tadeusz_ja
25.02.06, 12:00
Poszedlem na ten film,"z duszą na ramieniu" bo balem się że to będzie jakieś
kiepskie romansidlo, ale byl!!!
"To wielki film!
Yga Kostrzewa o "Tajemnicy Brokeback Mountain"
Tajemnica Brokeback Mountain
Zanim wybrałam się na film "Tajemnica Brokeback Mountain", przeczytałam kilka
recenzji w polskich gazetach i czasopismach, aby zobaczyć, co nasi krytycy
filmowi mają do powiedzenia na ten temat. W recenzjach była mowa o "gejowskim
westernie" czy też "gejowskim filmie o kowbojach" lub też "filmie o
kowbojach-gejach". Mało komentarzy dotyczyło prawdziwych, głębokich relacji,
jakie łączyły owych kowbojów czy też stwierdzenia faktu, iż nie jest to film
gejowski w ścisłym tego słowa znaczeniu, w jakim być może już się
przyzwyczailiśmy określać filmy z pewnego nurtu. Według mnie filmu tego w
ogóle nie możemy nazwać "gejowskim", gdyż nie występują tam prawie elementy
związane ze współczesną "kulturą gejowską", tak dobrze znaną z przekazów
medialnych, sztuki, czy też jaką możemy widzieć głównie w dużych ośrodkach
miejskich za granicą lub w Polsce - klubów gejowsko-lesbijskich, klubów tylko
dla facetów, występów drag queen i drag kings, saun, fotografii erotycznej,
nie mówiąc już o wszelkich Gay Prides, które wpisały się na trwałe w krajobraz
prawie wszystkich większych miast Europy i USA. Tego wszystkiego nie ma w tym
filmie. Jest za to pokazany dramat uczucia dwóch osób, które w sposób
naturalny nie mogą funkcjonować na zasadzie normalności łączących ich
namiętności. Nie mogą dlatego, iż jeszcze 40 lat temu taka miłość była surowo
potępiana przez społeczeństwo. I jeśli ktoś myśli, iż w Stanach Zjednoczonych
od tamtych czasów zmieniło się tak wiele - to mówić może tylko o oazach takich
jak San Francisco, Nowy York, Floryda i inne miejsca-wyspy na mapie USA,
cieszące się względną wolnością w wyborach ludzkich. Południe Stanów i wiele
innych miejsc są wciąż bardzo homofobicznymi obszarami.
Spotkanie dwóch kowbojów podczas sezonu wypasu owiec zaowocowało "męskimi", w
sensie stereotypowym, rozrywkami - piciem whiskey, jeżdżeniem na koniach i
strzelaniem do dzikich zwierząt, ale skończyło się skandalem kulturowym -
kiedy dwóch facetów idzie ze sobą do łóżka, to w kulturze patriarchalnej może
być tylko skandal. Obserwujemy, iż ten "pierwszy raz", który ich połączył, był
kwintesenscją typowych mąskich zachowań, jakie były wówczas oczekiwane - bez
czułości, bez gry wstępnej "szybki numerek". Ale w obu panach wyzwiolił on
całe pokłady przez lata skrywanych tęsknot i namiętności. Jak zmienia się ich
relacja, obserwujemy na ekranie, gdzie w miarę upływu lat stają się oni wobce
siebie bardziej czuli, dojrzalsi, a nawet płaczą - oczywiście skrycie, bo
przecież prawdziwemu kowbojowi nie uchodzi płakać... Jeden z bohaterów - Ennis
- w swoim "normalnym", codziennym życiu jest (czy tylko udaje?) bardzo twardy,
małomówy, jest w stanie otworzyć się tylko przed przyjacielem-kochankiem.
Kowboje czują piętno społeczne, czują brak akceptacji wobec ich zachowań ("nie
jestem ciotą" - "ja też nie"), w nizinach żenią się i mają dzieci, a góry i
przyroda sa zarezerwowane dla nich, dla ich tęsknot i głębokich uczuć. Jeśli
byśmy chcieli z dzisiejszego punktu widzenia określić to, co ich spotkało i
jakie postawy reprezentują, nie byłoby to tak proste. Czy byli gejami? A może
biseksualni? Czy gdyby mogli bez większych problemów funkcjonować w swoim
związku publicznie/społecznie, zdecydowaliby się na niego? Czy byłby on tak
namiętny? Czy udałoby im się stworzyć codzienny, długotrwały związek? To są
pytania, które zadajemy sobie po seansie.
Reżyser - doświadczony już twórca wielu dobrych i nagradzanych filmów
("Rozważna i romantyczna", "Przyczajony tygrys, ukryty smok") - z celowością i
prawdziwością pokazuje róznice pomiędzy bohateriami. Ennis został skutecznie
przestraszony w dzieciństwie skutkami realizowania "złych" skłonności. Jako
mały chłopak widzi bowiem, w jaki sposób został potraktowany jeden z kowbojów,
który odważył się ze swoim partnerem prowadzić wspólne ranczo. I jak wynika z
jego powieści - była to lekcja na całe życie. Ten pierwotny strach, tak silnie
zakodowany w dzieciństwie, bardzo skutecznie odstrasza go od możliwosci
wspólnego życia z facetem - oto przykład, jak można bardzo wyraźnie młodej
osobie wbić do głowy, co jest dobre, a co złe. Na całe życie. Jack nie miał
tak przykrych doświadczeń - miał w miarę (jak na tamte czasy) kochających
rodziców, którzy z nadzieją czekali, aż przyjedzie z przyjacielem i pomoże w
prowadzeniu ich rancza, odnowi ich gospodarstwo i postawi je na nogi. Ile jest
w tym akceptacji i zrozumienia dla homoseksualnej natury syna - tego możemy
się jedynie domyślać, gdyż deklaracja rodziców Jacka nie daje nam
jednoznacznego przekonania o pełnej akceptacji z ich strony, być może chodzi
jedynie o powrót syna z przyjacielem a nie kochankiem, ale umożliwia to pewną
furtkę, daje pewną bazę. I z niej chciał skorzystać Jack, zachęcając Ennisa do
wspólnego życia na ranczo - jednak Ennis, skutecznie przestraszony w
dzieciństwie, nie widzi kompletnie takiej możliwości. A mimo to rozwodzi się z
żoną, wybierając samotne, skromne życie ze swoimi wspomnieniami z lat
młodości. Bohaterów różnią też pozycje ekonomiczne - podczas gdy Jack żeni się
z panną dobrze ustawioną rodzinnie i majątkowo, Ennis wiedzie życie wiejskie,
biedne, i do końca w takim życiu zostanie. I choć te różnice są widoczne, nie
przeszkadzają generalnie w realizowaniu ich miłości.
Opowieść jest tak skonstruowana, aby widz poprzez ten damatyczny romans
dostrzegł, jak trudno jest złamać stereotypy i obostrzenia społeczne i jak
ważne jest realizowanie siebie, zgodnie ze swoimi marzeniami, potrzebami,
odczuciami. Historia nie kończy się dobrze - trudno stwierdzić, czy to ma być
"kara" dla Ennisa, który tak oporował przezd wspólnym życiem. Niemniej jednak
po 20 latach zdaje on sobie sprawę, jak wiele w życiu stracił - cały świat.
Pozostają mu jedynie wspomnienia ożywające przy koszuli Jacka i łzy.
Jeśli ktoś mówi, iż film otrzyma Oscara, bo taka jest teraz "moda" - na
tolerancję i mówienie o mniejszościach seksualnych (spotkałam się z takimi
opiniami po seansie)- nie rozumie, jak wielki dramat został tutaj
przedstawiony. Nie rozumie, iż przypuszczalnie podobnie był odbierany
"Przeminęło z wiatrem" czy też "Titanic", gdzie mamy wielkie uczucia, podobnie
zagrożone i próbujące ukryć się przed karcącą ręką społeczną.
Dobrze, że w kinie nie słyszałam pojękiwań i głosów oburzenia podczas tzw.
"momentów" pomiędzy kowbojami, co jeszcze kilka late temu się zdarzało.
Sądzę, iż to wielki film, pokazujący uczucie z zupełnie innej, nowej strony,
zrobiony bardzo dobrze, ze wspaniałą grą aktorów kompletnie nic nieudających,
niepretensjonalny ani w jednym calu i bardzo prawdziwy. W połączeniu z rysem
epoki (zmieniającej się wraz z upływem czasu) i wspaniałymi krajobrazami
czegóż więcej można oczekiwać po współczesnym filmie amerykańskim? Dla mnie
jest on po prostu tak mocny, że należy mu się i Oscar i właściwe zrozumienie
przez odbiorców."
Yga Kostrzewa