Dodaj do ulubionych

[*] Mikuni, mojej Kruszynce

09.12.07, 17:55
Dziś rano uśpiłam moją małą kundelkę;( To tak bardzo boli, że nie mogę
przestać płakać;( Mam jeszcze drugiego psa, jak pomyślę, że z Nim czeka mnie
to samo, to mam ochotę umrzeć już teraz!
Ona była taka radosna, merdała ogonkiem i wdrapywała się na kolana... Nie mogę
tego przeboleć! Tak mi źle;( Miała guzy nowotworowe w brzuszku, i od wczoraj
nie mogła już chodzić;( Wiem, że cierpiała i tak jest lepiej, ale trudno mi
przywyknąć do myśli, że już jej nie zobaczę;(
Błagam, niech mi ktoś powie, że zwierzęta mają duszę i kiedy umrę, to będę
miała swoje pieski z powrotem! Chociaż miałoby to być kłamstwo! Boję się, że
się z tego nie pozbieram;(
Jak byłam mała umarł mi Tata i jego rodzice, myślicie, że ona jest teraz Nimi?
Obserwuj wątek
    • iwa_ja Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 12.12.07, 21:13
      Gabiolka, w sumie nie wiem, co napisać, ale tyle tylko Ci powiem, że
      kiedyś sie spotkasz ze swoją kundelką. Jak ja sie spotkam z moim
      Rudim, który nie zyje przeszło pół roku. Jeszcze dzisiaj rano w
      Krakowie widziałam jego grób. Na trzy tygodnie ten grób zostawiłam.
      Ale jestem z Funią.
      Dobrze, że masz drugiego piesa.
      Chociaż odejscie zawsze boli.
      Nie wiem, co napisać. Może tyle tylko, że po pół roku od odejścia
      Rudiego myślę o nim spokojnie, a trzęsę się o Fuńkę.
      • gabiolka Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 13.12.07, 00:37
        Dziękuję za wsparcie. Minęło kilka dni, ale wciąż często płaczę. Mama jest na
        mnie zła. Mówi, że przesadzam. W końcu to była jej pupilka, a ja według niej
        mniej ją kochałam;( To nieprawda! Czy ja jestem nienormalna? Nie byłam w tym
        tygodniu na uczelni, boję się, że jak powiem o żałobie po psie, to mnie
        wyśmieją. Myślę, że ten kto nie miał i nie stracił zwierzątka nigdy tego nie
        pojmie:(
        Czasem myślę, że już nie mam po co żyć. Innym razem chciałabym, mimo wszystko,
        zmienić jakoś swoje życie i przetrwać. Może rzucę się w wir nauki i pracy i to,
        jakkolwiek, pomoże...
        PS. Niech Twoja Funia żyje zdrowo i jak najdłużej. Swojemu psiakowi życzę to
        tego samego.
        • scindapsus Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 13.12.07, 10:36
          bo to trzeba wypłakać
          i jesteś jak najbardziej normalna
          trzymaj sie no i dbaj o drugiego psa.
          • iwa_ja Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 13.12.07, 20:37
            Ja też powtórzę: jesteś jak najbardziej normalna. Czy wiesz, że ja,
            osoba starsza od węgla kamiennego, rozjechałam się psychicznie po
            odejściu Rudiego tak, że moi studenci (mieszkam w hotelu
            asystenckim, będącym jednoczesnie akademikiem) trzymali przy mnie
            wartę non stop przez przeszło dwa tygodnie, przypominali mi, że coś
            trzeba zjeść (tzn. przynosili mi gotowe posiłki...!), chodzili ze
            mną na grób Rudiego.
            Jak napisałam w poprzednim mailu, widziałam się z Rudim wczoraj.
            Staram się z nim spotykać codziennie, kiedy jestem w Krakowie. Ale
            to już teraz są takie melancholijne spotkania, bo grafik dnia rysuje
            mi Funia.
            I wdzięczna jestem mojej córce, że właściwie postawiła mnie przed
            faktem: nagle, chociaż nie chciałam, dostałam nową psią bidę do
            opieki.
            I jeszcze jedno: kiedyś przeczytałam, że psy żyją krócej niż ludzie
            i że to dobrze, bo co by to było, gdyby było odwrotnie? Zadziałało
            mi to na wyobraźnię... Wyobrażasz sobie, że to Ty najpierw
            odchodzisz? A ona zostaje? I co?
            I tak to sobie starałam / staram wyjaśniać.
            • gabiolka Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 13.12.07, 22:22
              Poczułam pewną ulgę. Dzięki. Właśnie, zawaliłam tydzień na studiach, nie mam
              zwolnienia lekarskiego, a wcześniej już opuściłam kilka zajęć. Czy profesorowie
              rozumieją takie rzeczy? Czy muszę koniecznie oddać usprawiedliwienie
              nieobecności na papierze? Z jednej strony nie mam ochoty się uczyć (mówię tu
              głównie o skupieniu), ale z drugiej myślę sobie, że coś i tak muszę robić. Być
              może nauka pomoże mi przeżyć ten najgorszy czas, a potem już jakoś będzie.
              • romanska.3463 Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 14.12.07, 12:38
                tulę Cię do serca.
                • salimis Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 14.12.07, 16:26
                  Gabiolka,rozumiem cię w pełni.20 grudnia miną dwa miesiące jak nie ma mojej
                  ukochanej koteczki.Tez zmuszona byłam ją uspić i wiem jak to boli.Przez trzy
                  tygodnie ryczałam dzień w dzień,pózniej zaczęło przechodzić ale wystarczyło
                  jakieś wspomnienie i znowu płacz.Teraz trochę doszłam już do siebie ale jeszcze
                  zdarza sie chwila słabosci.Wiem że z czasem to minie,najwazniejsze abyśmy zawsze
                  pamiętali o naszym kochanym zwierzaczku.Tak więc twoja reakcja jest normalna tak
                  samo jak obawy przed tym czy powiedzieć komuś co cię trapi i czy nie zostaniesz
                  wyśmiana.Ja osobiście odradzam zwierzanie chyba że masz osobę godną zaufania
                  która będzie umiała zrozumieć twój problem.Z reguly są to osoby posiadajace
                  jakieś zwierzątko i kochające je nad życie.Osoba ktora nigdy nie miała
                  zwierzaka,nie zrozumie twojego bólu. Pozdrawiam cię gorąco. : )
                  • salimis Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 14.12.07, 16:37
                    iwa_ja napisała w jaki sposob przeżywała smierć swojego pupila,ja miałam
                    podobnie.W dniu kiedy uspiłam koteczkę,wieczorem wręcz wmusiłam w siebie
                    jedzenie.Na drugi dzień jakos tak żle sie czułam,miałam dreszcze a z samego rana
                    biegunkę i wymioty.Gdy zmieżyłam temperaturę na termometrze widniało 38,6. Nie
                    sądzę aby to był jakiś wirus gdyż nigdy mi się wcześniej to nie zdarzyło.Jestem
                    raczej odporna.Sądzę że był to efekt stresu związanego ze śmiercią mojej
                    ukochanej koteczki.Nawet teraz gdy to piszę zbiera mi się na płacz.I to by było
                    ode mnie na tyle.
                    • gabiolka Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 14.12.07, 21:01
                      Jestem naprawdę wdzięczna za tyle odpowiedzi. Mam przyjaciół, ale odkąd im
                      powiedziałam co się stało, nawet jedna osoba nie spytała jak się czuję;( Mama
                      jestem na mnie bardzo zła, bo ciągle bym spała, a przecież muszę pracować i
                      studiować. Nie mam z kim pogadać, dlatego tu napisałam. Nikt tego nie zrozumie,
                      jeśli sam nie przeżyje. Moja przyjaciółka jest wielką miłośniczką zwierząt, ale
                      raczej nie interesuje się tym, co się ze mną dzieje. Ja wiem, że ludzie mają
                      własne problemy i szanuję to. Gdyby nie to, że nawet mama mnie nie rozumie, choć
                      nasza psinka była jej pupilką, właściwie nie byłoby może tak źle. Dlatego
                      jeszcze raz dziękuję, że w ogóle mi odpisujecie. Musi jeszcze trochę czasu
                      minąć, zanim spojrzę na to z innej strony.
                      Pochowałyśmy jej rzeczy (tj. miseczkę i smyczkę), ale wciąż widzę ją w
                      miejscach, gdzie przebywała. Mój drugi pies też chyba nie może znaleźć sobie
                      miejsca. Jest niespokojny. Ciągle siada i podaje łapkę. Chciałabym to przespać.
                      A tu jeszcze święta idą. Wszyscy się cieszą, a ja czuję sie samotna jak nigdy.
                      Pozdrawiam wszystkich, którym los zwierząt nie jest obojętny.
                      • iwa_ja Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 14.12.07, 21:45
                        Przyjaciół rozgrzesz, jeżeli nie mieli zwierzątka. To trochę rozmowa
                        ze ścianą. Przestałam się rozumieć z moją przyjaciółką, kiedy
                        spodziewałam się dziecka, a ona z definicji dziecka nie chciała.
                        Ale to nie znaczy, że ci przyjaciele nie są przyjaciółmi.
                        Z mojego półrocznego doświadczenia (walki samej ze sobą) myślę, że
                        nie można skreślać ludzi, którzy nie rozumieją Twojej straty. Kiedyś
                        zrozumieją.
                        Buźka, trzymaj się. Fuńka śpi na moim łóżku, a mi wspomnieniowe oczy
                        podsuwają widok Rudiego, który już nie żył, a tak ładnie "spał" na
                        trawce. Z taką piękną sierścią.
                        I mam wyrzuty, że Fuńkę traktuję trochę "zastępczo". Bo Rudi był
                        moim pierwszym, niespodziewanym psem.
                        • salimis Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 14.12.07, 22:11
                          iwa_ja napisała:
                          Bo Rudi był
                          > moim pierwszym, niespodziewanym psem.

                          To tak jak moja koteczka.Nigdy nie zamierzałam mieć kota,znajoma wspomniała mi
                          kiedyś że ma małą koteczkę na wydaniu ale jakoś mi to obleciało.Gdy któregoś
                          dnia ni stąd ni zowąd przywiozła ją do mnie to...od razu się w niej
                          zakochałam.Ta kiciucha wprowadziła mnie w świat kotów,ich
                          nawyków,obyczajów.Dzięki niej pokochałam koty.I może dlatego była moim
                          najukochańszym zwierzątkiem za którym wciąż tęsknię.
    • gabiolka Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 24.12.07, 02:43
      Wczoraj rano minęło 2 tygodnie;( Ja wciąż nie mogę się pozbierać. Mam jej
      zdjęcie na tapecie w telefonie, nie potrafię jej zmienić, dlatego wyłączam
      telefon, żeby nie widzieć. Ale i to nie pomaga. Bo jak słyszę dreptanie mojego
      drugiego psa, to od razy chce mi się płakać. Wspominam... Kiedyś będzie lepiej?!
      Mam czarne myśli co do tego;(
      • romanska.3463 Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 24.12.07, 07:52
        będzie lepiej - wiem, że trudno w to uwierzyć, ale tak się dzieje,
        będziesz psiunia wspominała - to wiadome, ale bez tego nieznośnego
        bólu w sercu
        • salimis Re: [*] Mikuni, mojej Kruszynce 26.12.07, 17:58
          gabiolka dużo czasu upłynie zanim będzie lepiej.Mojej kici nie ma juz ponad dwa
          miesiące a cały czas ją wspominam,nawet gdy jadłam dzisiaj sernik za którym ona
          wręcz przepadała.Nigdy nie mogłam go spokojnie zjeść bo od razu wskakiwała albo
          na kolana albo ramiona i wręcz nachalnie się domagała,zaczepiając moją rękę i
          kierując w stronę swojego pyszczka.Trzymaj sie,wiem jak tęsknota bardzo boli,ale
          z czasem ból będzie słabnął i pozostaną piękne wspomnienia.
          Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka