Dodaj do ulubionych

UE: Błedne Koło

IP: *.chello.pl / *.chello.pl 14.12.02, 21:22
Mamy w Polsce, po znaczących redukcjach zatrudnienia w tej branży, więcej
górni ków niż cała unijna "Piętnastka" razem wzięta - z czego ekonomiczne
uzasadnienie znajduje, zważywszy na niemal całkowite oparcie na węglu naszej
energetyki, zatrudnienie około jednej trzeciej z nich. To, że reszta musi
sobie znaleźć inne zajęcie i że kopalnie trzeba zamykać, nie ulega więc
kwestii. Zgadzają się co do tego, jeśli ich przycisnąć, nawet przywódcy
górniczych związków zawodowych. Tyle że zaraz dodają: ale gdzie są dla tych
górników inne miejsca pracy? Niech je rząd pokaże, to będziemy rozmawiać o
zamykaniu kopalń. Rząd oczywiście nic nie pokaże, bo dopóki gospodarka
dławiona jest podatkami, dopóty nowe miejsca nie powstaną, a jeśli chce się
podtrzymywać przy istnieniu nierentowny spadek po PRL, to nie ma innego
wyjścia niż wyciskać z gospodarki wysokie podatki - koło się zamyka. I w tym
błędnym kole kręci się III RP od lat dwunastu, bo nie znalazł się w niej
przywódca na miarę Reagana

i Thatcher, który by potrafił wyprowadzić kraj

z bagna socjalizmu.

Gdy mowa o górnictwie, konserwatywnemu liberałowi od razu ciśnie się przed
oczy przykład brytyjski. Przykład jest dobry, ale trzeba pamiętać, że o
sukcesie Małgorzaty Thatcher zadecydowało nie tylko zdecydowanie w walce ze
związkami zawodowymi i reformatorska determinacja. Wielkiej Brytanii udało
się rozwiązać problem górnictwa głównie dzięki temu, że thatcheryzm dał jej
dynamiczny wzrost gospodarczy i wyrzucani z kopalń górnicy mieli gdzie,
lepiej lub gorzej, wylądować. Tłum, prowadzony przez związkowych przywódców
na uliczne rozróby, dość szybko rzedł za ich plecami i rozchodził się w
różne strony. Gdyby było inaczej, gdyby ten tłum zamiast rzednąć gęstniał,
na dłuższą metę nie pomogłoby żadne pałowanie.

Jestem w stanie sobie wyobrazić, że w sytuacji rozpaczliwej i krańcowej rząd
Millera zdobędzie się na spacyfikowanie górników siłą. Ale żeby doprowadził
do znaczącego wzrostu gospodarczego - na to nie ma szans. Co zatem
pozostaje? Klajstrować, łatać, zyskiwać na czasie i czekać na wejście do
Unii Europejskiej. Tak jak to robiły rządy poprzednie. Tylko że one wierzyły
święcie, iż akcesja oznaczać będzie wielką kasę z Brukseli, kasę, która
pozwoli obejść zarysowany w pierwszym akapicie nierozwiązywalny problem.
Liczyli zresztą Bóg jeden wie na jakiej podstawie, bo Unia nigdy niczego
podobnego nie obiecywała, a teraz, kiedy sama jest w kłopotach, nie obieca
tym bardziej. Wejście do UE da polskim politykom tylko jedno: uniwersalne
alibi. To nie my wyrzucamy górników na bruk, to Niemcy. To nie przez nas
upadło polskie rolnictwo, hutnictwo, stocznie i tak dalej - to przez Onych.
Zdaje się, że coraz więcej polskich polityków już się tej wygodnej sytuacji
nie może doczekać.


Rafał A. Ziemkiewicz

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka