01.11.14, 20:35
Przeczytałam dziś wiersz, który wycisnął mi kilka łez.

"Bagaż powrotny"

Kwatera małych grobów na cmentarzu,
My, długożyjący mijamy ją chyłkiem,
jak mijają bogacze dzielnicę nędzarzy.
Tu leżą Zosia, Jacek i Dominik
przedwcześnie odebrani słońcu, księżycowi,
obrotom roku, chmurom.
Niewiele uciułali w bagażu powrotnym.
Strzępki widoków
w liczbie nie za bardzo mnogiej.
Garstkę powietrza z przelatującym motylem.
Łyżeczkę gorzkiej wiedzy o smaku lekarstwa.
Drobne nieposłuszeństwa,
w tym któreś może śmiertelne.
Wesołą pogoń za piłką po szosie.
Szczęście ślizgania się po kruchym lodzie.
Ten tam i tamta obok i ci z brzegu:
zanim zdążyli dorosnąć do klamki,
zepsuć zegarek,
rozbić pierwszą szybę.
Małgorzatka, lat cztery,
z czego dwa na leżąco i patrząco w sufit.
Rafałek: do lat pięciu brakło mu miesiąca,
a Zuzi świąt zimowych
z mgiełką oddechu na mrozie.
Co dopiero powiedzieć o jednym dniu życia,
o minucie, sekundzie:
ciemność i błysk żarówki i znów ciemność?
KOSMOS MAKROS
CHRONOS PARADOKSOS
Tylko kamienna greka ma na to wyrazy.

Na chwilę zamyśliłam się o tych niewinnych maluchach.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Wiersz 01.11.14, 21:03
      Nie podałaś autorki: Wisława Szymborska.

      I jak w tej tematyce, w takim czasie to dorzucę od siebie inny wiersz pani Szymborskiej "Przyczynek statystyki":
      Na stu ludzi

      wiedzących wszystko lepiej
      - pięćdziesięciu dwóch;

      niepewnych każdego kroku
      - prawie cała reszta;

      gotowych pomóc,
      o ile nie potrwa to długo
      - aż czterdziestu dziewięciu;

      dobrych zawsze,
      bo nie potrafią inaczej
      - czterech, no może pięciu;

      skłonnych do podziwu bez zawiści
      - osiemnastu;

      żyjących w stałej trwodze
      przed kimś albo czymś
      - siedemdziesięciu siedmiu;

      uzdolnionych do szczęścia
      - dwudziestu kilku najwyżej;

      niegroźnych pojedynczo,
      dziczejących w tłumie
      - ponad połowa na pewno;

      okrutnych,
      kiedy zmuszą ich okoliczności
      - tego lepiej nie wiedzieć
      nawet w przybliżeniu;

      mądrych po szkodzie
      - niewielu więcej
      niż mądrych przed szkodą;

      niczego nie biorących z życia oprócz rzeczy
      - czterdziestu,
      chociaż chciałabym się mylić;

      skulonych, obolałych
      i bez latarki w ciemności
      - osiemdziesięciu trzech
      prędzej czy później;

      godnych współczucia
      - dziewięćdziesięciu dziewięciu;

      śmiertelnych
      - stu na stu.
      Liczba, która jak dotąd nie ulega zmianie.

      • cosmetic.wipes Re: Wiersz 01.11.14, 21:20
        Mogę się dołączyć?
        Mój ulubiony i odpowiedni do dzisiejszego dnia. Czasem czuję się jak ten kot...

        Wisława Szymborska
        "Kot w pustym mieszkaniu"

        Umrzeć - tego nie robi się kotu.
        Bo co ma począć kot
        w pustym mieszkaniu.
        Wdrapywać się na ściany.
        Ocierać między meblami.
        Nic niby tu nie zmienione,
        a jednak pozamieniane.
        Niby nie przesunięte,
        a jednak porozsuwane.
        I wieczorami lampa już nie świeci.
        Słychać kroki na schodach,
        ale to nie te.
        Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
        także nie ta, co kładła.

        Coś się tu nie zaczyna
        w swojej zwykłej porze.
        Coś się tu nie odbywa
        jak powinno.
        Ktoś tutaj był i był,
        a potem nagle zniknął
        i uporczywie go nie ma.

        Do wszystkich szaf się zajrzało.
        Przez półki przebiegło.
        Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
        Nawet złamało zakaz
        i rozrzuciło papiery.
        Co więcej jest do zrobienia.
        Spać i czekać.

        Niech no on tylko wróci,
        niech no się pokaże.
        Już on się dowie,
        że tak z kotem nie można.
        Będzie się szło w jego stronę
        jakby się wcale nie chciało,
        pomalutku,
        na bardzo obrażonych łapach.

        I żadnych skoków pisków na początek.
        • marzeka1 Re: Wiersz 01.11.14, 21:26
          A pewnie, że tak smile Lubię ten wiersz, który dodałaś.
          Lubię też ten wiersz :

          Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
          zostaną po nich buty i telefon głuchy
          tylko co nieważne jak krowa się wlecze
          najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
          potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
          jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
          kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

          Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
          zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
          przychodzi jednocześnie jak patos i humor
          jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
          tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
          jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
          żeby widziec naprawde zamykają oczy
          chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
          kochamy wciąż za mało i stale za późno

          Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
          a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny

          Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
          i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
          i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
          czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

          ks. Jan Twardowski
          • bi_scotti Re: Wiersz 01.11.14, 21:50
            Prowizoryczni

            Przychodzimy, odchodzimy
            Leciuteńko na paluszkach
            Szczotkujemy wycieramy
            Buty nasze twarze nasze
            Żeby śladów nie zostawić
            Żeby śladu nie zostało
            Miasta nasze domy nasze
            Na uwięzi się kołyszą
            Tuż nad ziemią ledwo ledwo
            Jak wiatr mały to nie widać
            A jak wielki wiatr się zdarzy
            Wielka bieda puszczą cumy
            Zatrzepocą się zatańczą
            Miasta nasze domy nasze
            I polecą w stratosferę
            Przygarbionych w pustym polu
            Bez oparcia bez osłony
            Bez niteczki choćby co by
            Przytwierdzała nas do ziemi
            Wiatr nas porwie i poniesie
            Za kołnierze podniesione
            Porozrzuca gdzieś w przestrzeni
            Nam to nic przeczekamy
            A jak skończy jak ucichnie
            To wstaniemy otrzepiemy
            Klapy nasze rączki nasze
            Żeby śladu nie zostało
            Od początku zbudujemy
            Miasta nasze domy nasze
            Sprzęty nasze lampy nasze
            Żeby wiatr miał czym kołysać

            Janusz Jęczmyk, 1956
    • morgen_stern Re: Wiersz 01.11.14, 21:48
      To ja wrzucę może nie taki smutny wiersz Szymborskiej, ale absolutnie genialny. Pamiętam, jak czytał go kiedyś kolega na spotkaniu i aż ciarki miałam.

      Radość pisania

      Dokąd biegnie ta napisana sarna przez napisany las?
      Czy z napisanej wody pić,
      która jej pyszczek odbije jak kalka?
      Dlaczego łeb podnosi, czy coś słyszy?
      Na pożyczonych z prawdy czterech nóżkach wsparta
      spod moich palców uchem strzyże.
      Cisza - ten wyraz też szeleści po papierze
      i rozgarnia
      spowodowane słowem las gałęzie.

      Nad białą kartką czają się do skoku
      litery, które mogą ułożyć się źle,
      zdania osaczające,
      przed którymi nie będzie ratunku.

      Jest w kropli atramentu spory zapas
      myśliwych z przymrużonym okiem,
      gotowych zbiec po stromym piórze w dół,
      otoczyć sarnę, złożyć się do strzału.

      Zapominają, że tu nie jest życie.
      Inne, czarno na białym, panują tu prawa.
      Okamgnienie trwać będzie tak długo, jak zechcę,
      pozwoli się podzielić na małe wieczności
      pełne wstrzymanych w locie kul.
      Na zawsze, jeśli każę, nic się tu nie stanie.
      Bez mojej woli nawet liść nie spadnie
      ani źdźbło się nie ugnie pod kropką kopytka.

      Jest więc taki świat,
      nad którym los sprawuję niezależny?
      Czas, który wiążę łańcuchami znaków?
      Istnienie na mój rozkaz nieustanne?

      Radość pisania.
      Możność utrwalania.
      Zemsta ręki śmiertelnej.
      • aandzia43 Re: Wiersz 02.11.14, 12:47
        Fajne. Czyje to?
        • morgen_stern Re: Wiersz 02.11.14, 12:49
          Gapo, napisałam, że Szymborskiej smile
        • marzeka1 Re: Wiersz 02.11.14, 12:49
          Też Szymborska smile
    • agusiah Re: Wiersz 01.11.14, 22:16
      To jeszcze ten. Koniecznie.


      Niech staną zegary, zamilkną telefony,
      Dajcie psu kość, niech nie szczeka, niech śpi najedzony,
      Niech milczą fortepiany i w miękkiej werbli ciszy
      Wynieście trumnę. Niech przyjdą żałobnicy.

      Niech głośno łkając samolot pod chmury się wzbije
      I kreśli na niebie napis: „On nie żyje!”
      Włóżcie żałobne wstążki na białe szyje gołębi ulicznych,
      Policjanci na skrzyżowaniach niech noszą czarne rękawiczki.

      W nim miałem moją Północ, Południe, mój Zachód i Wschód,
      Niedzielny odpoczynek i codzienny trud,
      Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew.
      Miłość, myślałem, będzie trwała wiecznie: myliłem się.

      Nie potrzeba już gwiazd, zgaście wszystkie, do końca;
      Zdejmijcie z nieba księżyc i rozmontujcie słońce;
      Wylejcie wodę z morza, odbierzcie drzewom cień.
      Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się.

      Funeral Blues, W. H. Auden
      • bi_scotti Re: Wiersz 02.11.14, 02:32
        No jak o smierci milosci, to przeciez koniecznie i AA:

        Tak bezradnie pierś stygła mi z chłodu,
        Ale szłam, zda się, lekko i żwawo.
        Rękawiczkę, ot tak, bez powodu,
        Z lewej ręki włożyłam na prawą.

        I zdawało się, schodków tak dużo,
        A widziałam, że tylko trzy były.
        Klon zaszumiał w jesiennej wichurze..
        Prosił. Zejdźmy do wspólnej mogiły!

        Mnie oszukał, czy słyszysz, los srogi,
        Los niedobry i zmienny zarazem.
        Zawołałam: "Mój miły, mój drogi,
        I mnie również. Umrzyjmy więc razem".

        Oto piosnka o dniu pożegnalnym.
        Obrzuciłam dom ciemny spojrzeniem.
        Tylko świece jaśniały w sypialnym
        Obojętnie-żółtym płomieniem.

        Anna Achmatova, 2011
        • morgen_stern Re: Wiersz 02.11.14, 12:57
          To może i ten ciut w temacie:

          Rafał Wojaczek

          Reszta krwi

          Reszta krwi

          Widzisz
          to jest Ziemia
          Wygląda jak gwiazda
          na dnie
          łzy
          Moja kochana nie wiem
          co tam świeci, to pewnie
          boża krówka
          Mój kochany powiem:
          to reszta naszej krwi
          glob
          prześwieca
    • laquinta To i ja sie doloze, chociaz troche mi wstyd... 01.11.14, 22:25
      ...bo lepsze, o niebo, jest milczenie.

      Wciaz szukasz na zewnatrz. (...) Nie szukaj zadnego innego stanu niz ten, w ktorym jestes.
      Wszystko co w pelni zaakceptujesz, doprowadzi cie do celu, do spokoju. Ten wlasnie cud zdarza sie, gdy sie poddasz.(...) Gdy sie pogodzisz z tym co jest, kazda chwila bedzie najlepsza. Na tym wlasnie polega oswiecenie.

      Eckhart Tolle
      • gulcia77 Re: To i ja sie doloze, chociaz troche mi wstyd.. 01.11.14, 22:38

        O, Duchu, co przebywasz
        Hen, w niebie przepastnym.
        Tam, gdzie groza wyzywa
        Pięknem ogrom jasny,
        Tam najdalej, najwyżej
        Za niebieskim torem
        Gwiazdy wstrzymanej w wirze
        Przez Twoją zaporę,
        Którą komety przeszły,
        Gdyś je w dół postrącał
        Z tronu potęg zamierzchłych,
        By znojnie do końca
        Niosły ogień (czerwony
        Serc swych gwiezdnych ogień)
        Z pośpiechem nieznużonym
        I w męce wciąż srogiej...

        Żyjesz - wiemy - w bezmiarze,
        W Wieczności - czujemy,
        Lecz jakiż duch ukaże
        Cień Twych lic na ziemi?
        Tu, gdzie dla małych istot
        W blasku Chwały Twojej
        Nieskończoność ma mglistą
        Postać ich urojeń.
        Bądź Wola Twoja, Boże,
        Wśród burz, tam wysoko,
        Strzec będzie gwiazd w przestworze
        Twe palące oko.
        Ja stąd myślą skrzydlatą
        - Bo tylko myśl zdoła
        Ulecieć ku Twym światom,
        Zasiąść na Twych tronach -
        Myślą przeto orędzie
        Przesyłam do Ciebie,
        Aż mglistość jego będzie
        Światłem wiedzy w Niebie.
        Edgar Allan Poe Pieśń z Aalaaraf
      • laquinta Re: To i ja sie doloze, chociaz troche mi wstyd.. 02.11.14, 12:21
        Fajny wpis pod wspominkami 'Odeszli 2014', by kain_brat_abla

        Wiara w nieśmiertelność zrodziła się z żądzy trapiącej ludzi nienasyconych, bez umiaru i rozsądku wykorzystujących ten czas, jaki nam darowała natura. Ale mędrzec potrafi uznać ten czas za wystarczający do obejścia całego kręgu dostępnych człowiekowi rozkoszy, kiedy zaś nadejdzie chwila śmierci - potrafi odejść od stołu życia, ustępując miejsca innym. Mędrcowi dość jednego ludzkiego życia, głupiec zaś nie wiedziałby, co począć z całą wiecznością.
        • marzeka1 Re: To i ja sie doloze, chociaz troche mi wstyd.. 02.11.14, 12:41
          Wiesz, odniosę się tylko do wpisu z tego, co zacytowałaś o mędrcu, że " potrafi odejść od stołu życia"- zaraz przypomina mi się przekonany o swoim stoicyzmie, pogodzeniu, akceptacji itp. Kochanowskim, któremu świat powalił się po śmierci dzieci i nie dało się tak łatwo wszystko posumować, że "no mędrzec ze spokojem to przyjmuje".
          I może dopiero teraz zrozumiałam i Kochanowskiego, i ludzi, którzy znaleźli się w takich "zasadniczych chwilach"- łatwiej się mówi, gdy to nas nie dotyczy, gdy wprost w maju miałam bezpośrednie zagrożenie życia, mężowi powiedziano, że kiepsko to wygląda- jakoś tak ładne zdania o takim pogodzeniu się, wychodzą tym, których to bezpośrednio nie dotyka.

          No i jako wiersz w wątku zacytuję- pewnie głupiego wg niektórych- Johna Donne,a, jego sonet X (uwielbiam też jego erotyki, piękne):

          Śmierci, próżno się pysznisz; cóż, że wszędy słynie
          Potęga twa i groza; licha w tobie siła,
          Skoro ci, których — myślisz -jużeś powaliła,
          Nie umrą, biedna Śmierci; mnie też to ominie.
          Już sen, który jest twoim obrazem jedynie,
          Jakże miły: tym bardziej więc musisz być miła,
          Aby ciała spoczynek, ulga duszy była
          Przynętą, która ludzi wabi w twe pustynie.
          Losu, przypadku, królów, desperatów sługo,
          Posłuszna jesteś wojnie, truciźnie, chorobie;
          Łatwiej w maku czy w czarach sen znaleźć niż w tobie
          I w twych ciosach; więc czemu puszysz się tak długo?
          Ze snu krótkiego zbudzi się dusza człowieka
          W wieczność, gdzie Śmierci nie ma; Śmierci, śmierć cię czeka.

          (Tłumaczenie Stanisław Barańczak)
          • laquinta Re: To i ja sie doloze, chociaz troche mi wstyd.. 02.11.14, 13:24
            marzeka1 napisała:

            zaraz przypomina mi się przekonany o swoim stoicyzmie,
            > pogodzeniu, akceptacji itp. Kochanowskim

            > łatwiej się mówi, gdy to nas nie dotyczy

            Przeciez nie wiesz, co kogo dotyczy.
            Pogodzenie sie nie polega na tym, ze nas nie dotyczy, ale wrecz odwrotnie, dotyczy bardzo. Wtedy mozemy sie godzic, albo ...nie.
    • karla.on Re: Wiersz 02.11.14, 03:27

      Smutno mi, Boże! - Dla mnie na zachodzie
      Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
      Przede mną gasisz w lazurowej wodzie
      Gwiazdę ognistą...
      Choć mi tak niebo ty złocisz i morze,
      Smutno mi, Boże!

      Jak puste kłosy z podniesioną głową
      Stoję rozkoszy próżen i dosytu...
      Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,
      Ciszę błękitu.
      Ale przed Tobą głąb serca otworzę,
      Smutno mi, Boże!

      Jako na matki odejście się żali
      Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,
      Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali
      Ostatnie błyski...
      Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,
      Smutno mi, Boże!

      Dzisiaj, na wielkim morzu obłąkany,
      Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem,
      Widziałem lotne w powietrzu bociany
      Długim szeregiem.
      Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
      Smutno mi, Boże!

      Żem często dumał nad mogiłą ludzi,
      Żem prawie nie znał rodzinnego domu,
      Żem jest jak pielgrzym, co się w drodze trudzi
      Przy blaskach gromu.
      Że nie wiem, gdzie się w mogiłę położę,
      Smutno mi, Boże!

      Ty będziesz widział moje białe kości
      W straż nie oddane kolumnowym czołom;
      Alem jest jako człowiek, co zazdrości
      Mogił popiołom...
      Więc że mieć będę niespokojne łoże,
      Smutno mi, Boże!

      Kazano w kraju niewinnej dziecinie
      Modlić się za mnie co dzień... a ja przecie
      Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
      Płynąc po świecie...
      Więc, że modlitwa dziecka nic nie może,
      Smutno mi, Boże!

      Na tęczę blasków, którą tak ogromnie
      Anieli twoi w niebie rozpostarli,
      Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie
      Patrzący - marli.
      Nim się przed moją nicością ukorzę,
      Smutno mi, Boże!

      Juliusz Słowacki - Hymn
      • tomelilla Re: Wiersz 02.11.14, 09:10

        To i ja sie dorzuce.....

        DESZCZ JESIENNY Leopold Staff



        O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

        I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

        Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

        Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

        I światła szarego blask sączy się senny...

        O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



        Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

        Na próżno czekały na słońca oblicze...

        W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

        W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

        Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

        Szukają ustronia na ciche swe groby,

        A smutek cień kładzie na licu ich miodem...

        Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

        W dal idą na smutek i życie tułacze,

        A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...



        To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

        I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

        Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

        Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

        I światła szarego blask sączy się senny...

        O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



        Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

        Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

        Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

        Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

        Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

        Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

        Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...

        Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...

        Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...

        Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...



        To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

        I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

        Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

        Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

        I światła szarego blask sączy się senny...

        O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



        Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

        I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...

        Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem

        I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

        Trawniki zarzucił bryłami kamienia

        I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...

        Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

        Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

        By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

        I smutków potwornych płomienne łzy płacze...



        To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

        I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

        Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

        Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

        I światła szarego blask sączy się senny...

        O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...




        • marzeka1 Re: Wiersz 02.11.14, 10:17
          Już ktoś "wrzucił" wiersz W.H. Audena, to ja też go dorzucę: "Ale nie mogę":

          ?A nie mówiłem?? ? tyle usłyszysz od Czasu;
          kiedy musimy płacić, Czas tylko zna cenę;
          Gdybym mógł Ci to zdradzić, zdradziłbym od razu.

          Nam szuranie zelówek ? nie przytup obcasów;
          Nam płacz, gdy clown z rechotem wpada na arenę;
          ?A nie mówiłem?? ? tyle usłyszysz od Czasu.

          Pusto brzmi wróżba szczęścia, pęka szkło kompasu,
          Choć tobie ? że mi serce sycisz żywym tlenem ?
          Gdybym umiał coś zdradzić, zdradziłbym od razu.

          Gdzieś jest kolebka wiatru, gdzieś są drzwi do głazu,
          Gdzieś powód, że się liście ścielą żółtym trenem:
          ?A nie mówiłem?? ? tyle usłyszysz od Czasu.

          Może naprawdę róże rosną bez rozkazu,
          Może na serio pragnie trwać to przywidzenie;
          Gdybym mógł ci to zdradzić, zdradziłbym od razu.

          Niech nawet lwy się dźwigną i znikną z obrazu,
          Niech armie się rozpierzchną, wsiąkną w grunt strumienie:
          Czy choć raz coś innego usłyszysz od Czasu?
          Gdybym mógł ci to zdradzić, zdradziłbym od razu.
        • landora Re: Wiersz 02.11.14, 12:55

          ANIOŁ PAŃSKI Kazimierz Przerwa - Tetmajer

          Na Anioł Pański biją dzwony,

          niech będzie Maria pozdrowiona,

          niech będzie Chrystus pozdrowiony...

          Na Anioł Pański biją dzwony,

          w niebiosach kędyś głos ich kona...



          W wieczornym mroku, we mgle szarej,

          idzie przez łąki i moczary,

          po trzęsawiskach i rozłogach,

          po zapomnianych dawno drogach,

          zaduma polna, Osmętnica...

          Idzie po polach, smutek sieje,

          jako szron biały do księżyca...

          Na wód topiele i rozchwieje,

          na omroczone, śpiące gaje,

          cień, zasępienie od niej wieje,

          włóczą się za nią żal, tęsknica...

          Hen, na cmentarzu ciemnym staje,

          na grób dziewczyny młodej siada,

          w świat się od grobu patrzy blada...



          Na Anioł Pański biją dzwony,

          niech będzie Maria pozdrowiona,

          niech będzie Chrystus pozdrowiony...

          Na Anioł Pański biją dzwony,

          w niebiosach kędyś głos ich kona...



          Na wodę ciche cienie schodzą,

          tumany się po wydmach wodzą,

          a rzeka szemrze, płynie w mrokach,

          płynie i płynie coraz dalej...

          A coś w niej wzdycha, coś zawodzi,

          coś się w niej skarży, coś tak żali...

          Płynie i płynie, aż gdzieś ginie,.

          traci się w górach i w obłokach,

          i już nie wraca nigdy fala,

          co taka smutna stąd odchodzi,

          przepada kędyś w mórz głębinie

          i już nie wraca nigdy z dala...



          Na Anioł Pański biją dzwony,

          niech będzie Maria pozdrowiona,

          niech będzie Chrystus pozdrowiony...

          Na Anioł Pański biją dzwony,

          w niebiosach kędyś głos ich kona...



          Szare się dymy wolno wleką

          nad ciemne dachy, kryte słomą -

          wleką się, snują gdzieś daleko,

          zawisną chwilę nieruchomo

          i giną w pustym gdzieś przestworzu...

          Może za rzeczną płynąc falą

          polecą kędyś aż ku morzu...

          A mrok się rozpościera dalą

          i coraz szerzej idzie, szerzej,

          i coraz cięższy, gęstszy leży,

          zatopił lasy, zalał góry,

          pochłonął ziemię do rubieży,

          na niebie oparł się ponury...



          Na Anioł Pański biją dzwony,

          niech będzie Maria pozdrowiona,

          niech będzie Chrystus pozdrowiony...

          Na Anioł Pański biją dzwony,

          w niebiosach kędyś głos ich kona...



          Idzie samotna dusza polem,

          idzie ze swoim złem i bólem,

          po zbożnym łanie i po lesie,

          wszędy zło swoje, swój ból niesie

          i swoją dolę klnie tułacza,

          i swoje losy klnie straszliwe,

          z ogromną skargą i rozpaczą

          przez zasępioną idzie niwę...

          Idzie jak widmo potępione,

          gwiżdże koło niej wiatr i tańczy -

          w którą się kolwiek zwróci stronę,

          wszędzie gościniec jej wygnańczy -

          nigdzie tu miejsca nie ma dla niej,

          nie ma spoczynku ni przystani...

          Idzie przez pola umęczona,

          łamiąc nad głową swą ramiona...



          Na Anioł Pański biją dzwony,

          niech będzie Maria pozdrowiona,

          niech będzie Chrystus pozdrowiony...
    • cosmetic.wipes Re: Wiersz 02.11.14, 10:30
      To jeszcze okolicznościowo tekst (a jednak wiersz) Kaski Nosowskiej.

      Vanitas

      Muszel z mórz i kamyków z gór
      Ptasich piór i kolekcji ciał
      Panów i pań, matki, ojca, sióstr
      Nawet mnie
      Gdybyś chciał...
      Kamieniczki i uliczki z latarenką nie zabierzesz tam
      I stoliczka, talerzyka z kurzą nóżką nie zabierzesz też
      Zaczynu na chleb, fotografii i płyt
      Zgrabnych zdań i szuflady tajemnic
      Trudnych tras, skóry zdartej z ud
      Nawet mnie
      Gdybyś chciał...
      Bibelotów, pukla włosów dziecięcego nie zabierzesz tam
      Skoroszytów i pudełka lakowego nie zabierzesz też
    • nangaparbat3 Re: Wiersz 02.11.14, 12:39
      Boże, pełen w niebie chwały,
      A na krzyżu - pomarniały -
      Gdzieś się skrywał i gdzieś bywał,
      Żem Cię nigdy nie widywał?

      Wiem, że w moich klęsk czeluści
      Moc mnie Twoja nie opuści!
      Czyli razem trwamy dzielnie,
      Czy też każdy z nas oddzielnie.

      Mów, co czynisz w tej godzinie,
      Kiedy dusza moja ginie?
      Czy łzę ronisz potajemną,
      Czy też giniesz razem ze mną?

      Bolesław Leśmian
    • nangaparbat3 wybaczcie, jeśli ktorąś z Was urazi 02.11.14, 12:42
      ale od kiedy patrzyl mi w oczy goląb miażdżony przez koło samochodu, wiem, że w sprawach najbardziej podstawowych, nie ma między nami rożnicy
      Rankiem pod żytnim brogiem
      Gdzie się złocą rogoże w rząd,
      Oszczeniła się suka siedmiorgiem
      Siedmiorgiem rudych psiąt.

      Do wieczora czule je pieściła,
      Przygładzała językiem sierść,
      I spod brzucha ciepłego spływał
      Podtajały, ogrzany śnieg.

      Wieczorem zaś, kiedy kury
      Siadają na grzędę w sznur,
      Wyszedł gospodarz ponury,
      Wszystkie siedem powsadzał w wór

      Po zaspach suka biegała
      I śpieszyła tuż za nim w ślad,
      I tak długo, tak długo drżała
      Wody niezmarzłej gładźŸ.

      A gdy ledwo wlokła się z powrotem,
      Zlizując z boków swych pot,
      Wydał jej się miesiąc za płotem
      Jednym z siedmiorga psiąt.

      Dźwięcznie niebiosom sinym
      Skowycząc zwierzała ból,
      A księżyc-młodzik płynął,
      Skrył się za pagór śród pól.

      I głucho, jak w datku żebraczym,
      Gdy rzucą jej kamień na śmiech
      Potoczyły się oczy sobacze
      Złocistymi gwiazdami w śnieg.

      Sergiusz Jesienin
      przekład Seweryn Pollak
      • morgen_stern Re: wybaczcie, jeśli ktorąś z Was urazi 02.11.14, 12:52
        Matko, jaki rozdzierający wiersz...
        • morgen_stern Re: wybaczcie, jeśli ktorąś z Was urazi 02.11.14, 13:02
          I od razu skojarzył mi się mój ukochany Czechowicz:

          Śmierć

          napisano stacja towarowa
          napisano magazyn
          Podróż, Śmierć
          dźwig i winda zwieszają ciężkie głowy
          cokolwiek się zdarzy

          Maszyna, Więzienie,
          Zwierzęta
          wagon czerwone więzienie krów
          zatkał okienka pyskami cieląt
          ryk żalem kipi ryk i znów
          maszyny ciszę mielą

          worki na rampie pachną paszą
          wieś jest na chwilę jakże nęci
          Wieś, Wspomnienia
          ale nie ma wilgotnego szmeru traw u pęcin
          białe lampy noc słodką gaszą

          o koła których 8
          dobrze wy wiecie gdzie rzeźnia
          im hamulcom przyczepom osiom
          droga też nie bezbrzeżna

          dlaczego deski przepojone smarem
          przestały być kwitnącymi sosnami
          dlatego i ceglany dom
          stacja towarowa z żelaznym dźwigarem
          nie zmiłuje się nad nocą i krowami

          krowy na zabicie są

          • nangaparbat3 Re: wybaczcie, jeśli ktorąś z Was urazi 02.11.14, 14:12
            O matko. Nie znalam go. Teraz ma dodatkowe znaczenie, o ktorym Czechowicz nie mogl wiedzieć.
            Tamtego Jesienina nie moglam przeczytac po raz drugi przez kilkanascie lat.
            • morgen_stern Re: wybaczcie, jeśli ktorąś z Was urazi 02.11.14, 16:07
              Ja znów siedzę i płaczę nad tym wierszem Jesienina sad
              • nangaparbat3 Re: wybaczcie, jeśli ktorąś z Was urazi 02.11.14, 16:30
                za pierwszym razem plakałam jak dziecko, potem nie mialam odwagi czytac, teraz sie jakoś zatrzaskuje i czytam na pół gwizdka, zeby nie ryczeć.
    • norra.a Re: Wiersz 02.11.14, 16:17
      A ten?

      "Aby się stało

      Gwiazdy by ciemniej było
      smutek by stale dreptał
      oczy po prostu by kochać
      choć z zamkniętymi oczami

      wiara by czasem nie wierzyć
      rozpacz by więcej wiedzieć
      i jeszcze ból by nie myśleć
      tylko z innymi przetrwać

      koniec by nigdy nie kończyć
      czas by utracić bliskich
      łzy by chodziły parami
      śmierć aby wszystko się stało
      pomiędzy światem a nami"

      Ks. Jan Twardowski
      • morgen_stern Re: Wiersz 02.11.14, 16:19
        Niby ksiądz, ale wiersze dobre pisał smile
    • laquinta Re: Wiersz 02.11.14, 16:47

      www.youtube.com/watch?v=eEqZ2WPaOHo

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka