herb.rawicz
14.06.06, 11:34
Wtorek, 13 czerwca, godz. 7:10. Na sąsiedniej posesji pojawiają się trzy
traktory uzbrojone w kosiarki i zaczynają rżnąć trawę na pełnych obrotach.
Huk wyrywa mnie ze snu. Kląłem przez jakiś czas, ale mi przeszło. Trawka
przycięta, a ja z nudów pojawiłem się w pracy ponad godzinę wcześniej.
Środa, 14 czerwca, godz. 7:15. 5. facetów uzbrojonych w te małe, przeokrutnie
pierdzące "golarki" zaczyna dokaszać to, czego dnia poprzedniego nie zdołały
zrobić traktory.
Czy jak nie jestem robolem i nie podbijam karty na zakładzie o 6:00, to
znaczy, że nie pracuję?! Czy takich przycięć nie można robić później?!
Dajcie się ludziom wyspać i z uśmiechem zacząć kolejny dzień!