iwa_ja
26.05.07, 01:12
Nie wiem, co napisać. Rudolf po prostu nie zyje. Umarl na moich kolanach. Ma
grob w Lasku Wolskim, ktory tak strasznie lubił. Umarl przedwczoraj, a ja się
nadaję do reanimacji. Jak ja teraz będę żyć bez niego? Bez zatrzyków z
insuliny o 6.45 i o 18.45? Bez wyciągania przez Rudiego mojego buta z szafy z
prośbą / groźbą, że pora na spacer? Bez codziennego sprawdzania glukozy w
siuśkach.
Coś mi się zawaliło...
PS. Przeczytałam, co napisałam. Brzmi egocentrycznie. Ale to nie tak miało
być. Miało być, że wyprowadziłam Rudiego na prostą, mimo jego cukrzycy, mimo
ślepoty. I był szczęśliwym psem. Az do momentu, kiedy się zatruł. Przez
jakiegoś s... sna, który wysypał truciznę. Nie zauważyłam. W sobotę był
radosnym, chociaż ślepym psem. W środę umarł. W okropnych męczarniach...