the_kami Zwierzyniec moich Rodziców... 05.11.06, 21:54 U nas zwierzaki były zawsze. Za mojej świadomej pamięci była Tośka - przychodziła na balkon, w mokotowskim mieszkaniu moich Rodziców. Przychodziła i znikała. Aż w końcu - kiedy byliśmy na wakacjach na działce i Tata wpadł tylko na jeden dzień do Wawy - przyszła, w zaawansowanej ciąży. Zaczęła rodzić mu w pudełku kartonowym w drodze. W efekcie okociła się na moich kolanach. Z miotu przeżyło jedno kocię - Kleks. Po powrocie do Warszawy Tośka sobie poszła, Kleks został. Przez kilkanaście lat był kotem dwumiejscowym (co obala teorię o tym, że koty przywiązują się do miejsca, nie do ludzi :-D) - lato spędzał z nami na wsi, zimy w Warszawie. W tym samym czasie wzięliśmy psiaka - kundelka. Oszczeniła się suka mojej przyjaciółki z dzieciństwa, która nie upilnowała suni w czasie cieczki - Finkę pod naszym oknem bzynką Barry (raaaany! nawet nie wiedziałam, że jeszcze pamiętam te imiona!), i my wzięliśmy Bąbla. I Kleks i Bąbel były czarno-białe, łaciate, tej samej wielkości. Kleks chadzał z nami na spacery - pies na smyczy, kot obok, dumnie i spokojnie. Bały się go wszystkie psy na podwórku, wszyscy go znali. 4 lata temu Kleks zdechł. Zasnął pod drzewem na działce, w lecie. Ojciec znalazł go rano po tym, jak nie przyszedł na kolację. Po kilku tygodniach przywiozłam Rodzicom Sańcię - piękną, niebywale mądrą tricolorkę. Bąbel tęsknił, kilka tygodni po śmierci Kleksa musieliśmy go uśpić - nie było metody na operację kilkunastoletniego psa z zatkanym przewodem pokarmowym. Sańcia rosła. Na podwórko zaczęły przychodzić dwa burasy - rodzeństwo z dzikiej kotki. Sańcia je tłukła, bawiła się z nimi, ganiała - przedszkole. Potem przychodził już tylko jeden kot - chłopiec do bicia naszej kocicy. Przyszła jesień, kocur został. Dostał imię Gniot. Rok później - też na działce - historia się powtórzyła. Zaczął przychodzić kocurek, buras. Nasze koty go tłukły w zabawie, ale akceptowały. Kiedy zrobiło się zimno - wszedł do domu, i uciekł w najbardziej od drzwi oddalony kąt. Nie dał się głaskać, ale nie pozwolił się też wypędzić. Mama mówi, że jak pierwszy raz udało jej się wziąć go na ręce - westchął z ulgą. I został u nas - Ryszard - od rysia, bo miał pędzelki na uszach. Rok później ktoś próbował się do Rodziców włamać. 3 dni później przywiozłam im Uśkę. Coś jak owczarek niemiecki w miniaturze. Wzięta od pani zajmującej się znajdowaniem bezdomnym psom domów, fanatyczki, hehe. Psiak potwornie się bał mężczyzn, podniesionego głosu, podniesionej ręki - nawet jeśli to był śmiech albo rzucany patyk. Teraz to jeden z najweselszych psów, jakie znam. Ciągle się uśmiecha i mogłaby zgodzić się na pieszczoty 24/24. Odpowiedz Link Zgłoś
the_kami A nasz zwierzyniec jest mniejszy... 05.11.06, 22:08 2,5 roku temu wyprowadziłam się z mieszkania Rodziców. Pusto było, żadnego futra ani ogona. Zaczęłam powoli myśleć o kocie. Któregoś dnia po kilku miesiącach samodzielności wyszłam wyrzucić śmieci. Usłyszałam miauczące do mnie krzaczki przy parkingu. Podeszłam, 'zaciciałam'. Wyszła szara, zasmarkana, zaropiała i mrucząca jak traktor kulka. Natychmiast weszła mi na dłoń i już nie chciała zejść. od razu pobiegłam z nią do weterynarza - włożyłam ją do pudełka po butów, i w drodze lekko przydusiłam :-D Bałam się uchylać wieka (ruchliwa ulica), a pudło, jak się okazało - było bardzo szczelne :-D Ponieważ - wg mojego TŻ-ta - wyglądała jak 'luj spod budki z piwem' - jest Lujką. Towarzyską, mruczącą, piękną pręgowaną kocicą. Kilka miesięcy później koleżanka rozesłała apel - dzieciaki podrzuciły jej na balkon dwa kilkunastodniowe kociaki, potem też ich matkę. Zanim podrzuciły, to chyba się nimi pobawiły - jeden z kociaków miał złamany (i już krzywo zrośnięty) ogonek. Oba zaniedbane, wygłodzone, zasmarkane, zaropiałe - kocie nieszczęścia. Kocicę z tej parki wzięliśmy. TŻ wiózł ją z Trójmiasta do Warszawy - operacja wkładania kota do transportera zakończyła się krwotokiem z pogryzionych dłoni. A u weta - spokój, potulny, uroczy, biały kociaczek. Mnie to się od razu skojarzyło z tym krwiożerczym białym króliczkiem z Monty Pythona :-D A w domu - najpierw z już domową Lujką prychały na siebie i warczały. A potem były jak siostrzyczki - jeden fotel i wzajemne czyszczenie pyszczków. Potem jeszcze było leczenie kociego kataru za ponad 1000 zł., jazda z działki do całodobowego weta w niedzielę wieczorem, na sygnale niemalże (dziękuję, Dzi :-), z kotem lejacym się przez ręce, który nagle ożył, jak wet podpiął mu kroplówkę (przegryzła się przez rękawice narciarskie i pocięła mi dłoń), ale wszystko skończyło się dobrze. Kot - pamiętający traumatyczne i głodne dzieciństwo - lubi jeść. Z wygłodzenia kicia wyszła - wygląda jak wielka biała kluska. Dlatego to nasza Kluska. Teraz budzimy się rano - TŻ z 4-kilogramową Kluchą na klatce piersiowej, patrzącą mu w oczy (dobrze, że nie wkłada wąsów do nosa, jak zwykła to robić), a ja z kołdrą unieruchomioną pod 4-kilogramową Lujką, czającą się na palce stóp. Kiedy ja wstaję z łóżka - koty galopem zbiegają na dół, do kuchni, mraukoląc rozdzierająco, i na zakręcie schodów robiąc 'matrixa', czyli biegnąc po ścianie. I tak codziennie ;-) Oczywiście całe towarzystwo się lubi i akceptuje. Sańcia na działce woła koty na noc do domu, czasem przywołuje stado do porządku, albo paca łapą Lujkę - Sańcia ma lekką (ekhmmm...) nadwagę, i wyraźnie irytuje ją sprawna, szczuplutka Lujka. Najbiedniejszy jest psiak - w Wawie Uśka jest wyrzucana z legowiska przez Ryśka, a w Nadkolu jak koty mają dobry humor to przychodzą się do niej tulić, pieścić i ocierać, ale jak są wkurzone, to walą ją po nosie aż świszczy. A biedna psica nawet nie wie, że mogłaby na to zareagować. Jestem przekonana, że ona nie do końca zdaje sobie sprawę, że jest psem, a nie kotem :-D Odpowiedz Link Zgłoś
jaania3 Re: 06.11.06, 19:45 Kami, super piszesz o swoich "maluchach" ;) U nas jest Kicia alias Kita (czasem Kota, Kitka itp...) Pojawiła się w sierpniu zeszłego roku pod blokiem na warszawskim Służewcu w mocno zaawansowanej ciąży. Akurat wyjeżdżaliśmy na wczasy, więc nie mogliśmy jej wziąć, choć tak strasznie prosiła, miałczała, żeby jej pomóc. Ale okazało się, że znalazła okienko piwniczne i tam odchowała 2 kociaki. Potem zniknęła. Pojawiła znów w listopadzie i dała się zaprosić do domu, choć długo to trwało, zanim się przekonała, że jej krzywdy nie zrobimy. Mo i niestety nie upilnowałam jej, zwiała przez okno w czasie rujki (mieszkamy na parterze). Potem była ciąża, cesarka, sterylka, odrzucenie kociaków i musiałam wziąć urlop, żeby odchować maluchy :) Warto było, chociaż przeżyły tylko 2 z pięciu. Teraz mają się dobrze, mają już nowe domki, odwiedzam je od czasu do czasu. Mają dokładnie 8 miesięcy, urodziły się 6 marca. A właściwie urodziliśmy je wspólnymi siłami, bo maluchy wyjmowane z brzuszka mamy trafiały w moje i TŻ ręce do wycierania, masowania i wytrząchiwania. Dziś właśnie Tygrysek pojechał na pozbawienie wiadomo czego :) A Kita została. Przytyła... Nawet trochę za bardzo... :) Uwielbia spać na kolanach, ale nie przepada za przytulaniem, noszeniem na rękach. Wolny kot... Ruszać jej się nie chce, straciła nawet ostatnio zainteresowanie dla wskaźnika laserowego. Poradźcie jaką interesującą zabawkę, pliiis... Pozdrawiam zakoconych i zapsionych. Ania Odpowiedz Link Zgłoś
jaania3 Maluchy, ale już nie moje :) 06.11.06, 20:13 Zajrzyjcie, jakie fajne dzieciaczki mi się trafiły fotoforum.gazeta.pl/72,2,631,51336242.html Odpowiedz Link Zgłoś
natassja Re: 06.11.06, 22:54 jaania3 napisała: > z brzuszka mamy trafiały w moje i TŻ ręce do wycierania, masowania i a co to znaczy TŻ? Odpowiedz Link Zgłoś
jul-kot Re: 07.11.06, 11:37 Towarzysz Życia ... np. mąż. Pozdrawiam Wszystkich, Juliusz. Odpowiedz Link Zgłoś
jaania3 Re: 07.11.06, 22:15 No właśnie, dziekuję, Juliuszu :) Przyzwyczajenie z dogomania.pl, zapominam, że nie wszyscy rozszyfrują. Odpowiedz Link Zgłoś
lotoss ... gdzie ta moja historia? 09.11.06, 03:11 Na poczatku byly dwie siostrzyczki, jedna to szary tygrysek przymilusny, druga pregowana i laciata z lekkim dystansem podchodzaca. Jako ze adoptowac nie moglam w tym czasie moglam miec tylko nadzieje, ze beda jeszcze kiedy znowu odwiedze schronisko. Po tygodniu nadal nie mam potwierdzenia, a siostrzyczek tez nie ma. Szkoda, sobie mysle. Rozgladam sie i kogo widze...? Mala kruszynka, raczej przestraszona w ramionach opiekujacej sie zwierzatkami osoby. Po chwili spedzonej w specjalnym pokoju mamy kontakt, "juz ja biore" oswiadczam, ale nie moge. Ech! W koncu, dwa tygodnie minely i dowiaduje sie, ze wszystko w porzadku w moich papierach, moge brac kociaki. Kruszynki nie ma, troche mi sprzykro. Jest za to kruszynek, podobny do tej mojej z ostatniej wizyty. Slicznosci z dodatkowymi paluchami na przednich lapach. Troche zaniedbany, uszka jakies takie brudne i pyszczek usmarowany (podejrzewam ze jakis troche chory, ale co tam, wylecze go) i co?! Nie moge go wziac bo dopiero przybyl i nie ma swoich papierow. Ja mam swoje, on nie... Smutno mi bylo. Po mojej okolicy nie chodza bezdomne kociaki, nie trafi mi sie zaden tak jak Wam. W schronisku decyzje sa bardzo trudne, kazden jeden kociak (prawie) wyciaga lapki z klatki zeby Cie dotknac... Trudne to... Ide do tego schroniska jeszcze w sobote, jezeli nie bedzie mojego Kruszynka, zaczne szukac gdzie indziej. Pozdrawiam Was:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia007 Re: ... gdzie ta moja historia? 09.11.06, 12:30 Lotoss, będziemy czekać na twoją historię do skutku, to w końcu twój wątek. Odpowiedz Link Zgłoś
lotoss ... juz jest:) 14.11.06, 20:46 Wszystko mozna ubrac w barwne slowa i opowiedziec tak jak zajmujaca historie. Ja moze tylko napisze: Mam Kociaki!:) Udalam sie do miejsca, ktore nalezy do oragnizacji "Pet Connection Programs". Dom od razu dal sie zauwazyc mimo poznego, ciemnego wieczoru. Na gangu rysowaly sie cienie siedzacych kotow, bylo ich naprawde duzo. Kiedy weszlismy do srodka od razu dalo sie zauwazyc ze zwierzaki sa tam najwazniejszymi domownikami. Nie rospisujac sie za bardzo powiem Wam tylko, ze jak weszlam do czesci z malymi kociakami to od razu zauwazylam Jego. Taki aniolek siedzial w klatce na hamaku i sie przygladal. Oczywiscie najpierw porozgladalam sie co sie dzieje, posluchalam co ma przemila pani tam rowniez mieszkajaca do powiedzenia, grzecznie poglaskalam proponowane przez nia kotki rownoczesnie zerkajac na tego Jednego. Ten wlasnie Wybraniec przebywal ze swoim rodzenstwem, ktore co do jednego bylo szaro-niebieskiego koloru. Zapytalam czy moge wziac na rece tego wlasnie Mojego. Ten od razu przytulil sie do mnie i spokojnie mruczac dawal sie popiescic za uszkiem. W sasiedniej klatce siedziala taka jedna Chaotycznie Umaszczona. Oczywiscie dala sie zauwazyc, ale jej diabelskie oczyska nie zrobily juz na mnie tak sympatycznego wrazenia jak Wybranka. Aniol i Diablica, pomyslalam. "Wezmy ta" powiedzial nagle moj MŻ (to taki skrot ktorego nauczylam sie przez ten post)wkazujac na Chaotycznie Umaszczona. Nie bylam pewna, ale przeciez nie moge decydowac o wszystkim. Ona okazala sie ruchliwa i ciekawska koteczka, ktora od razu z moich ramion wskoczyla do szafy z kocami. No to pieknie pomyslalam, jak ja wezme to bede ja musiala z firanek zciagac (na szczescie firan nie mam;). Troche mi jeszcze chodzila po glowie, ale zgodzilam sie ja wziac, zwlaszcza ze sie okazalo, ze jest siostra do wybranego (jeszcze po cichu) przeze mnie kocurka. Cala procedura przebiegla szybko i sprawnie. Podpisalismy dokumenty, dostalismy wszystkie informacjie na temat kociaczkow plus dwie torby pozywienia, przysmaki, zabawki i pudelko wyscielane recznikiem. Zwierzatka byly juz po pierwszych waznych szczepieniach, odrobaczone, wysterylizowane (nie wiem czy tak to sie zwie). Dostalam roznego rodzaju upusty na wizyty u weterynarza, cd do komputera i w ogole mnostwo gadzetow. To tyle na teraz;). Kociaczki teraz spia, ale jak sie obudza to po prostu jest tajfun, ale taki przyjemny:). Pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
ellabilly Re: 26.11.06, 19:30 Polacam mysz sztuczną - to znaczy częściowo sztuczną, bo zrobiona jest z futerka (chyba króliczego) i przypomina prawdziwą. To zabawka Gacusia od 4 miesięcy, już straciła całą urodę, ale jest niezastąpiona. Odpowiedz Link Zgłoś
ezra1111 Re: Skad sa Wasze koty? 20.11.06, 18:59 Dwa z forum adopcyjnego,Klunkiś od Iwony35 z Katowic a Mozi od Gosiarka z Warszawy Sylwiś "czekał "na nas pod naszym samochodem i okropnie płakał to go wzieliśmy i tak powstała kocia banda jest jeszcze sunia owczarek niemiecki Odpowiedz Link Zgłoś
jolminol Re: Skad sa Wasze koty? 22.11.06, 22:56 Moj Stasiek znalazł sie u mnie przez przypadek;)corka znalazła Go na Placu na Rozdrożu ( w Warszawie)prawie 17,5 roku temu.Była na spacerze z koleżankami a te były z psiakami.Stasiulek malutki koteczek siedział pod kratką odpływową przy schodach i miauczał żałośnie. Corka ma bardzo dobre serce :)i oczywiście wydostała go z pułapki.Przyniosł Staśka do domu i tak jakoś się złożyło,ze nikt nie mógł zaopiekowac sie kociakiem tylko my. No i Stasiek został.Najpierw miała to byc dziewczynk została nazwana Tanitą, później okazało się że to chop jak się patrzy został więc nazwany Tasiem a na koniec stanęło na Stasiu.I tak już jest. Córka założyła rodzine ma swoją Kicię i synka.Wyprowadziła się.Stasio został.We mnie natomiast zamiera serce gdy pomyślę że może Stasio odejśc do Kociego Raju.Jest upierdliwy ogromnie, uwielbia cały czas gdy nie śpi miauczec, jest też coraz mniej sprawny, nie może czsami wskoczyc na krzesło, czy kolana wbija mi wtedy pazury w uda i jest taki szczęśliwy gdy mu pomogę wdrapac sie i przytulę.Czasami dam klapa.A co. Kocham tego Kota najbardziej ze wszystkich Kotów na świecie i nie wiem czy będzie kiedyś Kot który zastąpi Staśka.I czy wogóle bedzie jakiś kot chyba że corka pójdzie na spacer i przyniesie coś za pazuchą. Pozdrawiam wszystkich kociarzy .Niech nasze Koteczki beda zdrowe i niech żyja jak najdłużej. Odpowiedz Link Zgłoś
lotoss Re: Skad sa Wasze koty? 23.11.06, 02:18 Tego sie najbardziej boje, smierci ukochanego przyjaciela. Nie mysle jednak o tym teraz. ... (kiedy szczurki odeszly bylo mi straszliwie przykro, ale one naprawde zyja krotko)... Odpowiedz Link Zgłoś
whisky7 Re: Skad sa Wasze koty? 24.11.06, 20:27 Moje są z hodowli, bo to brytki. pozdrawiam kocich wielbicieli . Odpowiedz Link Zgłoś
dan8 Re: Skad sa Wasze koty? 16.12.06, 15:47 Pierwszego znalazlam w lesie,daleko od jakichkolwiek domostw,byl malym kociaczkiem,drugi zostawil dom sasiadki jak przyniosla malego kociaka do domu. Wybral moj dom i starszego kota u nas a trzeciego wzielismy od starszego znajomego,ktory po operacji biodra chodzil z laska i bal sie,ze moze przewrocic sie o placzacego sie pod nogami kota. Odpowiedz Link Zgłoś
sigyn Re: Skad sa Wasze koty? 17.12.06, 15:53 Moj kotek został przyniesiony z ogródków działkowych. Były mrozy, kotek był malutki i został niestety odrzucony przez własną matkę która zajmowała się innym maleństwem a miom kotkiem nie. Kiciuś straszliwie miauczał wię zabraliśmy go do domu. Ma już 4 lata i jest wielkim kocurem. Pozdrawiam Kociarzy Odpowiedz Link Zgłoś
goldenwomen upatrzyła mnie sobie pewna młoda kotka 21.12.06, 10:41 podrzucona pod moim domem i tak sie stało, że ktoregos dnia nasze drogi sie przecieły. Nakarmiłam, napoiłam, zatrzymałam na nocleg i .................chyba zostaniemy razem.wprawdzie nie wiem jak się obsługuje kota bo od zawsze miałam psy ale wszystkiego mozna sie nauczyc. Odpowiedz Link Zgłoś
misia007 Re: upatrzyła mnie sobie pewna młoda kotka 21.12.06, 15:37 To b.proste.Dr Sumińska twierdzi, ze kota wystarczy kochać i szanować.To wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
ewa_anna2 Re: Skad sa Wasze koty? 26.12.06, 16:21 Zosia trafiła do naszego domu, gdy miała zaledwie parę dni. Ktoś ją wyrzucił - wystawił w pudełku. Była ślepym, zupełnie białym kociaczkiem. Ważyła zaledwie 12 deko. Okoliczne dzieci traktowały ją jak zabawkę - wyciągały z pudełka, ganiały, aby komuś pokazać. Parę razy tamtędy przechodziła moja mama i za którymś razem zdecydowała się zabrać kociaczka. Jeszcze tego samego dnia poszła do weterynarza po mleko dla kociąt. Pierwsze imię Zosi brzmiało Frodo (trudno było poznać płeć). Masowaliśmy Zosi brzuszek, aby mogła zrobić siusiu i kupkę. Nie bardzo wierzyliśmy, że uda nam się odchować tę 12dekową kulkę. Ale udało się. Rezultat jest widoczny na zdjęciach. Zosia jest ładną niebieskooką koteczką, która nasze domowe psy owinęła wokół ogona (czy pazura). Na początku byłam przeciwna, aby kotek pozostał w naszym domu - ze względu na dwa psy. Jednak psy polubiły koteczka. Czasem nawet przed nią uciekały - jak Zosia zbyt natarczywie je zaczepiała. Odpowiedz Link Zgłoś
lady_pearl Re: Skad sa Wasze koty? 28.12.06, 12:58 Mój kocurek przybłąkał się do nas miesiąc temu. Siedział skulony w żywopłocie, mojemu Tacie zrobiło sie go szkoda i zaniósł go pod wiatę na ogród, po czym pojechał do znajomych. Wrócił, a kota już nie było... Zszedł do piwnicy, a tam kotek śpi sobie na worku :) Tato wziął kota do domu. Początkowo chcieliśmy przekazać go w dobre ręce, bo mamy psa, ale zwierzęta świetnie się dogadały i tworzą wspaniały duet. Kot ma 4 miesiące, śliczny rudzielec. Na początku miał coś z tylnymi łapkami, nie były zbyt sprawne, kot bardzo ostrożnie chodził, w ogóle nie skakał- możliwe, że potracił go samochód albo jakiś człowiek zrobił mu krzywdę :( Teraz go podleczylismy i gania jak szalony po domu, wskakuje na parapety, itp . :) Oczywiście nie mieliśmy nic w domu dla kota, więc całą wyprawkę skompletowaliśmy później. Odpowiedz Link Zgłoś
lotoss Re: Skad sa Wasze koty? 28.12.06, 15:48 Te wszystkie nasze kociaki to jednym slowem sa szczesciarzami. Wiele potrzebujacych zwierzat nie trafia zawsze na tak dobre dusze. Ostatnio ktos mi opowiadal, ze znalazl kociaczka slicznego jak z reklamy Whiskas (prawde mowiac nie wiem jak wyglada taki kot) i niestety trzymajac juz go w ramionach zdecydowal sie mu nie pomoc. Ech! Tego kogos prawo. Ja od jednego i pol miesiaca mam dwa kociaki w domu i po prostu zakochalam sie w tych stworzeniach. Przez chwile myslalam, co by jeszcze isc do schroniska po trzeciego, ale moze czas przyniesie jakas niespodzianke i wtedy nie opre sie zeby przyjac potrzebujacego. Pozdrawiam jeszcze raz wszystkich i dziekuje za duzy odzew:). Odpowiedz Link Zgłoś
kamata Re: Skad sa Wasze koty? 01.01.07, 15:51 Witam! Naszą kotkę adoptowaliśmy, szukaliśmy kotkę ale na początku miała być czarno biała. Okazało się że zobaczyliśmy zdjęcie kotki w ogłoszeniu i w temn sam dzień pojechaliśmy po nią. Jest z nami od od 1,5 tygodnia i jest fajnie a czasami nawet ciekawie, codziennie nas zaskakuje. Pozdrawiam Kamata Odpowiedz Link Zgłoś
monika9920 Re: schronisko w Korabiewicach 05.01.07, 12:48 ale najpierw znalazlam sobie kotka na stronie netowej schroniska i umowilam sie juz konkretnie po niego - tak, zeby wejsc, wziac moje szczescie i wyjsc. Nie bylabym w stanie chodzic po schronisku i wybierac zwierzaka - zaplakalabym sie na smierc ogladajac takie miejsce. Co prawda na miejscu moj wybranek okazal sie dziewczynka a nie chlopcem i panie proponowaly mi, zebym poszla obejrzec koty i wybrala chlopca (tak jak chcialam), ale nie dalam rady... i jest koteczka i jest przesloooodka M Odpowiedz Link Zgłoś
muka77 Re: Skad sa Wasze koty? 09.01.07, 21:23 :)) fajny watek U mnie bylo tak , stado malych kotkow miauczalo pod domem donosnie (sztuk 3), jeden siedzial i dal sie wziac na rece bez walki , na pozostale 2 musielismy polowac (dodatkowo byla konkurencja, bo zaczely na nie tez polowac psy), w koncu udalo sie je wydobyc spod samochodu. Dwa kotki znalazly nowe domy (w tym jeden zostal zaadoptowany przez suke i zalapal sie jeszcze na mleko psie) trzeci mieszka u nas od 7 miesiecy i jest przemilym kociakiem. Odpowiedz Link Zgłoś
m.w Re: Skad sa Wasze koty? 19.01.07, 12:51 Tola trafiła do nas przypadkiem, bedąc z dzieckiem i psem na spacerze usłyszelismy miauczenie, na poczatku nie mogłam zlokalizować skąd potem okazło sie ze na drzewie siedzi maleństwo i przeraźliwie miauczy. Nie wiedziałam co robić, w jednej rece wózek w drugiej pies - duży Hovawart który w gruncie rzeczy kotów nie znał, czasem spotykał na spacerze i ganiał jak uciekały a jak staneły to próbował sie z nimi integrować. No i nie miałam jej jak zdjąć ... ale trafił sie obrotny Pan (jakis tubylczy pijaczek) który zdjął kocine i wręczył mi ... pies zdębiał, dziecko sie uradowało no i co miałam zrobić zabrałam ją do domu. Akceptacja kot-pies trawała z pół tygodnia potem już tylko sielanka. Po pół roku wynieslismy sie z Warszawy do domku i Tola postanowała zostać kotem wychodzącym, z niezbyt ruchliwej kociny przobraziła sie w doskonałego łowce myszy innych stworzeń, wracała do domu na noc i na jedzenie a tak to siedziała w ogródku. POtem niestety zaczeła wychodzić za brame od strony ulicy, co prawda niezbyt ruchliwej ale zawsze ... i niestety trafiłą na piratkę drogową która o mało co nie wjechała nam w bramę przy okazji zabijając Tolę :| Długo nie wytrzymalismy bez kotów, jakiśmiesiac póxniej pojechalismy do kociego azylu z zamiarem wziecie kocicy, wypatrzyłam ją na stronach internetowych - była prawie taka sama jak Tola. Z azylu wrócilismy nie jedną ale z dwiema kokotami :] bo jak mozna było wyprosić z transportera Pyzę która sie tam ulokowala i za nic w świecie niehciała wyjść. Tak wiec mamy dwie kokoty azylowe Jadzię (nastepczynie Toli - Jadzia bo mój syn tak mówił na Tolę) i Pyzę która nas wybrała. Nowe koty choćby usychały w domu z tęsknoty za przestrzenią nigdy nie będą wychodzące. Odpowiedz Link Zgłoś
ewa8a Re: Skad sa Wasze koty? 25.01.07, 11:21 m.w napisała: >Z azylu wrócilismy nie jedną ale z dwiema > kokotami :] bo jak mozna było wyprosić z transportera Pyzę która sie tam > ulokowala i za nic w świecie niehciała wyjść. Jasna sprawa, też bym nie potrafiła. Odpowiedz Link Zgłoś
wiu Re: Skad sa Wasze koty? 23.01.07, 17:54 Moja 4-6 letnia czarna kocica Muza trafiła do mnie z krakowskiego stowarzyszenia "Amicus", przez internet, kiedy przygotowawszy tzw. "grunt pod kota" czyli zgode współ-domownika zastanawiałam się, skąd sprowadzić zwierzaka. Muza pochodzi z okolic ulicy Topolowej w Krakowie, gdzie prowadziła bezdomne uliczne życie. Potem musiała być leczona na wątrobę, płuca, świerzbowca. Jest moim ukochanym futrzakiem i członkiem rodziny Odpowiedz Link Zgłoś
lotoss Re: Skad sa Wasze koty? 24.01.07, 03:35 Oj ulica Topolowa... wynajmowalismy tam mieszkanie przez czas jakis... kotkow wtedy na ulicy jeszcze nie zauwazalam... Pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
netka6666 Re: Skad sa Wasze koty? 25.01.07, 11:12 Jechałam do marketu po alkohol na imprezę. Czekając, aż dojdzie do mnie gadająca przez komórę kuzynka wstąpiłam do zoologicznego pooglądac nowe rybki. W klatce siedział podwórkowy malutki wystraszony kotek. Ostatni. Kuzynka wyszła z zakupów z alkoholem a ja z Maciusiem, kuwetą, miskami i karmą. Po 2 miesiącach zakupiłam elegancka krytą kuwetę a mój chłop pojechał do Krakowa (mieszkamy w Katowicach) po Balbinkę. Kotkę, która wypatrzyłam na stronie internetowej schroniska. Posiadanie kotów wciąga. gdyby nie to, że powiększy mi się rodzinka to dokociłabym sie więcej :) Odpowiedz Link Zgłoś
epti1 Re: Skad sa Wasze koty? 27.01.07, 14:49 Pierwszy Kot, dostojny rezydent, ciezko przezyl moje przyjscie na swiat - skonczylo to jego niepodzielne panowanie. Po trudnym okresie akceptacji spal ze mna w lozeczku. Sama ledwo go pamietam, nawet zdjecia nie odswiezaja wspomnien. Odszedl kiedy mialam jakies 4 lata. Druga , czarno-biala krowka o imieniu Dasza , corka Kocicy sasiadki. Indywidualistka, niedotykalska, zdystansowana dama. Witala sie wylacznie z pierwszym domownikiem, ktory wracal z pracy lub szkoly. Nie lubila miziania, z kolan schodzila jak tylko zaczelo sie ja glaskac. Siadywala na regalach obserwujac z gory domownikow. Zyla troche z boku, czaem chowala sie na cale dnie nie majac ochoty na czlowiecze towarzystwo. Trzeciego Kocura mama przytargala w szaliku z bazaru jako " cos znalazlam nie wiem co to, ale chyba zyje" . Wsadzila kule blota do miski i przykryla kocykiem. Jak tylko uchylilo sie kocyk slychac bylo ssssyk i fuczenie. "Cos ty przyniosla?" -Wyobrazalam sobie ogrmnego dzikusa. Po odslonieciu kocyka i ubloconego szalika zobaczylam mniejsza od dloni, ublocona, zmarznieta kulke. Borys ( bo tak zostal nazwany przypominajacy kota rosyjskiego wredny pyskacz) nie potafil sam jesc. Zostal z moja mama wiele lat, odszedl w zeszlym roku. Byl agresywnym, zlosliwym kocurem uznajacym wylacznie moja rodzicielke. Mnie tolerowal. Nie uciekla jak przychodzilam w odwiedziny. Ale poglaskac sie nie dal. Czwartego przywiozlam z Łeby jako dzieciaka z polamanymi lapami. Ktos madry rzucalkotem na polu namiotowym, gdzie zatrzymalismy sie z moim chlopakiem. Zajeczego przywiozlam do Warszawy i wyleczylismy polamanca. Zycie z Borysem przebiegalo w harmonii lub awanturach, zaleznie od godziny:-) Koty myly sie , spaly ze soba zeby za chwile sie pobic:-). Zajeczy ( takie dostal imie od mojego chlopaka) wybral jednak inna droge - nie chcial z nami zostac, wolal szlajanie i lazege. Ktoregos dnia po prostu wyszedl. Piatego przywiozla ze wsi moja kolezanka z pracy. Mojemu facetowi wymarzyl sie czarny jak smola diabel, dostalismy kocice o futrze we wszystkichmozliwch kolorach, w laty najrozniejszej masci , ze zlamanym ogonem i kocim katerem. Wyleczona zostala ochrzczona Pekari ( obecnie Rybi ). Po rozwidzie zostala z moja byla druga polowa.W tej chwili jest spasiona, miziasta , 8 letnia Kocica. Szostego adoptowalismy z moim obecnym TZ z warszawskiej fundacji. Josh jest dostojnym Kocim Panem w srednim wieku. Niezwykle lagodny, tolerancyjny miziuch ciezko chory na nerki. Bardzo inteligentny, niezwykle przywiazany i uczuciowy Kocur. Zyje w symbiozie z dwojka Swiniow Morskich latajacych po mieszkaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
aplle_2006 Re: Skąd są Wasze koty? 23.02.07, 00:37 Witam wszystkich :) Moją Shakire (pers niebieski) wyszukałam ogłoszenie w gazecie pojechałam jeszcze tego samego dnia i była to miłość od pierwszego wejrzenia. Co najlepsze była tylko ona bo inne zostały sprzedane. Jak mi usnęła na rękach to wiedziałam że ona musi być moja. Jest przecudna. Ale niestety wiecznie choruje ma cukrzyce, musza ja zabierać na wakacje bo nikt z rodziny nie umie robić zastrzyków (czytaj boi się :)). Ale ciesze sie za trafiła akurat na mnie i na innego męża bo inni pozbyliby sie jej. Odpowiedz Link Zgłoś
aicha_fr Re: Skad sa Wasze koty? 27.02.07, 09:36 Przede wszystkim witam wszystkich, bo to moja pierwsza wizyta na tym forum. Od zeszłego piątku jestem przeszczęśliwą opiekunką Ramzesa - ok.2 letniego kocurka adoptowanego ze schroniska. Zaczęło się od tego, że na stronie schroniska, na które przeznaczam 1%, szukałam aktualnego numeru konta. Weszłam w zakładkę o adopcjach wirtualnych i zobaczyłam zdjęcie przesmutnego, prześlicznego czarnego kociaka. Mój Nie-Mąż znalazł się w sytuacji i zaproponował, że skoro rozważamy adopcję to może adoptujemy go naprawdę. Właściciwie to już wcześniej myśleliśmy o kocie, ale szczerze mówiąc raczej rozważaliśmy małe kociątko i jakoś nie mogliśmy się zdecydować, kiedy to ma nastąpić. Szybki telefon do schroniska, żeby się zorientować co to za egzemplarz ten czarny kot (wówczas pod imieniem Lord). A po południu już tam jechaliśmy z koszykiem :)) Byliśmy zdecydowani na tego kotka, albo jakiegoś innego, jeżeli coś by nam w relacjach obustronnych nie wyszło ;) Jednak okazało się, że to właściwie ON nas wybrał, ponieważ od razu jak weszliśmy oboje go kociarni zszedł do nas i zaczął się łasić. Nie mieliśmy już wątpliwości :) W rozmowie dowiedzieliśmy się, że kotek był w schrosniku 4 miesiące, a wcześniej mieszkał w domu. To było dla mnie bardzo ważne, bo u nas będzie (jest) to kot wyłącznie domowy. I tak oto jest z nami Ramzes, który - zupełnie niezgodnie z informacjami uzyskanymi w schronisku - jest bardzo towarzyski, bardzo kontaktowy, i chociaż jeszcze nieco zestresowany, to nie odstępuje mnie na krok :)) Odpowiedz Link Zgłoś
biljana Re: Skad sa Wasze koty? 27.02.07, 10:57 wszystkich nowoupieczonych kociarzy zapraszamy na kocie forum:)) tu jest link: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10264 Odpowiedz Link Zgłoś
ugly_bad Biljana 27.02.07, 17:25 Dzieki Biljana za zaproszenie... szkoda tylko, ze to takie renomowane forum, tylko dla wybrancow... czytac mozna, pisac juz nie... juz dwa razy probowalam sie dostac do tego elitarnego grona i... nic... a szkoda... Odpowiedz Link Zgłoś
devilseyes_xxx Re: Skad sa Wasze koty? 27.04.07, 04:35 Zawsze chciałam mieć pieska-małego, humorzastego jak ja yorka. Ale pewnego razu mój znajomy po 10 min po wyjściu ode mnie zadzwonił i powiedział, że własnie uratował kocika spod kół jakiegoś "!$&()%#&(" i kotek teraz za nim idzie, a ponieważ on go do domu wziąć nie mógł, to przyszedł z nim do mnie. Rozwiesiłam ogłoszenia, że znaleziono kota, ale z dnia na dzień coraz bardziej się do niego przywiązywałam i systematycznie sama zdejmowałam ogłoszenia...Kot miał spać na swoim miejscu, bo uważałam, że spanie ze zwierzakiem jest niehigieniczne, a dziś...nie potrafię zasnąć, bez jego "potuptania" i rozkosznego mruczenia. I nie mam mu za złe, że rano boli mnie kark, bo jak śpię to on spycha moją głowę z poduszki, że plącze mi włosy, wskakuje na mnie akurat w momencie, gdy przysypiam. Zawsze myślałam, że to psy sa bardziej kontaktowe, ale Hektor bije na głowę wszystkie pieski. Taki z niego indywidualista z własnymi drogami, że chodzi za mną, jak przyczepiony na gumce, nieustannie domaga sie kilania, głaskania, mietoszenia, za co jestem obdarowywana buziakami i głaskaniem po policzku, a jakby mógł to najchetniej wogóle nie wypuszczałby mnie z domu, bo przecież ja jestem od tego, żeby sie nim zachwycać, zajmować i dla niego poświęcać czas:)))Choć mam go dopiero 3 miesiące, już sobie bez niego życia nie wyobrażam, a przeszłości bez niego nawet nie pamiętam... Odpowiedz Link Zgłoś