Gość: tato
IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl
19.10.03, 19:37
Syn mój obchodził niedawno 18 urodziny i zaprosił swoje koleżanki i kolegów,
by wspólnie przeżyć swoje święto. Przygotował poczęstunek i powitał
wszystkich zaproszonych. Było wesoło i przyjemnie. O godzinie 24, ktoś z
zaproszonych gości zaproponował PASOWANIE. Polegało to na biciu pasem
solenizanta 18 razy. Uderzenia nie były symboliczne. Syn przetrzymał. Dopiero
po dłuższej chwili zasłabł i przez trzy godziny nie czuł się dobrze i nie
mógł bawić się tak, jak by chciał się bawić na swoim święcie wśród przyjaciół.
Myślę, że to doświadczenie zapamięta na całe życie. Tutaj chcę dodać, że ani
mój syn ani jego koledzy nie są dresiarzami ani bandą łobuzów atakujących
ludzi na ulicy. Niedługo będą zdawać maturę w jednym z lepszych liceów.
Nie chodzi mi o szukanie idioty, który podrzucił ten pomysł, zaczerpnięty
żywcem z żołnierskiej fali. Interesuje mnie ochota bicia kolegi w czasie jego
święta przez pozostałych kolegów, przecież nie idiotów. Jeżeli już ten
chamski zwyczaj wszedł w życie, czemu uczestnicy zabawy nie wykonują go
symbolicznie, tak, by nie bolało?
O czym myśli, co chce udowodnić, zaproszony do wspólnej zabawy, bijąc z całej
siły drugiego człowieka, który, zakładam, nie jest jego wrogiem? Dlaczego
robi krzywdę koledze w takich okolicznościach? Gdy bity nie ma szans obrony?
O jaką satysfakcję mu chodzi?
Chciałbym zapytać takiego bijącego: czy ty chciałbyś na swoje osiemnaste
urodziny zostać zbity przez kolegów? Czy dalej bawiłbyś się jak gdyby nigdy
nic? Jeżeli na swojej osiemnastce też zostałeś zbity, to czemu nie
pomyślałeś: ja nigdy kolegi nie uderzę, bo wiem jak to boli? Bo nie biję
przyjaciół.
Więc jak to jest? Czy na drugi dzień, patrząc w lustro przy myciu zębów,
pomyślałeś sobie – ale mu przylałem- a nie pomyślałeś może: uderzyłem kumpla?
I jeszcze jedna sprawa: wcale nie musiałeś bić kolegi, to był twój
wybór.......Więc, kim jesteś?