Dodaj do ulubionych

Skuter (dlugawe)

09.07.07, 10:52
Watek ten dedykuje przeciwnikom swiatel i "swietoszkom" od przestrzegania przepisow, ktorzy wierza w to, ze to zapewni szczesliwosc powszechna.

W sobote malo nie zderzylem sie ze skuterem. Jechalem droga glowna w terenie zabudowanym. Na zegarze bylo 60 km/h. Jak zawsze jechalem na swiatlach. Nagle, z bocznej uliczki, zza zywoplotu, wyskoczyl skuter. Nie wiem co powodowalo jego kierowca, ale zatrzymal sie na polowie pasa, ktorym jechalem. Nawet nie hamowalem - machnalem kierownica w lewo i w prawo, a potem, juz w domu, poszedlem sie wyplakac.

Jak juz sie wyplakalem, zacalem sie zastanawiac. Swiecilem (on tez), ale kierowca skutera nie mogl mnie zza zywoplotu widziec - jakby zatrzymal sie prawidlowo, to musialby mnie zauwazyc. Ale gdybym go potracil, trafilby do statystyk, ktore przeciwnicy swiatel tak chetnie cytuja, jako "ofiara" swiecenia. Bo w cytowanych statystykach bylaby cyferka, a nie konkretny przypadek, w ktorym nikt, nikogo nie widzial i nie mogl widziec.

Tyle na temat statystyk i ich wykorzytywania w scisle okreslonych i demagogicznych celach.

Teraz o predkosci. Niewatpliwie to, ze jechalem 60 km/h pozwolilo mi skuter ominac. Tylko, ze mam duzo watpliwosci. Gdyby z przeciwka cos jechalo, to doszloby do czolowki, albo zdecydowalbym walic w skuter (malo bylo czasu na decyzje wiec raczej czolowka, bo kierowcy, szczegolnie ci krwozerczej - jak ja - odmiany, najpierw usiluja ominac pieszo/rowerowo/skuterowa przeszkode, a potem dopiero sie zastanawiaja). Gdybym jechal 70 km/h skuter wyjachalby za mna. Gdyby, mimo mojej predkosci, kierowca skutera wyjechal pol sekundy pozniej, bylby klops. Gdybym, przewidujac najgorsze, jechal 30 km/h, a kierowca skutera postanowil wyjechac mi pod kola nie dajac szans na reakcje, to za zadne skarby nie uniknalbym (byc moze smiertelnej dla kierowcy skutera) kolizji. Gdyby...

Czy zatem moje twierdzenie, ze predkosc wplywa na skutki zdarzen, a nie jest wylaczna ich przyczyna nie jest choc troche sensowne? Czy kretynskie zachowanie kierowcy skutera mialo jakikowiek zwiazek z rozwiaja przeze mnie predkoscia? Czy nie jest mozliwe, ze nawet jadac zdecydowanie ponizej ograniczenia, moglbym kolesia zatluc? Czy sztywne trzymanie sie przez znakologuf kodeksowych ograniczen nie jest troche pozbawione sensu, bo nie uwzglednia warunkow? W tym konkretnie przypadku 50/60 bylo jak najbardziej na miejscu. Przydalby sie jeszcze garb zwalniajacy na dochodzacej do glownej drodze, zeby troche studzic zapedy g.wniarzy w pojazdach wszelakiej masci. Tylko, ze chora polityczna poprawnosc raczej postawi garb na drodze glownej... i 40 km/h... A dlaczego takie samo ograniczenie stoi w "terenach zabudowanych" tylko z nazwy? Czy to nie jest bez sensu?
Obserwuj wątek
    • edgar22 Chyba nie zrozumiałem... 09.07.07, 11:08
      > Gdybym jechal 70 km/h skuter wyjachalby za mna.

      Żartujesz oczywiście... To ma być argument, że należało jechać szybciej?
      • emes-nju Nie zrozumiales. 09.07.07, 11:17
        To bylo jedno z GDYBY. Potem byl tez tekst o tym, ze nawet jadac 30 km/h moglbym go zabic.
        • edgar22 Re: Nie zrozumiales. 09.07.07, 11:29
          Całe szczęście, bo już myślałem, że argumentujesz podobnie jak kodem_pl. :)
          • emes-nju Re: Nie zrozumiales. 09.07.07, 11:40
            Argumentuje za UREALNIENIEM ograniczen.

            Dodatkowo takze za zaprzestaniem lansowana politycznej poprawnosci z gatunku dbamy o slabszych, bo to dziala przeciwko "beneficjentom"! Skutki tego sa takie, ze jedyne co slabszy z tego moze miec, to wyrok skazujacy kierowce (w Polsce wiekszosc kolizji z pieszym konczy sie wyrokiem na kierowce - czesto posmiertnym dla pieszego...) jak dojdzie do najgorszego. A do tego najgorszego moze dochodzic wlasnie dlatego, ze beneficjent uwierzyl, ze kierowca ma dokonac cudow mestwa, zawiesic prawa fizyki itd., bo pieszy idzie/rowerzysta jedzie.

            Zwroc uwage na to, co napisalem o garbach zwalniajcych. Tak to naprawde wyglada! Predzej przed skrzyzowaniem postawia ograniczenie i garb na drodze glownej niz na podporzadkowanej. Bo przeciez z podporzakowanej MOZE ktos wyjechac i trzeba spowolnic jadacego glowna. Choc na zdrowy rozsadek nalezaloby raczej utrudnic gwatowny wyjazd temu z podporzadkowanej... W tym samym mechanizmie zadne ograniczenie nie pomoze pieszemu jezeli postanowi dokonac zywota pod moimi kolami nie dajac mi szans na unikniecie zderzenia.
            • jureek Re: Nie zrozumiales. 09.07.07, 12:54
              emes-nju napisał:

              > Argumentuje za UREALNIENIEM ograniczen.
              >
              > Dodatkowo takze za zaprzestaniem lansowana politycznej poprawnosci z gatunku db
              > amy o slabszych, bo to dziala przeciwko "beneficjentom"!

              Porównanie statystyk ofiar wypadków w Niemczech (dbamy o słabyszych) i w Polsce
              (dbamy o płynność ruchu) przeczy Twojej tezie.
              Jura
              • emes-nju Re: Nie zrozumiales. 09.07.07, 12:58
                Porownajmy wiec drogi... A przede wszystkim ruch pieszy i rowerowy na miedzynarodowych drogach.
                • jureek Re: Nie zrozumiales. 09.07.07, 13:11
                  emes-nju napisał:

                  > Porownajmy wiec drogi... A przede wszystkim ruch pieszy i rowerowy na miedzynar
                  > odowych drogach.

                  Wiem, że drogi w Polsce są gorsze, ale mimo wszystko, według Twojej teorii w
                  Niemczech, gdzie przepisy są korzystniejsze dla słabszych, powinno być więcej
                  wypadków z ich udziałem. A jakoś nie ma.
                  Spróbuj w Niemczech nie odwrócić głowy w prawo do tyłu, gdy skręcasz z głównej w
                  prawo w podporządkowaną - na pewno oblałeś wtedy egzamin na prawko. A w Polsce?
                  Który instruktor nauki jazdy w ogóle zwraca na to uwagę?
                  Jura
                  • emes-nju Re: Nie zrozumiales. 09.07.07, 13:42
                    jureek napisał:

                    > Wiem, że drogi w Polsce są gorsze, ale mimo wszystko, według Twojej teorii w
                    > Niemczech, gdzie przepisy są korzystniejsze dla słabszych, powinno być więcej
                    > wypadków z ich udziałem. A jakoś nie ma.

                    Piesi sa problemem poza miastem! Czy po niemieckich drogach spaceruja sobie cale tabuny nieoswietlonych w nocy ludzi? Albo (doswiadczylem w sobote) czy na niemieckiej drodze mozna sie natknac na dwie grupki dyskutujacych po przeciwnych stronach jezdni ludzi, ktorzy, nie patrzac, postanawiaja nagle zaciesnic wiezy przyjazni? Jechalem bardzo wolno wiec jeden prawie na mnie wpadl.

                    > Spróbuj w Niemczech nie odwrócić głowy w prawo do tyłu, gdy skręcasz z
                    > głównej w prawo w podporządkowaną - na pewno oblałeś wtedy egzamin na prawko.
                    > A w Polsce?

                    W Polsce tez. Zdecydowanie! A to, co robi po zdaniu PJ czlowiek nie lezy juz w gestii intruktora czy egzaminatora... Kretyni sa wszedzie. Nie wszedzie za to ich kretynizm stwarza powazne zagrozenie.
    • Gość: na zimno Prozaiczna przyczyna, powazne skutki. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 09.07.07, 11:54
      Piszesz:"Nagle, z bocznej uliczki, zza zywoplotu, wyskoczyl skuter".

      Czy urzedasy/inzynierowie ruchu moga sie czasem pofatygowac (ruszyc d. ze
      stolka) do takich miejsc, gdzie widocznosc jest ograniczona i podjac prosta
      decyzje: albo przystrzyc zywoplot, a jezeli sie nie da to zasadzic bratki?

      I to niezaleznie od tego, czy uliczka byla podporzadkowana, czy nie.

      To takie proste. Napisz do tych zadekowanych za szklanka kawy i gazetka
      leniuszkow, moze o tym nie wiedza.

      Innym zaoszczedzilbys przy okazji przezywanie dramatycznych chwil w tym
      samym miejscu, bo do wypadku z pewnoscia tam kiedys dojdzie.

      • emes-nju Re: Prozaiczna przyczyna, powazne skutki. 09.07.07, 12:00
        W terenach zabudowanych typu wies/miasteczko zabudowa i ploty, rowniez zywoploty, dochodza do samych jezdni. Czasem jest waziutki chodnik.

        Ale jak do wypadku dojdzie, to spowolnia (rowniez garbami) droge glowna, a nie (np. garbem) uniemozliwia za szybki wjazd na glowna z drogi podporzadkowanej.
      • Gość: kaqkaba Re: Prozaiczna przyczyna, powazne skutki. IP: 194.150.166.* 09.07.07, 12:50
        > Czy urzedasy/inzynierowie ruchu moga sie czasem pofatygowac (ruszyc d. ze
        > stolka) do takich miejsc, gdzie widocznosc jest ograniczona i podjac prosta
        > decyzje: albo przystrzyc zywoplot, a jezeli sie nie da to zasadzic bratki?

        Jeszcze niech służby (Police i SM) zajmą się delikwentami parkującymi w sposób
        znacznie pogarszający widoczność.
    • vatseq Re: Skuter (dlugawe) 09.07.07, 12:14
      Na kursie prawa jazdy uczono mnie "zasady ograniczonego zaufania", której tu
      należało użyć. Wiem, że to gdybanie, ale jeśli jadę ulicą z niewidocznym
      wyjazdem z boku (żywopłot, płot nieprzejrzysty, kamienica), to zwalniam poniżej
      dozwolonej prędkości, noga nad hamulcem!

      Druga sprawa związana z pierwszą: nie ten jest dobrym kierowcą, kto sprawnie
      kręci kierownicą i operuje pedałami, lecz ten kto potrafi PRZEWIDYWAĆ sytuacje i
      zagrożenia na drodze!
      • emes-nju Re: Skuter (dlugawe) 09.07.07, 12:43
        Przeczytales wszystkie "gdyby"?

        W takich miejscach jak to, w ktorym sie to wydarzylo (wiekszosc posesji otoczonych zywoplotami dochodzacymi prawie do jezdni), nalezaloby przepychac samochod i trwozliwie zagladac w kazda podporzadkowana. Trwozliwie, bo przeciez nikt nie powiedzial, ze mojej wychylonej zza zywoplotu glowy nie zetnie jakis miszcz scinajacy akurat zakret w czasie jak najbardziej kretynskiego skretu z podporzadkowanej w glowna.

        Mnie tez uczono zasady ograniczonego zaufania, ale nie uczono mnie tego, ze mam sie maniacko dostosowywac kazdego kretynskiego zachowana w kazdym sprzyjajacym takiemu zachowaniu miejscu. Gdyby mnie tego nauczono, nie ukonczylbym chyba kursu PJ, bo skoro nie da sie przewidziec wszyskiego i do wszystkiego dostosowac predkosci, to... Sa jakies granice! Dostosowujac predkosc do kazdego zdarzenia, ktore wpadnie nam do lba (to i tak nie wyczerpie wszystkich mozliwosci...) nalezy sie zatrzymac i po-wo-lut-ku podreptac na cmentarz, bo za kazdym rogiem czai sie niechybna smierc.
      • Gość: kaqkaba Re: Skuter (dlugawe) IP: 194.150.166.* 09.07.07, 12:54
        > Na kursie prawa jazdy uczono mnie "zasady ograniczonego zaufania"
        Jak wyjeżdżam z drogi podporządkowanej i wiem że może mnie nie być widać i ja
        nie widzę, robię to powoli i kawałek po kawałku widać coraz więcej mojego noska.
        Jadący drogą główną widzi (o ile patrzy) i odbije do lewej krawędzi pasa.

      • Gość: na zimno To, co moze sie zdarzyc przechodzi wszelkie IP: *.dip0.t-ipconnect.de 09.07.07, 13:17
        wyobrazenia, nawet ludzi z bujna fantazja.

        Jezeli sa miejsca podwyzszonego ryzyka, wystarczy je zmodyfikowac tak, aby
        tylko prawdziwy samobojca mogl sie tam nareszcie zrealizowac.
        Inni powinni miec szanse na przezycie.

        Stad parkowanie dostawczaka np. na rogu skrzyzowania z ulica podporzadkowana
        jest dzialaniem kompletnego ignoranta bez wyobrazni. Nie widzi nic
        ani jadacy glowna ani wyjezdzajacy z podporzadkowanej.

        Moim zdaniem policja powinna takim przywalac na max.



        • tymoteusz.a Re: To, co moze sie zdarzyc przechodzi wszelkie 09.07.07, 13:41
          Jest takie Rozporządzenie Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z dn. 2.03.1999r. w spr. warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne i ich usytuowanie. W tym rozporządzeniu (w załączniku) jest mowa na temat krzaczków i żywopłotów rosnących przy skrzyżowaniach w załączniku. Są określone tzw. "pola widoczności". Ja w swoim mieście walczę z władzami miasta aby przycięły takie krzaczki, które zasłaniają wyjazd z podporządkowanej na główną (krajową) i dla pieszych ( w tym miejscu jest również przejście dla pieszych). Dodatkowo w tym miejscu krajowa ma łuk, który dodatkowo zasłania widoczność jadącym krajową. Dostaję odpowiedzi: że to jest nie w gestii prezydenta a starosty. A starosta że to nie okres na przycinanie. I tak od pół roku. A policja i straż miejska ma zasłonę z krzaczków na ustawianie radarów. PARANOJA!
          • Gość: na zimno Czyli: "siedza kury na grzedzie, a zadna z nich IP: *.dip0.t-ipconnect.de 09.07.07, 13:53
            pazurem kiwac NIE BEDZIE".Amen.(tak mi sie skojarzylo).

            Bo i po co. Czy sie stoi czy sie lezy, dwa tysiace sie nalezy jak za
            starych "dobrych" czasow.

          • emes-nju Re: To, co moze sie zdarzyc przechodzi wszelkie 09.07.07, 14:10
            tymoteusz.a napisał:

            > Jest takie Rozporządzenie Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z
            > dn. 2.03. 1999r. w spr. warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi
            > publiczne i ich usytuowanie.

            W wielu przypadkach jest to trudne do zrealizowania - w "moim" przypadku trzeba by wykupic kawal ziemi i poprzesuwac ploty oddzielone od jezdni waskim chodnikiem.

            Co do skrzyzowan na utrudniajacych widocznosc lukach. Po prostu nie powinno ich byc. Ruch powinien byc albo sterowany swiatlami, albo przekierowany w miejsce, gdzie sa warunki do bezpiecznego wlaczenia sie do ruchu. Ale to nie w Polsce - u nas winien jest zawsze kierowca wiec po co robic tak, zeby mial jak najmniej szans na "zawinianie"?
        • Gość: tymoteusz Re: To, co moze sie zdarzyc przechodzi wszelkie IP: *.inowroclaw.mm.pl 09.07.07, 13:50
          W moim mieście dochodziło do takich absurdów, przez to że urzędnikom nie chciało się sprawdzić ustawienia znaków drogowych. Znak drogowy "przejscie dla pieszych" (niebieski) był ustawiony za przejściem. Tak było w dwóch miejscach. Zrobiłem zdjęcie i przekazałem do lokalnej gazety. Krótko po ich opublikowaniu znaki zostały przestawione w prawidłowe miejsce czyli przed przejście. Naczelnik wydz. z urzędu miasta odpowiedzialny za te sprawy w rozmowie ze mną powiedział: ludzie nie mają co robić to robią zdjęcia a my mamy robotę. Nie wiedział, że zdjęcia były mojego autorstwa (prawa autorskie odstąpiłem za darmo dziennikarzowi, który je opublikował).

    • klemens1 Ofiara świecenia 10.07.07, 14:11
      > Swiecilem (on tez), ale kierowca skutera nie mogl mnie zza zywoplotu widziec -
      > jakby zatrzymal sie prawidlowo,
      > to musialby mnie zauwazyc. Ale gdybym go potracil, trafilby do statystyk,
      > ktore przeciwnicy swiatel tak chetnie cytuja, jako "ofiara" swiecenia.

      Jako dowód że światła nie pomagają.
      Już ci kiedyś pisałem, że kolizje nie są spowodowane przez to, że ktoś patrzył,
      ale nie zauważył. Albo nie patrzył, albo zauważył, ale myślał że zdąży.
      • emes-nju Re: Ofiara świecenia 10.07.07, 14:48
        Jak to, ze ktos NIE MOGL mnie widziec i wyjechal mi pod kola ma sluzyc za argument, ze swiatla nie pomagaja?!

        Ja rozumiem, ze moglbys to napisac jezeli koles stalby widzac mnie (potencjalnie) i ruszyl, bo pomimo swiatel, mnie nie zauwazyl. Ale on wyskoczyl spomiedzy zywoplotow...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka