ezmd99
07.11.15, 14:07
Facet zdradza żonę, porzuca ją i dziecko, płaci wysokie alimenty, ma dobrą pracę, utrzymuje w miarę poprawne kontakty z dzieckiem. Mieszka z kochanką i z jej dziećmi w swoim nowo wybudowanym domu. Państwo nie mają rozwodu, bo panu nie potrzebny, a żona też nie ma parcia. Pan umiera na zawał. I teraz żona ma zagwozdkę, czy oddać kochance połowę domu , czy wywalić ją z niego. Dom zgodnie z prawem jej.
Koleżanka mi wczoraj taką historię z życia sprzedała.
Ja od razu mówię, że jako również zdradzona i porzucona raczej bym się nie liczyła z kochanką. Ale to czysto teoretycznie. Już się nauczyłam, że jak się nie znajdę w danej sytuacji, to mogę gdybać, jak bym się zachowała.
A co wy sądzicie?