W pobliskiej piekarni (sieciowej, nic nadzwyczajnego) pracuje jakaś nowa lasencja, na oko 20-tka. Kilka dni temu gdy podawała mi chleb, polizała paluchy którymi otworzyła woreczek foliowy... Słabo mi się zrobiło, ale w piekarni było dużo ludzi i nic nie powiedziałam, nie chciałam robić jej problemów. Dziś nie wytrzymałam, gdy polizała palce powiedziałam uprzejmie, żeby się zatrzymała, wzięła inny woreczek i wsadziła inny chleb. Byłam z dzieckiem, na nastolatkę już chyba nie wyglądam, a gó...ara zaczyna mi przewracać oczami, ostentacyjnie patrzeć na koleżankę, wzdychać. Wzięła drugi woreczek i... znów polizała, chyba odruchowo... No to ja: teraz proszę jeszcze raz od nowa. A ta mi zaczyna się awanturować... Że "ona nie rozumie o co mi chodzi, bo jej ślina i tak zostaje na zewnątrz woreczka!". Przyznaję - oniemiałam. Poinformowałam ją tylko ze pracuje z żywnością i tu nie ma miejsca na plucie gdziekolwiek i poszłam. Żegnały mnie oczywiście stęki i jęki, ochy i achy. I teraz tak sobie myślę, że może powinnam jednak ostrzej zareagować? Kierownika poprosić? Już nie za lizanie, tylko za pyskowanie od rzeczy? A może to ja przesadzam? Jak byście się zachowały w takiej sytuacji?
PS> chyba zmienię piekarnię