Gość: ,
IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net
12.05.03, 05:46
Majątek do odzyskania
Rozmowa z prof. MIROSŁAWEM DAKOWSKIM, współautorem książki "Via bank i FOZZ -
o planowanym rabunku finansów Polski"
- Ile państwo polskie straciło w wyniku afery Funduszu Obsługi Zadłużenia
Zagranicznego?
- Nie sposób udzielić precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie, dlatego że
dokumenty dotyczące tej afery zostały celowo zniszczone lub ukryte. Wraz z
Michałem Falzmannem, który odkrył aferę FOZZ, kiedy jeszcze pracował w izbie
skarbowej, ocenialiśmy, że straty, jakie poniosła Polska, sięgają około 50
mld dolarów, czyli ok. 200 mld zł. Widać zatem, że afera Rywina przy sprawie
FOZZ to "kaszka z mlekiem".
Powtarzam jednak, że nie sposób dzisiaj precyzyjnie oszacować rozmiarów
tej kradzieży. Czy należy tłumaczyć, co oznacza taka strata pieniędzy dla
obywateli naszego kraju, jak znacząco mogłaby ona wspomóc naszą gospodarkę,
zwłaszcza na początku lat 90., kiedy zrzuciliśmy kajdany niewoli sowiecko-
PZPR-owskiej?
- Straty finansowe to jedna kwestia, ale nie można zapominać, że niektórzy
ludzie, którzy mieli do czynienia z aferą, nawet jeśli otarli się o nią
przypadkiem i nie mieli pojęcia, że chodzi o FOZZ, przypłacili to życiem.
- Według moich obliczeń, w tajemniczych i do dziś niewyjaśnionych
okolicznościach zginęło co najmniej siedem osób, które miały cokolwiek
wspólnego z aferą. Moim zdaniem, za ich śmierć odpowiedzialne były jakieś
siły mafijne, które bały się, iż wyjdą na jaw powiązania w aferze FOZZ.
- Z kim?
- Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli chodzi o śmierć osób,
które w taki czy inny sposób zetknęły się z aferą FOZZ, to zdecydowana
większość z nich nie mogłaby wiele powiedzieć na jej temat.
- Nie dotyczy to chyba jej odkrywcy, Michała Falzmanna, inspektora
Najwyższej Izby Kontroli, który kontrolował FOZZ i zginął w tajemniczych
okolicznościach, czy prof. Waleriana Pańki, prezesa NIK, który zginął w
wypadku samochodowym.
- Oczywiście, że nie dotyczy to Michała Falzmanna, ale prof. Pańko
praktycznie nic nie wiedział o tej sprawie; więcej - on bał się afery FOZZ, o
czym sam mówił, gdy został prezesem NIK. Przed swoimi znajomymi nie krył, że
dostaje pogróżki w związku z tą sprawą.
- Anatol Lawina, były dyrektor departamentu kontroli NIK, dzisiaj
twierdzi, że to on, a nie Falzmann jest źródłem informacji o FOZZ.
- Aferę wykrył i zajmował się nią w NIK Michał Falzmann, co przypłacił
śmiercią. Lawina nie mógł się nią zajmować, bo nie miał wykształcenia, które
umożliwiłoby mu zajmowanie się tą sprawą. W prasie wyczytałem też wypowiedź
Lawiny, który miał powiedzieć w procesie karnym w sprawie FOZZ, że prowadził
prywatne śledztwo. Dodał, że jest przekonany, iż Michał Falzmann nie zginął
tragicznie, lecz zmarł na zawał serca. O ile wiem, Lawina nie jest
kardiologiem. Można powiedzieć kąśliwie, że pan Lawina jest takim samym
kardiologiem, jak ekonomistą. Oznacza to zatem, że notatek, które Michał
Falzmann przesyłał mu na temat FOZZ, Lawina nie był w stanie zrozumieć od
strony merytorycznej.
- Prof. Pańko zginął w wypadku samochodowym. Za winnego wypadku sąd uznał
kierowcę samochodu - funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu.
- Tak, ale czy nie jest rzeczą dziwną, że ten pracownik BOR, kilka
miesięcy po wypadku zmarł, bo - jak stwierdzono oficjalnie - "był od dawna
chory". W dziwnych okolicznościach zginęli również dwaj policjanci, którzy
jako pierwsi zjawili się na miejscu wypadku samochodowego; jeden z nich
utopił się nieomalże w kałuży.
Dodam, że w wypadku samochodowym zginął również - obok prof. Pańki - szef
Kancelarii Sejmu pan Zaporowski. Nie sądzę, aby ów funkcjonariusz BOR, a tym
bardziej dwaj policjanci cokolwiek mogli wiedzieć o aferze FOZZ, ale mogliby
za to rzucić światło na przyczyny wypadku samochodowego.
- Kto stał za aferą FOZZ?
- To pytanie powinien pan zadać osobom, które z racji pełnionych funkcji
publicznych miały dostęp do pełnej dokumentacji w tej sprawie. Myślę tutaj
m.in. o obecnym premierze Leszku Millerze, byłym prezydencie Lechu Wałęsie,
byłym premierze Janie Krzysztofie Bieleckim czy kolejnych szefach resortu
spraw wewnętrznych. Niestety, większość z tych panów, aferę FOZZ starała się
umniejszyć czy nawet zatuszować.
Wiemy natomiast, że wszystkie osoby zamieszane bezpośrednio w aferę FOZZ
były kadrowymi pracownikami PRL-owskich tajnych służb wojskowych, gdyż mówi o
tym tajny dokument skierowany przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych do
premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego. Znalazły się tam nazwiska tych osób
oraz ich stopień oficerski. W dokumencie został wymieniony m.in szef FOZZ
Grzegorz Żemek czy mjr. Wojciech Misiąg, który "opiekował się FOZZ" w
resorcie finansów.
- Można zatem powiedzieć, że za aferą FOZZ stały służby specjalne?
- Nie tylko można tak powiedzieć, ale tak zapewne było. O tym mówią
prokuratorzy zajmujący się tą sprawą, czy niektórzy ministrowie spraw
wewnętrznych. Wskazuje na to również sposób tuszowania tej afery oraz
poczucie bezkarności głównych jej sprawców. Dowodzić tego może i taki fakt,
że kiedy ja i profesor Jerzy Przystawa, współautor książki "Via bank i FOZZ",
8 maja 1991 r. złożyliśmy doniesienie o przestępstwie wraz z dokumentami do
ówczesnego ministra sprawiedliwości - prokuratora generalnego, to do dzisiaj
żaden z nas nie został w sprawie FOZZ przesłuchany w charakterze świadka
przez jakiegokolwiek prokuratora. Dodam, że kiedy około pół roku po złożeniu
doniesienia o przestępstwie przyszliśmy do ówczesnego zastępcy prokuratora
generalnego, którym był Stanisław Iwanicki, i poinformowaliśmy go o tym, w
jakim banku w Londynie można natrafić na ślad ok. 200 mln dolarów
pochodzących z FOZZ, usłyszeliśmy od niego: "panowie, przecież my nie mamy
pieniędzy na to, by posłać prokuratora do Londynu, bo to kosztuje kilka
tysięcy dolarów".
- W jakim celu, Pana zdaniem, powstał FOZZ?
- Moim zdaniem, FOZZ utworzony został po to, aby stać się tajną kasą dla
prywatyzujących się struktur szpiegowskich działających u schyłku PRL i tuż
po powstaniu III Rzeczpospolitej. Trzeba wiedzieć, że PRL-owskie struktury
szpiegowskie służyły Związkowi Sowieckiemu, a nie państwu polskiemu.
- Jaki był mechanizm funkcjonowania FOZZ?
- Bardzo się dziwię, że zadał pan to pytanie, bo prokuratorów zajmujących
się aferą FOZZ to zagadnienie w ogóle nie interesuje. Ich zajmują tylko
konkretne kwoty, które zostały przekazane na konta różnych osób.
- Zatem o co chodzi w sprawie FOZZ?
- Grupa osób sprawujących władzę w Polsce ustaliła z Bankiem Światowym i
innymi dużymi bankami zagranicznymi, że kurs wymiany złotego w stosunku do
dolara będzie przez wiele lat stały. W tym czasie - a mówimy o końcu lat 80.
i początku 90. - w kraju szalała inflacja, oprocentowanie lokat złotówkowych
w bankach polskich przekraczało 100 proc. rocznie, podczas gdy na Zachodzie
oprocentowanie lokat w dolarach było na poziomie kilku procent. Osoby, które
wiedziały, że kurs złotego do dolara jest ustalona na kilka lat, a miały
możliwość wymiany dolarów za złotówki, zrobiły ogromny interes kosztem
państwa polskiego, bo otrzymały krajową walutę od państwa i mogły wymieniać
ją na dolary.
- Jak dużo można było zarobić dzięki takim transakcjom?
- Mając na przykład 8 dolarów można było zarobić 80 lub 100. Później te 80
czy 100 dolarów można było pomnożyć co najmniej 10-krotnie. Tego typu
transakcję można było w ciągu roku przeprowadzić 8-10 razy. Kiedy ujawniony
został mechanizm działania FOZZ, skupywaniem polskich długów zagranicznych
zajęła się prywatna firma Tras, której właścicielami byli m.in. Grzegorz
Żemek, Janina Chim, zastępczyni Żemka w FOZZ. Przecież właściciele Tras
wiedzieli, że sztywny kurs wymiany dolara będzie utrzymywał się jeszcze przez
jakiś czas.
- Co stało się z majątkiem osób,