, który pewnie z zainteresowaniem
      przeczytasz:

      "Pierwsze marynarki pojawiły się około 1850 roku. Noszono je ze spodniami
      prążkowanymi lub w kratkę, traktując ten strój jako ubranie domowe lub
      „niedbałe”. Garnitur, czyli połączenie marynarki, spodni i kamizelki, uszytych z
      tego samego materiału, rozpowszechnił się po 1870 r., lecz aż do końca stulecia
      nie był uważany za strój wizytowy. Noszono go tylko w godzinach rannych,
      szczególnie na wsi lub w podróży. Wraz z upływem czasu i postępującą
      demokratyzacją życia stawał się coraz bardziej popularny."

      Za "Na co dzień i od święta", JOANNA ZAŁĘSKA

      --
      Mów mi Zyzio, mala
      • Gość: kuna o, kurczę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.09, 08:27
        Wychodzi na to, że wówczas garnitur to był trochę taki dzisiejszy WACIAK lub
        DRES. No i jak się poczują teraz gajerki, kupujące wdzianka u Pierdzącego
        Kardena... ;-)
        • tylko.tu Re: o, kurczę 01.12.09, 09:02
          ciekawe jak ma czuje sie np. krolowa angielska wiedzac, ze pochodzi od malpy
          podobnej do tej, od ktorej pochodzisz ty, biorac pod uwage teorie ewolucji
          czlowieka, analogicznie do problemu garnituru-waciaka ? ;)
          • le.chujarek Re: o, kurczę 01.12.09, 10:38
            > ciekawe jak ma czuje sie np. krolowa angielska wiedzac, ze
            > pochodzi od malpy podobnej do tej, od ktorej pochodzisz ty,

            protestuję! królowa angielska z pewnością pochodzi od jakiejś innej,
            lepszej małpy niż ogół śmiertelników!
            • tylko.tu Re: o, kurczę 01.12.09, 11:16
              ta.. od krolowej malp ;)
            • warzaw_bike_killerz Re: o, kurczę 01.12.09, 13:04
              Krolowa angielska pochodzi bezposrednio w linii od potomkow Adama i Ewy.

              W takim razie musi byc ... zydowka?
              • jan-w Re: o, kurczę 01.12.09, 15:16
                Adam i Ewa byli żydami?
                • warzaw_bike_killerz Re: o, kurczę 01.12.09, 15:30
                  Jak wiadomo, Adam i Ewa mieli trzech synow. Kaina, Abla i Seta. Kain rozmawial z
                  Jahwe. Jezys Chrystus wywodzi sie w prostej linii od Seta. Abel wiadomo jak
                  skonczyl. Kain mial syna Henocha.
                  Dedukuje:
                  Jesli rod Dawidowy byl na 100% Zydami, po Henochu bylo tyle rodow zydowskich,
                  Adam i Ewa nie mogli byc Slowianami.
                  • Gość: kuna sprostowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.09, 15:52
                    Wg Biblii to wszyscy pochodzimy od Adama i Ewy, tak? Czyli generalnie wszyscy
                    jesteśmy Żydami, tak? Skąd w nas ten antysemityzm w takim razie? Sądzę, że to
                    genetycznie zakodowany element autodestrukcji, mający na celu wyodrębnienie
                    jednostek wyalienowanych społecznie z własnych wartości
                    kulturowo-genetyczno-genealogicznych, w celu przefiltrowania populacji dla
                    wypoziomowania autoakceptacji społecznej.
                    • warzaw_bike_killerz Re: sprostowanie 01.12.09, 16:18
                      No tutaj nalezy sie zastanowic nie tylko nad psychologicznym aspektem
                      spoleczenstwa. Mysle, ze rozwijajac kierunek filozoficzny moglibysmy zajsc w
                      ciekawsze miejscie. Niemniej najpierw nalezy ustalic:
                      kreacjonizm (wtedy wybieramy bardziej realne wersje w celu poznania swojej
                      tozsamosci, zdecydowanie inne dla antysemitow niz tradycja chrzescijanska
                      ugruntowana korzeniami zydowskimi) lub ewolucjonizm. Jesli ewolucjonizm, to
                      mozna byloby sie pobawic tezami reinkarnacji, niemniej w naukowym podejsciu do
                      naszej egzystencji nalezaloby odrzucic wszelkie nadprzyrodzone zjawiska i wtedy
                      byc moze zblizylibysmy sie do hedonistycznego podejscia do zycia, bo przyszlosc
                      posmiertna nie powinna nas interesowac.
                      • Gość: kuna Re: sprostowanie IP: *.chello.pl 01.12.09, 22:11
                        Zabawa tezami reinkarnacji, zmierzająca do zaprzeczenia istnieniu
                        odrodzenia po śmierci, może jednakowoż doprowadzić do twierdzenia,
                        że życie po śmierci oraz życie w ogóle pozbawione jest sensu samo w
                        sobie. Wszak wraz z ewolucją kosmosu (czyt. wszechświata) ma miejsce
                        postępująca degradacja jego części składowych, co z kolei prowadzi
                        do dysfunkcji układów planetarnych i w następstwie do śmierci
                        galaktyk. Społeczne przyjęcie hedonizmu mogłoby niektóre jednostki
                        chwilowo uchronić od wszechpanującej tendencji do autodestrukcji, co
                        jednak nie wyłączy ich spod oddziaływania praw natury i nie
                        spowoduje powstania odrębnej grupy populacji zdolnej do
                        przekształcenia cech fizycznych w psychiczne do tego stopnia, by
                        wraz z ostateczną zagładą zachować jaźń pozwalającą na
                        funkcjonowanie pozaprzestrzenne. Wszelkie organizmy żywe prędzej czy
                        później ulegną destabilizacji, destrukcji, autodestrukcji, a
                        ostatecznie zagładzie z przyczyn niezależnych od uwarunkowań czy to
                        zewnętrznych, czy też wewnętrznych (genetycznych, psychicznych).
                        Pozostaje pytanie, jaką formą psychofizyczną będziemy dysponować
                        przed ostatecznym rozpadem i czy nasza świadomość pozwoli na
                        zaakceptowanie stanu rzeczy. Choć oczywiście w tej sytuacji nie
                        będzie to miało żadnego znaczenia...
                        • warzaw_bike_killerz Re: sprostowanie 02.12.09, 11:08
                          Bardzo mi sie podoba to co zostalo napisane. Przyznam sie, ze juz wczoraj to
                          przeczytalem i musialem sie mocno zastanowic nad odpowiedzia, gdyz w szybkiej
                          odpowiedzi moglbym przesunac wage sensu zycia na niekoniecznie odpowiednia szale.
                          Zakladasz, ze istnieje zycie po smierci, pomimo szerokiej wiedzy o
                          autodestrukcji naszego systemu planetarnego, wiec miedzy innymi wszystkich
                          naszych porozrzucanych atomow po autodestrukcji naszej fizycznej formy. Mozemy
                          zalozyc, ze swiadomosc jest czyms niepoznanym i byc moze w zderzaczu hadronow
                          odkryja cos co moze miec dla niej znaczenie. Oczywiscie wowczas pozostanie nadal
                          pytanie, czy swiadomosc sama w sobie ma zdolnosc do ewolucji i czy nie ulega
                          destrukcji.
                          Ale gdyby wziac ujac to w sensie biologicznym - jemy aby napedzic generator
                          energi, ktory tworzy elektrycznosc, dzieki ktorej ukladaja nam sie na stale
                          polaczenia synaptyczne i tylko pamiec zapisana w tych synapsach powoduje nasza
                          swiadomosc? Wtedy nie ma zadnych szans. Po smierci nie ma nic, a nasz mozg
                          wykonuje jedynie wyuczone, zdobyte, odtworzone, uklady oparte na mechanizmie psa
                          Pawlowa.
                          Gdy nauczymy dziecko jezyka polskiego, wstawiajac go do przedszkola z dziecmi
                          komunikujacymi sie po wietnamsku, pozbawiamy go jakiegokolwiek wykorzystania
                          swojej swiadomosci. Tzn on dla siebie ma swoja swiadomosc, aczkolwiek dla hordy
                          wietnamskich dzieci jest niekomunikatywnym warzywna nowalijka, ktorej trzeba
                          wytworzyc kompletnie inne polaczenia synaptyczne, ktore umozliwia dalszy rozwoj
                          jego swiadomosci i generowanie wspolnej swiadomosci. Czy swiadomosc ujeta na
                          poziomie irracjonalnego bytu posmiertnego ma zdolnosc komunikowania sie z inna
                          swiadomoscia, jesli bedzie pozbawiona mozliwosci tworzenia nowych ukladow materii?
                          Moze swiadomosc jest tworem biologii i bez napedu elektrycznego nie jest w
                          stanie trwac dalej?
                          Nie lubie tez wyrazu wszechswiat. On gdzies musi sie konczyc, a za nim musi byc
                          cos dalej. Inaczej jestesmy przypadkowym tworem w nicosci zawieszonej w nicosci
                          i racjonalne jest dazenie do autodestrukcji.
                          • Gość: kuna Re: sprostowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.12.09, 14:10
                            „Gdy nauczymy dziecko języka polskiego (…) Tzn. on dla siebie ma swoja
                            świadomość (…)” – to absolutnie jednostronne spojrzenie na psychikę, nigdy się z
                            tym nie zgodzę, gdyż język jako sposób werbalizowania swoich wrażeń i pragnień
                            nie może być wyznacznikiem wykorzystania świadomości. To tylko sposób, jeden z
                            wielu. To świadomość kieruje językiem i komunikacją, nie odwrotnie.
                            Polskojęzyczne dziecko w wietnamskim przedszkolu w ciągu jednego dnia znajdzie
                            sto innych sposobów na komunikowanie się z rówieśnikami - w dziecięcym umyśle
                            nie istnieją bariery, które u dorosłego, znającego w stopniu dobrym język
                            wietnamski, powodowałyby blokadę i niechęć do komunikacji. Dziecko porozumie się
                            gestami, rysunkami, mimiką i mową ciała i z naturalną łatwością „osłucha” się z
                            językiem, nie przejmując się brakiem znajomości gramatyki i kaleczeniem słów.
                            Na Twoje pytania „Czy świadomość ujęta na poziomie irracjonalnego bytu
                            pośmiertnego ma zdolność komunikowania się z inną świadomością, jeśli będzie
                            pozbawiona możliwości tworzenia nowych układów materii? Może świadomość jest
                            tworem biologii i bez napędu elektrycznego nie jest w stanie trwać dalej?” mogę
                            powiedzieć: nie wiemy. Natomiast natychmiast dodaję: być może dowiemy się dzięki
                            trwającej ewolucji, bądź dzięki nieznanym do tej pory metodom poznania. Może się
                            wtedy okazać, iż zagłada całości istnienia nie obejmie jaźni jako bytu
                            niematerialnego. Może się też okazać, że jednak obejmie. Biorąc pod uwagę
                            wyjątkowo krótkie panowanie człowieka myślącego, a co za tym idzie stosunkowo
                            niewielki udział ewolucji w istnieniu naszego gatunku, warto się zastanowić co
                            jest wiedzą i poznaniem, a co nie może nim być i dlaczego. Nasza wiedza, dajmy
                            na to o jaźni, bycie, fizjologii, fizyce itp., jest niczym innym jak
                            przetwarzaniem zarejestrowanych przez zmysły informacji. Wynika z tego jedno: to
                            czego umysł nie jest w stanie zarejestrować, nie zostanie przez niego
                            „obrobione”, przetworzone, wykorzystane. Ale: nie oznacza to, że tego „czegoś”
                            nie ma. Zanim staniemy się tworem prawie idealnym, zmierzającym do życia w jaźni
                            na wpół z biologiczną egzystencją lub bez niej, musimy zdać sobie sprawę z
                            własnej ułomności postrzegania i analizowania danych. Przykładem ograniczeń
                            jakie nakłada na człowieka jego mózg jest banalny żart ciągnący się od
                            dziesięcioleci: „czy jesteśmy tutaj sami?” Jedni twierdzą, że życie na Ziemi
                            jest fenomenem i odmawiają racji istnienia innym bytom, inni – przeciwnie,
                            odmalowują widma kosmitów i udowodniają, że życie w innych układach jest
                            możliwe. I znów: nie wiemy. Ale dlaczego? Czy z powodu ograniczeń
                            technologicznej natury, czy może jednak przyczyną jest niedoskonałość naszych
                            zmysłów? Jestem za tym drugim wariantem z prostego powodu: niekoniecznie nie
                            istnieje to, czego dostrzec nie potrafimy bądź nie możemy ze względów
                            fizjologicznych. Dlaczego kosmita ma ręce/czułki/oko czy jakiekolwiek inne
                            części ciała? Dlaczego ma ciało? Umysł nie jest w stanie stworzyć „bytu od
                            podstaw”, więc posiłkuje się rzeczami znanymi, komponując obraz jak z puzzli. I
                            tu znów Cię cytuję, gdyż jedno z drugim jest bardzo powiązane: „Nie lubię też
                            wyrazu wszechświat. On gdzieś musi się kończyć, a za nim musi być coś dalej.
                            Inaczej jesteśmy przypadkowym tworem w nicości zawieszonej w nicości i
                            racjonalne jest dążenie do autodestrukcji.” To drugi „żart” idący za
                            człowiekiem, lecz znacznie dłużej niż pytanie o życie pozaziemskie. Dylematy
                            związane z wielkością kosmosu i jego „końcem” towarzyszą nam odkąd odkryliśmy,
                            że to-to nad głową nie jest namalowanym przez Boga obrazkiem, a przestrzenią
                            posiadającą wymiar i czas. A odkąd zastanawiamy się nad czterema i więcej
                            wymiarami, w których istniejemy, kosmos zdaje się powiększać. I znów nasze
                            umysły płatają figla: zawsze i wszędzie, wszystko co poznaliśmy miało początek i
                            koniec: kij, pokój, długopis, życie biologiczne, zaorane pole czy kontynent.
                            Koniec jest i jest początek, niczego bez początku i końca w naszej przestrzeni
                            nie poznaliśmy. Możliwe, że dzięki temu nie dopadło nas szaleństwo
                            „niezmierzonej czasoprzestrzeni” i autodestrukcja rozwija się powoli wraz z
                            postępem ewolucji.
                            • warzaw_bike_killerz Re: sprostowanie 02.12.09, 15:57
                              Jesli zycie (jazni) w formie nieznanej w przestrzeni nieznanej ma przyniesc
                              przelom w percepcji i analityce, to nasza zdolnosc adaptacji zezwoli na miekkie
                              przejscie ku innej formie bytu. Zakladajac probe akceptacji pojecia
                              nieskonczonosc i wielowymiarowosc, bez nadawania jazni jakiejkolwiek formy
                              zlozonej z "puzzle" nie ma sensu sie nad tym zastanawiac i w zasadzie nalezy
                              hedonistycznie dozyc ku samozagladzie naszych biologicznych bytow, gdyz nadal
                              mamy miekka poduszke nowych okolicznosci posmiertnych.

                              Wyobrazmy sobie milosnika majsterklepke, ktory musi przejsc na inny poziom bytow
                              i sklada sie tylko z jazni. Nawet gdy sie dowie, co jest na koncu wszechswiata,
                              bedzie mial problem, gdy okaze sie, ze nie moze zlozyc swojej ulubionej
                              szafeczki, przybic sobie niechcacy gwozdziem w palec i wiercic sasiadowi dziure
                              w scianie, gdyz pozostanie mu jedynie jazn. Nudne byloby zycie "ducha".

                              Z drugiej strony, te wszystkie ufoludki, ba.. nawet istnienie Boga, to kolejny
                              wymysl naszych synaps i calego biologicznego ukladu generujacego prad, by
                              odrzucic samotnosc - jakze dotkliwej dla naszej stadnej biologii zycia i stresu,
                              ze jego cale zycie (ukladanie puzzle) moze nie miec sensu. A moze wlasnie nie ma
                              miec sensu. Czy jazn racjonalisty jest smutniejsza od jazni metafizyka?

                              Jestesmy sami we wszechswiecie - zle. Sa ufoludki - zle. Cala nasza egzystencja
                              polega na ewolucji odruchow psa Pawlowa - zle. Egzystencja polega na "palcu
                              Bozym" - tez zle. W zasadzie, to jestesmy w trakcie wojny fizyki z biologia.
                              Chemia dziala na oba fronty, a wszystkie inne typu socjologia, psychologia,
                              religia, etyka, moralnosc sa jedynie pieszczeniem odruchow bezwarunkowym oraz
                              kodowaniem ukladu naszych synaps. Zwierzat stadnych bojacych sie samotnosci i
                              tego, ze nie zauwazyli, iz jedynym ich celem jest powielanie swoich genow.
                              (swoja droga samotnosc wykluczylaby ich jedyny cel!)
                              • Gość: kuna Re: sprostowanie IP: *.chello.pl 02.12.09, 21:32
                                Dlatego też należy dziękować naturze za wspaniały wynalazek, jakim
                                jest nasz mózg, pełniący swoje funkcje w sposób daleki od
                                doskonałości, a przy tym wyposażony w liczne bezpieczniki,
                                oddalające nas od ostatecznej samozagłady w wyniku uzmysłowienia
                                sobie skończoności życia i zapadnięcia świadomości w nicość.
                                Wystarczy nagła świadomość jednej jednostki, by pociągnąć za sobą
                                inne, tworząc sekty a kolejno społeczne ruchy, by doprowadzić do
                                czynów przypisywanych lemingom: masowych samobójstw. Tyle że
                                spowodowanych dostrzeżeniem bezsensu istnienia. Co do hedonizmu, to
                                jest on środkiem połowicznie zaradczym na dylematy egzystencjalne,
                                gdyż każdy normalnie rozwinięty osobnik, jak bardzo zanurzony w
                                hedonizmie by nie był, przynajmniej raz w życiu zastanowi się "a co
                                po śmierci". To że NIC, nie przechodzi większości przez gardło, a
                                nawet przez myśl. Bronimy się wszelkimi sposobami przed straszliwą
                                rzeczywistością - człowiek to przecież tylko zwierzę mające koniec i
                                początek, zarówno ciała, jak i umysłu, a więc śmiertelny
                                ostatecznie. Można gdybać i rozpatrywać różne wariacje na temat
                                egzystencjalizmu, hedonizmu, masochizmu i wszelkich -izmów w
                                dowolnej ilości, co nie zmieni faktu, że jeśli ludzkość przetrwa do
                                najbliższego kosmicznego kataklizmu (może dziś, może za milion lat)
                                to wszystkie -izmy będą zrównane do najważniejszego celu
                                zdegenerowanych ciał i przeewoluowanych jaźni: do przetrwania wbrew
                                prawdzie, że nie przetrwa nic. Bo człowiek, to takie zwierzę, które
                                ma się ponad prawa natury i zawsze będzie się czepiał nadziei, że
                                ostateczność go nie dotyczy.
                                • warzaw_bike_killerz Re: sprostowanie 02.12.09, 22:53
                                  Gość portalu: kuna napisał(a):

                                  > Wystarczy nagła świadomość jednej jednostki, by pociągnąć za sobą
                                  > inne, tworząc sekty a kolejno społeczne ruchy,

                                  To pierwotny instynkt stadny. Nasladownictwo jest kolejnym elementem
                                  dysfunkcjonalnym mozgu - samodzielnie nie bylby w stanie dzialac alternatywnie.

                                  > Co do hedonizmu, to jest on środkiem połowicznie zaradczym na
                                  > dylematy egzystencjalne, gdyż każdy normalnie rozwinięty osobnik,
                                  > jak bardzo zanurzony w hedonizmie by nie był, przynajmniej raz w
                                  > życiu zastanowi się "a co po śmierci".

                                  Jak to co? Dalej pelna piersia korzystac z egzystencji w innej formie! Tu nie ma
                                  sie nad czym zastanawiac. Krotka adaptacja do nowych warunkow i dalej jazda!
                                  • Gość: licho Re: sprostowanie IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 02.12.09, 23:01
                                    > > Wystarczy nagła świadomość jednej jednostki, by pociągnąć za
                                    sobą
                                    > > inne, tworząc sekty a kolejno społeczne ruchy,
                                    >
                                    > To pierwotny instynkt stadny. Nasladownictwo jest kolejnym
                                    elementem
                                    > dysfunkcjonalnym mozgu - samodzielnie nie bylby w stanie dzialac
                                    alternatywnie.

                                    Ktoś inny to nazwał ucieczką od wolności.
                                    • Gość: kuna Re: sprostowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.09, 08:58
                                      To prawda. Wolność to największe zagrożenie dla jednostki, z lęku przed nią
                                      zbijamy się w stada. Jak to mówią: w kupie cieplej ;-)
                                    • Gość: Zyzio Re: sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.09, 09:16
                                      WBK, ewidentny okcydentalista jest głuchy i ślepy na przekazy wskazujące, że
                                      jaźń nie jest przypisana do ciała. Samo zapoznanie się naukami Buddy, podstawami
                                      medytacji i kilkutygodniowych praktyk w aśramie pozwala nam doświadczyć
                                      przestrzeni nie ograniczonej do ciała. To samo znali Indianie, potrafiąc nawet
                                      wchodzić w świadomość zwierząt, by zrobić sobie wycieczkę po dżungli nie
                                      oddalając się od ogniska (źródło: Wojciech Cejrowski, Rio Anaconda, 2006).

                                      Z małego Wojtusia, niewiele zostaje gdy Wojciech jest już seniorem rodu.
                                      Kilkakrotnie zmienione WSZYSTKIE komórki w ciele (co 7 lat) dają już za życia
                                      kilka wcieleń. Jedynie co trzyma te wszystkie ciała w jednej formie (tożsamości)
                                      to geny i właśnie jaźń Wojciecha, czyli suma doświadczeń, która czyni Wojciecha
                                      kimś wyjątkowym.

                                      WBK z uporem maniaka, wskazuje, że jesteśmy niczym więcej niż zestawem reakcji
                                      psa Pawłowa i jako tacy nie wygrywamy z przeznaczeniem.
                                      No też nie do końca. Pamiętajmy, że człowiek od zwierząt różni się WOLNĄ WOLĄ.
                                      My możemy zostać w płonącym lesie, jeżeli zechcemy, zwierzę nie! Instynkt
                                      przetrwania podejmie decyzję za nie.

                                      --
                                      Mów mi Zyzio, mala
                                      • Gość: kuna Re: sprostowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.09, 11:02
                                        "My możemy zostać w płonącym lesie, jeżeli zechcemy, zwierzę nie! Instynkt
                                        przetrwania podejmie decyzję za nie." To niezły przykład na to, jak w drodze
                                        naszej krótkiej ewolucji usilnie dążymy do samozagłady odbierając sobie
                                        najważniejszy czynnik decydujący o przetrwaniu: instynkt samozachowawczy. Nasza
                                        wolna wola działa na naszą niekorzyść jako gatunku, a im bardziej zagłębimy się
                                        w dążenia do przejścia z fizyczności w sferę jaźni, tym większe ryzyko
                                        samounicestwienia. Chyba że osiągniemy zdolność łączenia i mnożenia jaźni, czyli
                                        rozmnażania w sferze duchowej. Ale też nie ma pewności, czy byt duchowy nie może
                                        ulec całkowitej autodestrukcji lub unicestwieniu przez jakiś czynnik zewnętrzny,
                                        którego np. nie jesteśmy jeszcze w stania rozpoznać.
                                        • Gość: Zyzio Re: sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.09, 12:44
                                          >Nasza wolna wola działa na naszą niekorzyść jako gatunku (...)

                                          I tu się właśnie nie zgodzę. Nasz wybór przeważnie służy gatunkowi.
                                          Pamiętam historię opowiedzianą mi na Krymie przez matrosa. Opowiadał o
                                          ćwiczeniach floty czarnomorskiej i pożarze powstałym przy pełnym zanurzeniu.
                                          Mechanik, którego odcięto w śluzie pełnej ognia miał wybór, który mu
                                          przedstawiono przez interkom: rozwalić zabezpieczenia i pogrążyć łódź podwodną z
                                          załogą lub spłonąć ratując życie innych.
                                          W tym przypadku bohaterska decyzja zadziałała w interesie załogi-> gatunku.

                                          To samo dotyczy samobójców. Jako jednostki nieprzydatne społecznie poddają się
                                          samounicestwieniu.

                                          W ten sposób umiejętność przezwyciężenia instynktu samozachowawczego służy ogółowi.

                                          --
                                          Mów mi Zyzio, mala
                                          • Gość: kuna Re: sprostowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.09, 13:09
                                            Muszę to przemyśleć, nie twierdzę, że jestem przypięta do swojego zdania
                                            łańcuchem ;-), więc przetrawię sprawę raz jeszcze. Choć wydaje mi się, że przez
                                            pryzmat zdarzenia grupy ludzi nie można oceniać wpływu wolnej woli na populację.
                                            Można natomiast potraktować sprawę jako wyjątek potwierdzający regułę.
                                      • warzaw_bike_killerz Re: sprostowanie 03.12.09, 11:47
                                        Niekoniecznie. Oczywiscie jak kazdy z gatunku Homo Sapiens jestem egocentryczny,
                                        cyniczny i oportunistyczny i moge przyjac nawet za pewnik, ze jazn jest bytem
                                        odrebnym od komorkowej postaci mojej powloki. Tylko dla tych plytkich celow
                                        jakim byloby zycie wieczne z 40 dziewicami. Przeciez nie po to wspialem sie w
                                        ewolucji tak wysoko, tak potrafie manipulowac wszystkimi biologicznymi
                                        stworzeniami i nawet radze sobie z silami natury, zebym nie przeskoczyl tej
                                        malej bariery jakim jest powloka cielesna.
                                        Moje neurony stworzyly uklad w ktorym mam zakodowane, iz jestem ponadczasowy i
                                        wszechmocny.

                                        Pies tez ma wolna wole. Moze uciec i nie wrocic do wlasciciela. To, czy my
                                        zdajemy sobie sprawe czy zrobil to ze swiadomych pobudek, czy tez przypadkowo
                                        pogonil za "potrzeba prokreacji" jest tutaj nieistotne, bo gdybysmy odkryli
                                        niechcacy, ze on uciekl od swej karmiacej reki uzywajac wolnej woli, byloby dla
                                        naszego ego ponizajace. Ssak, ktorym potrafimy sterowac, kazac mu robic siady i
                                        szukac narkotykow, odwazyl sie miec wlasna wole! Taka jak my!

                                        A co steruje nasza wolna wola, ktora przedkladasz jako wyroznik od zwierzecia?
                                        Wybor kochanki? W ktorym momencie? Przed zauwazeniem w niej godnego replikatora
                                        naszych genow, czy po? Nie uwazam, ze wolna wola jest czyms kompletnie odrebnym
                                        od cech wyuczonych. Po prostu masz zero jedynkowy wybor pomiedzy korzystnym lub
                                        niekorzystnym rozwojem sytuacji przewidujac (z poznanych modeli) ich konsekwencje.
                                        Wyjdziesz z pozaru (dla uproszczenia 0) wrocisz do stada, bedziesz bezpieczny,
                                        przetrwasz. Nie wyjdziesz (wybor 1-ki) mozesz walczyc z pozarem (znowu wyuczony
                                        model) lub zginac (zdajesz sobie sprawe z dzialania na podstawie poznanych
                                        modeli). Z uwagi na stadne zycie, poznanych modeli maz tak duzo, ze tylko wydaje
                                        Ci sie, ze masz wolna wole. Nie masz jej - odtwarzasz w calym ciagu rozne modele
                                        poprzez szybka adaptacje do nowych warunkow (niestety zawsze znanych z modeli).
                                        Podaj mi przyklad jakiegokolwiek dzialania z wolnej woli, co byloby nie oprate
                                        na znanym Ci istniejacym modelu. Nie ma takiego dzialania. Wolna wola jest
                                        pozorem, kierujesz sie tylko i wylacznie instynktami, ktore kompletnie nie
                                        wyrozniaja nas od zwierzat.
                                        • Gość: Zyzio Re: sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.09, 12:48
                                          >A co steruje nasza wolna wola, ktora przedkladasz jako wyroznik od zwierzecia?

                                          Opowiedziałem wyżej, jako przykład, przypadek matrosa.


                                          >Wolna wola jest pozorem, kierujesz sie tylko i wylacznie instynktami, ktore
                                          kompletnie nie wyrozniaja nas od zwierzat.

                                          Jak wyżej. Pamiętaj, że my mamy możliwość 0-1, zwierzęta nie!
                                          • warzaw_bike_killerz Re: sprostowanie 03.12.09, 13:27
                                            Zwierzeta stadne poswiecaja jednostki! To jest instynkt. Wolna wola jest
                                            pozorem. Pozorna byla takze w przypadku tego mechanika - mial wybor nie 0-1
                                            tylko 0-0 albo umrze, albo umrze. Nie mial zadnego wyboru. Nie mogl zrobic
                                            zadnej projekcji odtworzeniowej, w ktorej moglby przetrwac. Heroizmem byloby
                                            poswiecenie sie stada aby nie umieral sam. W przypadku stada nie zadzialala
                                            wolna wola tylko klasyczne instynktowne poswiecenie jednostki. Jak w stadzie
                                            antylop, ktore porzucaja zrebaki, by samemu szybciej uciec od drapieznika. To
                                            dramat, ale czy antylopa, ktorej dziecko rozszarpal lew, nie przezywa dramatu?
                                            Tego nie wiem, bo nasz egocentryzm nie rozczula sie nad zwierzetami, ktore nie
                                            maja wolnej woli. Frajerskie antylopy nie potrafia stadnie atakowac lwow. Nie
                                            maja tyle silnej woli, ktora wydaje nam sie, ze mamy. Nasze usprawieldliwienie
                                            ataku na lwy usprawiedliwiamy pozorna wolna wola, bo jestemy butni.
                                            Poswiecanie jednostki jest instynktowne dla stada (nie jednostki)- niezalezne od
                                            woli. Presja stada wymaga poswiecen. Czyli odtowrzeniowo osobnik idacy ku
                                            zagladzie jest pompowany obrazem herosa. Samobojca terrorysta, nie robi tego z
                                            wolnej woli. On ma zakodowany obraz 40 dziewic i skutecznego poswiecenia sie dla
                                            stada. Cale stado przygotowuje go do roli pierwszego na linii poswiecenia.
                                            Uklada mu polaczenia miedzy neuronami tak, aby nie korzystal z wolnej woli, ale
                                            z perspektywy samych korzysci jego poswiecenia. Podobnie z tym marynarzem, czy
                                            kapitanem na statku. Kapitan schodzi ostatni. I to nie wynika z jego heroizmu
                                            czy wolnej woli. To wynika z zakodowania w nim takiego zachowania, aby
                                            instynktownie dzialal w innym obszarze. Gdyby nie zakodowano mu i nie dzialal
                                            najpierw w obszarze chronienia stada, bylby skazany na ostracyzm a nawet
                                            odosobnienie, a jego instynkt nie moze pozwolic na osamotnienie, bo jest
                                            stworzeniem stadnym. Dlaczego wiezienie (w szczegolnosci karcer) jest tak
                                            powazna kara? Bo dziala na instynkt i hamuje inne instynkty, nie wolna wole.
                                            • Gość: Zyzio Re: sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.09, 14:29
                                              > Zwierzeta stadne poswiecaja jednostki! To jest instynkt.

                                              Zgadzam się, ja natomiast mówiłem o jednostce, która nie poświęciła stada,
                                              pomimo, że instynkt samozachowawczy podpowiadał jej uciekać od liżących plecy
                                              płomieni.

                                              > Nie mogl zrobic zadnej projekcji odtworzeniowej, w ktorej moglby przetrwac.

                                              Tego nie wiemy, on też nie wiedział. Mógł kalkulować: dla jednego marynarza nie
                                              przerwą ćwiczeń, dla całej załogi - kto wie?
                                              Mógł zaryzykować, nie zrobił tego. To jest heroizm, wolna wola.


                                              >Samobojca terrorysta, nie robi tego z wolnej woli. On ma zakodowany obraz 40
                                              dziewic i skutecznego poswiecenia sie dla stada.

                                              Najpierw WBK mówisz o instynkcie, teraz o wyborze i mówisz, że to nie wola.
                                              Pokrętne. (Tak na marginesie, słyszałeś kiedyś, aby Muzułmanka poszła do raju?
                                              Nie słyszałeś, bo raj jest przeznaczony tylko dla mężczyzn. Stąd te legendy
                                              powielane przez ludzi Zachodu, którzy Koranu na oczy nie wiedzieli).

                                              Następnie poruszasz okres socjalizacji, nauki i indoktrynacji - tu się z Tobą
                                              zgodzę, te czynniki mają ogromny wpływ na wybór zachowania jednostki. O ile na
                                              końcu tej ścieżki jednostka ma już bardzo ograniczony wybór, to dalej ją ma!
                                              (Wiesz dlaczego nie odstępują od zamachu? Bo wolą by rodzina dostała za niego
                                              kasę, niż została wymordowana razem z dezerterem). Natomiast, na początku ma
                                              wolną wolę. Dlaczego nie zostałeś złodziejem, pomimo, że w okresie dzieciństwa,
                                              czy dojrzewania miałeś sposobność (ja miałem)? Bo wybrałeś!

                                              Wiem, drogi WBK, co starasz się nam przekazać. Starą Pascalowską prawdą, że
                                              jesteśmy "najsłabszą w przyrodzie trzciną, ale myślącą", a "wielkość człowieka
                                              jest wielka w tym, że zna on swoją nędzę".

                                              Tylko pamiętaj, że ten poczciwy jansenista nigdy nie spotkał się z naukami
                                              Wschodu, czy z praktykami syberyjskiego szamanizmu. Postrzegał kondycję
                                              człowieka przez pryzmat schorowanego swego ciała i brudnej, lepkiej
                                              rzeczywistości Paryża niczym z kart książki Patricka Süskinda, Pachnidło.

                                              --
                                              Mów mi Zyzio, mala
                                              • warzaw_bike_killerz Re: sprostowanie 03.12.09, 15:02
                                                Gość portalu: Zyzio napisał(a):
                                                > Najpierw WBK mówisz o instynkcie, teraz o wyborze i mówisz, że to nie wola.
                                                > Pokrętne.


                                                Alez skadze. Zakladam, ze wszystkie wybory dokonywane sa instynktownie. Nie na
                                                bazie woli. Zlodziej staje sie instynktownie zlodziejem. Chocby ukladal misterny
                                                plan przez 4 lata w celu wywiezienia zlota z Fortu Knox, to jego dzialanie nie
                                                jest oparte na woli, a na instynkcie. Instynkcie przetrwania (byc moze), ktoremu
                                                daje przewaga pozycji w stadzie (jedne stworzenia stadne maja poroze, inne
                                                mercedesy) Instynktow mamy mnostwo, sa one zlozone lub kierunkowe.
                                                Matka moze miec wolna wole porzucic swoje dziecko wg Ciebie. Sa matki, ktore tak
                                                robia i nie ulegaja powszechnemu instynktowi macierzynskiemu. Maja wartosc
                                                "ponad" instynktowna czyli wolna wole. Nic bardziej mylnego - emiprycznie matki
                                                zwierzece porzucaja swoje dzieci. Dlaczego to robia? Przeciez nie z powodu
                                                wolnej woli, ktora niby ma posiadac tylko czlowiek, ktora to odroznia go od
                                                zwierzecia. Zbyt duzo filozofii i psychologii ponad zwykle bilogiczno-chemiczne
                                                reakcje. To, ze matka porzuci dziecko, lub nie ma mleka by je wykarmic, nie
                                                wynika z wolnej woli, wynika ze zwiazkow chemicznych majacych wplyw na organizm
                                                biologiczny, ktory to nastepnie sam decyduje o uczuciach! Porzucenie dziecka to
                                                wybor powmiedzy instynktami (ktore nawet moga byc mylnie postrzegane):
                                                instynktem maciezynski, a instynktem przetrwania.
                                                • Gość: Zyzio Re: sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.09, 17:37
                                                  A więc mamy tutaj zwolennika "teorii popędu" poczciwego doktora Sigmunta! Tylko
                                                  nijak mi się to nie układa w całość teorii o człowieku, w odniesieniu do
                                                  poprzednich wypowiedzi.

                                                  Koncepcja instynktu erosa i thanatosa skupia się na indywidualnych potrzebach
                                                  jednostki. Ustaliśmy poprzednio, że człowiek jest zwierzęciem stadnym (Platon),
                                                  zatem ślepe zaspakajanie swoich potrzeb doprowadziłoby do anarchii w stadzie.
                                                  W odróżnieniu od zwierząt, w społeczeństwach cywilizowanych powstrzymujemy i
                                                  stymulujemy swoje popędy, tak by nie krzywdzić innych (humanitaryzm). Zatracamy
                                                  tą umiejętność w małych społecznościach, gdzie silniejszy narzuca rację
                                                  (piramida dziobania), np. w więzieniach - tam wyraźnie widać, jakie ludzie mieli
                                                  wartości 5 tys. lat temu - aż do tak prymitywnych instynktów jest tam
                                                  zredukowana WOLA człowieka.

                                                  Skoro, drogi WBK, wychodzisz na ulicę i nie gwałcisz, albo ktoś inny Ciebie nie
                                                  gwałci, to znaczy, że teoria popędów - nie... nie powiem, że nie występuje ;) -
                                                  została przekształcona w wyższą formę gry społecznej. Ty wyjeżdżasz dużym
                                                  samochodem, twój sąsiad wyjeżdża jeszcze większym. Tylko, że w tym momencie
                                                  uprawiamy gry towarzyskie, które nie są nam wdrukowane z chwilą urodzin, tylko
                                                  sukcesywnie się ich uczymy. Gry te gramy na wielu płaszczyznach, wobec różnych
                                                  przeciwników i sytuacji życiowych (polecam książkę Erica Berne'a, W co grają
                                                  ludzie).

                                                  Gier społecznych nie da się już wyjaśnić teorią instynktów, ponieważ instynkt z
                                                  definicji jest czymś NIEWYUCZONYM, SCHEMATYCZNYM, STEREOTYPOWYM służącym do
                                                  PRZETRWANIA GATUNKU.
                                                  Drogi WBK, cały wywód o WYUCZENIU terrorysty, matrosa, kapitana statku przeczy
                                                  twojej freudowskiej teorii popędów.

                                                  --
                                                  Mów mi Zyzio, mala

                                                  -
                                                  • warzaw_bike_killerz Re: sprostowanie 03.12.09, 18:05
                                                    Nie nie nie nie nie. Freuda w to nie mieszajmy. Znowu zbyt duzo psychologii niz
                                                    biologii.
                                                    Zwierzeta stadne. Wezmy sobie przyklad ze stada psow. Albo owiec. Kazde z tych
                                                    zwierzat nie ma wolnej woli. Kieruje sie instynktami. A jednak slepe
                                                    zaspokajanie wlasnych potrzeb nie prowadzi do anarchii!
                                                    Jest to mozliwe bez wolnej woli? Jest!
                                                    Instynkty znosza sie wzajmenie. Instynkt przetrwania czy instynkt macierzynski?
                                                    Podalem wczesniej piekny przyklad. To ktory instynkt jest wazniejszy i ktoremu
                                                    impulsowi sie ulega zalezy od miliona okolicznosci, ktorych projekcje (czyli
                                                    zakodowany obraz kolejnosci zdarzen) posiadamy juz w swoim mozgu
                                                    zaarchiwizowana! Archiwum obrazow (calego ciagu zdarzen, a byc moze zapamietane
                                                    pol ksiazki - wzorzec) moze miec wplyw na wielkosc impulsu, ktoremu poddamy
                                                    instynkt.

                                                    Twoj wzorzec zakodowany w polaczeniach miedzy neuronami wyraznie jest
                                                    nacechowany bogatym zasobem filozofii i psychologii. Przeksztalcasz moje
                                                    calkowicie "filozofujace" zalozenia tejze dyskusji na swoj wzorzec i starasz sie
                                                    to wpasowac w znane Ci ramki. Jestem za to wdzieczny, bo siegne po wiecej
                                                    ksiazek, wychodzacych ponad psychologie tlumu w supermarkecie - calosc oparta na
                                                    impulsywnym zachowaniu instynktow.
                                                  • Gość: Zyzio Re: sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.09, 18:21
                                                    Biologia dotyczy przede wszystkim zwierząt. Na wszystkie pytania związane z ich
                                                    zachowaniami odpowie Ci spółka (a w zasadzie mistrz i uczeń) Konrad Lorenz i
                                                    Eibl-Eibesfeldt.
                                                    Ten ostatni napisał książkę "Miłość i nienawiść". Myślę, że w niej odkryjesz
                                                    odpowiedzi na zadawane w dyskusji pytania. Poniżej spis:
                                                    1. Bestia humana - nowoczesny, zniekształcony obraz człowieka
                                                    2. Zaprogramowania w zachowaniu się zwierząt i ludzi
                                                    3. Rozwój rodowy a tworzenie rytów
                                                    4. Zalety stowarzyszania się
                                                    5. Agresja z punktu widzenia nauki o zachowaniu się
                                                    6. Biologiczne tworzenie norm etycznych
                                                    7. Antagoniści agresji
                                                    8. Więzy między ludźmi
                                                    9. Jeszcze o rytach wiążących
                                                    10. Rozwój więzi osobistej i poufności
                                                    11. Od więzi zindywidualizowanej do wspólnoty anonimowej

                                                    --
                                                    Mów mi Zyzio, mala
                                          • Gość: kuna Re: sprostowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.09, 13:39
                                            Dopóki nie wespniemy się wyżej w sposobach porozumiewania ze zwierzętami nie
                                            traktujmy ich braku wolnej woli (jeśli takowa istniej) jako pewnika. Jest
                                            możliwe, że to tylko nasze pobożne życzenie i wcale nie jako jedyni jesteśmy
                                            inteligentni, wyposażeni w jaźń, percepcję czy wolną wolę. Z drugiej strony
                                            argument o braku wolnej woli jako takiej jest wart przemyślenia, choćby w
                                            kontekście tego, co pisałam wcześniej o ograniczeniach poznania i postrzegania.
                                            Umysł przetwarza podane informacje, nie działamy na podstawie wyjętych z próżni
                                            obrazów, ale funkcjonujemy na bazie tego, czego się umysł "nauczył" od początku
                                            funkcjonowania. Wystarczy przyjrzeć się snom: potrafią one tworzyć tak niezwykle
                                            mozaiki z zapamiętanych obrazów, że np. śni ci się człowiek, którego widziałeś w
                                            tłumie 10 lat temu przez sekundę i nawet nie dostrzegłeś tego, że twój umysł go
                                            zarejestrował. Jego twarz może pojawiać się w snach w różnych sytuacjach, a
                                            sytuacje te także są kompilacją doświadczeń i obrazów "mimowolnie" zakodowanych
                                            w umyśle. Tobie wydaje się, że we śnie tworzysz nowe obrazy, a to jednak
                                            nieprawda. Zagadki umysłu są ciekawym tematem, a zachowanie, które bierzesz za
                                            akt wolnej woli może być po prostu innym wariantem (0-1) instynktu.
                                            • Gość: Zyzio Re: sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.09, 14:57
                                              >Dopóki nie wespniemy się wyżej w sposobach porozumiewania ze zwierzętami nie
                                              traktujmy ich braku wolnej woli (jeśli takowa istniej) jako pewnika.

                                              Ano właśnie. Słyszałem, że w fermach gęsi tuczone na wątróbki popełniają
                                              samobójstwo przez walenie głową o ścianę.
                                              Nie wiem, na ile jest to świadome zachowanie, na ile reakcja na cierpienie.
                                              Trzeba by było to sprawdzić/potwierdzić. Gdyby to jednak okazało się prawdą, to
                                              mielibyśmy nową dziedzinę w etologii - zachowania pozainstynktowne.

                                              > Z drugiej strony argument o braku wolnej woli jako takiej jest wart
                                              przemyślenia, choćby w kontekście tego, co pisałam wcześniej o ograniczeniach
                                              poznania i postrzegania.

                                              I tu jest właśnie sedno. Najpierw w pogoni za cywilizacją sami ograniczyliśmy
                                              swoje zmysły, a szczególnie zmysły nadprzyrodzone (Cejrowski zajmując się tym
                                              zagadnieniem ujął, że to są zmysły przyrodzone, których nie rozwijamy i ulegają
                                              gwałtownemu stępieniu), do tego stopnia, że nie potrafimy normalnie funkcjonować
                                              w przyrodzie, czytać jej znaków, czerpać z jej mądrości.

                                              Pod koniec ubiegłego wieku James Lovelock wysunął Hipotezę Gai. Przedstawił
                                              naukowo to, co wie każda szeptucha, średnio rozgarnięty Indianin, czy Ewenk z
                                              Syberii.

                                              Nie możemy siebie postrzegać jako byt niezależny, możemy swoją wartość upatrywać
                                              tylko w kontekście sytuacji, w której żyjemy (teoria głośno lansowana przez
                                              WBK). Tylko, aby tą sytuację i siebie zrozumieć musimy otworzyć wszystkie
                                              zmysły, kanały, meridany, odczucia - zanurzyć się w tych wrażeniach i dopiero po
                                              takiej kąpieli jesteśmy w stanie troszeczkę przybliżyć się do prawdy.

                                              --
                                              Mów mi Zyzio, mala
                                              • Gość: kuna Re: sprostowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.09, 15:13
                                                Przybliżyć się do prawdy, powiadasz... powiedz jednak, o którą prawdę chodzi:
                                                moją, twoją, WBK, prawdę jehowych, buddystów czy może muzułmanów? Masz na myśli
                                                prawdę indywidualnej jaźni, czy prawdę wykształconą przez religie, pokolenia,
                                                genetykę populacji? Co to jest ta PRAWDA? Bez określenia, choćby w przybliżeniu,
                                                możemy nie dostrzec jej w tym pędzie cywilizacyjnym i zrobić to co zwykle: minąć
                                                się z nią.
                                                • Gość: Zyzio Re: sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.09, 17:08
                                                  Ano właśnie, dla każdego PRAWDA jest czymś innym. Dla jednych objawieniem się
                                                  jako prorok, dla innych osiągnięciem stanu oświecenia, dla jeszcze innych
                                                  występowaniem z TV z różowym jednorożcem, lub spędzeniem życia za murami klasztoru.
                                                  Ten kto doświadczył prawdy pytań nie zadaje. On realizuje się w prawdzie.
                                                  Pytania mają, tacy jak my - wątpiący, nie zrealizowani (nie mówię, że
                                                  nieszczęśliwi - mówię, że poszukujący).
                                                  Tak więc PRAWDA to raczej doświadczenie realizacji jednostki niźli suma nauk
                                                  mas, dla mas.

                                                  --
                                                  Mów mi Zyzio, mala

                                                  • warzaw_bike_killerz Re: sprostowanie 03.12.09, 17:30
                                                    A ja nawet nie wiem czy chcialbym szukac prawdy. Oczywiscie chcialbym szalenie
                                                    poznac tych, co znalezli prawde i sie w niej realizuja. Nie z tego powodu, ze
                                                    byliby wyznacznikiem jakiegos elementu do ukladanki, a raczej jako casus osoby
                                                    przegranej, ktora uwierzyla w swoja prawde, bo nie miala cierpliwosci pojmowac
                                                    lub poznawac dalej. Oczywiscie wiem, ze dla takiej osoby bylbym kompletnym
                                                    balwanem nie doceniajacym Prawdziwej Wiedzy i pomniejszalbym jej Prawdziwe
                                                    Doznania.
                                                    Poznanie prawdy (czy mam wole, czy jest jazn) sobie zostawiam pozostawiam na ten
                                                    moment, kiedy juz nie bede mial wyjscia i bede musial przeewaluowac swoje
                                                    wartosci i zaadoptowac do nowych warunkow, o ile takie cudowne zdarzenie sie
                                                    zrealizuje. Tu jest dzis i teraz i bardzo przyjemnie jest podyskutowac o
                                                    niemierzalnych, nienamacalnych elementach pozanaukowych, niemniej wole poddawac
                                                    sie instynktom (racjonalnie wykorzystujac zakodowane obrazy ich efektow przy
                                                    zero jedynkowym wyborze uruchamiania impulsow) anizeli wierzyc w oswiecenie
                                                    poprzez kierowanie wolna wola.

                                                    Spojrzmy racjonalnie na forme duchowa jazni. Nie wiem, czy chcialbym, aby
                                                    ktokolwiek w swojej formie bezcielesnej mogl ze mna egzystowac w tym samym
                                                    wymiarze swiata - duch podpatrujacy jak wycieram tylek. Wstydzilbym sie
                                                    wszystkich swoich zwierzecych odruchow (i nie wierze, ze sa tacy, co ich nie
                                                    maja), ktore ta niematerialna forma moglaby zauwazyc!! Nie wiem, czy swiadomosc
                                                    pozacielesna ma wstyd. Wiem, ze wolalbym nie tlumaczyc sie z niektorych rzeczy.
                                                  • Gość: Zyzio Re: sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.09, 17:51
                                                    Drogi WBK, jeżeli mogę Cię pocieszyć, to pomyśl sobie, że całkiem prawdopodobne,
                                                    że z całą naszą planetą Ziemią, całym kosmosem jesteśmy li tylko kawałkiem brudu
                                                    pod paznokciem jakiegoś olbrzyma.

                                                    Co do przenikania się wymiarów to nie bądź taki pewien, że nie jesteś
                                                    podpatrywany. Więcej mamy dowodów, na istnienie innych wymiarów, niż ich brak.
                                                    Już wyprzedzam twoje pytanie i odpowiadam... podstawowym dowodem jest rodząca
                                                    się czujność, bojaźń i strach w określonych sytuacjach. Uważam to za instynkt
                                                    pierwotny, a więc taki, z którym się nie dyskutuje.
                                                    Reszta przykładów to umiejętność percepcji i wiedzy, aby dostrzec to czego szukamy.

                                                    --
                                                    Mów mi Zyzio, mala
                                                  • Gość: kuna Re: sprostowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.09, 10:56
                                                    Droga do prawdy nie jest równoznaczna z pojęciem prawdy.
                                                    W żaden sposób prorok nie będzie prawdą, może być co najwyżej jej źródłem, a
                                                    jaka jest prawda z tego źródła? Cóż, prorok też człowiek...a jego wyznawca tym
                                                    bardziej.
                                                    Osiągnięcie stanu oświecenia może zbliżyć do poznania prawdy, ale człowiek
                                                    naprawdę oświecony nie będzie mógł poprzestać na jednej prawdzie - jego
                                                    dociekliwy umysł natychmiast zwątpi i nie spocznie szukając dalej.
                                                    Spędzenie życia za murami klasztoru dalekie jest od dostępu do prawdy - to tylko
                                                    droga do niej, która w momencie oświecenia może nigdy się nie skończyć, j.w.
                                                    Jedynie występowanie w TV z różowym jednorożcem może być uznane za formę PRAWDY
                                                    samej w sobie, zważywszy na iloraz inteligencji występującej osoby, a więc na
                                                    jej niewielkie potrzeby intelektualne.
                  • jan-w Re: o, kurczę 01.12.09, 16:57
                    Zdaniem Księgi Rodzaju, żydzi to potomkowie patriarchy Jakuba.
                    W jego czasach było już znacznie więcej ludzi.
                    • warzaw_bike_killerz Re: o, kurczę 01.12.09, 17:11
                      Ojcem wszystkich ludow semickich byl Sem. Kto byl ojcem ludow slowianskich?
                      Brakuje! Brakuje! Brakuje!
                      Chodzi o tradycje plemienna - od dolu do gory, czy od gory do dolu? Kananejczyk
                      jest Zydem czy nie?

                      No dobrze. Nie ma miejsca na Slowian, robimy rewolte - ja jestem od Jafeta,
                      niewarszawiacy oczywiscie od Chama, a zydzi od Sema. Chcesz zmienic nasza
                      tradycje? Tu nie ma miejsca na... Germanow! No i oczywiscie TYLKO Noe z rodzina
                      uratowal sie z potopu!
                      • jan-w Re: o, kurczę 01.12.09, 17:21
                        Tradycyjnie - wiadomo.
                        Szlachta od Jafeta, chłopi od Chama. Stąd ich pogardliwe określenie.
                        Myślisz że bycie Warszawiakiem to współczesna forma szlachectwa? ;-)
                      • Gość: Zyzio Re: o, kurczę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.09, 00:40
                        > Ojcem wszystkich ludow semickich byl Sem.

                        Błąd poznawczy. Oparcie tezy na jednym źródle prowadzi właśnie do takich
                        sofistycznych dysput.

                        Drogi WBK, jak poczytasz mitologię Eskimosów, czy Indian, Hindusów zobaczysz, że
                        źródeł powstania ludzkości jest więcej. Oczywiście nie musisz im wierzyć, ale
                        skoro uwierzyłeś Biblii, to nie zatrzymuj się na pierwszej książce, którą Ci
                        wręczono.

                        --
                        Mów mi Zyzio, mala
                        • jan-w Re: o, kurczę 02.12.09, 08:58
                          W zasadzie masz rację, ale nie zauważyłem w mitologii eskimosów ani hindusów wzmianek o pochodzeniu ludów semickich ;-)
                          Dla zainteresowanych innymi książkami tego typu niż tylko biblia: www.sacred-texts.com/index.htm
                          • warzaw_bike_killerz Re: o, kurczę 02.12.09, 10:51
                            O wlasnie! Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze mitologie Eskimosow nie
                            uwzgledniaja przewodniczacej roli narodu wybranego.

                            Wracajac do slusznej sofistycznie uporszczonej wersji wiary (w tym przypadku
                            umysl nie jest w stanie pojac absolutu!), nie zauwazylem biblijnych wzmianek o
                            Chinczykach. Czy nie wydaje wam sie, ze ich skosne oczy moga tlumaczyc, ze sa
                            potomkami rozbitego statku kosmicznego?
                            • Gość: Zyzio Re: o, kurczę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.09, 14:55
                              A pamiętasz przypowieść o Gigantach zesłanych na Ziemię i potomstwu spłodzonym z
                              ziemskimi kobietami. Co się stało z owymi mocarzami?

                              Ks.Rodz.6,1-4

                              --
                              Mów mi Zyzio, mala
                              • warzaw_bike_killerz Re: o, kurczę 02.12.09, 15:29
                                Utopili sie. 6.7
                                • Gość: Zyzio Re: o, kurczę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.09, 16:14
                                  A Chińczycy się nie utopili?

                                  --
                                  Mów mi Zyzio, mala
                                  • warzaw_bike_killerz Re: o, kurczę 02.12.09, 16:31
                                    Musza byc spoza naszego wymiaru poznawczego. Pewnikiem pojawili sie po potopie.
                                    Przemyceni na ziemie, gdy juz bylo duzo potomkow Sema, Chama i Jafeta. Indian
                                    tez nam dorzucili dopiero 600 lat temu.
                                    • Gość: Zyzio Re: o, kurczę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.09, 18:21
                                      Hmm... coś rzeczywiście w tej nauce szwankuje, bo komuniści pojawili się na
                                      przełomie XIX/XX w. Czyli według dogmatu też nie należą do rodzaju ludzkiego. Ha!

                                      --
                                      Mów mi Zyzio, mala
                            • Gość: kuna Re: o, kurczę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.12.09, 15:45
                              Powiem więcej - będąc bytem zawieszonym w kosmosie wszyscy jesteśmy kosmitami
                              ;-) czy tego chcemy, czy nie. Hura.
          • Gość: kuna Re: o, kurczę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.09, 12:49
            Ot, poczuł się wielbiciel eksponowania obcego nazwiska na własnej d... poza tym
            - co ma piernik do wiatraka, jeśli chodzi o małpy i garnitury? Wszak na nasz
            rodowód nie mamy wpływu, a na modę - jak najbardziej. Uściślając, bo widać nie
            jesteś na bieżąco z nauką, pochodzimy od WSPÓLNEGO PRZODKA, a nie od małpy. Poza
            tym królowa ma błękitną krew więc pochodzi od błękitka, albo od smurfów, nie
            wiedziałeś?
    • Gość: zbv ????? IP: *.chello.pl 01.12.09, 16:08
      warsiawiak, nie warsiawiak, ale nienormalny ty jestes ;)
    • ritzy Historia o szydle i o worku 01.12.09, 23:53
      "Tak naprawdę nie jestem prawdziwym Warszawiakiem, a na
      Polonię chodziłem tylko w celu uwiarygodnienia mojego kłamstwa."

      To by potwierdzalo moje spostrzeżenia. Kibice Polonii to farbowane
      lisy i przyjezdni koniunkturaliści. Teraz, jak Polonia zostala
      zlikwidowana i zastapiona przez Dyskopolo i mimo tego pałęta się w
      strefie spadkowej, jej rzekomo najwierniejsi kibice rejteruja,
      wymyślając najróżniejsze powody. Nie do konca zreszta
      przekonywujące. Jakby to porzadny włościanin nie mogl być kibicem
      tego zespolu...

      Gdyby d.Polonia była choc szosta w tabeli, wowczas te wszystkie
      kurki na kosciele konwiktorskim w mocno przybrudzonych koszulach
      obnosily by się po miescie - wspolnie z aparatczykami z SLD - ze
      swym kibicostwem, kablując tradycyjnie do policji na legionistow. Bo
      to jest faktycznie jedyna rzecz, jaka lubia i umieja robic.
      • le.chujarek ritzy, 02.12.09, 09:32
        nie masz czasem wrażenia że strasznie łatwo dajesz się podpuścić?
        • nasza_maggie dawno 02.12.09, 15:32
          nie było tak
          inteligienckiego
          wątku na forumie:)))
          • jan-w Re: dawno 02.12.09, 16:42
            Kiedy czytam te popisy, to podejrzewam że niektórzy nie tylko WSP w Płocku, ale
            nawet ATK kończyli ;-)
        • ritzy Re: ritzy, 03.12.09, 00:49
          A co Ty... To Karolak dal ciala, dokonujac coming-outa. Pomyslal, ze
          potraktujemy jego szczere wyznanie jako zart, a on oczysci sobie
          sumienie. Nie udalo sie, kurde.

          A ponadto, kazda okazja jest dobra by tym nienawistnikom z Dyskopolo
          przylozyc!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka