Dodaj do ulubionych

A ja czy poszedłbym? - plakaty powstańcze Rafał...

    • Gość: gabi25 Re: A ja czy poszedłbym? - plakaty powstańcze Raf IP: 80.241.130.* 02.08.04, 13:31
      Ja , mimo ogromnego strachu, rowniez chcialabym pomagac walczacym. Mimo calego
      zla, jakie sie teraz dzieje, kocham ten kraj, tylko dlatego ze jest moj, ze mam
      gdzie wracac!
      • rolotomasi Powstanie Warszawskie było błędem i nim pozostanie 02.08.04, 15:11
        Powstanie Warszawskie było błędem i takim pozostanie w histori. Świadczą o tym
        skutki każdej strony tematu: militarna, polityczna, materialna, duchowa, patrio-
        tyczna, także demograficzna.
        Polsko-londyńskim uciekinierom politycznym ~udało się~ stracić i zniszczyć
        Stolicę, wygubić mieszczaństwo, podłamać ducha w całym narodzie, skłócić Polaków
        z Rosjanami(z Niemcami nie musieli) i sojusznikami z Zachodniej Europy.
        Straty w ludziach:200 tys zabitych,zburzenie miasta i rozpędzenie jego mieszkań-
        ców po całym kraju i świecie; nieświadomość, przez to daremność tej ofiary dla
        zagranicy jest 100+22% Oraz: zniechęcanie młodzieży natrętną propagandą z okazji
        50 v 60-lecia, również same bombastyczne obchody z chórami i ariami, czy medalem
        dla przywódcy,ale -ówczesnego wroga!!przemówienia polityków okraszane rubasznymi
        żartami, a na koniec: Pełne samozadowolenie establiszmentu -nie wiedzieć z czego
        Całość jest do ujęcia w słowa: zupełne zagubienie i kontynuacja bezsensu.
        • rolotomasi Re: Powstanie Warszawskie było błędem i nim pozos 02.08.04, 15:15
          Jeszcze link, wspomnienia i analiza Warszawiaka, teraz w Kanadzie.
          www.niniwa2.cad.pl/powstanie-warsz.htm
        • Gość: Am ma sz rację IP: 193.193.181.* 03.08.04, 09:14
          Tak, było błędem. Szkoda ludzi. Jeszcze raz powtórzę - nakręcanie 'atmosfery" w
          związku z kolejną rocznicą powstania to temat zastępczy. Naprawdę mało głosów
          merytorycznych. Naprawde trzeba było Daviesa żeby tu ludzie przejrzeli na oczy.
          miejscowi historycy się po prostu boją zabrać głos. Bo zaraz będzie że są
          antynarodowi, albo rewizjonistami (a nie wiem dlaczego to hasło jest negatywne
          jak sie kwestionuje banialuki serwowane przed laty przez komunistów, faszystów
          czy kogo tam jescze).
          • rolotomasi Re: masz rację 03.08.04, 16:46
            Prędzej bym się bana spodziewał niż " Masz rację ", ful surprise. Na prawdę.

            Głębsze rozważania na ten temat schodzą zaraz do personalnych przytyków, czasem
            wyzwisk, w najlepszym razie obojętności. A jeśli już ktoś zacznie analizę to też
            kończy na : " Guru powiedział że " i to wszystko.
            Sam mogę sobie pozwolić na otwartą ocenę,bo wyrobiłem sobie pozycję na tym forum
            -można rzec: niezależny autorytet. I niespecjalnie rusza mnie ewent.odrzucenie.
            Piszę tę i inne opinie, aby dwu- i trzydziestolatki czuły bluesa przy podejmowa-
            niu decyzji -było nie było- życiowych, przed jakimi sam stawałem w latach 80tych
            Wiem.że odległość pokoloniewa do Powstańców jest zbyt duża żeby młodsi dostroili
            się do Ich nadawania.
    • Gość: Dorota Re: A ja czy poszedłbym? - plakaty powstańcze Raf IP: *.czes.gazeta.pl 02.08.04, 15:22
      Poszlabym, choc pewnie umierałabym ze strachu, bo do najodważniejszych nie
      należę. To byłby po prostu mój obowiązek i na pewno bym sie nie zastanawiała,
      czy to ma sens, czy nie ma, czy może sie udać, czy tez powstanie skazane jest
      na kleskę. I podejrzewam, że poszliby także ci, którzy piszą, że ważniejsza
      jest rodzina, że politycy to idioci. Tak twierdzą dzisiaj. Polacy sa wielkim
      narodem, ale społeczeństwem żadnym. A jeśliby nie poszli, to nie ma sensu o
      taka Polskę walczyć.
      Dorota
    • Gość: Madex Re: A ja czy poszedłbym? - plakaty powstańcze Raf IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 12:46
      Tak.
    • nasza_maggie Re: A ja czy poszedłbym? - plakaty powstańcze Raf 03.08.04, 18:36
      To bylo piekne swieto. Slyszalam kazde przemowienie w niedziele na placu
      Powstancow. Moge spokojnie powiedziec iz bylam swiadkiem historii i ze profesor
      Bartoszewski jest wzorcem dla wielu mlodych ludzi.

      To swieto laczy pokolenia. Obudzil sie w stolicy duch dawnych czasow. Jakze
      byloby pieknie, zeby tak zostalo na zawsze. Zebysmy pamietali o tym co nas
      laczy a nie co nas dzieli..

      Mimo ze sa inne czasy. Mimo ze wielu z nas narzeka (taka natura Polakow :) )
      technologia, polityka tez sa inne ale....gruntowo wartosci pozostaja w nas,
      Polakach takie same.
      Laczymy sie zawsze gdy mamy wspolnego wroga. Potrafimy walczyc i potrafimy
      bronic swoich wartosci.

      Mysle ze jezeli by teraz grozilo nam takie niebezpieczenstwo - wielu by
      zrobilo tak samo. (Nawet Ci co pisza tutaj tak negatywnie).
      Ja, napewno.


      Poszlabym.

      pzdr
      Magdalena.
      lat 25.
      Srodmiescie.

      miasta.gazeta.pl/warszawa/0,54181.html
      • rolotomasi Re: A Ja ? 03.08.04, 19:56
        Prawie 100% deklarujących >> " pójście do " nie wie o czym pisze, bo: nie była w
        sytuacji śmiertelnego zagrożenia poprzedzonego kilkuletnim upodleniem(okupacja),
        bo: nie była w wojsku, bo: nie widziała krwi, tym bardziej śmierci i do tego
        krwawej, bo: i temu podobne.

        "Nie bądź głupi - nie daj się zabić " takie napisy kazał namalować swoim żołnie-
        rzom pewien polski Generał pod Monte Casino << I tak trzymajcie, Warszawiacy
        --
        już- Dajemy radę
        co do: na pewno>> na pewno, to kiedys umrzemy, a cała reszta jest niewiadomą.
        • rolotomasi Re: A Ja ? 03.08.04, 20:30
          Podaje fragment wspomnień, z linku podanego wyżej:
          POWSTANIE WARSZAWSKIE - BEZ NIEDOMóWIEŃ
          (Artykuł polemiczny - "politycznie niepoprawny")

          Od ponad pół wieku pokutuje obiegowa opinia, że sprawca tragedii Powstania był
          Stalin, który zdradził, nie udzielając Warszawie pomocy. Otóż Stalin Warszawy
          nie zdradził, bo niczego nie obiecywał. Zachował się, jak należało się
          spodziewać - urządził drugi Katyń.
          Odpowiedź na pytanie: Kto był rzeczywistym sprawcą tragedi ? - natrafia na
          przeszkody. W świadomości społeczeństwa jest to ciągle niezabliźniona rana. I
          dlatego wszelkie dyskusje na ten temat - aby nikogo nie urazić - kończą się tak
          zwanym "owijaniem w bawełnę". Bohaterstwo żołnierzy Powstania i prześladowanie
          ich po wojnie spowodowało, że Powstanie weszło do Panteonu Pamięci Narodowej i
          tym samym jego dowódcy pozostają do dziś poza wszelką krytyką.
          POWSTANIE WIDZIANE Z BLISKA (oczami 10-letniego chlopca)
          Mieszkaliśmy na Flory nr 7. Pierwszego sierpnia o 5-tej z sąsiedniego domu
          Flory 9 (róg Bagateli) wybiegło 98 chłopaków z rewolwerami w ręce, aby
          zaatakować gmachy SS na Szucha. Tam były bunkry, zasieki i czołgi. Rozpętała
          się strzelanina i zaraz do naszej piwnicy zaczęli napływać ranni. Pamiętam ich
          do dziś, jakby to było wczoraj, Układano ich na węglu lub na stole w pralni,
          moja mama dawała poduszki. Jeden miał w trzech miejscach przestrzelone lewe
          płuco, ale żył. Przyszedł dozorca i powiedział z zachwytem, ze "nasi jak koty
          skaczą po dachach". Ja miałem tylko 10 lat, ale zrozumiałem, ze jest źle, bo
          znaczy, że nie opanowali nawet Bagateli. Ruch powstańców i sanitariuszek
          odbywał się piwnicami, przez przebite w murach otwory. Po godzinie strzelanina
          zaczęła cichnąć. Wtedy oficer, do którego zwracano się "panie rotmistrzu" (był
          to Lech Głuchowski, d-ca batalionu Jeleń) - zapytał moją mamę (sic!): "Czy pod
          9-ka są już Niemcy?" - wykazując tym kompletny brak rozeznania sytuacji.
          Zrozumieliśmy co się dzieje i uciekliśmy na 5 piętro. Z nastaniem zmroku weszli
          Niemcy, zabrali i rozstrzelali tylko mężczyzn, w tym dwóch synów dozorcy (16 i
          18 lat). Nas 5-go sierpnia wyprowadzili na Szucha. Siedząc na placu na Rozdrożu
          byliśmy świadkami jak uformowali kolumnę z kobiet i popędzili je przed czołgami
          w kierunku Piusa, gdzie próbowali zdobyć powstańczą barykadę. Potem trzymali
          nas dobę bez jedzenia i picia na podwórku gestapo, gdzie leżały zwęglone zwłoki
          powstańców. Dozorczyni przebrała trzeciego 14-to letniego syna za dziewczynkę.
          Rozpoznali, zabrali i rozstrzelali. Drugiego dnia przegnali nas płonącą
          Marszałkowską do barykad powstańczych na placu Zbawiciela. Idąc Marszałkowską,
          w jakimś sklepie blisko Oleandrów, widzieliśmy stos trupów rozstrzelanych
          mężczyzn, a na placu Zbawiciela leżały trupy, przez które należało
          przeskakiwać. Po przeskoczeniu barykady powstańczej udaliśmy się do rodziny na
          Hożą 47.
          Na tym skrawku miasta, oswobodzonym od Niemców, mimo że pociski spadały na
          głowę, panowała niepowtarzalna atmosfera jakiejś euforii. Wisiały polskie
          flagi, działały różne polskie organizacje, kolportowano prasę powstańczą.
          Niestety ten nastrój euforii pomału gasł, w miarę jak na podwórku przybywało
          mogił, a domy zamieniały się w sterty gruzów.
          Po powstaniu dowiedziałem się, że z atakującego Szucha batalionu Jeleń
          (przedwojenni ułani plus młody narybek) na 98 żołnierzy ocalało siedmiu. Przed
          wycofaniem się w nocy na Mokotów, zrobili jeszcze zasadzkę na Niemców
          wchodzących do domu Flory 5, zabijając kilku. W efekcie Niemcy rozstrzelali
          natychmiast wszystkich mieszkańców Flory 9 i Flory 5, w tym moich 9-letnich
          kolegów ze szkoły. Dobili tez wszystkich rannych i zastrzelili pozostałe z nimi
          sanitariuszki. Myśmy ocaleli przez przypadek. Już po wojnie dowiedziałem się,
          że w dniach 5-6 sierpnia Niemcy przebijali się przez Wolę, torując sobie
          przejście do mostu Kierbedzia i mordując masowo mieszkańców (5 sierpnia
          rozstrzelali 38 tysięcy ludzi). 5-go sierpnia dowództwo przejął generał SS Bach-
          Zelewski który zauważył, ze masowe rozstrzeliwania połączone z rabunkami
          odrywają żołnierzy od walki i powodują nadmierne zużycie amunicji. Rozkazał
          więc rozstrzeliwać tylko mężczyzn i młodzież męską od lat 14. Nas wygarnęli z
          domu 5 sierpnia, gdy obowiązywał już nowy rozkaz.
          Okazało się też, ze rejon Szucha, gdzie stacjonowało około 1500 uzbrojonych po
          zęby Niemców, atakowało z różnych stron około 500 powstańców, uzbrojonych
          głównie w rewolwery i granaty własnej produkcji. Zginęło ponad 400, w tym cala
          kompania, której udało się zdobyć Kasyno Oficerskie. Na Polu Mokotowskim
          zginęła Krystyna Krahelska (kompozytorka pieśni powstańczych). Z ulic Bagatela,
          Flory, Chocimska, Marszałkowska, Oleandrow, Litewska - Niemcy wygarnęli i
          rozstrzelali w ogródku jordanowskim na Bagateli i w ruinach GISZ-u ok. 3000
          mieszkańców. Taka była cena tej fanfaronady.
          To tyle wspomnień i ujawnionych potem faktów.
          I potem przez lata gnębiło mnie pytanie, jak można było dopuścić do takiego
          szaleństwa. Co było tego przyczyną i kto za to jest odpowiedzialny"
          Jan Sidorowicz, Montreal, sierpien 2001 jeansidor@engineer.com
          • nasza_maggie Re: A Ja ? 03.08.04, 21:57
            Chyba masz tu wszystkich wypowiadających sie 'za' za kompletnych idiotow. Kazdy
            wie co to jest wojna i jakie sa jej skutki. Oczywiscie ze nie wszyscy wiedza
            jak to wyglada 'na zywo' (i bardzo dobrze, niech tak pozostanie). Ale wiemy
            jakie sa konsekwencje wojny. Kazdy dorosly i dojrzaly czlowiek o tym wie. Mimo
            tego - walczylibysmy.
            I to jest to, co laczy prawdziwych polakow i ludzi z poczucie patriotyzmu.

            watek/list ktory zareprezentowales to naprawde opinia skrajna. chcialabym
            zobaczyc jak przedstawiasz ja tym, ktorzy byli na uroczystosciach powstanczych.
            moze i dla nie ktorych wydaje ze to byla 'wojna z wiatrakami' ale wiemy, ze nie
            nie jestesmy tchorzami. ze walczylismy do konca. ze zawsze, bedzie nas laczyc
            to, ze jezeli mamy wspolnego wroga, walczymy z nim, bez dwoch zdan.

            Pewnie ze wielu zginelo tragicznie. Tego nigdy nie mozna zapomniec. Ale nie
            mielismy wyjscia.
            Mam wrazenie ze wielu tych ktorzy nazywaja nas 'glupcami' bo mowimy 'tak' ma
            jedyne rozwiazanie - poddac sie, spakowac manatki i witac wroga i streczyciela
            z otwartymi ramionami.
            Pieknie to by sie zapisalo w ksiazkach historycznych. Pieknie by to tlumaczyc
            kolejnym pokoleniom (po niemiecku, rosyjsku?) 'a wiesz, poddalismy sie jak
            reszta, bylo nas za malo, wiec po co mielismy sobie zadawac trud, po co POlska
            na mapie?'

            CZY WY WSZYSCY SADZICIE ZE JAKBYSMY SIE PODDALI TO BY NAM DALI SPOKOJ I
            POZWOLILI TU ZYC??? ZE NIE ZNISZCZYLI BY MIASTA? RODZIN? JEZYKA??

            Pogineli ludzie, mlodzi ludzie, w trudnej i przerazajacej walce. Ale WALCE. A
            jesli nie to - zgineli by i tak - moze nawet gorsza, wolniejsza i bardziej
            upokarzajaca droga.

            Nie wazne jest jak walczysz - wazne jest PO CO. Wiemy po co, i nigdy nie
            przestaniemy ich szanowac za to co dla nas uczynili. A najwiekszym tego okazem
            jest to iz teraz, zrobilibysmy tak samo, jak oni wtedy.

            pzdr.
            • rolotomasi Re: A Ja ? 11.08.04, 12:05
              " Kazdy wie, co to jest wojna "

              ~Nie^^wątpię~
              --
              już- Dajemy radę
    • Gość: Maua Dla 'anty - powstańców' IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 22:10
      polecam poczytac tym co są na NIE

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14466925
      i ciekawa jestem czy by wam to nie wzburzyło krwi i nie wkurzyło na tyle by
      stać was było na to, żeby pokazać szkopom że nie da się nas zniszczyć - NIGDY.
    • Gość: Kózka Re: A ja czy poszedłbym? - plakaty powstańcze Raf IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.04, 14:20
      Oczywście, że tak. Skoro żyję w tym kraju,to gdy powstaje zagrożenie dla
      wolności mojej ojczyzny, to wiadomo że patriotycznym obowiązkiem jest wystąpić
      z tymi, którzy tą wolność naruszają.
    • Gość: Rafal_Waw_23 Re: A ja czy poszedłbym? - plakaty powstańcze Raf IP: 213.123.211.* 06.08.04, 11:30
      Gdybym zyl w tamtych czasach w okupowanej Warszawie to bym chyba nie mial
      zadnych watpliwosci. Powstanie byloby wtedy dla mnie walka o Warszawe i o
      Polske, ale takze walka o wartosci bliskei kazdemu czlowiekowi w moim wieku;
      bylo buntem przeciw zniewoleniu, szatanskim silom, ktore spetaly swiat. Wolnosc
      i godnosc czlowieka jest ponad wszystko. Na pewno bym na wszystko patrzyl przez
      taka perspektywe. Z drugiej strony, gdybym wiedzial jak naiwna pieczen
      polityczna smaza sobie nasi politycy zarowno podziemni jak i londynscy na
      ruinach mojego rodzinnego miasta. Gdybym wiedzial, ze to wszystko jest pseudo
      polityczna gra i ze cale moje miasto zosatnie pogrzebane w ruinie (Warszawa po
      dzis dzien nei odzyskala swojego etosu) to wolalbym chyba siedziec "cicho na
      dupie" 80% powstancow warszawskich wcale nei myslalo o wielkiej polityce,
      chcialo sie zemscic na Niemcach za wszystkie krzywdy za to ,ze okupant chcial
      nas biologicznie wybic jako narod. Dobrze o tym fakcie wiedzial Londyn i dobzre
      o tym wiedzialo Podziemie. Dal nich wszystkich cel uswiecal srodki i dlatego
      mozna dla nich bylo rzucic cala "mloda polska kre" przyszlych lekarzy
      inzynierow i naukowcow na rzez.
    • Gość: marcin Re: A ja czy poszedłbym? - plakaty powstańcze Raf IP: *.lodz-wschod1.sdi.tpnet.pl 09.08.04, 17:36
      ja bym poszedł, załapałem się chyba na jedne z ostatnich roczników
      (1978) ,które były wychowywane w patriotycznym duchu, wartości historii i
      poczucia własnej narodowości, dziś to już zupełnie inna bajka, a szkoda bo
      system polityczny był zły, ale przynajmniej uczył poszanowania dla patriotyzmu.
      • rolotomasi Re: A ja czy poszedłbym? wspomnienia cd 2 09.08.04, 22:14
        cd http://www.niniwa2.cad.pl/powstanie-warsz.htm
        Aktorzy pierwszoplanowi:
        Gen. Sikorski - Premier i Wódz Naczelny (do śmierci w 1943). Realista
        Po podpisaniu układu Grabski - Majski wydał w listopadzie 1941 rozkaz, ze Armia
        Krajowa walczy z Niemcami, ale ma stawić zbrojny opór Armi Czerwonej, gdyby bez
        zezwolenia Rządu Polskiego wkroczyła na ziemie polskie. Jednak w marcu 1942, po
        spotkaniu ze Stalinem oświadczył podwładnym, że jeśli Rosjanie wkroczą do Polski
        w pościgu za Niemcami, to stawianie im oporu byłoby szaleństwem. AK ma
        manifestować swoją suwerenność i jednocześnie pozytywny stosunek do Rosji
        Sowieckiej. Ukrycie organizacji uważał za niemożliwe, bo niektórzy polscy
        oficerowie byli na usługach NKWD. Zalecał nie szafowanie ludźmi potrzebnymi do
        powojennej odbudowy, która będzie możliwa tylko przy dobrej woli Rosji. W
        grudniu 1941 przegapił jednak ostatnią szansę ułożenia się ze Stalinem w
        sprawie granic, gdy ten mu zaproponował "niewielkie korekty graniczne". Wtedy
        Rosja była śmiertelnie zagrożona - Niemcy byli pod Moskwa i prawdopodobnie
        Stalin zgodziłby się na pozostawienie Lwowa, a może nawet i Wilna, przy Polsce.

        Gen. Grot-Rowecki - dowódca AK (do aresztowania w 1943). Fantasta
        Wyznawał niezachwianie tylko teorię walki z dwoma wrogami. Snuł takie pomysły,
        jak żądanie podporządkowania się partyzantki sowieckiej dowództwu AK, a w
        wypadku wkraczania Rosjan - opóźnianie ich ruchu przez dywersję, a następnie
        przesunięcie sił AK na Pomorze i stworzenia tam `reduty obronnej`, gdzie
        przybędą wojska emigracyjne, a potem i desanty anglosaskie. W długich, utrzyma-
        nych w pompatycznym stylu depeszach radiowych, żądał od Sikorskiego zapewnienia
        desantów lotniczych Anglosasów, nie wiedząc, że byłyby one niewykonalne choćby
        ze względów technicznych (brak samolotów o takim zasięgu). Wielu żołnierzy AK
        przypłaciło życiem nadawanie przez radio takich `dezyderatów` i `memoriałów`.

        Stanislaw Jankowski - Delegat Rządu na Kraj. Nawiedzony
        Według niego (memoriał przesłany do Londynu w styczniu 1944) - polskim celem
        wojennym na wschodzie jest utrzymanie granicy z 1921 roku - przy włączeniu
        Litwy do Polski i maksymalne osłabienie Rosji przez odłączenie od niej Ukrainy
        i Białorusi i powiązanie ich politycznie i wojskowo z Polską (!).

        Stanisław Mikołajczyk - Premier Rządu Emigracyjnego. Nieugięty.
        Polityk o silnym charakterze i zdolności przewidywania. Niestety żądano od niego
        akrobatyki niemożliwej do wykonania. Stalin, jako warunek ponownego nawiązania
        stosunków dyplomatycznych (zerwanych po ujawnieniu zbrodni katyńskiej) wysuwał
        zaakceptowanie granicy wg linii Curzona, na Bugu, w zamian za rekompensaty na
        zachodzie i usunięcie z rządu osób, które publicznie demonstrowały swój wrogi
        stosunek do Rosji (gen.Sosnkowski, ministrowie Kot i Kukiel). Na przyjęcie tych
        warunków nalegał usilnie Churchill. Mikołajczyk zdawał sobie sprawę, jak silną
        ma pozycję Rosja wśród aliantów, i że należałoby pójść na ustępstwa, aby
        wytargować cokolwiek, bo inaczej Polska będzie całkowicie zdominowana przez
        Rosję, zsowietyzowana, a może nawet i włączona do ZSRR. Niestety, na ustępstwa
        nie mógł pójść, bo wyrażając zgodę na utratę Kresów, straciłby wiarygodność
        czynników krajowych i spowodowałby ferment w wojsku, w którym większość żołnie-
        rzy pochodziła z Kresow. Na dobitek, alianci nie zgadzali się na ogłoszenie
        przewidywanych dla Polski rekompensat na zachodzie, aby nie wzmacniać oporu
        Niemców. Paradoks polegał na tym, że cały ten spór był już `musztardą po
        obiedzie`, bo utrata Kresów była już wcześniej przesadzona na konferencji
        Wielkiej Trójki w Teheranie, tylko Roosvelt prosił, aby tego nie ujawniać
        nikomu, gdyż bał się stracić 7 milionów głosów Polaków w zbliżających się
        wyborach. W okresie poprzedzającym Powstanie, Mikołajczyk próbował bezskutecznie
        zawrzeć ze Stalinem porozumienie o współpracy militarnej między AK i Armią
        Czerwoną. Mikołajczyk, bazując na meldunkach krajowych, przeceniał siłę militar-
        ną praktycznie nieuzbrojonej Armi Krajowej, a Stalin zdawał sobie sprawę, że
        jest to organizacja wroga Rosji, a jej siłą militarną na tle teatru wojennego
        jest po prostu - żadna. 21 lipca 1944 Mikołajczyk upoważnił czynniki krajowe do
        podjęcia decyzji, czy przeprowadzić w Warszawie powstanie, i w którym momencie.

        Gen. Sosnkowski - Wódz Naczelny. Niezdecydowany dramaturg.
        Ogólnie "był za, a nawet przeciw". Nie wydawał jasnych rozkazów, lecz rodzaj
        sugesti. Nie wyobrażał sobie współpracy militarnej z Sowietami, bo to nie był
        sojusznik. Zdawał sobie sprawę ze słabości AK i z jednej strony był przeciwny
        powstaniu, z drugiej strony głosił: "rozpaczliwe gesty w życiu narodów są
        niekiedy nieuniknione ze względu na symbolikę polityczną tych aktów i znaczenie
        moralne dla potomności". Podobnie jak Grot-Rowecki widział konieczność
        beznadziejnego boju pod groźbą odpowiedzialności przed przyszłymi pokoleniami.
        Był autorem absurdalnej Instrukcji dla AK, która mówiła, że w miarę posuwania
        się Rosjan, Armia Krajowa ma występować zbrojnie przeciw Niemcom, ale z chwilą
        pojawienia się Rosjan w danej miejscowości - znowu schodzić do podziemia.
        Byłyby to więc czyny i ofiary anonimowe, a efekty przypisałaby sobie partyzancka
        komunistyczna. W grudniu 1943 Sosnkowski nakazał Borowi-Komorowskiemu utworzyć
        nową szkieletową kadrową organizację antysowiecką - szczególnie na Kresach
        Wschodnich. W maju 1944 wysłał do Polski na spadochronie płk Okulickiego (po
        skoku automatycznie awansował na generała) z misją nakłonienia dowództwa AK do
        wywołania powstania w Warszawie. Chciał z Warszawy uczynić dramatyczną scenę,
        na której miał się rozegrać ostatni akt polsko-rosyjskiej konfrontacji i
        "wstrząsnąć tym sumienie świata". W lipcu 1944 kazał Borowi-Komorowskiemu
        rozważyć możliwość ewakuowania najwartościowszych ludzi na zachód (opcja wybrana
        w styczniu 1945 przez d-cę Brygady Swiętokrzyskiej NSZ) lub przez Słowację na
        Węgry (!). Jednocześnie łudził Bora obietnicami przysłania Polskiej Samodzielnej
        Brygady Spadochronowej, mimo że została ona już przekazana pod dowództwo
        alianckie, a przerzut jej do Polski był technicznie niewykonalny. A na kilka
        dni przed spodziewanym wybuchem powstania wyjechał na "inspekcję" do Włoch,
        umywając ręce od odpowiedzialności. Powstania, ani nie nakazał, ani nie zakazał.

        Stalin - wiadomo. Konsekwentny rzezimieszek
        Jego stosunek do Polski by jasny: określał go pakt Ribentrop- Mołotow i
        zbrodnia katyńska. Stąd łatwo było zgadnąć intencje jego na przyszłość. Rząd
        Londyński traktował z nieukrywaną pogardą, a Armi Krajowej zarzucał, że nie
        walczy z Niemcami, lecz zwalcza partyzantkę sowiecką. Było w tym trochę prawdy.
        Represje niemieckie na ludności powodowały, że AK prowadziła tylko akcje sabota-
        żowe i to w ograniczonym zakresie. W latach 1943-44 w lasach zrobiło się ciasno.
        Często na tych samych terenach działały oddziały AK, partyzantka komunistyczna,
        ukraińska, rosyjscy spadochroniarze zrzuceni na tyły wroga i wreszcie pospolite
        bandy rabunkowe. Wszystkie czerpały środki do życia z tego samego `rezerwuaru`,
        jakim były gospodarstwa chłopskie. Dochodziło więc do zatargów, a czasem i
        potyczek, bo trzeba było bronić polskiej ludności. W okręgach wileńskim i
        nowogrodzkim dochodziło do starć z partyzantką sowiecką, a nawet do kontaktów z
        Niemcami, celem pozbycia się `niepożądanych gości` (Krzysztof Komorowski -Armia
        Krajowa, Lisiewicz - Plan Burza). Stąd Stalin już 1943 roku przeciwstawiał się
        zrzutom broni dla AK - twierdząc, że broń ta idzie w nieodpowiednie ręce. A
        podczas Powstania nie zgadzał się nawet na ładowanie samolotów alianckich na
        założonej przez Amerykanów bazie lotniczej w Połtawie na Ukrainie, które
        mogłyby dokonać zrzutów broni dla Warszawy, w ramach lotów wahadłowych.
        Argumentował, że "Rząd Radziecki nie chce mieć nic wspólnego z awanturą wywołaną
        przez kryminalistów dla osiągn
        • rolotomasi Re: A ja czy poszedłbym? wspomnienia cd 3 09.08.04, 22:18
          http://www.niniwa2.cad.pl/powstanie-warsz.htm
          Stalin - wiadomo. Konsekwentny rzezimieszek
          Jego stosunek do Polski by jasny: określał go pakt Ribentrop- Mołotow i
          zbrodnia katyńska. Stąd łatwo było zgadnąć intencje jego na przyszłość. Rząd
          Londyński traktował z nieukrywaną pogardą, a Armi Krajowej zarzucał, że nie
          walczy z Niemcami, lecz zwalcza partyzantkę sowiecką. Było w tym trochę prawdy.
          Represje niemieckie na ludności powodowały, że AK prowadziła tylko akcje sabota-
          żowe i to w ograniczonym zakresie. W latach 1943-44 w lasach zrobiło się ciasno.
          Często na tych samych terenach działały oddziały AK, partyzantka komunistyczna,
          ukraińska, rosyjscy spadochroniarze zrzuceni na tyły wroga i wreszcie pospolite
          bandy rabunkowe. Wszystkie czerpały środki do życia z tego samego `rezerwuaru`,
          jakim były gospodarstwa chłopskie. Dochodziło więc do zatargów, a czasem i
          potyczek, bo trzeba było bronić polskiej ludności. W okręgach wileńskim i
          nowogrodzkim dochodziło do starć z partyzantką sowiecką, a nawet do kontaktów z
          Niemcami, celem pozbycia się `niepożądanych gości` (Krzysztof Komorowski -Armia
          Krajowa, Lisiewicz - Plan Burza). Stąd Stalin już 1943 roku przeciwstawiał się
          zrzutom broni dla AK - twierdząc, że broń ta idzie w nieodpowiednie ręce. A
          podczas Powstania nie zgadzał się nawet na ładowanie samolotów alianckich na
          założonej przez Amerykanów bazie lotniczej w Połtawie na Ukrainie, które
          mogłyby dokonać zrzutów broni dla Warszawy, w ramach lotów wahadłowych.
          Argumentował, że "Rząd Radziecki nie chce mieć nic wspólnego z awanturą wywołaną
          przez kryminalistów dla osiągnięcia celów wrogich wobec Związku Radzieckiego"
          Niesłuszne jest jednak oskarżanie Stalina, że wstrzymując ofensywę sowiecką i
          odmawiając udzielenia pomocy - zdradził Warszawę. Stalin Warszawy nie zdradził,
          bo Stalin Warszawie niczego nie obiecywał. Zachował się, jak można się było
          spodziewać - urządził drugi Katyń.

          Churchill - wiadomo - Nieszczery doradca
          Z wielką siłą nalegał na Mikołajczyka, aby ten zgodził się na zmianę granic i
          na usunięcie z Rządu osób wrogich Rosji, co dałoby szansę na dogadanie się ze
          Stalinem w sprawach współpracy wojskowej i administracji cywilnej na wyzwolonych
          terenach. Argumentował, że Anglia dochowuje swoich zobowiązań sojuszniczych
          wobec Polski, ale nigdy nie gwarantowała `specyficznych` granic i uprzedzał, że
          Anglicy nie będą bić się z Rosją o polskie granice. Oczywiście w tych wszystkich
          radach najważniejszy był interes Wielkiej Brytani, honorowe wyjście z sytuacji
          w stosunku do zdradzanej Polski i troska, aby nie zrazić sobie Rosji, na której
          spoczywał główny ciężar wojny.

          Roosevelt - wiadomo - Obłudnik
          Zataił, że już na konferencji w Teheranie uzgodnił ze Stalinem przebieg polskiej
          wschodniej granicy, bo nie chciał utracić w wyborach 7 milionów głosów Poloni.
          W rozmowie z Mikołajczykiem udawał, że popiera jego dążenia do zachowania Lwowa
          i Wilna, niepotrzebnie `utwardzając` jego stanowisko. W fazie powstania ociągał
          się z udzieleniem pomocy lotniczej, a nawet z ogłoszeniem, że powstańcy są
          żołnierzami koalicji i przysługują im prawa kombatanckie zgodnie z konwencją
          haską i genewską. Wszystko to, aby nie narazić się Stalinowi, bo to działo się
          na terenie rosyjskiego teatru operacyjnego. W Jałcie nie wyciągnął wniosków z
          zachowania się Stalina podczas Powstania i uwierzył mu, że on chce "aby Polska
          była niepodległa i demokratyczna". Bo Stalin był jeszcze potrzebny do rozgrywki
          z Japonią.

          Hitler - Wódz Narodu Niemieckiego - wiadomo
          Na wiadomość o wybuchu Powstania, rozkazał zabić wszystkich mieszkańców bez
          względu na wiek i płeć, a miasto spalić i zrównać z ziemią. Rozkaz ten
          natychmiast zaczęto wykonywać z niemiecką skrupulatnością.

          Armia Krajowa - elita Narodu - wspaniała organizacja
          Już sama nazwa powodowała nieporozumienia, gdyż AK posiadała tylko nieliczne
          oddziały zbrojne operujące głównie w lasach. To było raczej sprzysiężenie ludzi
          ze wszystkich warstw społecznych, gotowych walczyć o Polskę wszelkimi dostępnymi
          środkami. Jej liczebność wahała się, w zależności od czasokresów oraz źródeł, od
          200 do 350 tys. członków. Większość żołnierzy nie wykonywała zadań bojowych,
          lecz wywiadowcze i sabotażowe w swoich miejscach pracy, sabotując urządzenia,
          środki transportowe i archiwa wroga. Przez samą Komendę Główną przewinęło się w
          czasie okupacji 4500 etatowych pracowników, z czego ponad 1500 zginęło rozstrze-
          lanych lub w obozach koncentracyjnych. Armia Krajowa miała wspaniałych ludzi,
          pracujących w nieustannym zagrożeniu i prowadziła bardzo szeroki zakres
          działalności: wywiad, krajowy i zagraniczny; wysyłanie kurierów, przyjmowanie
          zrzutów, akcje sabotażowe, likwidowanie gestapowców i konfidentów, odbijanie
          więźniów, opieka nad rodzinami aresztowanych i pomordowanych,tajne podchorążówki
          produkcja broni, propaganda (druk i kolportaż), podrabianie dokumentów, służba
          medyczna i kwatermistrzowska. W samej Warszawie posiadała kilka tysięcy lokali
          konspiracyjnych i skrzynek kontaktowych. Z pieniędzy ze zrzutów miała budżet, z
          którego opłacano pracowników pracujących wyłącznie dla organizacji, wypłacano
          żołd żołnierzom, zapomogi dla rodzin, kupowano broń, wykupywano więźniów. Miała
          tylko jeden mankament: praktycznie nie miała broni. Szczególnie w Warszawie,
          przed samym wybuchem powstania.

          ROLE DRUGOPLANOWE:
          Gen. Tatar - Zastępca Szefa Sztabu AK - `trędowaty`
          Jesienią 1943 opracował dla Dowódcy AK referat, w którym udowadniał, że cała
          Europa południowo-wschodnia dostanie się w strefę wpływów sowieckich, więc nie
          można prowadzić polityki dwóch wrogów, lecz trzeba się z Rosją ułożyć - im
          wcześniej tym lepiej, bo uzyska się lepsze warunki zanim Rosjanie wejdą. Został
          uznany w sztabie za zdrajcę i - aby nie `zarażał` tymi ideami młodszych oficerów
          - został wysłany w kwietniu 1944 do Londynu.

          Płk Bokszczanin - Z-ca Szefa Sztabu AK - przytomny
          Na odprawach poprzedzających decyzje o powstaniu przekonywał, że Rosjanie
          zatrzymają ofensywę, gdy zorientują się, że powstanie zostało wywołane przez
          wrogi im rząd w Londynie, celem zainstalowania w Stolicy podległych mu władz
          cywilnych. Ostrzegał przed przedwczesnym rozpoczęciem powstania, zanim nie
          pozna się intencji Rosjan. Radził, aby nie wydawać rozkazu do walki, zanim nie
          zaobserwuje się, że artyleria sowiecka przenosi ogień na lewy brzeg Wisły.
          Byłby to dowód, ze przełamali opór niemiecki na prawym brzegu i zamierzają
          forsować Wisłę. Przyjęto to, jako warunek rozpoczęcia powstania, ale w chwili
          wydawania rozkazu do walki - zapomniano o tym.

          Jan Nowak- Jeziorański - "Kurier z Londynu" - sygnał ostrzegawczy
          Gdy w lipcu 1944 wrócił z Londynu do Polski, był chyba najlepiej zorientowanym
          człowiekiem w sytuacji zarówno w Londynie, jak i w Polsce. W Londynie rozmawiał
          z Mikołajczykiem i Sosnkowskim, był przyjęty przez Churchilla i min. Edena i
          miał wystąpienie w Parlamencie Brytyjskim. Ostrzegał dowództwo AK, że sytuacja
          międzynarodowa jest taka, że Rosjanie po zajęciu Polski, będą w niej rządzić,
          jak zechcą, więc powstanie będzie walką o przegraną już sprawę. Że nie można
          liczyć na żadną pomoc militarną z Zachodu i że powstanie nie poruszy też opini
          publicznej na Zachodzie. Uprzedził też, że Polska Brygada Spadochronowa nie
          przybędzie z pomocą, bo została już przez aliantów przeznaczona do innych celów.
          Nie przybędzie nawet anglo-amerykańska misja obserwatorów, bo Polska leży w
          strefie działań sowieckich. Wspomina, że młodsi oficerowie prosili go, aby
          przekonał dowództwo, że powstanie to szaleństwo. Nie przekonał.

          Polacy z Komitetu Lubelskiego - (PKWN) - moskiewskie pachołki
          Wzywali do rozpoczęcia walki w Warszawie. A gdy powstanie wybuchło, odezwa KC
          PPR głosiła: "Banda sanacyjnych awanturników i warchołów podnosi dziś swą brudną
          łapę przeciw PKWN i przeciwko Ludowemu Wojsku Polskiemu." A Gomułka, po upadku
          Pows
          • rolotomasi Re: A ja czy poszedłbym? wspomnienia cd 4 09.08.04, 22:21
            Polacy z Komitetu Lubelskiego - (PKWN) - moskiewskie pachołki
            Wzywali do rozpoczęcia walki w Warszawie. A gdy powstanie wybuchło, odezwa KC
            PPR głosiła: "Banda sanacyjnych awanturników i warchołów podnosi dziś swą brudną
            łapę przeciw PKWN i przeciwko Ludowemu Wojsku Polskiemu." A Gomułka, po upadku
            Powstania powiedział: "stosy trupów bohaterskich obrońców stolicy reakcja
            traktowała, jako drabinę, po której chciała dostać się do władzy, wbrew woli
            Narodu".

            Gen. SS Von dem Bach-Zelewski - odpowiedzialny za pacyfikację - Polki-syn
            Uzyskał zgodę Hitlera, aby ze względów praktycznych (oszczędność czasu i
            amunicji) nie zabijać wszystkich mieszkańców, lecz tylko mężczyzn i chłopców
            powyżej lat 14-tu.

            Marszałek Rokossowski - d-ca Frontu Sowieckiego - Polak?!
            Po przegranej 4-5 sierpnia bitwie pancernej pod Wołominem, gdy jego korpus
            pancerny został przez Niemców odrzucony - już 8 sierpnia zameldował Stalinowi,
            że 23 sierpnia będzie w stanie wznowić ofensywę celem zdobycia Warszawy (Stalin
            planu nie zatwierdził). Potem, aby przedłużyć Powstanie, pozorował desant na
            Czerniakowie. Nie nawiązał kontaktu z dowództwem Powstania, mimo że wskazano mu
            czynny kabel telefoniczny z Pragi do Śródmieścia. Po wojnie mianowany
            Marszałkiem Polski
            Jan Sidorowicz, Montreal, sierpień 2001 jeansidor@engineer.com
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka