Zrobilam zadyme, w przyplywie duuzej zlosci, a teraz wstydze sie w
zlobku mojej malej pokazac...
Moje dziecko fatalnie reaguje na ukoszenia komarow, zwlaszcza na
twarzy i w okolicach kostek u nog - puchna wszytskie - ale te na
twarzy wchodza najczesciej na oko, a te kolo kostki wygladaja tak
jaby noge zwichnela... fioletowa bolaca kostka.
To lato przynioslo ze soba plage tych owadow i moje dziecie po
kazdym dniu w zlobku przychodzilo z 5-6 nowymi ugryzieniami.
Zwlaszcza, ze nasz żłobek zalalo kanalami wentylacyjnymi podczas
jednej z ulew jaka przeszla nad Warszawa i obecnie trwa w nim
remont, ale przez miesiac dzieci musialy do tego zlobka chodzic.
Wielkorotnie pytalam Pan wychowawczyn czy tylko moje dziecko jest
tak gryzione i tak wyglada, za kazdym razem twierdzily ze nie, ze
wszytskie dzieci pogryzione itp.
Nastapily rowniez dwa przypadki kiedy nie przyjeto mojej malej do
zlobka bo spuchl jej policzek i oko, a raz kostka. Kazdy z tych
wypadkow mam udokumentowany medycznie, poniewaz odwiedzalam wowczas
pediatre w poszukiwaniu pomocy. Jednak zaden lekarz nie jest w
stanie nam pomoc, ani alergolog, ani pediatra - mowia ze komary nie
sa grozne, nie powoduja wstrzasu anafilaktycznego, obrzeku
wewnetrznego (o czym Pani pielegniaka zlobkowa nie wiedziala skoro
bala sie mala przyjac z tym polikiem spuchnietym obawiajac sie
obrzekow wewnetrznych), leczy sie to fatalnie bo do dzis (od 5
tygodni ma slady). W koncu sie u pediatry poplakalam z bezsilnosci.
W domu jej nie gryza bo po pierwsze smaruje specyfikami (przed
wyjsciem do zlobka tez smarowalam) po drugie mamy te bzdzidla do
kontaktu i nikogo nie gryza, po trzecie uzywam Fenistilu i
Dermophenazolu jak tylko ugryzie i nie puchnie tak bardzo, trudno
jednak zeby Panie tak psikaly i smarowaly 30 dzieci, a potem szukaly
nowych ugryzien i na nie nakladaly kolejne masci.
Wiec do rzeczy:
Poniewaz żlobki podlegaja pod jakies placowki zdrowotne, a
wiedzialam ze po zalaniach innych terenow beda opryski na komary, na
pocztaku czerwca zaczelam moja batalie z Ratuszem w Warszawie.
Napisalam do kogo sie dalo maila z prosba o to aby WSZYSTKIE złobki
i przedszkola byly regularnie opryskiwane przeciw komarom i meszkom
bo moge sobie wyobrazic ze nie moje jedno dziecko zle znosi te
ugryzienia.
Zlali mnie na maxa, ze cos tam owostam, ze przesla do Generalnej
Kierowniczki zlobkow w Wawie. Ona ze swojej strony napisala zebym
dala Paniom spray ktorym beda moje dzieci psikac. Owszem, dalam, po
czym znowu zdazyl sie przypadek ugryzienia w twarzi znowu buzia
spuchnieta, oko spuchniete, do zlobka niet...
Tak sie wkurzylam, ze zrobilam jej zdjecia i napisalam kulturalnego
(znow do wszytskich w ratuszu jak leci, plus Pani Dyrektor
Generalnej Zlobkow), acz ostrego i mhhh straszacego troche maila.
Napisalam ze ja sie nie upieram na ten oprysk, ze jak sa inne metody
to niech je zastosuja, ze jak nie zastosuja to ja chetnie te fotki
do TVN24 wysle i moze oni znajda rozwiazanie bla bla bla.
No to mi odpisali z Biura Polityki Spolecznej:
Ze obecnie dzieci sa przeniesione do innego zlobka z powodu remontu
naszego (WOW woze tam dziecko od 3 tygodni),
ZE PYTALI
KIEROWNICZKE I ZADEN INNY RODZIC SIE NIE SKARZYL, ale pod koniec
sierpnia po remoncie, zostanie przeprowadzona inspekcja w naszym
zlobku i jesli beda owady to opryskaja.. (co ciekawe kopia pisma
poszla do kancelarii Prezydent Warszawy do ktorej w zlosci rowniez
wyslalam mojego maila).
Wygralam polowicznie, poniewaz postulowalam o wszytskie zlobki i
przedszkola (dzieci w tych placowkach duzo przebywaja na ogrodzie),
łache mi zrobili, pewnie meczyli moja kierowniczke zlobka, ta sie
zapewne pochwalila upierdliwa mama personelowi ( na zlobek sie
wogole nie skarzylam, raczej na brak odpwoeidnich mechanizmow
ulatwiajacych zycie dzieciom, rodzicom jak rowniez personelowi),
dzis po 2 tygodniach nieobecnosci malej w zlobku (byla podziebiona,
upaly, komary ...) zaprowadzilam ja rano i usmiechnieta zazwyczaj
Pani z grupy mlodej, nie usmiechala sie do mnie tak serdecznie
Pewnie zostane obiektem kpin, zartow i wogole, odbije sie to
negatywnie na moim dziecku i wogole.
Czy ktoras mama z Warszawy nie chcialaby sie jednak przylaczyc do
wspolnej akcji aby placowki dla dzieci byly opryskiwane z marszu,
kazdego roku o odpowiedniej porze, przed wysypem owadow?
Pozdrawiam
Marta