Gość: +++IGNOR
IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl
06.09.02, 05:31
Pomimo miliardowego programu pomocy na usuwanie zniszczeń powstałych w wyniku
powodzi niemieckie budownictwo nie widzi szans na wyjście z kryzysu. Spada
poziom inwestycji w tej branży. Przewiduje się, że w bieżącym roku w
niemieckim budownictwie pracę straci 80 tys. pracowników, a 8 tysiącom firm
grozi bankructwo.
W niektórych regionach powódź była czynnikiem poprawy koniunktury budowlanej,
ale w skali kraju nie będzie ona miała wpływu na rozkręcenie tej branży. -
Katastrofa powodzi trochę pomoże, ale nie rozwiąże problemów niemieckiego
budownictwa. Sytuacja w branży budowlanej jest katastrofalna - powiedział
Ignaz Walter, przewodniczący związku niemieckiego przemysłu budowlanego.
Według wstępnych ocen, odbudowa zniszczonych lub remont uszkodzonych przez
powódź budynków będzie kosztować 6 mld euro, zaś dróg i linii kolejowych -
ponad 2 mld euro. Tyle samo będzie trzeba wydać na odbudowę i remont sieci
wodnej i gazowej.
W pierwszej połowie br. obroty w branży budowlanej spadły o 7 proc., a we
wschodniej części Niemiec aż o 10 proc. Kryzys budownictwa rozciąga się na
trzy sektory: w sektorze budownictwa mieszkaniowego nastąpił spadek o 0,1
proc., w sektorze budownictwa przemysłowego - o 8 proc., zaś w budownictwie
publicznym - o 3 procent.
Niemieckie budownictwo liczy się z rekordową liczbą bankructw. Eksperci
szacują, że upadłość dotknie jedną piątą z 40 tys. firm budowlanych. Odbije
się to bardzo negatywnie na rynku pracy. W pierwszej połowie br. co dziesiąty
pracownik zatrudniony w budownictwie został bezrobotnym. Z ogólnej liczby 870
tys. zatrudnionych w budownictwie do końca roku straci pracę 80 tys. osób. Od
1995 r., kiedy budownictwo niemieckie przeżywało rozkwit, w branży budowlanej
zlikwidowano 40 proc. miejsc pracy.
Jako przyczynę obecnego kryzysu związek niemieckiego przemysłu budowlanego
wymienia słabą koniunkturę gospodarczą, wstrzymywanie się przemysłu od
inwestycji i pustki w kasie publicznej. Przewodniczący związku wezwał rząd,
aby nie przyglądał się bezczynnie upadkowi branży budowlanej i więcej
inwestował w infrastrukturę. Rząd niemiecki część pieniędzy z podatków, które
w przeszłości wydawał na utrzymanie infrastruktury, odprowadza do budżetu UE,
m.in. na opłacenie ogromnej rzeszy urzędników. Niemieckie miasta niszczeją,
są coraz bardziej zanieczyszczone, dworce kolejowe i autobusowe są nierzadko
w opłakanym stanie. Coraz częściej na niedobór środków finansowych cierpią
samorządy. - Infrastruktura nie powinna być zaniedbywana. Prace
zabezpieczające kosztują dużo mniej niż usuwanie szkód powstałych na skutek
zaniedbania - przekonywał Ignaz Walter.
Rota, Marbach