choc moj syn ma dopiero 19 lat, to mam zamiar z premedytacja byc wreda tesciowa. nie, ze taka zaborcza jestem i zazdrosna. nic z tych rzeczy. po prostu tak czuje, ze nie mam najmniejszej ochoty byc nawet wystarczajaco mila dla jego potencjalnej zony. teraz ma dziewczyne i nie zycze sobie, zeby u nas nocowala, choc mieszka daleko. bo nie mam ochoty jej widziec w mojej lazience wieczorem, ani w kuchni rano. nie mam wogole ochoty byc dla niej mila. nie mam takiej potrzeby, wiec nie bede sie zmuszac. syn moze sobie z nia zac jak chce, ale ja palcem nie kiwne, zeby jej zycie uprzyjemnic. po prostu nie, bo nie. wogole mam awersje do przebywania nawet w jej towarzystwie, choc jej nie znam, wiec to nie ma nic wspolnego z konkretna osoba, tylko raczej obrazuje moj stosunek do sytuacji tesciowa-synowa wogole. nie wykrzesam z siebie zadnych cieplych, matczynych uczuc dla jego partnerki. ciezko bedzie mi ja uznac za czlonka rodziny. nie bede jej lubic tak a priori

tak czuje i tak jest dla mnie w zgodzie z soba. i juz wiem, skad sie biora te znienawidzone tesciowe. bo moze wiekszosc z nich czuje tak jak ja? i nie kocham syna az tak wielka miloscia, zeby sie dla niego poswiecic. bede taka, jak mnie pasuje.