mesquaki
24.07.02, 17:17
Po wielu dniach wedrowki strudzony pielgrzym dotarl do ogromnej przepasci na
skraju figowego gaju. Przez przepasc byl przewieszony drewniany mostek.
Wejscia na mostek strzegl potwor. Potwor mlasnal ohydnie jezorem, porwal
wedrowca w swe lapy i tak rzecze:
- Czy widzisz drzewo figowe przed moja chata? Owoce na nim smakuja i
wygladaja jak na kazdym innym drzewie. Jednak biada temu, kto je skosztuje.
Kazdy z nich jest trujacy, a jedynym ratunkiem jest szybkie zjedzenie figi z
wyzszej galezi. Teraz ja zamkne oczy a ty zerwiesz fige z drzewa, a potem ty
zamkniesz oczy i ja zerwe fige. Potem wymienimy sie figami i bedziemy musieli
je zjesc.
Tu potwor usmiechnal sie szyderczo, wedrowiec zas posmutnial. Obydwaj bowiem
wiedzieli, ze tylko potwor jest na tyle wielki aby dosiegnac ostatniej
galezi.
W jaki sposob pielgrzym moze uratowac glowe i pozbyc sie potwora?