Właśnie zobaczyłam ostatni odcinek serii (wcześniej jakoś nie było okazji) i
stwierdzam że to był jednak fajny serial. Świetne pociągnięte wątki i
postacie. W sumie najsłabsza dla mnie jest historia Carrie. Do końca biegała
za miłością nie mogąc nigdzie na dłużej "przysiąść". I nawet Mr. Big dał jej
tylko złudny spokój ... Nawet rozbuchana seksualnie Samantha się "ustatkowała".
Na marginesie, mój mąż się wkurzał że oglądam puste baby