kiedyś byłam specjalistką od diet. w zasadzie to nie od diet w sensie tych wszystkich kopenhaskich, kapuścianych itp., tylko tak ogólnie od zdrowego odżywiania i liczenia kalorii właśnie. potrafiłam z precyzją określić ile w ciągu dnia zjadam i pilnowałam się mocno.
po pierwszej ciąży wzięłam się za siebie tak, że osiągnęłam ciało lepsze niż miałam jako nastolatka.
po drugiej po trzech miesiącach wróciłam do wagi sprzed, ale potem jakoś odpuściłam i przybyło mi kilka kilogramów. niby wiedziałam, co jem, co powinnam i wydawało mi się, że pewne zasady nadal mam

ale jak ujrzałam na wadze 65 kg przeraziłam się. w zasadzie bardziej przeraziłam się jak nie weszłam w spodnie, które kupiłam sobie pięć miesięcy po urodzeniu drugiego dziecka
i podeszłam do tematu poważnie.
przez trzy dni spisywałam dokładnie co jem. niby nie było tego dużo. ale wtedy przypomniałam sobie o portalu, z którym kiedyś schudłam 15 kg (na studiach) i tam są dzienniki kalorii i dzienniki spalania.
i doznałam szoku, bo okazało się, że to co uważałam za "mało" to znacznie więcej

i w szoku jestem, jak bardzo trzeba uważać, żeby nie przekroczyć tych świętych 1000 kcal!
zaczynam rozumieć te wszystkie narzekania "dlaczego tyję, jak prawie nic nie jem"
a Wy macie rozeznanie ile kcal dziennie spożywacie?