kamea78
26.07.07, 18:28
Właśnie niedawno dowiedziałam się od teściowej, że jeśli jej synalek mnie
kiedykolwiek zdradzi, będzie to moja wina. Bo ja jestem taka głupia i
pozwalam mu wychodzić samemu. Wyobrażacie sobie, jak idzie na spotkanie z
kolegami na piwko, a ja wiszę mu u ramienia? Albo idzie na mecz do kolegi a
ja biegnę za nim z kanapeczkami ? buhahahahahahaha!!!
Szkopuł w tym, że mamy niespełna 2-letnie dziecko. Nie za bardzo mam ochotę
bawić się w kukułkę i podrzucać dziecko całemu światu. "Babunia" chętnie
zostaje z wnusią, ale tylko w mniemaniu jej syncia, bo gdy raz poszliśmy do
kina, po uprzedniej zgodzie na pilnowanie strzeliła takiego focha, że nie
odzywała się do mnie 3 dni.
Nie spotykam się z jego znajomymi, bo naprawdę nie interesują mnie
niedojrzali 30-latkowie. Wszyscy wolni, jeden przyprowadza jakąś pannę w
wieku podstawówkowo - gimnazjalnym, obmacuje na widoku. Potem przez miesiąc
reszta podnieca się opowieściami, jaką to ku..ę Adrianek przyprowadził.
oczywiście Adrianek w porządku, chłop na schwał (jednak wykształcenie wyższe
dziś nic nie znaczy)...
Na uwagę o zdradzie i mojej bezapelacyjnie winie odpowiedziałam, że zdradzają
ludzie bez zasad (jeśli uprzednio w związku nie było umowy dotyczącej zdrady -
np. ja zdradzam, Ty też, a później sobie to opowiemy). Tradycyjnie strzeliła
focha, nie odzywa się do mnie tydzień.
Jestem porażona jej głupotą. Nigdy nie marzyło mi się prowadzenie drugiego
człowieka na smyczy i warowanie przy nim.
A co Wy o tym sądzicie? Zaznaczam, że to moje zdanie, darujcie sobie wszelkie
ataki.