Na fali ostatnich wątków o zdradach, teraz o pożyczkach i długach, przemocy i nałogach, zaczęłam się zastanawiać. Bo ja nie wierzę, że nie ma żadnych oznak, że współmałżonek ma defekt i to poważny.
Myślę, że albo kobieta wierzy, że facet się zmieni albo sama siebie oszukując ignoruje te sygnały alarmowe.
Moim zdaniem ofiary i przemocowcy się przyciągają i kobieta nawet jak odejdzie od jednego, to często wybiera podobnych na kolejnych partnerów.
I tak często jest z resztą, wybierają sobie podobnego typu partnerów.
Do założenia wątku natchnął mnie wątek o długach. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Jak bardzo ci małżonkowie musieli żyć obok siebie.
I teraz podsumowanie.
Moim zdaniem z takim kolesiem od początku jest coś nie tak. I myślę, że te babki liczą na to, że facet się zmieni albo nie przyjmują do wiadomości, że mimo drobnych sygnałów alarmowych, posunie się tak daleko. A wszystkie trefne przypadki wśród osób mi znajomych dawały jakieś sygnały alarmowe już przed ślubem, tylko partnerzy (tyczy się to płci obojga, choć kobiety są jednak w mniejszości) je ignorowali.
Ja przyznaję, że gdyby mi się zapaliło światełko alarmowe, nie miałabym do partnera zaufania albo miałby na sumieniu coś co mi się nie podoba, nie związałabym się albo gdyby nadszarpnął moje zaufanie pogoniłabym bez mrugnięcia oka. I tak, mogę to napisać z autopsji. Jak potencjalny partner, choćby nie wiem jak atrakcyjny, nie wzbudzał mojego zaufania, gnałam gdzie pieprz rośnie, bez mrugnięcia okiem.
I dodam, odnośnie większości tych sytuacji, że nie rozumiem jak oddalonym w związku można być albo przymykać oko i być ślepym, żeby takich sytuacji nie zauważyć.
Teraz możecie mnie zjeść