wolna_galicja
12.02.03, 12:55
Dzisiejszy "Najwyższy Czas!" zamieszcza ostatnie wyliczenie. Jesteśmy 1 mld
euro w plecy!!!
Cały artykuł tutaj: www.nczas.com/?a=show_article&id=973
Najsmakowitszy fragment poniżej:
"Ministerstwo Finansów za najbardziej zdeterminowany wydatek najbliższych
budżetów państwa uznaje składkę na rzecz budżetu Unii Europejskiej. Od połowy
przyszłego roku składka zwiąże kilkanaście procent zgromadzonych przez budżet
państwa dochodów, ograniczając możliwość wzrostu innych wydatków. W 2004 r.
polski wkład do budżetu unijnego wyniesie 7 mld zł, a w 2005 r. i następnych
latach - po 11 mld zł. Są jeszcze inne transfery: wpłaty do Europejskiego
Banku Inwestycyjnego i Europejskiego Banku Centralnego (0,4 miliarda zł
rocznie) czy na przystosowanie naszej granicy do wymogów unijnych. Na
prefinansowanie dopłat dla rolników potrzebujemy w przyszłym roku ok. 2,5 mld
zł, na współfinansowanie funduszy strukturalnych - kolejny miliard w
przyszłym roku, w 2005 r. - 2 miliardy, a w 2006 r. - 4,1 miliarda.
Przygotowanie projektów inwestycji będzie kosztować nas w latach 2004-2006
ponad 2,5 miliarda euro.
W sumie na integrację z Unią polski podatnik wyda 11,5 miliarda złotych w
2004 roku, 14,8 miliarda w roku 2005 i 17,5 miliarda w roku 2006. To oznacza
spore ograniczenia wiążące ręce przy wydatkach krajowych budżetu państwa.
Tymczasem na pewno nie możemy finansować unijnych przepływów, powiększając
deficyt budżetowy, bo nigdy nie wejdziemy do unii gospodarczej i walutowej.
Już teraz musimy być czujni, skoro nasz dług publiczny przekroczył
praktycznie 50 proc. PKB. Poniższa tabela pokazuje, jaki jest koszt
integracji. Rząd musi zdecydować, co zrobić, aby znaleźć pieniądze na pełną
integrację. Inaczej będzie to członkostwo pozorne.
Równocześnie szacuje się, że w latach 2001-2004 nominalny przyrost
państwowego długu wyniesie 147,0-159,3 mld zł (52,4-56,8%), a po
uwzględnieniu kwoty przewidywanych wypłat z tytułu poręczeń i gwarancji 154,1-
166,4 mld zł (53,2-57,4%). W tym samym czasie wzrost nominalnego PKB ma
wynieść, według szacunków ministerstwa, 157,8 mld zł (23,0%). Tempo wzrost
długu publicznego jest więc znacznie większe niż tempo wzrostu PKB, co
powoduje wzrost relacji długu do PKB. Według optymistycznych danych
Ministerstwa Finansów, sukcesywne przyspieszenie wzrostu gospodarczego w
latach 2003-2005, przy stabilizacji inflacji na niskim poziomie, spowoduje
spadek relacji długu do PKB dopiero w 2005 r.
Policzmy realne transfery z budżetu wspólnot do Polski w latach 2004-2006. Na
fundusze strukturalne dla Polski Unia przeznaczyła 8,63 miliarda euro. Około
miliarda z tego Bruksela przekaże nam bezpośrednio do budżetu państwa.
Pozostaje więc około 7,5 miliarda. Realne wykorzystanie tych pieniędzy w
wariancie optymistycznym będzie oscylować w tych latach w granicach 20%, co
daje sumę około 1,6 miliarda euro. Większość z tych pieniędzy zostanie
jednak, zgodnie z obecnie obowiązującym prawem wspólnotowym, przeniesione na
dalsze lata. Choć nie jest to takie pewne w świetle najnowszych propozycji
Komisji, o czym będzie poniżej.
Na dopłaty bezpośrednie miało pójść 2,3 miliarda euro. Do tej sumy należy
jednak dołożyć jeszcze około pół miliarda przesuniętych z tak zwanego II
filaru Wspólnej Polityki Rolnej, czyli funduszy na rozwój obszarów wiejskich.
Razem - 2,8 miliarda. Równocześnie jednak z funduszy na rozwój wsi należy te
pół miliarda odjąć, co daje kwotę 2,1 miliarda euro. Unia zgodziła się na
dopłacanie do dopłat bezpośrednich dla polskich rolników. Do tej operacji
można będzie użyć część unijnych funduszy rozwoju wsi.
Zważywszy skomplikowane procedury odbioru funduszy wiejskich w części
strukturalnej (nazwijmy to SAPARD-em, bo procedura i cel jest identyczny),
rozsądnym jest przyjąć założenie, że zdołamy wyciągnąć połowę z nich, to
znaczy około miliarda euro.
Po zsumowaniu wychodzi, że w latach 2004-2006 dostaniemy około 6,5 miliarda
euro. Zapłacimy zaś około 30 miliardów złotych (nie wliczam w to wkładu do
projektów strukturalnych), czyli około 7,5 miliarda euro. W pierwszych trzech
latach członkostwa będziemy więc zdecydowania na minusie.
A potem - nie wiadomo. Bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że przejdzie
propozycja Komisji, w myśl której fundusze strukturalne nie wykorzystane w
danym roku będą przepadać w całości. Wystarczyłoby zresztą powiększyć pułap
wymogu ich wykorzystania i zwiększyć procent przepadku "spod progu", by
Polska z obiecywanych 8 miliardów dostała kilkanaście procent tej sumy. Nawet
zresztą przy tych regułach, które obowiązują obecnie, przepadek będzie
znaczny.
Policzmy. Z 7,5 miliarda euro funduszy wykorzystamy 20 procent (co jest
realne), czyli około 1,5 miliarda. Wymóg wykorzystania wynosi obecnie 75
procent, czyli 5,6 miliarda. Do wykorzystania prawidłowego brakuje nam 4,1
miliarda. Jesteśmy więc 55 procent "pod progiem". Jedna trzecia z tej sumy
przepada. Czyli w roku 2007 obcinane jest nam prawie 3 miliardy euro
(dokładnie 2,73). De facto będzie to większe manko, bo ja liczę to hurtowo na
trzy lata, podczas gdy należy to policzyć rok po roku i procenty zjadają
procenty. Dlatego właśnie Jan O'Rourke, pierwszy radca unijnego
przedstawicielstwa w Polsce, przestrzegł, że Polska musi dobrze wykorzystać
fundusze, bo "będzie to brane pod uwagę przy pracach nad kolejnym budżetem
Unii na lata 2007-2013".
Niemcy mogli więc sobie pozwolić na zgodę na bezpośrednią wpłatę miliarda
euro do naszego budżetu z kasy Unii, bo wiedzą, że ze względu na niemożność
wykorzystania największej puli, czyli funduszy, pieniądze i tak wrócą do ich
budżetu. Komisja bowiem co roku zwraca płatnikom netto środki nie
wykorzystane przez kraje Unii."
To tak dla przypomnienia ;)