1tomasz1
01.01.05, 10:35
TO IDZIE MŁODOŚĆ
Już na studiach ROMAN GIERTYCH zaplanował, że najpóźniej w 2008 roku
wszechpolacy przejmą władzę w Polsce
CEZARY ŁAZAREWICZ
Roman lubił szkicować na kartkach papieru plan przejęcia władzy w Polsce.
Każda kropka to był zwerbowany przez niego narodowiec, od którego odchodziły
dwie kreski zakończone znowu kropkami. A od nich znowu kreski i kropki. W
postępie geometrycznym cała kartka, czyli Polska, pokrywała się po chwili
czarnymi plamkami. Tak za kilka lat miała wyglądać polityczna mapa kraju. -
Mówił nam, że stworzy ważną siłę w parlamencie, a nam się wydawało, że
fantazjuje - wspomina jego kolega ze studiów.
Romek miał wtedy 18 lat i dopiero rozpoczynał studia na Wydziale Historii
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. - Od dziecka był szykowany do
roli przywódcy ruchu narodowego - mówi Piotr Sosiński, były szef Młodzieży
Wszechpolskiej. - Rósł w przekonaniu, że jest stworzony do rzeczy wielkich.
SAGA RODU ENDEKÓW
- W przesiąkniętym endecką tradycją Poznaniu Romek był od pierwszego roku
studiów postacią legendarną - mówi Konrad Szymański, europarlamentarzysta
PiS, który studiował z Giertychem.
Wszyscy wiedzieli, że to wnuk endeckiego ideologa Jędrzeja Giertycha,
najbliższego współpracownika Romana Dmowskiego, przywódcy Narodowej
Demokracji.
Jędrzej Giertych aż do śmierci w roku 1992 pozostawał na emigracji w Londynie
i zajmował się między innymi badaniem historii Polski. Dzięki temu odkrył, że
marszałek Piłsudski był nie tylko narzędziem w niemieckich rękach, o czym
nikt w Polsce do dziś nie ma pojęcia, lecz także tajnym mocodawcą zabójstwa
prezydenta Narutowicza w 1922 roku, dokonanego - zdaniem wszystkich innych -
przez chorego z nienawiści endeka Eligiusza Niewiadomskiego. Z Londynu Polska
Giertycha wyglądała jak igraszka w rękach Żydów: tych z komunistycznego rządu
i tych z KOR-u. Dlatego po 13 grudnia Jędrzej pokładał duże nadzieje w
generale Wojciechu Jaruzelskim, który nie pozwolił trockistom z KOR-u wywołać
wojny z Rosją.
Podobnie myślał jego syn Maciej, od roku 1986 zasiadający w Radzie
Konsultacyjnej przy Wojciechu Jaruzelskim i jeszcze w 1990 roku bezskutecznie
apelujący do Narodu, by nie uciekać z Układu Warszawskiego i RWPG, ale
budować "wspólny dom Gorbaczowa".
Profesor Maciej Giertych nie wierzy w teorię Darwina ("Teoria ewolucji jest
nie do pogodzenia z wiedzą przyrodniczą" - udowadniał na łamach "Rycerza
Niepokalanej"), ale wierzy w arkę Noego. Obliczył nawet, czym wprawił w
zdumienie naukowców z PAN-u, że miała ona 14 tysięcy ton wyporności.
Roman poglądami dziadka i ojca nasiąkał od dzieciństwa, więc nie trzeba mu
było tłumaczyć, że największym zagrożeniem dla Polski są Żydzi i masoni.
Tak jak Jędrzej i Maciej uważa, że w 1989 roku komuniści oddali władzę innym
komunistom, którzy zostali wyrzuceni z partii po marcu Ő68. A marcowi
weterani, zamiast zmienić system, zmienili tylko czapkę.
Najmłodszy Giertych w swojej książce wydanej w 1994 roku apelował o sojusz
polsko-rosyjski, by Ojczyzna zyskała bezpieczeństwo militarne. Z tego samego
powodu chciał, by Polska kupiła lub wyprodukowała broń atomową. A poza tym,
wiadomo, jest za zburzeniem europejskiego, czyli masońskiego, porządku.
- Roman zawsze tak myślał - mówi jego kolega ze studiów. - Krytykował Żydów i
masonów, ale nigdy nie wyczuwało się w tym nienawiści.
NIEDOSTĘPNA ENKLAWA
Rodzice Romana mieszkają w kamienicy na obrzeżach siedmiotysięcznego Kórnika
pod Poznaniem. Łatwo trafić, bo na ścianie ktoś namalował: "LPR - nie!". Do
niedawna mieszkało tu także rodzeństwo Romana. Najstarsza siostra Anna uczy
biologii i angielskiego, starszy brat Marian jest biologiem, a najmłodszy
Piotr - leśnikiem (do dziś mieszka z rodzicami).
Maciej Giertych przyjechał tu w 1962 roku, po 17 latach spędzonych na
emigracji. Ukończył w Oksfordzie leśnictwo i doktoryzował się z fizjologii
drzew w Toronto.
- Są zupełnie wyobcowani i unikają bratania się z pospólstwem - mówi była
nauczycielka Romana. Zapamiętała go jako chłopca wyjątkowo zimnego,
bezdusznego i opryskliwego, choć bardzo zdolnego.
- Już w podstawówce uważał się za lepszego od swoich rówieśników - mówi
nauczycielka. - Unikał z nimi kontaktu i chyba dlatego był niezbyt lubiany.
Nauczyciele też za nim nie przepadali, bo uważał nas za ignorantów i
półinteligentów. I chyba dlatego ani on, ani nikt z ich rodziny nie miał
zwyczaju mi się kłaniać.
Romek był samotnikiem, nie miał przyjaciół i nigdy nie wyrażał żadnych
emocji. Zdaniem nauczycielki wyglądał na chłopca z problemami, które mógłby
rozwiązać tylko psycholog.
W kórnickim liceum trafił do klasy biologiczno-chemicznej i - jak mówi jego
koleżanka Iza Buszkiewicz - zawsze błyszczał na tle klasy swoją wiedzą
historyczną. Pamięta, że grał w tenisa i jeździł na pielgrzymki. W ostatniej
klasie zaczął wydawać pierwsze endeckie pisemka.
WSZECHPOLAKÓW MARSZ DO ZWYCIĘSTWA
Filip Kaczmarek, eurodeputowany PO i były szef NZS na poznańskim
uniwersytecie, pamięta, że w roku 1989 trwał tam jak w całym kraju bojkot
studium wojskowego. Kaczmarka wezwano do rektora, gdzie usłyszał, że nie
wszyscy studenci chcą likwidacji zajęć wojskowych. - I pokazano mi list
podpisany przez 21 osób, które tego nie chciały, bo zostałyby pozbawione
możliwości obrony Ojczyzny - wspomina Kaczmarek. - Wtedy dowiedziałem się o
istnieniu Romana Giertycha.
Kaczmarek pamięta jeszcze, że Roman próbował powołać Polski Związek
Akademicki, ale nic z tego nie wyszło, więc wziął się za Młodzież
Wszechpolską. 2 maja 1989 r. 18-letni Giertych reaktywował przedwojenną
młodzieżową przybudówkę endecką.
Piotr Lisiewicz z Akcji Alternatywnej "Naszość" pierwszy raz o Młodzieży
Wszechpolskiej usłyszał w marcu 1990 roku, gdy na poznańskim rynku odbywała
się wielka manifestacja pod hasłem: "Ukarać zbrodniarzy z SB i MO". Do
organizatorów wiecu podeszli młodzi ludzie z MW, o której nikt wtedy nie
słyszał, i powiedzieli, że lepiej by było zaprotestować przeciwko jednoczeniu
się Niemiec, które są prawdziwym zagrożeniem dla Ojczyzny.
- Nie przychodził na poznańskie manifestacje - mówi Lisiewicz. - I był
zupełnie niewidoczny. Słyszało się czasem tylko o jego ojcu Macieju, który na
powielaczu wydawał endecką "Opokę".
Wszechpolacy spotykali się wtedy w dawnym domu partii, gdzie mieściła się
katedra historii.
Gdy na początku lat 90. cały Poznań manifestował, Roman Giertych tłumaczył
wszechpolakom, że akcje uliczne nie mają żadnego sensu.
- Romana nie interesowała bieżąca polityka, bo on miał dalekosiężny plan
zdobycia władzy. By go zrealizować, mówił, potrzebuje szkolić kadry, a ulica
nie jest od tego - opowiada Wojciech Olszak, działacz narodowy z Poznania.
Wszechpolakom powtarzał, że czeka ich bardzo długi marsz do zwycięstwa. I
przez lata potrafił tłumaczyć wszystkie dotkliwe porażki, które rozpoczęły
się w roku 1991 wyborami do Sejmu. Totalna kompromitacja nastąpiła w wyborach
prezydenckich z 1995 roku, bo wszechpolakom nie udało się zebrać nawet stu
tysięcy podpisów, by zarejestrować kandydata Macieja Giertycha.
W roku 1997 młody Giertych wystartował z Bloku dla Polski. Zdobył zaledwie
916 głosów. Wydawało się, że to koniec, ale Roman na zjeździe Młodzieży
Wszechpolskiej wytłumaczył, że to dopiero początek, i przedstawił nowy plan,
według którego wszechpolacy przejmą władzę w Polsce między 2006 a 2008 rokiem.
Trudno było w to uwierzyć, bo kolejne wybory prezydenckie przyniosły jeszcze
dotkliwszą klęskę. Giertych w 2000 roku poparł generała Tadeusza Wileckiego,
który okazał się postacią nie tylko groteskową, lecz także bez żadnego
znaczenia. Koniunktura pojawiła się dopiero rok później, gdy upadła AWS.
- Roman miał już plan działania, struktury i doczekał się momentu, w którym
może zaistnieć - mówi Jacek Kurski, gdański lider LPR.
Dzięki zbudowanej przez Giertycha strukturze udało się zebrać podpisy