W temacie zatrudniania absolwentow. Zakonczylismy pierwsza runde rekrutacji na stanowisko asystenckie w moim teamie. Jestem pod niesamowitym wrazeniem mlodych ludzi (ok. 21 lat) i ich umiejetnosci, dotychczasowego doswiadczenia i tego jak zaprezentowali sie na rozmowach kwalifikacyjnych. Moge smialo powiedziec, ze ja zaraz po magisterce na "jednej z najlepszych polskich uczelni (bla bla)" nie moglabym sie pochwalic takim CV jak oni. Ja, stara wyga w tym co robie, bylam oniesmielona ich prezentacja.
Po pierwsze, moja polska uczelnia nie nauczyla mnie niczego przydatnego. Ich bachelors degrees na UKowskich uczelniach prezentowaly sie o niebo lepiej, wiecej bylo przedmiotow, ktore w jakis sposob odnosily sie do srodowiska pracy w duzej firmie. A zadne z nich magisterki nie posiadalo, jedynie licencjaty. Dzieciaki mialy mnostwo zainteresowan poza studiami, wolontariaty, praktyki.
Wymagania finansowe niskie - na pewno nie da sie za to samodzielnie wynajac mieszkania, kupic samochodu i laptopa... Az mi szczeka opadla, przyznam, jakie sa wymagania w stosunku do placy.
Aha. Chcialam dodac, ze odnosnie CV:
- nie patrzylismy w ogole na bledy w pisowni
- patrzylismy na oceny ze studiow
- listy motywacyjne czytalismy b. pobieznie
Na interview:
- liczy sie
ostatnie wrazenie, a nie pierwsze

- bardzo liczy sie osobowosc
- liczy sie wiedza o naszej firmie.
Ciekawa jestem jak przebieglaby rekrutacja gdyby to byla polska firma i polscy kandydaci.