triss_merigold6
29.07.04, 11:51
Prawo matki: wiedzieć
Fragmenty artykułu
Ginekolog z Wągrowca zataił przed ciężarną matką, że dziecko, którego się
spodziewa, obciążone jest poważną wadą. To atmosfera wokół badań prenatalnych
i aborcji sprawia, że lekarze, łamiąc prawa kobiet, nie chcą przekazywać im
takich wiadomości. W Polsce lekarze wciąż nagminnie łamią zagwarantowane
ustawowo prawo kobiet do wszechstronnej informacji o przebiegu ciąży. I – w
przypadku zagrożeń – decydowania o jej losie.
KRZYSZTOF ZBYTNIEWSKI
Agnieszka Szymańska spod Wągrowca tak bardzo chciała cieszyć się z dziecka,
że była pewna: Rozalia dobija się piąstkami na świat – choć mała wcale nie
miała rąk. Że kopie w brzuch – a przecież nie miała nóg. Dziewczynka urodziła
8 stycznia 2004 r. z tzw. fokomelią. Gdy Agnieszka zobaczyła, że jej córeczka
nie ma kończyn, przeżyła niewyobrażalny szok.
Janusz Ł., szanowany w Wągrowcu ginekolog położnik (właściciel prywatnego
gabinetu z okazałym szyldem), twierdzi, że rozpoznał wadę dziecka na USG,
lecz uznał, że matka nie musi wszystkiego wiedzieć.
– Ta historia dowodzi, że tkwimy w jeszcze gorszej Polsce niż kilka lat temu –
uważa mecenas Agnieszka Miksa, do której Szymańska zwróciła się o pomoc.
Miksa społecznie, bez honorarium, prowadzi już sprawę Barbary Wojnarowskiej,
zwaną pierwszym w Polsce procesem o złe urodzenie.
Przy kolejnych badaniach w wągrowieckiej poradni ginekologicznej Agnieszka
Szymańska słyszała ciągle to samo: dziecko dobrze się rozwija. – Do tego Ł.
nie pokazał mi żadnego USG. Na ostatnie badanie w 28 tygodniu ciąży
przyniosłam bombonierkę. Ł. bombonierkę wziął, ale traf chciał, że akurat
wtedy Rozalia odwróciła się do niego pleckami. Tak powiedział. Ale lekarz tak
długo patrzył na monitor i jeździł aparatem po moim brzuchu, że poczułam lęk.
Zapytałam, czy coś jest nie tak. Ł. uspokoił mnie, że będę szczęśliwą matką.
Lekarz mówił o dysproporcji
Wersja dr. Ł.: W trakcie pierwszego USG w 8 tygodniu ciąży wada nie była
widoczna. Tak samo w kolejnym – w 22 tygodniu ciąży. Dysproporcję – jak mówi –
w budowie płodu dostrzegł w trakcie ostatniego USG. Wtedy zauważył, że
dziecko nie ma rąk ani nóg. – Byłem już tylko biernym obserwatorem –
tłumaczy. – Żadne działanie z mojej strony i ze strony rodziców nie
przyniosłyby poprawy. Dlatego miałem dylemat, jak przedstawić sytuację. W
rozmowie użyłem jedynie słowa dysproporcja. Nie chciałem używać drastycznych
sformułowań w obawie o zdrowie matki. Miała przed sobą wiele tygodni ciąży,
które mogły zamienić się w koszmar.
Agnieszka Szymańska ma o to wielki żal do Ł.: – Do samego końca miałam prawo
wiedzieć, co się dzieje. Nie wiedziałam! A mogłam przynajmniej przygotować
siebie i rodzinę na przyjście Rozalii.
Prokuratura Rejonowa w Gnieźnie wszczęła w tej sprawie śledztwo. Jeżeli sąd
uzna, że ginekolog zbyt późno rozpoznał wadę i potem zataił ją przed matką,
rodzice dziewczynki wystąpią o odszkodowanie.