Gość: alex.z.deszczu
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
28.08.03, 03:17
Pani administrator budynku, do której, po odkryciu, że kotek wciąż jest w
niewoli, z trudem dodzwoniłam sie /kłopoty z uzyskaniem numeru telefonu,
późna pora.../, w sumie obciążyła....mnie. - Ja nic nie wiedziałam. Trzeba
było iść do gospodarza domu...Nie ma jego numeru telefonu ?...No bo ona nie
chce go podawać. Albo potem trzeba było powiadomić tego, śmego, owego...To i
to trzeba było zrobić, a co ja mam do tego...itd.itd.
Cóż, najwyraźniej w spółdzielni owej nie istnieje coś takiego, jak
interpersonalne relacje, przykładanie wagi do interwencji ludzi, którzy łożą
niebgatelne sumy na pensje dla osób, która potrafią powiedzieć : - Niech
zwierzę zdycha. Bedzie o jedno mniej.
Dodam jeszcze, iz domeną owej niezwykle specyficznej spółdzielni, jest
wykańczanie nie tylko fauny, ale także flory którą na spółdzielczych terenach
fundują lokatorzy dodatkowo płącąc niesamowite sumy za wodę do podlewanie
tejże flory. Ale to już inna historia.
Na razie, w związku z obojętnością spółdzielni /wiem, wiem - chodzi o
konkretną spółdzielnię - winno byc z dużej litery- nie przechodzi mi to przez
klawiaturę, bo słyszę tego malca w KATOWNI WODOMIERZ - jeszcze żyje.../
Jutro idę na policję. Już się z nimi umówiłam - złożę doniesienie o
popełnieniu przestępstwa przez spółdzielnię i, jak mi policjant dyzurny
powiedział, będą mogli wymusić otwarcie tych drzwi MORDOWNI KOCIEJ
SPÓŁDZIELNI ZATRASIE i uwolnienie kotka, jeśli ten dozyje.
Proszę o wsparcie Gazety i Was wszystkich.
Przecież tak naprawdę nie można.
Prawda?
alex