asia_i_p
26.03.10, 17:21
Czytam ostatnio znowu "Pisma wybrane" Korczaka i jeden fragment
przypomina mi się nieodparcie, ilekroć czytam wątki, w których się
zastanawiamy, czy 3 latka można już zostawić samego w wannie, a 7
latka w domu. Fragment o prawach dziecka.
Korczak jako trzy zasadnicze wymienia (w tej właśnie kolejności):
1. Prawo dziecka do śmierci.
2. Prawo dziecka do dnia dzisiejszego.
3. Prawo dziecka, by było tym, czym jest.
I o prawie do śmierci pisze "Gorąca, rozumna, zrównoważona miłość
matki do dziecka musi dać mu prawo do przedwczesnej śmierci". I
dalej "im bardziej przeraża matkę sfer zamożnych myśl o możliwej
śmierci dziecka, tym mniej znajduje ono warunków, by stać się bodaj
tylko pomyślnie rozwiniętym fizycznie i jako tako samodzielnym
duchowo człowiekiem ... Drzwi - przyciśnie palec, okno - wychyli się
i wypadnie, pestka - udławi się, krzesło - przewróci na siebi, nóż -
skaleczy, patyk - oko wybije, podnosło z ziemi pudełko - zarazi się,
zapałka - pożar, pali się. I jeśli dziecko uwierzy, i zmyliwszy
czujność gdzieś w kącie z biciem serca nie zapali zapałki ... - co
pocznie, gdy w sobie, we wnętrzu swej duchowej istoty, odczuje coś,
co rani, parzy, kąsa?". I jeszcze "W obawie, by śmierć nie wydarła
dziecka, wydzieramy dziecko życiu; nie chcąc, by umarło, nie
pozwalamy żyć".
Czy to są takie o bajania starego kawalera, który nie miał swojego
dziecka i nie wie, co to znaczy je stracić albo bać się tej straty?
Czy jednak do pewnego stopnia ma rację? I do jakiego stopnia?