Gość: Obserwator
IP: *.ipt.aol.com
05.06.03, 12:47
Stan zadłużenia państwa jest najpoważniejszym zagrożeniem skorzystania na
przystąpieniu do UE. Dzisiaj wynosi ono 385 mld zł i zbliża się blisko do
konstytucyjnego progu - 60% PKB. W rachunkach akcesyjnych pomijana jest
sprawa spłaty zadłużenia zagranicznego wobec Klubu Paryskiego. Do roku 2010
razem 87 mld zł. Najgorsze są lata 2005-2007,gdy płatności wyniosą
odpowiednio 12,4 mld, 14 mld i 15,2 mld. W tym samym czasie Polska musi
zgodnie z traktatem ponieść nakłady na ochronę środowiska - ponad 12 mld
rocznie (w szczytowym 2006 roku - 14 mld).
Do tego dochodzi składka członkowska i inne wydatki (współfinansowanie
funduszy strukturalnych, przygotowanie projektów, itd.) opłacane bezpośrednio
z budżetu - 14,8 mld zł w 2005 i 17,5 mld zł w roku 2006.
Razem są to wydatki gigantyczne- 40 mld zł w 2005, 45 mld zł w 2006 i 50 mld
zł w 2007 roku.
Nie zapominajmy o zadłużeniu szpitali ok.8,5 mld zł (bezpośrednio nie obciąża
budżetu) i dług państwa wobec ZUS-u - to dzisiaj 9,5 mld zł.
Do UE przystępujemy bez rozwiązanego problemu reprywatyzacji (szacowany koszt
40 mld zł).
Unia temu da więcej, kto sam więcej wyłoży. Polska nie ma pieniędzy, by można
było wyłożyć. Długu publicznego nie można już zwiększać. Następne lata to
dramat dla budżetu, stracone szanse i pieniądze z Unii Europejskiej.
Albo jak do tej pory będzie płacić społeczeństwo oddając coraz to większe
podatki. Będzie "krwawić" i płacić ? Na to pytanie trzeba też odpowiedzieć w
referendum !!!