Grałam w Assassin's Creed II.
Już prawie kończyłam, ale że mam dobre serce, to uzbierałam dodatkowe sto piórek dla matki głównego bohatera.
I jak już jej to zniosłam, obleciwszy całą Italię, to zgadnijcie? Gra się zepsuła. I nie da się cofnąć, żeby ominąć szanowną matkę i iść tam, gdzie wołali.
Tyle roboty. Zrujnowane.
Siedziałam przy tej grze ładnych kilkadziesiąt godzin i wszystko mi się rozwaliło

No ja się chyba zastrzelę.
Nie, nie mam chwilowo większych problemów. Znaczy mam. Sesja idzie. A mnie ambicja nie pozwoli nie przejść jeszcze raz.
...ugh!