Moja 21 letnia córka wyprowadziła się z domu. Zakochała się powtórnie w swojej
nastoletniej miłości. Twierdzi że to facet jej życia

Postanowili wynająć mieszkanie i razem zamieszkać.
Chce być samodzielna i zacząć dorosłe życie.
Nie mam nic przeciwko a pewnie nawet jakbym miała to nic by to nie dało

Smutno mi trochę, martwię się aby nie zawaliła studiów i żeby udało im się to
wspólne życie. Chciała bym aby była szczęśliwa i mam od groma rozterek i
wątpliwości. Chłopak ma 27 lat, pracuje i wydaje się że świata po za nią nie
widzi.
Wiem że taka jest kolej rzeczy i dzieci w pewnym momencie zaczynają życie na
własny rachunek ale dla mnie ona jest nadal dzieckiem a na dokładkę tym
pierworodnym.
Z czasem się z tym oswoję ale na razie tęsknię

Moja mama ma nadzieję że wnusi przejdzie i niedługo wróci do domu a mnie się
wydaje że już nie i bez względu na to jak ułożą się jej sprawy sercowe to i
tak postawiła na samodzielne życie.
Cieszę się że mam w domu jeszcze dwójkę chociaż 17 letnia panna odlicza dni i
miesiące do 18

ale zawsze zostaje jeszcze 6 latek a temu daleko do
dorosłości- i bardzo dobrze

No to pożaliłam się troszkę