varsoviensis
08.06.07, 21:37
WItam,
Ostatnio coraz bardziej staje się dla mnie
przemieszczanie się po mieście. Na przykład śpieszę się
na autobus, by gdzieś zdązyć, a tu bach, policja
prosi o okazanie dowodu. I tak co jakiś czas.
Nie jestem ani nie wyglądam jak jakiś bandzior,
a czuję się wręcz prześladowany przez organ władzy.
Raz zdarzyło mi się, że uciekł mi nocny.
Prosiłem panią z radiowozu, by sobie darowała, że
zaraz będę miał nocny, lecz ona nic.
W mało ciekawej okolicy, wśród przechodzących naćpanych
dresów musiałem w zimie czekać na kolejny bus.
Nie zdarza się to oczywiście codziennie, lecz na tyle często, że
czasami jak się dokądś śpieszę, to dostaję bólu
brzucha, bo odczuwam stres na widok policji.
Zatrzymają mnie, czy nie, zdążę do pracy, czy nie,
zdążę na ostatni dzienny, czy nie.
Czasami z tego wszystkiego już wolę
nie jechać ostatnim dziennym do domu
( a mam naprawdę daleko) w obawie przed spisaniem kolejnym.
Do tego dochodzą, choć nie zawsze, bardzo
nieprzyjemne odzywki policjantów, głupie pytania, typu dokąd
idę, co mam w plecaku. zauważyłem,co ciekawe,
że nigdy nie spisują starszych osób.
Pewnie się boją wiązanki, a z młodszymi łatwiej.
Czy oni naprawdę nie rozumieją, że utrudniają
młodym życie, że któś może się śpieszyć,
że mogą komuś pokrzyżować plany?
A po co to wszystko? Niby w celu prewencji, ale
wąpię w jej efekty. Raz szedłem, zimą, koło Galerii Mokotów
i usłyszałem wymianę słów dwóch smerfów:
"jeszcze dziesięciu i kończymy".
A więc chodzi o głupie liczby, punkciki itp.
I z założenia mają to być chłopacy. Nieważne, czy banda dresów o mordach
morderców, czy normalny chłopak idący w soim kierunku w wolnym kraju.
Macie też takie uwagi na ten temat?