Dodaj do ulubionych

Wychowawca-dziecko...

11.02.16, 17:52
Chcialam uzyskac od was porade, opinie kogos nie zaangazowanego emicjonalnie. Otoz..
Mam syna, jedynaka, jest w 3 klasie. Bardzo dobrze sie uczy, raczej dzieki swojej inteligencji niz "kuciu". Bardzo duzo czyta - biblioteka jest 2 domem wink
Zaraz przejde do problemu, ale najpierw chce opisac jego charakter i sytuacje aby wszystko bylo jasne.
Przede wszystkim ja sie nim zajmowalam - do 3 lat bylismy razem w domu. Ale chlopiec ma rowiesnice-kuzynke pol roku starsza i kuzyna 3 lata starszego, sasiadow z ktorymi sie bawil. Wiec nie byl odizolowany od dzieci. Tymbardziej, ze od malego uczestniczyl w zajeciach dodatkowych: chodzil na basen-uczyl sie kilka lat plywac, w miedzy czasie rok nauki tancow (nowoczesny styl, zabawa), teraz uczestniczy 2xpilke nozna i 1x nauka gry na gitarze. Od malego bierze udzial w konkursach plastycznych- przy akompaniamencie babci bo jest plastyczka, a mi z tym nie po drodze smile
Ogolnie chlopiec jest pracowity i madry ale zbuntowany. Niegrzeczny. Poszedl do przedszkola, gdzie od czasu do czasu pojawialy sie skargi pani, iz dziecko bije sie z innymi czy ma problem z przestrzeganiem zasad. Tu zawsze pojawiala sie moja reakcja - rozmowy z synem, pania, proba nie wiem "pomocy" obojgu. Wraz z pojsciem do szkoly problemy nie znikly. Pojawialy sie uwagi w dzienniczku itd. Jestesmy sobie bardzo bliscy, rozmawiamy, czesto sie przytulamy czy mowimy kocham. W 3 klasie nastapilo apogeum uwag i skarg - bylam na kilku rozmowach z nauczycielem. Pani miala kilka genialnych pomyslow: typu zawolajmy czesc klasy, aby powiedzieli co chlopiec im mowil, czy robil. Syn z kolei mowi mi, ze czesc tych uwag jest tasmowo, ze zawsze on winny.... W dzienniczku pojawily sie 3 uwagi od dzieci, typu Jas mnie dzis mnie uderzyl, czy wysypal chrupki - Marysia. Ja sie wku...lam i napisalam, ze w tym dzienniczku wstawia uwagi nauczyciel, a nie dzieci.
Poprostu zakrawa mi to na szczucie dziecka. Wiem, ze syn jest niegrzeczny, ale po naswietleniu nauczycielowi sytuacji dziecka,rozmowach, powiedzeniu, ze tak naprawde te uwagi nie dzialaja, oczekiwalabym reakcji na miare pedagoga, wychowawcy... Pomocy. Rozmowach z synem. Wzmocnien pozytywnych.
On sam nieraz skarzy sie, ze ktos tam mu dokuczyl-uderzyl, czy przezwal. Pytam, czy mowil pani. Macha reka i "ona i tak nie uwierzy"... Tymbardziej, ze on mowi, ze maluchy skarza, a nie tacy duzi chlopcy.
Mam nadzieje, ze choc troszke to jasne... Chociaz poemat wyszedl smile
Obserwuj wątek
    • annpierle Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:02
      Z doswiadczenia wiem, ze dzieci w szkole, ktore dostaja uwage, uwazaja, ze to zawsze na nie wlasnie ta uwage spada. Czasami zdaja sobie sprawe z wlasnych zachowan prowadzacych do tych uwag, ale wtedy mowia "Ale nie tylko ja tak robie". Nie twierdze, ze nie moze byc inaczej, ale ilez to ja razy spotykalam sie z rodzicami, ktorzy przekonani byli, ze ich dziecko jest przesladowane, bo z tego, co opowiadalo w domu, tak to wlasnie wygladalo...
      Jeszcze raz powtarzam: byc moze u Twojego syna sytacja nie wyglada tak, tym niemniej - dzieci w szkole czesto nie sa takie same jak w domu, pokazuja inna twarz niz w domu...
    • memphis90 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:04
      > Pani miala kilka genialnych pomyslow: typu zawolajmy czesc klasy, aby powiedzieli co chlopiec im >mowil, czy robil. SW dzienniczku pojawily sie 3 uwagi od dzieci, typu Jas mnie dzis mnie uderzyl, czy >wysypal chrupki - Marysia. Ja sie wku...lam i napisalam, ze w tym dzienniczku wstawia uwagi >nauczyciel, a nie dzieci.
      Ty się wku...asz, a co mają powiedzieć rodzice dzieci, które Jaś bije, wyzywa czy wysypuje jedzenie...? Z punktu widzenia dzieci, rodziców dzieci i wychowawcy, to nie Twój biedny Jaś jest ofiarą. A może Jasiowi dobrze zrobi, jak usłyszy na forum klasy, że nie Marysi nie podoba się, że Jasio zniszczył jej śniadanie szkolne i musiała chodzić głodna? Nawet, jeśli ten fakt wk...wia mamusię Jasia.... uncertain
      • aisog1002 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:26
        Ale ja z nim rozmawiam. Zdaje sobie sprawe ze dzieci tak sie tlumacza, ze to nie one itp. W klasie jest wiecej gagatkow. To nie rozchodzi sie o to ze chlopiec "zneca" sie nad cala klasa, bo pani sama miwi, ze klasa jest dosc pobudliwa i caly czas musza miec zajecie.
        Mi chodzi o to, ze wychowawca powinien rozmawiac z dziecmi, chlopcem, przeprowadzac lekcje wychow. pogadanki, tlumaczyc, a nie brac zeszyt i bezmyslnie klepac uwage za uwaga, bez zbednwgo komentarza. To tak nauczy chlopca zycia w stadzie? Zacheci do normalnych kontaktow i komunikacji z rowiesnikami?
        • asia_i_p Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:33
          W zasadzie tak, tylko jak ma taka rozmowa wyglądać? Bo przecież twój syn wie, że nie można bić, wie, że nie można rozwalać innym jedzenia. To nie jest kwestia wytłumaczenia tylko motywacji, nie kwestia wiedzy, tylko samokontroli.
          Być może nauczycielka uznała, że dziecko powinno poczuć, że nie łamie abstrakcyjnych zasad, tylko robi konkretną acz drobną krzywdę konkretnym osobom. Też mam poczucie, że to bardzo kontrowersyjna metoda, ale z drugiej strony nie bardzo czuję, co mogłabym zaproponować w zamian.
        • black-cat Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:17
          Jak czytam Twoje wypowiedzi o problemach z przestrzeganiem zasad w przedszkolu, "niegrzecznym" dziecku, propozycjach terapii behawioralnej, uczeniu dzieci życia w stadzie, prawidłowych kontaktach i komunikacji to odnoszę wrażenie, że widzisz rzeczywisty problem, jaki ma Twoje dziecko, ale boisz się go nazwać i zdiagnozować. Wolisz nazywać dziecko "niegrzecznym" niż usłyszeć prawdę na temat przyczyn zachowań syna. Idź do psychologa, jeżeli będzie taka potrzeba zrób diagnozę i wtedy naprawdę pomożesz synowi.
        • kira02 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:19
          Tak, wychowawca powinien rozmawiać, robić pogadanki, uspokajać, wzmacniać pozytywnie itp., itd. A kiedy ma uczyć? A co Ty robisz, żeby Twoje dziecko zmieniło zachowanie? To Ty jesteś matką i to Ty odpowiadasz za wychowanie syna.
        • ludborka Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 21:16
          Klasycznie spychasz odpowiedzialność za wychowanie swojego dziecka na nauczycielkę. Od zachęcania do normalnych kontaktów i komunikacji z rówieśnikami jesteś ty.
        • mamma_2012 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.17, 06:03
          Przecież rozmawiasz z dzieckiem, tłumaczysz i nie wpływa to na poprawę zachowania Twojego syna. Nauczyciel nie zna zaklęć, które odmienią dziecko, a ile razy może tłumaczyć, że popychanie jest nieprzyjemne dla ofiary/niebezpieczne/niezgodne z zasadami itp.
          Jesteś pewna, że w szkole nie było pogadanek i nauczyciel nie podejmował innych działań? Jakiego komentarza chciałabyś do uwagi, że Jaś wysypał koleżance chrupki czy uderzył kolegę?
          To wpisywanie przez dzieci (nie oceniam czy to dobra czy zła metoda) ma być sygnałem ma być sygnałem, że te zachowania są większym problemem dla innych dzieci niż dla nauczyciela, w sytuacji, kiedy Ty czujesz, że nauczyciel zawziął się na dziecko.
      • kamunyak Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:40
        chyba zapomniałaś, że mowa o trzecioklasiście? a co, przepraszam, w tej klasie robi nauczycielka? czyli "wychowawczyni"?
        tak male dzieci zwykle sa "niegrzeczne", to jeszcze maluchy. Dlatego właśnie sa inaczej traktowane, m.in. maja tę samą "pania', ktora nimi sie opiekuje a klasa funkcjonuje na nieco innych zasadach. Ta pani jest własnie po to, żeby nauczyła dzieci odpowiedniego zachowania i przygotowała je do "dorosłej' szkoly, czyli do klasy 4 i wyżej.
        Pamietam ze szkół moich synów, że nieustannie były problemy typu gadanie czy chodzenie po klasie - nie moich synów akurat, całej klasy. Pani prosila żeby z dziećmi rozmawiać, ale i sama rozmawiała, uczyla. Te nauczycielki mają odpowiednią wiedzę i przygotowanie żeby pracować z tak małymi dziećmi. Niestety, nie zawsze to sie sprawdza a, być może, wymagania się zmniejszyły. W każdym razie publiczny lincz wobec tak malego dziecka to jakies nieporozumienie. Jeśli dziecko ma jakieś dysfunkcje to kieruje sie je do psychologa, pedagoga. W przypadku "normalnego" dziecka to dysfunkcje ma raczej nauczycielka, która nie umie/nie chce poradzić sobie z dziećmi.
        • black-cat Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:50
          Skąd wiesz, że dziecko nie ma dysfunkcji? I skąd wiesz, że nie było kierowane do pedagoga /psychologa?
          • kamunyak Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:54
            >Skąd wiesz, że dziecko nie ma dysfunkcji? I skąd wiesz, że nie było kierowane do pedagoga >
            /psychologa?

            jak to skąd? z wypowiedzi matki. bo przeciez szczególowo opisała dziecko, niemal od urodzenia. Chyba, że cos ukryła, czego nie zakładam.
            • black-cat Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:05
              No, i wyraźnie napisała, że już w przedszkolu miał problem z przestrzeganiem zasadsmile Z racji wykonywanego zawodu po takich słowach zapala mi się czerwone światełko.
              • przystanek_tramwajowy Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:07
                A gdzie jest choćby wzmianka o tatusiu tego ancymonka? Czyżby kolejny wielki nieobecny?
                • aisog1002 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:30
                  Syn nie ma dysfunkcji. Rozmawial z pedagogiem itd.
                  Specjalnie opisalam jego zycie niemal od niemowlecia zeby sytuacja byla jasna. Ze on ma kolegow, ze na gruncie domowym zdazaja sie konflikty, ale takie normalne - "zaraz zrobie", "cos tam nabroilem".
                  Ja dlatego napisalam, bo mam wrazenie, ze nie tak powinien dzialac wychowawca. No i, zebym ja sie zdystansowala do tej calej sytuacji.
                  W domu od poczatku byly rozmowy, przyklady, dbanie o kontakty z innymi dziecmi. Kochamy sie bardzo, jest angazowany w domowe czynnosci, jak sprzatanie, czy gotowanie. W czym z checia bierze udzial. Jak byl maluchem uczylismy sie literek, kazdy dzien byl zakonczony czytaniem ksiazek, rozmowa.
                  • black-cat Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:47
                    No, ale pedagog jakieś wnioski chyba wyciągnęła z tej rozmowy? Może miała okazję poobserwować syna w grupie? Skomentowała jakoś tę rozmowę? Jeżeli nie, może warto iść do psychologa? Piszesz, że syn jest wspaniały i pomocny a w poście obok nazywasz go "niegrzecznym". W klasie wokół Twojego dziecka robi się niefajna atmosfera, niewykluczone, że wychowawca po wielu rozmowach z Tobą nie ma już pomysłu na to jak z nim postępować, a Ty zamiast iść do psychologa, poszukać przyczyn i uzyskać wskazówki jak z nim pracować i wzmacniać pozytywnie - na piśmie i do wiadomości wychowawcy, obwiniasz wychowawczynię, że zaczyna stosować metody, które wydają Ci się kontrowersyjne.
                    • aisog1002 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:05
                      Pisze te wszystkie wspanialosci i niewspanialosci na jego temat, aby ukazac charakter dziecka. Pokazac go "z boku". Ale to wlasnie ja chce cosrobic, wychowawca wpisuje uwagi, a dzialan nie ma. Nawet rad dla rodzica. Przeciez to ona tu jest specjalista.
                      • klamkas Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:08
                        A ja mam wrażenie, że piszesz to, żeby przenieść ciężar z problemów wychowawczych na "wspaniałość" syna i żeby złagodzić ewentualną złą opinię o nim.
                      • pierwszykot Re: Wychowawca-dziecko... 13.02.16, 21:51
                        Ona jest nauczycielem! Nie wychowa za ciebie TWOJEGO dziecka. Sama musisz nad nim pracować bo to tobie powinno najbardziej na nim zależeć... nie jesteś chyba taka naiwna żeby myśleć że obcej babie na nim zależy...
                      • makurokurosek Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.17, 00:34
                        Nauczyciel uczy dzieci trzy lata i ma pod opieką 25 dzieci, którym ma obowiązek przekazać wiedzę. Jeżeli ty przez 10 lat nie byłaś w stanie wychować dziecka, to oczekujesz, że ktoś kto ma pod opieką 25 dzieci wyprostuje błędy które ty popełniłaś. No wybacz ale o tym, że innym dzieciom nie niszczy się rzeczy nie wyrywa i nie niszczy jedzenia powinnaś dzieciaka nauczyć w przedszkolu, a nie mieć teraz pretensji, że poszkodowani osobiście informują cię o chuligańskich zachowaniach twojego dziecka. Proponuję więcej konsekwencji i wprowadzenia dotkliwych kar za chuligańskie zachowanie, no chyba że wolisz opcję latania po poradniach szukania u dzieciaka zaburzeń, tylko przy obecnej władzy łatka zaburzonego może doprowadzić go do szkoły branżowej, bo swego czasu taki sposób na dzieci problemowe miał PiS.
                      • mamma_2012 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.17, 06:14
                        W takich sytuacjach, gdzie standardowe metody wychowawcy nie działają, szukasz pomocy u psychologa czy pedagoga. Kogoś kto ma wiedzę i dystans do sytuacji.
                        Pani nie zmienisz, a ponieważ problemowe zachowania są uciążliwe dla innych dzieci, więc nie znajdziesz zrozumienia u innych rodziców. Nie wiem czy nauczycielka jest słaba czy problemy bardzo poważne, ale to na Tobie spoczywa odpowiedzialność za szukanie rozwiązania.
                  • miss_fahrenheit Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 04:57
                    Pedagog nie diagnozuje dysfunkcji. Jedynie może taką dysfunkcję zasugerować. To, że dziecko jest inne przy tobie, a inne w szkole, to rzecz oczywista - w domu macie relację 1 na 1, cała uwaga poświęcona dziecku, są inne, komfortowe dla dziecka warunki. Masz pretensje o uwagi wpisywane do dzienniczka - to niekoniecznie jest metoda wychowawcza, to tylko sygnał od nauczyciela, co robi twój syn w szkole. To ty powinnaś wyjść z inicjatywą, jak wpłynąć na twoje dziecko, żeby zaczęło się zachowywać w szkole tak, jak zachowuje się w domu. To ty masz wypracowane (i z tego co piszesz skuteczne) metody wychowawcze. Razem z nauczycielką powinnyście ustalić, jak podejść do tego dziecka, żeby przestało być zagrożeniem dla innych i dla samego siebie. Pamiętaj, że nauczycielka ma trochę więcej dzieci pod opieką, niż ty, i w dodatku jej głównym zadaniem jest uczenie dzieci, a część pedagogiczno-wychowawcza to raczej wskazywanie problemów, które pojawiają się u dziecka, kiedy jest w szkole, a nie zastępowanie roli wychowawczej rodziców.
                    Skoro masz taki dobry kontakt z synem - wiesz, co jest przyczyną jego zaczepiania i bicia? Dlaczego to robi?
                    • mamma_2012 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 10:55
                      Dodam, że nauczyciel jest też ograniczony koniecznością zadbania o komfort całej grupy, bo o ile w domu można porozmawiać na spokojnie z dzieckiem, dlaczego zachowało się tak, a nie inaczej, to w szkole trzeba zadbać o ofiarę.
                      W domu można nie widzieć wielu zachowań, bo uczymy się im zapobiegać, dostosowując się do dziecka, a w szkole to dziecko musi dostosować się do grupy i wtedy dopiero się ujawniają.
              • kamunyak Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:48
                > No, i wyraźnie napisała, że już w przedszkolu miał problem z przestrzeganiem za
                > sadsmile Z racji wykonywanego zawodu po takich słowach zapala mi się czerwone świa
                > tełko.

                ja nie wiem jaki zawód wykonujesz natomiast warto mieć na uwadze, że mowisz o 3-latku. tak male dzieci nie panuja nad emocjami co, myślę, nie podlega dyskusji. Jesli wiec cos im sie nie podoba to rozladowuja emocje w sposob prosty, by nie powiedziec prostacki, "zwierzęcy'. Czyli np. bija, krzyczą. To jest to "niegrzeczne" zachowanie, wg ciebie?
                I po to wlaśnie sa dorosli, rodzice, wychowacy, zeby tak male dzieci socjalizować. czyli, nauczyc zachowywac się w grupie.
                Dla mnie zarzucanie przedszkolakowi, ze jest "niegrzeczne' to nic innego jak zarzucanie dorosłym, ze pojęcia nie mają, jak postępowac z małym dzieckiem. przy czym, o ile rodzicom mozna zarzucic niewiedzę, o tyle przedszkolanki taka wiedzę powinny nabyc na studiach. chyba, że te przedszkolanki to takie niby 'przedszkolanki' i pojecia o swojej pracy nie mają. Choć powinny.
                Podobnie ma sie rzecz z nauczycielkami nauczania początkowego. Takie nauczycielki to nie są po prostu "nauczycielki". One mają (powinny mieć) fachowa wiedzę, jak postepować z małymi dziećmi. I wspomniany chłopiec jest, owszem, w 3 klasie. Ale on ma te sama nauczycielkę od pierwszej klasy, o ile nie od zerówki, bo i tak bywało. To ja się pytam, co ta pani robila przez poprzednie 2, 3, lata? jesli dziecko do tej pory sprawia problemy to znaczy, ze jej praca jest bezefektywna. Zakładajac, że dziecko jest zdrowe, bez dysfunkcji. A jeśli takie by były to też powinna juz dawno dziecko skierowac na jakieś badania, jak wspomniałm wcześniej, do pedagoga, do psychologa.
                Natomiast jesli dziecko jest, po prostu, "niegrzeczne' to swiadczy tylko o fatalnej pracy nauczycielki, braku współpracy z domem itp.
                Akurat w swojej rodzicielskiej praktykce w większosci spotykalam wspaniałych nauczycieli. Ale też zdarzyło mi się spotkac panie fatalne, np, na lekcji której dzieci siusiały pod siebie, ze strachu. I to była pani w zerówce więc wiem, że różne przypadki zdarzają sie.
                W dalszym ciagu uważam, że na zachowanie tak małych dzieci wyłączny wplyw mają dorośli i ich praca z dzieckiem. Skoro dziecko jest cały czas niegrzeczne" to znaczy, że ta praca jest zła.
                Na pewno nauczycielki (bo to ona skarży się), jak i, byc moze, matki.
                Natomiast jeszcze nie spotakałam nauczycielki z wczesnych klas, I-III, ktora nie uskarżałaby się na niegrzeczne zachowanie dzieci, w szczególnosci chłopcow. I nie mówie tu o jakichs patologicznych zachowaniach, raczej takich wynikajacych z nieuwagi i nadmiaru energii.
                Zawsze też można isc z dzieckiem do psychologa, poradni pedagogicznej,z własnej inicjatywy i dla własnego spokoju, zeby ocenil rozwój i stan dziecka.
                • black-cat Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:59
                  To nie ja piszę, że dziecko jest niegrzeczne, tylko autorka wątku tak właśnie nazywa kilkakrotnie swojego syna . Dlatego pisząc "niegrzeczny" użyłam cudzysłowu. Z dalszych postów wynika, że dziecko było u "pedagoga itd.", cokolwiek to znaczy.
                  • kamunyak Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:14
                    w każdej szkole jest pedagog, to nie jest przychodnia specjalistyczna. Kiedys wysyłało sie ucznia do dyrektora, na dywanik, dzis do pedagoga.
                    Jesli dziecko ma problemy to kieruje je się (pedagog) do specjalistycznej placówki, na dalsze diagnozowanie. Tego tu nie było. Czyli, mozna założyć, nie było takiej potrzeby.
                    "Niegrzczne" to jest bardzo pojemny termin i różnie uzywany. Tak można powiedzieć o dziecku które np. placze bo cos tam. A równiez o dziecku, który w spektakularny sposób łamie zasady społecznego współżycia. Ty raczej używasz w tym drugim sensie, piętnujac. Z czym właśnie ja sie nie zgadzam, w odniesieniu do tak małego dziecka.
                    • klamkas Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:19
                      A ja się np. nie zgadzam, że 10-latek to "tak małe dziecko", że nie potrafi trzymać łapek przy sobie (rozumiem, że dziecku w tym wieku zdarza się coś incydentalnie, ale regularnie, od lat?). I owszem, bicie trzeba piętnować, od maluszka, po 10-letnią dzidzię.
                      • kamunyak Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 21:22
                        >A ja się np. nie zgadzam, że 10-latek to "tak małe dziecko"

                        ale tak małe dziecko jest w tej klasie, z tą samą nauczycielką, od 3 lat, rozumiesz?
                        co ona robiła przez te lata?
                        Jesli dziecko od kilka lat ma pogłebiające sie problemy to wymaga specjalistycznej opieki.
                        Jesli dziecko jest "tylko niegrzeczne' to znaczy, że dorośli, ci sami dorośli, przez te kilka lat niczego nie zrobili, żeby je socjalizowac.
                        • klamkas Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 21:59
                          Tak. A z tą samą mamą od 9 lat. I mama twierdzi, że była u pedagoga i jest ok. Dziecko jest agresywne. Regularnie agresywne, więc ma problem (czy pogłębiający się, czy stały to trudno ocenić z jej wpisów). Ale ona nie pisze, ze dziecko ma problem i ona z nim (z jego agresją, emocjami, że sobie nie radzi), tylko, że dziecko jest "indywidualistą", za to pisze o dziecko i ona mają problem z wychowawczynią.

                          Ja wiem, że w szkołach pracują lepsi i gorsi nauczyciele. Ale jak słyszę "moje dziecko jest wyjątkowe, dlatego tłucze innych" to myślę głównie o lepszych i gorszych rodzicach.
                    • agni71 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:24
                      To dziecko ma 8-9 lat, to już nie 3-latek.
                    • black-cat Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:25
                      Jeszcze raz powtórzę, że pisząc "niegrzeczne" cytuję autorkę wątku. Dla mnie "niegrzeczne" to może być zachowanie a nie dziecko. Dlatego też poradziłam, aby aisog udała się do psychologa. Jeżeli takie zachowanie powtarza się i wpływa negatywnie na kontakty z rówieśnikami to warto mu pomóc. Autorka poniżej pisze o kontaktach ze specjalistą ale już nie wspomina jakie były zalecenia i czy wychowawczyni je zna.
                • agni71 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:23
                  >W dalszym ciagu uważam, że na zachowanie tak małych dzieci wyłączny wplyw mają dorośli i ich praca z dzieckiem. Skoro dziecko jest cały czas niegrzeczne" to znaczy, że ta praca jest zła.
                  Na pewno nauczycielki (bo to ona skarży się), jak i, byc moze, matki.

                  Na pewno WYŁĄCZNY wpływ na zachowanie dziecka mają dorośli je otaczający? To dlaczego dzieci znajdujące się w tej samej klasie zachowują się tak różnie? Dlaczego dzieci tych samych rodziców zachowują się różnie? Skąd biorą się psychopaci i socjopaci w rodzinach, których pozostali członkowie są normalni?
                • miss_fahrenheit Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 05:12
                  kamunyak napisała:

                  > Podobnie ma sie rzecz z nauczycielkami nauczania początkowego. Takie nauczyciel
                  > ki to nie są po prostu "nauczycielki". One mają (powinny mieć) fachowa wiedzę,
                  > jak postepować z małymi dziećmi.

                  Tak, jak sprawić, żeby grupa dzieci zechciała się czegoś nauczyć i jak wspomóc wychowanie, które powinny odebrać w domu, albo jak dostrzec braki w tym wychowaniu i dać sygnał rodzicom, co można zmienić. Z pewnością nie są po to, żeby zastąpić wychowanie rodzicielskie.

                  > jesli dziecko do tej pory sprawia problemy to znaczy, ze jej praca jest bezefekty
                  > wna.

                  To znaczy, że rodzic do tej pory nie zareagował, albo reaguje niewłaściwie. Błąd po stronie nauczycielki może leżeć jedynie w tym, że być może nie zasygnalizowała rodzicowi, że dziecko w szkole nie umie zastosować zasad wyniesionych z domu. Tu chyba ten przypadek nie zachodzi? Matka była informowana?

                  > Zakładajac, że dziecko jest zdrowe, bez dysfunkcji. A jeśli takie by były
                  > to też powinna juz dawno dziecko skierowac na jakieś badania, jak wspomniałm wc
                  > ześniej, do pedagoga, do psychologa.

                  Przecież dziecko było u pedagoga itp. I z tego, co zrozumiałam, to była raczej wizyta "do odhaczenia", bez większego znaczenia i zaangażowania. Jeśli u dziecka faktycznie (bo autorka jako matka może być bardzo subiektywna w ocenie) jest tak spory rozdźwięk pomiędzy tym, jak zachowuje się w domu, a tym jak zachowuje się w szkole, to, o ile nie ma jakichś dysfunkcji, bardzo poważny problem, który wymaga raczej stałych wizyt u pedagoga.

                  > W dalszym ciagu uważam, że na zachowanie tak małych dzieci wyłączny wplyw mają
                  > dorośli i ich praca z dzieckiem. Skoro dziecko jest cały czas niegrzeczne" to z
                  > naczy, że ta praca jest zła.

                  U 10latka? Tylko dorośli? Żartujesz sobie. To jest ten czas, kiedy, po pierwsze - dochodzą wpływy rówieśnicze, po drugie - dziecko powoli przestaje być pod wpływem dorosłych i podejmuje pierwsze bardziej autonomiczne decyzje.
        • izajar69 Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 14:01
          Racja.
      • czar_bajry Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.17, 10:15
        Albo jesteś nienormalna albo piszesz o nie swoim dziecku przez tyle lat na forum jeszcze się nie spotkałam aby matka pisała o swoim dziecku: chłopiec, dziewczynka...
    • aisog1002 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:30
      Chodzi mi o wspolprace z placowka szkolna. Pani powinna zdawac sobie sprawe jak dziala terapia behawioralna, jak dziala wspieranie pozytywne. Tymbardziej, ze ja chce wyjsc jej naprzeciw.
      • asia_i_p Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:37
        Metoda ignorujemy negatywne zachowania, chwalimy pozytywne jest bardzo dobra w indywidualnej pracy z dzieckiem. W pracy z grupą może prowadzić do katastrofalnych skutków, ponieważ nie da się zignorować wszystkich negatywnych zachowań. Jak to sobie wyobrażasz - wszystkie dzieci bijąc kolegę słyszą "Nie bij kolegi, tak nie wolno", dostają uwagę, a twój syn w takiej sytuacji ma pogadankę po lekcji, za to 5 minut później jest chwalony, że już kolegę przestał bić? Przecież to doprowadzi do tego, że dzieciaki uznają go za pupilka pani i dopiero dadzą mu w kość.
      • agni71 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:39
        Może nie ma czego wspierać (to tak a propos wspierania pozytywnego)?

        Zaciekawiło mnie to zdanie:

        "Pani miala kilka genialnych pomyslow: typu zawolajmy czesc klasy, aby powiedzieli co chlopiec im mowil, czy robil."

        Czy chodzi o to, że podczas rozmowy z tobą nauczycielka chciała aby dzieci poszkodowane przez twojego syna tobie powiedziały o swoich problemach? Jeśli tak, to może jednak dałoby ci to więcej do myślenia? Może chodziło o to, żeby ofiary nie były dla ciebie anonimowe? Bo łatwiej zbyć uwagę o tym, że twój syn wysypał chrupki "jakiejś dziewczynce", a inaczej na to się patrzy, kiedy ta dziewczynka dostaje twarz i imię i sama mówi ci o tym, jak się czuła, kiedy twój syn jej coś zrobił.
        Tak szczerze powiedziawszy, to nie wiem, co ci doradzić, w sumie współczuję. Ale bardziej współczuje ofiarom.
        • kamunyak Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:51
          >Tak szczerze powiedziawszy, to nie wiem, co ci doradzić, w sumie współczuję. Ale bardziej >współczuje ofiarom.

          ofiarom "wysypawacza chrupek"....
          dziewczyno, przeczytaj to jeszcze raz i POMYŚL
          • black-cat Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:02
            Autorka wyraźnie napisała, że dziecko miało już w przedszkolu problem z przestrzeganiem zasad. W szkole kilkakrotnie na rozmowach u nauczyciela (nie sądzę, że wyłącznie z powodu wysypywania chrupek). Może dziecko jest np. niezdiagnozowanym aspim, bo mama wypiera problem? Ja na miejscu autorki poszłabym do psychologa. Niezależnie od tego, czy chłopiec jest sprawcą czy ofiarą potrzebuje wsparcia i pomocy w rozwiązaniu problemu.
          • klamkas Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:04
            To ty pomyśl. Jeśli chłopiec robi to specjalnie (bo w uwagi za "biegał i przypadkiem potrącił koleżankę tak, że jej się wysypały chrupki" nie bardzo wierzę) i powtarza się to, to owszem, reszta dzieci jest ofiarami. To nie jest 3-latek, tylko 9 czy 10-latek. Nadal dziecko, ale już dawno nie maluszek, można od niego wymagać minimum umiejętności życia wśród ludzi.
          • agni71 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:05
            Przede wszystkim, przeczytałam jeszcze raz, co napisała autorka wątku. W swoim długim poście wymieniła dwa rodzaje przewinień syna, bicie i wysypanie (nie wiem, czy jednorazowe, czy powtarzające się) chrupek. I do tego się odniosłam. I tak, takie wysypanie chrupek może nawet brzmi niewinnie i zabawnie, ale zapewne dziecku pozbawionemu drugiego śniadania już tak zabawnie nie było.
            I teraz jeszcze prośba, teraz TY pomyśl. Ktoś podchodzi i wyrzuca twój lunch na ziemię. Bawi cię to? A może jednak poczułaś się ofiarą (tak, tak) agresji. Agresja to nie tylko ciężkie pobicie.
            • kamunyak Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:04
              >I teraz jeszcze prośba, teraz TY pomyśl. Ktoś podchodzi i wyrzuca twój lunch na ziemię. Bawi cię >to? A może jednak poczułaś się ofiarą (tak, tak) agresji. Agresja to nie tylko ciężkie pobicie.


              tak jakos się (dziwnie) składa, że pracuje z ludźmi nieco starszymi, niz uczniowie klasy 3 szk. podst, ktorzy juz wyrosli z przewinień typu ciągniecie dziewczyn za warkocze.
              I wysypywaniem chrupek/rzucaniem śniadaniem (nie lunchem) na ziemie.
              Choc właśnie w I,II,III klasie róznie bywało.
            • miss_fahrenheit Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 05:16
              Dodałabym, że jeśli to "wysypywanie chrupek" (używam tego określenia raczej jako symbol podobnych, pozornie niewinnych, zachowań) jest nagminne, to może się okazać, że jakaś bójka jest zupełnie lżejszej wagi, niż takie stałe, uporczywe dokuczanie innym. Na bójkę można zareagować, na perfidne stałe dokuczanie i uprzykrzanie komuś życia w szkole - trudniej.
            • elf1977 Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 16:59
              Właśnie przez taką postawę rodzica, a konkretnie wmawianie, że dziecko w domu miłe i grzeczne, musiałam przenieść córkę do prywatnej szkoły, ponieważ jej jako ofiary nikt nie chronił i z dnia na dzień czuła się coraz gorzej.
              Chłopiec został, wspierany przez mamę i system szkolny, ofiara musiała uciekać, a ja co miesiąc muszę wyskoczyć z 1200 złotych.
          • gaga-sie Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:07
            Pani dyrektor przedszkola, do którego chodził mój wówczas 2,5 latek wpadła na pomysł, że może zaprosić do grupy policjanta, który postraszy dzieci! Chłopcom zdarzały się wzajemne ukąszenia ( mojemu też).
            • kalina_lin Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.17, 10:00
              Geniuszka uncertain
    • black-cat Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:46
      Byłaś z dzieckiem u psychologa? Może warto poszukać przyczyn, dlaczego syn zachowuje się tak a nie inaczej. Nie ma dzieci poprostu "niegrzecznych".
      • black-cat Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:46
        po prostusmile
    • afro.ninja Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:47
      Nie rozumiem, po co ten wstep, ze do trzeciego roku byl z toba? Myslisz, ze jakbys puscila go do zlobka od szostego miesiaca zycia, byłby teraz grzeczniejszy? o_O
      • mia_siochi Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 18:55
        Chodziło o to, ze taki zadbany i zaopiekowany.
      • agni71 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:09
        W opowieści nie pojawia się ojciec, może brak sensownego wzorca męskiego, tez ma wpływ na zachowanie chłopca?
    • mama.nygusa Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:02
      Wychuchany, wydmuchany, a maly g...k.
      • andaba Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:10
        " Jestesmy sobie bardzo bliscy, rozmawiamy, czesto sie przytulamy czy mowimy kocham"

        Bliskość bliskością, ale dzieciak jest rozpuszczony i nie ma autorytetów.
        Jak smarkacz przynosi uwagę (nie za gadanie czy bieganie, ale z niegrzeczność i złośliwość) to się mu okazuje dezaprobatę i wyraźnie daje do zrozumienia, że następnym razem będzie miał jesień średniowiecza.

        Tyle że teraz to jest duży i cwany, trzeba to było robić w przedszkolu.
        • aisog1002 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:39
          I owszem tak tez bylo - rozmowy, "kary".
          Teraz chodzi o to, ze chce aby nauczyciel tez dzialal, a nie bral dzienniczek (na zebraniu widzialam ze nie tylko ja bylam wolana do przeczytania co dziecko "zlego" nabroilo) i wklepywal bez komentarza uwage. Jaka to nauczka? I dla kogo?
          Dzieci nie sa anonimowe dla mnie, chlopcow znam, dziewczynki troszke slabiej. I nigdy syn nie mial przyzwolenia na bicie, a juz nie mowiac o wysypaniu dziewczynce chrupek (1 syt.).
          • chocolate_cake Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:47
            Powiedziałaś kiedyś wychowawcy to co nam w tym wątku?
            • aisog1002 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:55
              Oczywiscie! Sama chodze na rozmowy, czasem bez jej inicjatywy. Zebysmy wypracowaly wspolny front wychowawczy. Ale ona jakby potrafila tylko te uwagi wstawiac.
              • chocolate_cake Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:00
                Jaki jest ten wspólny front?
              • klamkas Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:01
                A jakie formy pomocy dziecku proponowałaś? Ty jesteś mamą, ty wiesz co na syna działa, ty go znasz, ty go wychowujesz. Jakie podałaś pani propozycje możliwe do zastosowania w przypadku pracy z grupą, a nie indywidualnego toku nauczania. Czemu oczekujesz od pani, że rozwiąże problemy, z którymi ty, najlepiej znająca dziecko nie umiesz sobie poradzić od 10 lat? Co pozytywnie motywuje twojego syna?
                • mirmunn Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:05
                  10/10
          • ladyjane Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 14:34
            Teraz chodzi o to, ze chce aby nauczyciel tez dzialal, a nie bral dzienniczek (na zebraniu widzialam ze nie tylko ja bylam wolana do przeczytania co dziecko "zlego" nabroilo) i wklepywal bez komentarza uwage. Jaka to nauczka? I dla kogo?

            Może ma nadzieję, że w końcu ZAJARZYSZ, że coś z synulciem nie teges jest!
    • kawka74 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:44
      Uwagi w dużej mierze są informacją dla Ciebie, żebyś nie czuła się zaskoczona, bo coś się stało 'nagle': dlatego są od dzieci, nie od nauczyciela. Nie mają w magiczny sposób naprawić Twojego syna, tylko pokazać Ci, że dzieje się coś niedobrego. Od skarg pań z przedszkola różni się to tylko formą.
      Wydaje mi się, że wytworzyłaś sobie obraz syna-ucznia - niegrzecznego, ale przy okazji kozła ofiarnego, któremu inne dzieci dokuczają, a wychowawczyni chce go publicznie napiętnować. Weź jednak pod uwagę, że niepożądane zachowania Twojego syna ciągną się od przedszkola i występowały przy innych dzieciach i innych nauczycielach. Może faktycznie wizyta u psychologa nie jest taka od czapy?
      • aisog1002 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:53
        To bardziej obraz dziecka, ktore swietnie sie uczy, jest pomocne i pracowite, ale niegrzeczne. Bardziej w kierunku takiego indywidualizmu. I absolutnie nie ma mowy o kozle ofiarnym.
        Chce wspolpracowac z nauczycielem, pomoc badz wskazac dziecku odpowiednia droge. Idac na rozmowe z wychowawca kto powinien zaproponowac jakies rozwiazanie? Kto wystepuje z pozycji specjalisty? Dano mi zeszyt i popatrzono wielkimi oczami "co teraz?".
        • klamkas Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:04
          Hahaha - indywidualizm? Bicie i rozwalanie komuś jedzenia to jest indywidualizm? Przemoc (tak tak, kilkulatki też ją stosują) jest indywidualizmem? Jeśli masz takie podejście, to ja się pani nie dziwię, ze nie wie jak z tobą współpracować.
        • kawka74 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:36
          > To bardziej obraz dziecka, ktore swietnie sie uczy, jest pomocne i pracowite, a
          > le niegrzeczne. Bardziej w kierunku takiego indywidualizmu.

          Ale w czym się przejawia ten indywidualizm? W uderzaniu w to, co się indywidualiście nie podoba?

          I absolutnie nie ma
          > mowy o kozle ofiarnym.

          Między wierszami, ale jednak jest.

          > Chce wspolpracowac z nauczycielem, pomoc badz wskazac dziecku odpowiednia droge
          > . Idac na rozmowe z wychowawca kto powinien zaproponowac jakies rozwiazanie? Kt
          > o wystepuje z pozycji specjalisty? Dano mi zeszyt i popatrzono wielkimi oczami
          > "co teraz?".

          Właśnie - co teraz? Jeśli oczekujesz jakiejś pedagogicznej sztuczki, możesz się srodze zawieść - problem Twojego syna ciągnie się od przedszkola, tam też nikt go nie rozwiązał mimo Twojej gotowości do współpracy. Syn najwyraźniej ma jeden główny sposób na rozładowanie napięcia i rozwiązywanie konfliktów - jeśli tak, to potrzebuje pomocy fachowca co najmniej oczko wyżej, niż wychowawca klasy.
        • ladyjane Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 14:38
          Chce wspolpracowac z nauczycielem, pomoc badz wskazac dziecku odpowiednia droge. Idac na rozmowe z wychowawca kto powinien zaproponowac jakies rozwiazanie? Kto wystepuje z pozycji specjalisty? Dano mi zeszyt i popatrzono wielkimi oczami "co teraz?".

          Co ci ma powiedzieć? Że gdyby mogła to by twojego niuniusia wy... ze szkoły. A ty ciągle, że taki grzeczny idywidualista... A może pozostali indywidaliści powinni twojemu syneczkowi jesień średniowiecza zaprezentować. Co byś na to powiedziała?
      • mirmunn Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:54
        Zacznij po prostu wychowywać SWOJE dziecko nie zrzucając winy na innych i nie przerzucając na nich odpowiedzialności. To chyba normalne, że sygnalizują problemy?
        Czas na zabranie się za synalka i wizytę u specjalisty....
        • aisog1002 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 19:57
          Przeciez po to pisalam ten poemat, aby ukazac, ze dziecko nie chodzi samopas, ze jest wlasnie wychowywane. A i specjalista w miedzyczasie byl.
          • chocolate_cake Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:01
            Jaki specjalista i co powiedział?
            • mirmunn Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:06
              Chyba taki- właśnie wymyślony na potrzeby wątku.
          • mirmunn Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:03
            Tak? I skoro ty jak twierdzisz - w idealnej relacji z synem- nie potrafisz zniwelować jego zachowań czyli krótko mówiąc go WYCHOWAĆ od przedszkola, to jakim prawem oczekujesz tego od nauczyciela/wychowawcy/kogokolwiek?
            Halo, tu ziemia!
          • lacitadelle Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:14
            Kobieto, dziecko bije inne dzieci od przedszkola, czyli od przynajmniej 6 lat! Jeżeli jest wychowywane, to bardzo nieskutecznie.
            Nie raz w historii edukacji swojej i dzieci spotykalam się z biciem, ale to w przedszkolu. W szkole, to już były krotkie epizody majace konkretne przyczyny lub tez dzieci z dysfunkcjami.
        • mirmunn Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:00
          Osoba inteligentna jak najbardziej może przejawiać zachowania opozycyjno- buntownicze, aspołeczne, psychotyczne, psychopatyczne, socjopatyczne... te zaburzenia występują często w połączeniu z wysokim IQ.
          Nie twierdze, ze twój syn jest psychopatą, ale naprawdę inteligencja i dobre wyniki w nauce nie oznaczają braku zaburzeń - zwłaszcza w kontaktach społecznych
          • bei Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:21
            W spolecznosci klasy bardzo, a to bardzo czesto bywa tak, ze panuje " moda" wsrod dzieci, ze zwracaja szczegolna uwage na zachowanie jednego ucznia.
            Uczen X jest na topie uwagi, i zaczyna sie seria: popchnal mnie, specjalnie umyl tablice zbyt mokra gabka, po dzwonku wygladal za drzwi, a kieeedys to ten X tez mnie popchnal, i mnie, i mnie , a mi rozsypal chrupki, a mi ubrudzil lizak.
            Tak jest do czasu, kiedy to wyplynie moda na Y.
            No igrek znowu schowal mi but, ubral moja kurtke specjalnie, wepchnal sie przede mna w kolejke, powiedzial na mnie koza!, ugryzl moje jablko, zrobi to i to, nie zrobil tego i tego.
            Jest afera, dziaciaki pilnie obserwuja i znowu moga cos na y powiedziec.

            Oczywiscie, to tylko jedno z mozliwych rozwiazan Waszej zagadki duzego zbioru uwag w zeszycie syna.
      • kostruszka Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:13
        Po pierwsze, uwagi nie są działaniami wychowawczymi, lecz formą powiadomienia o zdarzeniu. Rozumiem, że czułaś się niekomfortowo, czytając je, ale nie kieruj swej złości czy żalu w kierunku osoby, która je zapisała, lecz w stronę syna, przez którego złe zachowanie pojawiły się w dzienniczku.
        Poza tym nie wiesz, czy wychowawczyni na zajęciach nie podejmuje różnych prób mających na celu zmianę zachowania Twojego dziecka. Prawdopodobnie było ich wiele i w różnej formie, ale okazały się bezskuteczne. Być może pani uznała, że w takiej sytuacji najbardziej będzie tu pomocne wsparcie rodzica i "wspólny front" domu ze szkołą.

        Mam wrażenie, że zafiksowałaś się na swojej teorii, ze nauczycielka "prześladuje" syna i żadne inne wyjaśnienie (czy też propozycje rozwiązań) Cię nie usatysfakcjonują. Odrzucasz nawet tak oczywiste podpowiedzi jak wizyta dziecka u psychologa i kompletna, wieloetapowa diagnoza ("rozmowa z pedagogiem" naprawdę nie wystarczy....).
        • mirmunn Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:18
          A poza tym- skoro już poruszyłaś temat terapii behawioralnej i wzmocnień pozytywnych- kluczem do sukcesu a zarazem punktem wyjścia do jakichkolwiek działań jest przede wszystkim - mówiąc krótko- "ustawienie" zasad i relacji domowych i konsekwencji (nagród i kar) a dopiero po ich przepracowaniu z dzieckiem stworzenie kompatybilnego modelu współpracy ze szkołą.
    • kamunyak Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:31
      Jeśli chcesz miec prawdziwy obraz twojego syna, na tle klasy, to po zebraniu porozmawiaj z innymi rodzicami. Spytaj czy ich dzieci narzekaja, w rozmowach z rodzicami, na twojego syna.
      Spytaj też wychowawczyni , jakie ma propozycje w związku z twoim dzieckiem.
      Poza tym, za chwile sytuacja szkolna całkowicie sie zmieni, dzieci będą mieć róznych nauczycieli, prawdopodobnie inna wychowawczynię, inne wymagania, co takze będzie miało miało wpływ na ogólne funkcjonowanie klasy.
      • chocolate_cake Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:41
        Ciekawe jak będzie w czwartej klasie. Bije dzieci od 6 lat - tak wynika z opisu. Nie słucha matki, która tłumaczy, że nie wolno bić. Nie słuchał nauczycieli w przedszkolu i szkole. Nie słucha innych dzieci.
    • mandziola Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:35
      Na dwoje babka wróżyła. Mój był taki niegrzeczny - zaczął być niegrzeczny w zerówce. W przedszkolu bywały incydenty - ale norma jak każdy chłopiec. W zerówce nowa Pani i nagle uwagi prawie codziennie, wezwania do szkoły. Jedno szczególnie fajne "Dziecko biegło z kredkami, żeby odłożyć je na półkę". Poszłam z nim w końcu do poradni na własny wniosek wyszły rzeczy o których nie pomyslałabym - dysleksja, dysgrafia (na razie podejrzewana), zaburzenia motoryki maałej, kiepska koncentracja w grupie. Także warto iść do poradni.
      Ale o co mi chodzi - do pierwszej klasy posłaliśmy go z inną grupą - inna Pani. I hm.. dziecko przestało być niegrzeczne - mimo orzeczenia z poradni (które szkoła miała). A wiecie czemu - bo trafił na pedagoga, nie na nauczycielkę. Jestem z Panią w kontakcie telefonicznym (ja nie nadużywam, ona dzwoni kiedy potrzebuje), pytam Panią na pierwszym zebraniu o małego, a ona mówi - po tym wszystkim co słyszałam o nim od Pani S.. (wychowawczyni w zerówce) nastawiałam się na najgorsze, a przecież to taki grzeczny chłopiec i się stara.
      No i co?? Trzeba dobrze trafić.
      • mandre_polo Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 20:59
        W każdej przychodni pedagogiczne psychologicznej możesz dostać wsparcie pedagoga. Umów się na wizytę.
        W pierwszym poście bije ze ty jesteś złączona z ty chłopcem. Piszesz w liczbie mnogiej. Nie i i syn tylko my. Czy onoze dokonywać samodzielnych wyborów tak od początku do końca samodzielnie czy zawsze matka inicjuje? Wg mnie chłopiec nie nawiąże kontaktów z rówieśnikami na basenie czy zajęciach na basenie. O trzy lata starszy sąsiad to też żaden partner do zabawy. Za duża różnica żeby funkcjonować ma równych prawach. To już lepiej wybrać harcerstwo gdzie będzie możliwość poznania zasad i dyscypliny. Chłopcu brakuje zdrowej rywalizacji między chłopakami. Przy matce jest ugrzeczniony i nie może dać upustu emocjom. Poczytaj Dolto co mówi o wychowywaniu w niepełne rodzinie. Choć rodziny tzw pewne tez to spotyka kiedy ojciec nie spełnia swojej funkcji bo zajęty sobą albo tak wychowany ze nie wie jaka jest jego rola w życiu syna
        • danaide Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.17, 05:29
          10/10
          Mandre - o jakiej książce Dolto mówisz? Miałam tylko broszurkę bzdurkę Dolto (córki), a chętnie poczytałabym więcej!

          Rodzicielstwo bliskości, NVC, te klimaty - spoko, też jestem za. Ale obserwując znaną mi samotną matkę z synem, wyznawczynię NVC widzę, że brak ojca, brak męskich wzorców, brak pewnego zdecydowania w przekazie może przynosić niepożądane rezultaty. Co tam, słyszałam historię budzącą najmniej niesmak z udziałem syna znanej orędowniczki.

          Nie będę wypowiadać się w kwestii zaburzeń, bo nie jestem specjalistką, ani "niegrzeczności", bo to dreptanie w kółko. Kontrolowane kontakty dla jedynaka czy zajęcia dodatkowe, których celem samym w sobie nie jest poznawanie innych dzieci, to nie to samo co wejście w grupę bardzo różnych jednostek. To że syn dogaduje się z A, B, i C nie oznacza że znajdzie pomysł na resztę alfabetu. Rozumiem, że bycie w grupie z jakichś powodów może być dla niego trudne i jeśli nie udało mu się odpowiednio wejść w nią i z nią zintegrować (a umówmy się, polskie przedszkole i szkoła nie zawsze ma to na tapecie) teraz może być mu jeszcze trudniej, może czuć się przez grupę odrzucony, a to nie sprzyja poprawnym zachowaniom. Bicie może być próbą walki o uwagę tej grupy. Może, ale nie musi.

          Dodatkowo - to dziesięciolatek, to już nie czas, żeby posługiwać się takimi pojęciami jak "niegrzeczny", od dawna już trzeba rozmawiać o emocjach i nazywać je.

          Pedagog/psycholog by się przydał. Trzeba porozmawiać z nim i nauczycielem - ale o przyczynach, a nie tylko o skutkach w postaci uderzył/wysypał.
      • kamunyak Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 21:41
        > Ale o co mi chodzi - do pierwszej klasy posłaliśmy go z inną grupą - inna Pani.
        > I hm.. dziecko przestało być niegrzeczne

        no i właśnie mniej więcej o to mi chodzi, a o co wojuja tu ze mna niemal wszystkie mamy.
        Czyli, że trzeba prawdziwego nauczyciela-wychowawcę. Ja nawet potrafię zrozumiec to, że niektórym nauczycielkom nie chce się - za te pieniadze... Ale przeciez mogły wybrac inny zawód. Sama mam znajoma, ktora była przedszkolanka i po kilku latach stwierdziła, że nie. Teraz pracuje gdzies na uczelni, w biurze.
        Wcześniej wspomniałam o nauczycielce zerówki, na lekcji której dzieciaki sikały ze strachu. W tej klasie byl mój syn. Nie, on nie sikał ale był tak zestresowany, że potem nauczycielke I klasy wybieralismy szczególnie starannie, po licznych wywiadach w sekretariacie i podlizywaniu sie męża w tymże sekretariacie. Dzieki temu syn trafił na cudowną nauczycielkę, dzięki której stres szkolny minął bezpowrotnie. Wraz z nim nerwowe tiki typu chrząkanie czy mruganie powieką.
        Od nauczyciela zalezy bardzo duzo, w tym zachowanie dziecka.
        • elf1977 Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 17:23
          Oczywiście, że są lepsi i gorsi nauczyciele, ale twierdzenie, że zawsze od nich zależy zachowanie dziecka jest przesadą.
      • elf1977 Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 17:22
        Różnie może być - mój pierwszy rok w szkole - miałam ucznia w I gimnazjum, trzeciorocznego, z kuratorem, kompletnie niedostosowanego, półanalfabetę. Problemy miałam z nim ogromne, sprawa mnie przerosła, rozmowy czy uwagi raczej na niego nie działałysmile Chłopak skończył w sądzie po rozwaleniu komuś łba...i rozboju. Pamiętam pierwsze spotkanie z jego mamą, która twierdziła, że to taki dobry chłopak, pomaga w domu, gotuje...Na pewno wobec niej taki był, ale co dla mnie jako wychowawcy czy innych, jako jego ofiar z tego wynikało? Nic, zupełnie nic. Dostaliśmy problem w jego postaci i brak narzędzi, by go rozwiązać.
    • erin7 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 21:56
      Kolejny "indywidualista". Otrząsnij się! Będziesz go dalej głaskać i zganiac na złą panią, która nie umie wychować (nie żeby to był obowiązek matki) tylko szczuje biedaka.i jeszcze te dzieci, które się skarżą a przecież syn mówi ze to nie prawda ze cos zrobil.Ja pitole, jak można być takim krotkowzrocznym? Może czas w końcu coś z tym zrobić?
    • aisog1002 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 23:07
      Mi chodzi o forme pomocy jaka powinien przedstawic wychowawca.
      Osobiscie sie z pania lubie, jest fajnym nauczycielem, czesto organizuje wyjscia, konkursy, sama mowi, ze ma dosc "ciezka" klase, poniewaz jak tylko nie maja zajecia, broja. I wiem, ze ten nawal uwag nie dotyczy tylko mojego syna, ale wiekszosci chlopco i chyba 2 dziewczynek. Z tym, ze moj syn oraz jeszcze jeden chlopiec maja ich najwiecej. Uwazm, iz pani wpisujac uwage powinna wziac dzieci, czy winowajce na rozmowe, a nie w ciszy wpisac i oddac zeszyt.
      Jesli chodzi o indywidualizm to wlasnie pani na ktorejs rozmowie tak stwierdzila. Do tej pory kazda uwaga syna miala swoje konsekwencje w domu. Byly tez rozmowy przy synu, ktory przeprosil pania i obiecal poprawe. Teraz Biorac zeszyt dziecka do reki, pytam o kazda sytuacje z osobna. Tlumacze co zrobil zle i jak powinien postapic.
      Aha - moj syn nigdy nie zachowal sie tak jak ten chlopiec w watku klamkas.
      • bergamotka77 Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 23:14
        aisog masz lobuza niewychowanego i kropka. Reszta to poprawnosc poltyczna. Wierz mi, mam indywidualiste lat 14 i chyba nigdy w zyciu nie dostal uwagi w zyciu, moze raz za uwaga, gadanie na lekcji wiec nie tlumacz sie - masz niewychowanego bachora i na innych probujesz zwalic wine i wybielic jedynaka. Zacznij moze go wychowywac a nie tylko zachwycac sie jego wyjatkowoscia i indywidualizmem..
      • lacitadelle Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 23:18
        No i jak twój syn reaguje? Co mówi na temat swojego zachowania?
      • klamkas Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.16, 23:49
        Za to ty piszesz zupełnie podobnie jak zachowuje się matka chłopca z mojego wątku - "to nie my mamy problem, to ty się nie znasz".
      • chocolate_cake Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 08:42
        aisog1002 napisała:

        > Mi chodzi o forme pomocy jaka powinien przedstawic wychowawca.


        Wychowawca nie jest od wychowywania twojego dziecka. Ty jestes matką i masz podobno z synem wspaniały kontakt. Wytłumacz synowi, że nie nalezy bic kolegów
        • mamma_2012 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 09:40
          Wiele osób myli słowo wychowawca, może powinno się zacząć zastępować je czymś w stylu "opiekun klasy".
          Nauczyciele w szkole są w pierwszej kolejności od uczenia, a coraz częściej chyba się o tym zapomina, wysuwając nierealne oczekiwania, że przez tych kilka godzin w szkole poradzi sobie z tym, z czym nie radzą sobie rodzice.
          Nauczyciel, to nie terapeuta, klasa to nie grupa terapeutyczna.
          Dziecko wychowują rodzice, w przypadku poważniejszych problemów korzystając z pomocy psychologa i pedagoga, pamiętając, że jeśli zaleceń nie wprowadza się w życie, to nawet oni nie pomogą.
          • franczii Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 09:55
            dziecko spedza w szkole ponad polowe dnia. nauczyciel tez musi byc wychowawca i na rowni z rodzicami stosowac zalecenia psychologa
            • lacitadelle Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 10:03
              Nauczyciel ma pod opieką 25 dzieci, przez 4-5 godzin pięć razy w tygodniu. Trudno oczekiwać, żeby zrobił to, czego bliskiej dziecku matce jedynaka nie udało się osiągnąć przez kilka lat.

              Do zaleceń powinien się stosować, ale tu nie ma żadnych zaleceń, nikt nie był u psychologa. Piszecie ludzie o swoich przypadkach, które nie mają nic wspólnego z sytuacja z wątku.
              • franczii Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 10:15
                Odnosilam sie do postu mamy2012, ktora pisze, ze jesli sa zalecenia psychologa to rodzice sie powinni stosowac. Jesli sa zalecenia to zarowno rodzice jak i szkola powinny je stosowac.
                odnosze sie tez do stwierdzenia, ze nauczyciel jest od uczenia a nie jest wychowawca. nauczyciel zwlaszcza w podstawowce musi byc tez wychowawca. proces wychowania jeszcze nie zostal zakonczony. Zalezy to tez od dojrzalosci poszczegolnych osobnikow jedne dzieci dojrzewaja i przyswajaja zasady wczesniej niz inne a sa tez takie, ktore zostaja w tyle.
                • lacitadelle Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 10:40
                  Kwestia tego, jak rozumiemy słowo wychowawca - fizycznie przy tylu podopiecznych nauczyciel powinien być moderatorem grupy, który tłumaczy i pomaga rozwiazac bieżące problemy w tej grupie. Moim zdaniem nie jest jego rola rozwiązywania ciągnących się od lat problemow niezwiązanych ze szkola czy też diagnoza ew. zaburzen.
                  • franczii Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 14:17
                    powinien moderowac cala grupe ale jego rola jest tez wspolpraca z rodzina wychodzaca o wiele dalej niz samo sygnalizowanie problemow w dzienniczku uwag. Ja oczekuje, ze oprocz zasygnalizowania problemu ustalimy razem z wychowawca wspolny front dzialania szkola-dom, i ze nauczyciel podpowie mi tez co powinnismy robic w domu jesli problem ujawnia sie tylko w szkole. A w koncu jesli wspolpraca nie przynosi pozadanych rezultatow zasugerowac przebadanie dziecka.
                    To ze nauczyciel ma do ogarniecia cala klase to ja wiem ale chyba nigdy nie zdarza sie idealna klasa zlozona z dzieci na identycznym poziomie rozwoju i jego praca polega na tym, ze powinien umiec pracowac z roznymi dziecmi, w tym z dziecmi sprawiajacymi rozne problemy. Nie twierdze ze to latwe ale na tym m.in ta praca polega.
                • mamma_2012 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 10:48
                  Tak zarówno rodzice, jak i nauczyciel powinni stosować się do zaleceń terapeuty i w ten sposób wpływać na zachowanie dziecka.
                  Tu nauczyciel nie dostał wskazówek, nie wie czy pracuje z dzieckiem zaburzonym, czy kłopoty są wynikiem błędów rodziny.
                  Natomiast oczekuje się od niego, aby nie kłopocząc rodzica uwagami, spowodował zmianę zachowania u chłopca. Tak się nie da, zwłaszcza jeśli rodzina nadal popełnia te same błędy.
            • mamma_2012 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 10:41
              Czas jaki to dziecko spędzilo ze swoją nauczycielką to ok. 2% jego życia. Przy czym był to czas, który dzielony jest między 20 osób.
              Także nieporównywalne są możliwości oddziaływań wychowawczych rodzica i nauczyciela.
              Coraz częściej się o tym zapomina oczekując cudów i naprawienia od ludzi pracujących z dziećmi zaniedbań najbliższych, powołując się na profesjonalizm.
              A prawda jest taka, że nie ma cudownych i szybkich sposobów, zwłaszcza, gdy w repertuarze akceptowanychoddziaływań pozostały głównie pogadanki.
              • franczii Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 14:46
                Co z tego ze dziecko ze swoja nauczycielka spedzilo o wiele mniej czasu niz matka?
                Kiedy dziecko sie zachowuje zle obecna jest nauczycielka a nie matka. Matka w domu moze w domu tlumaczyc, dawac kary, nagrody itp ale zdyscyplinowac dziecko zdalnie nie jest w stanie. Musi to zrobic wychowawca.
                Mam syna zzaburzeniem i obecnie w 4tej klasie zaczyna dzialac tez dyscyplinowanie zdalne. dopiero teraz ale przez 3 lata nauki musialy sie z nim uzerac nauczycielki ( zreszta do tej pory zdarza sie ze sie musza uzerac choc juz nie tak jak wczesniej) za co bede im dozgonnie wdzieczna.
                • kawka74 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 18:19
                  Dyscyplinowanie na bieżąco to jedno. Rozwiązanie problemu, który najwyraźniej zaistniał, i to dawno, to drugie. O ile to pierwsze jak najbardziej wchodzi w grę w przypadku wychowawczyni, o tyle to drugie być może leży już poza jej możliwościami, bo nie wiadomo, jaka jest przyczyna zachowań chłopca. Stąd propozycja, żeby skorzystać z poradni.
                • mamma_2012 Re: Wychowawca-dziecko... 13.02.16, 10:23
                  Piszesz o dziecku zaburzonym i nauczycielach, którzy współpracowali z Tobą i terapeutami i to jest, to co mogą i powinni robić, jeśli są możlwości, bo to też czasem nie jest oczywiste.

                  A ja opiszę ci taką sytuację, pewnie inną i bardziej drastyczną niż u autorki, ale pokazującą, że czasem można być bezsilnym nauczycielem.
                  Syn moich znajomych, wychowywany na pępek świata, źle zachowywał się w szkole, rodzice zapraszani byli na spotkania (zresztą mama sama z siebie była prawie każdego dnia), dzienniczek oczywiście pełen uwag.
                  Może nie był jakoś wyjątkowo agresywny fizycznie, chociaż jakieś incydenty były, zwłaszcza w młodszych klasach, ale był naprawdę trudnym uczniem, dokuczał dzieciom, nie respektował zasad, potrafił obrazić nauczyciela, płakał i dzwonił do rodziców, kiedy był traktowany, jak inne dzieci.
                  Dzieci trzymały się od niego daleko, o co rodzice też mieli pretensje.
                  Jedyne, co szkole udało się osiągnąć, to zmuszenie mamy do wizyty w poradni.
                  W trakcie badań potwierdziło się, że jest inteligentny, co spowodowało tylko eskalację zachowań chłopca, które z wiekiem wcale nie wygasały i większą pobłażliwość rodziców.
                  Powiedz mi, gdzie tu jest miejsce na realne, efektywne działanie wychowawcy, który i tak nie miał autorytetu, bo w domu był oczerniany?
                  Sama usłyszałam od tej znajomej, że wychowawczyni (ta ze starszych klas) czepia się, bo jej dzieci nie są takie wspaniałe jak jej.
                  Ciągnęło się to przez całą szkołę.

              • elf1977 Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 17:32
                To mnie też zainteresowało - karą jest rozmowa i tłumaczenie? Przy powtarzających się problemach taka kara może niewiele dla dziecka znaczyć. Kara powinna być jakoś odczuta, same wzmocnienie pozytywne nie wystarczą.
          • elf1977 Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 17:29
            Wychowawca ma pod opieką całą klasę, nawet gdyby próbował do każdego podejść indywidualnie - czasu i siły mu nie starczy. Co najważniejsze - nauczyciel niewiele może, trochę pogadać, spotkać się z psychologiem, pedagogiem i to by było na tyle.
            Zawsze się dziwię, że rodzic, który ma problem z wychowaniem jednego dziecka, oczekuje, żeby nauczyciel wyrównał deficyty, które narastały latami...Otóż, raz się uda, pięć razy nie.
      • agni71 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 11:02
        >Uwazm, iz pani wpisujac uwage powinna wziac dzieci, czy winowajce na rozmowe, a nie w ciszy wpisac i oddac zeszyt.

        Masz jakiś pomysł, co nauczycielka ma na czas rozmowy z twoim synem zrobić z resztą klasy? I co ma zrobić, jeśli dzieci wymagających takiej rozmowy 1 na 1 ma na jednej godzinie lekcyjnej pięcioro?
      • aqua48 Sposoby radzenia sobie.. 20.10.16, 18:29
        aisog1002 napisała:

        > Uwazm, iz pani wpisujac uwage powinna wziac dzieci,
        > czy winowajce na rozmowe, a nie w ciszy wpisac i oddac zeszyt.
        > Do tej pory kazda uwaga syna miala swoje konsekwencje w domu. Byly tez rozmo
        > wy przy synu, ktory przeprosil pania i obiecal poprawe. Teraz Biorac zeszyt dzi
        > ecka do reki, pytam o kazda sytuacje z osobna. Tlumacze co zrobil zle i jak pow
        > inien postapic.

        No, ale sama tu piszesz, że rozmowy z synem nie dają żadnego rezultatu. Zamiast rozmów i tłumaczeń, które jak widać syn wpuszcza jednym uchem a wypuszcza drugim, zastanówcie się wspólnie z synem jak ustalić nieprzekraczalne reguły zachowania w szkole i w domu. Ustalcie wspólnie nagrody za np jeden dzień bez uwagi w zeszycie. I kary za tę uwagę. I stosuj je konsekwentnie na co dzień.
        Wypytaj syna co go najbardziej denerwuje i irytuje, jakie zachowania dzieci są przysłowiową płachtą na byka, kiedy przestaje nad sobą panować i przywala koledze, ucz go jak może się zachować w takiej sytuacji gdy ktoś go drażni czy prowokuje, przedrzeźnia albo jeszcze co innego i jakie będą konkretnych zachowań konsekwencje. Dobre są tu zabawy w teatrzyk. Bierze się parę pluszaków i odgrywa scenki ze szkoły. Z rozmaitymi zakończeniami. I pokazuje jaki ma wybór. Ucz go panowania nad sobą, a agresję skieruj na jakiś wyczerpujący fizycznie, ale dający satysfakcję sport.
      • blackwadera Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 21:47
        Kiedy moja córka chodziła do podstawówki miała wychowawczynię , która moim zdaniem dobrze rozwiązywała problemy w klasie. Niezależnie od tego które dziecko zachowało się źle ( mówię tu oczywiście o poważniejszych sprawach) sadzała dzieci ' w kręgu' i wszyscy omawiali "problem' np. dlaczego nie można wyśmiewać innych ludzi. Nie , że Jas, Kasia jest niegrzeczna tylko o zachowaniu jako takim bez wskazywania palcem. Nie było piętnowania ale oczywiście winowajca wiedział że powinien zmienieć swoje postępowanie
    • la_mujer75 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 00:38
      Piszesz,że rozmawiasz z synem. To dobrze. Ale co z tych rozmów wynika ? Nadal nie potrafi nad sobą zapanować, czyli NIC NIE WYNIKA !
      Ja również rozmawiam ze swoimi synami - lat 11 i prawie 8.
      I jeżeli pojawia się problem, to tłumaczę, że ich zachowanie było nieodpowiednie i proszę, aby więcej nie dochodziło do takiej sytuacji, bo jak dojdzie, to będę musiała ich UKARAĆ. I obaj wiedzą, że ta kara na pewno będzie . I jakoś problemów nie mam, a Starszy ma ZA .
      Nauczycielka cię informuje, ale to Ty- jako rodzic musisz podjąć działania.
      Wybacz, ale 10 -latek to już nie małe dziecko, kierujące się emocjami. Powinien w tym wieku respektować zasady współżycia społecznego. To Ty byłaś jego "pierwszym nauczycielem" i Ty gdzieś "nawaliłaś" ( nieświadomie).
      Mam liczne grono znajomych i zawsze* tam, gdzie pojawia się "niegrzeczne" dziecko stoi za nim rodzic, który nie widzi, nie umie bądź nie chce dojrzeć problemu i winy w swoich metodach wychowawczych.

      * nie mówię o dzieciach z zaburzeniami - bo to jet już zupełnie "inna bajka".
      • bergamotka77 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 01:06
        zgadzam sie la mujer z toba w 100 proc. smile
    • mamma_2012 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 07:34
      Są dwie możliwosci.
      Albo dziecko ma jakieś zaburzenia albo pomimo, że jesteś z dzieckiem blisko popełniłaś jakieś błędy wychowawcze (a może właśnie dlatego, że jesteś tak blisko)
      W jednym i drugim przypadku nawet nauczycielka anioł będzie bezsilna.

    • m_incubo Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 08:32
      W kółko piszesz, że pani robi nie to co powinna, nie reaguje, jak powinna, nie proponuje cudownych rozwiązań (a powinna!), wpisuje mechanicznie uwagi (a nie powinna).
      Spoko, już wiemy, że pani, jako wychowawca twojego syna, jest nieudolna.
      Mało wiemy za to o twoich sukcesach wychowawczych w tej materii, bo o nich nie wspominasz.
      Ani słowa na temat tego, co dokładnie powiedział pedagog, żadnych konkretów, jeśli chodzi o rozmowy z synem, co mówi, jak się tłumaczy, czy mu przykro czy może nie poczuwa się wcale do winy, dlaczego uwagi nie działają, dlaczego rozmowy nie działają, jakie wyciągasz konsekwencje, jakie syn ma kary i czy w ogóle ma, czy to są ciągle te same zachowania czy całkiem różne "incydenty", nic, zero.
      Serio, najmniej ważne jest to, że siedziałaś z nim w domu i lubicie lepić pierogi i dużo się przytulacie.
      No więc, jakieś konkrety odnośnie TWOJEJ pracy z "indywidualistą"?
      • mirmunn Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 08:42
        chyba się nie doczekamysmile
    • franczii Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 09:18
      Ja bym chyba poszla w kierunku przebadania dziecka. U nas byla spora roznica miedzy tym jak sie syn zachowywal w rodzinie i jak w szkole. W domu potrafil sie skupic na wielu zabawach, czynnosciach , grach (do ktorych jeszcze nawet niektorzy jego rowiesnicy nie dorosli) wymagajacych duzej koncentracji, nauki i akceptacji zasad a w szkole rozpraszala go najdrobniejsza pie..., nakrecal sie i trudno go bylo przywolac do porzadku. W domu grzeczny i zdyscyplinowany, co prawda zywiolowy, potrzebujacy duzo ruchu i wybiegania sie ale nigdy nie bylo problemow wychowawczych a w szkole diabel jakis wstepowal. Wprawdzie nie bil nikogo ani nie dokuczal i zawsze byl lubiany przez grupe ale rozwalal zajecia, pajacowal, destabilizowal prace calej klasy. Duzo by pisac. System kar i nagrod sie nie sprawdzal. Musialby miec non stop kare. Przeszlismy caly cykl badan u neuropsychiatry dzieciecego, psychologa, logopedy. Neuropsychiatra zrobil wywiad w szkole, my tez jako rodzice wypelnilismy tuzin testow. Wyszlo adhd. Nie jest to taka klasyczna forma adhd, jaka wiekszosc z nas ma w glowie slyszac haslo adhd ale nigdy bym nie przypuszczala, ze moj syn dostanie podobna diagnoze.
      Od postawienia diagnozy w wieku 7 lat (obecnie ma 9) moj syn poprawil sie niesamowicie. Nigdy jednak nie traktowalismy tej diagnozy jako swistka majacego dac mu taryfe ulgowa i przepustke do robienia burd w szkole. Ale mam wrazenie, ze juz samo uznanie tego problemu przed nim i przyznanie, ze jemu jest o wiele trudniej niz innym dalo bardzo duzo.
    • phantomka Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 10:26
      Przebywanie z dzieckiem do 3 r.z. nie przesadza o sukcesie wychowawczym. Ja bym raczej obstawiala, ze w Waszym przypadku wtloczylas w syna przekonanie o jego wspanialosci. A stad juz prosta droga do zachowan, o ktorych poszesz.
      Oczywiscie ze wychowawca powinien wspolnie z rodzicami szukac rozwiazania. Mam jednak wrazenie, czytajac Twoje posty, ze moze byc to trudne do osiagniecia. Gdzies pozawerbalnie przekazujesz dziecku przekonanie ze to inni sa winni i gorsi. Nawet jak sama nie do konca zdajesz sobie z tego sprawe. Ja bym nie z dzieckiem szla do specjalisty, ale ze soba i to bez zlosliwosci.
    • dziennik-niecodziennik Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 11:08
      masz niegrzeczne dziecko i oczekujesz ze ktoś je za Ciebie wychowa? prooooosze Cie...
    • titta4 Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 12:50
      O rany....z listu przebija się obraz kompletnie rozpieszczonego chłopca, który jest utwierdzany przez nadopiekuńczą mamę ( samotną?) w swojej wyjątkowości. Myślę,że w tym wieku więcej konsekwencji i jasnych zasad by sie przydało, mniej gadania.a Twoje wątpliwości pewnie jeszcze go utwierdzaja w tym,że jest niesprawiedliwie potraktowany jego indywidualizm...Poszłabym do psychologa- najpierw sama, żeby sie dowiedzieć jak to widzi. Na mojego czuja- jestes mama która kocha za bardzo i nie umie stawiac granic, przerzucajac odpowiedzialnośc na innych.
      • mandre_polo Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.16, 18:00
        To samo napisałam wczoraj łączonie z poradnia pp ale autorka oczekuje jak zmotywować panią do działania z 10 latkiem. Obecnie czasy to dziecko w centrum wszechświata, byle było genialne a społeczego ogarnięcia wymaga się od szkoły
      • lokitty Re: Wychowawca-dziecko... 13.02.16, 16:14
        Święte słowa. Miałam napisać dokładnie to samo, ale już nie muszę. Ten niewątpliwie inteligentny chłopiec, non stop niuniany przez mamę, chyba nigdy w domu nie poznał konsekwencji złych zachowań. A czas najwyższy na to.
    • srubokretka Re: Wychowawca-dziecko... 13.02.16, 13:25
      Oddaj dziecko do adopcji. Nie poradzilas sobie przez 10 lat z jego wychowywaniem. Pora zeby ktos inny sie tym zajal, jeszcze nie jest za pozno. Nie zwalaj winy na innych, to TY bylas odpowiedzalna za jego zachowanie, nie za "nauke literek". Nauke literek bylo sobie darowac, a zajac sie nauka poprawnych interakcji z otoczeniem.
      Spoleczenstwa nie obchodzi na tym etapie , ze synus to geniusz. Spoleczenstwo obchodzi teraz wylacznie to, czy chlopak jest zagrozeniem dla innych. I nie przeszkadzaj wychowawczyni juz swoimi "rozmowami" z synem, bo widac jakie sa ich skutki po 10 latach.
      • slonkotoja Re: Wychowawca-dziecko... 13.02.16, 15:52
        Psycholożka się znalazła smile
        • srubokretka Re: Wychowawca-dziecko... 13.02.16, 16:07
          Moze terapia szokowa pomoze, skoro sugestie nauczycielki mamunia sobie zlewa. W koncu moze dotrze, ze syn to nie indywidualista tylko indywiduum.
        • lokitty Re: Wychowawca-dziecko... 13.02.16, 16:16
          Z tą adopcją przegięła, ale fakt, że ponoć super inteligencja i cudowność dziecka mają się nijak do zdolności życia w grupie. A to w szkole równie istotne, jak oceny. A chyba nawet bardziej.
          • srubokretka Re: Wychowawca-dziecko... 13.02.16, 17:47
            Czyzby? Mysle ze duzo wiecej by mu w zyciu pomoglo zamieszkanie w wielodzietnej, niepatologicznej rodzinie, niz wracanie do pustego domu, gdzie go czekaja nauka, pogadanki i usciski zakochanej w nim mamuni.
            • alpepe Re: Wychowawca-dziecko... 13.02.16, 22:41
              Jestem tego samego zdania. Rozpieszczony bachor.
    • zuleyka.z.talgaru Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 14:32
      Masz patologiczną relację z synem. Mówisz o sobie i o nim jak o jednej osobie...to nie jest normalne.
      Gdzie jest ojciec dziecka? Jak on współpracuje ze szkołą, jak bardzo angażuje się w życie syna?
      Jakie wzorce męskie mu oferujesz?
    • ta_karola Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 15:27
      Zdaje się,że zbyt wiele poświęciłaś na jego rozwój intelektualny a zby mało na społeczny, czym później tym trudniej w dziecku rozwinąć samokontrolę ale w gruncie rzeczy nigdy nie jest za późno. Twój syn przypomina mnie syna mojej siostry-problemy w szkole olbrzymie w wieku nastoletnim z powodu zachowania, początkowo kłamał często jak to na niego się uwzięli...
    • asia06 Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 16:46
      Do wymiany nadaje się wychowawczyni. Tylko i wyłącznie. Mówię to jako długoletnia nauczycielka.
      • elf1977 Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 17:36
        Cóż, może jednak relacja mamy nie jest do końca wiarygodna. Raczej bym się z tym zwalnianiem tak nie rozpędzała...Choć widać, że nauczycielka sobie akurat z tą sytuacją nie radzi. Jednak nie wiemy, jak jest u źródła.
      • paniusiapobuleczki Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 21:16
        Tak samo jak panie w przedszkolu? A co ty byś zrobiła?
        • lati7 Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 21:44
          Wątek to stary kotlet wygrzebany z lutego 2016 ...
    • nangaparbat3 Re: Wychowawca-dziecko... 20.10.16, 21:44
      Ja sie z Tobą zgadzam, że wpisywanie uwag nie ma sensu. Dziecka sie nie wychowuje na odległość, w szkole aktywność nalezy do nauczyciela - mozna dzieci przesadzić, wstawić do kąta, porozmawiać mniej czy bardziej surowo, obrocić w żart, dac niegrzecznemu jakieś zadanie, żeby mial zajęcie i czuł się wazny.
      Rodzic może co najwyżej przypomnieć, ze nalezy przestrzegac zasad, przypomniec te zasady, kazac słuchać pani (zwlaszcza że piszesz, że niezla), w krotkich żolnierskich slowach przypomnieć, e dokuczac nikomu nie wolno.
      pomysl, żeby same kolezanki i koledzy wpisywali uwag do dzienniczka dziecka, jest absurdalny i szkodliwy - ale moze chodzilo o to, byś uwierzyla, że syn dokucza dzieciom. jednak nawet to go (pomyslu) nie usprawiedliwia.
      A jak sie dziecko zachowuje/zachowywalo na placu zabaw?
    • marswid Re: Wychowawca-dziecko... 11.02.17, 23:50
      Twoja sytuacja z synem bardzo przypomina moją. Mój syn ma 7 lat i uczęszcza do drugiej klasy. Od urodzenia ma niedosłuch. W przedszkolu nie mieliśmy z nim większych problemów. Owszem istniały jakieś incydenty, ale nie odbiegały od zachowań jego rówieśników, przynajmniej tak sądziłam, bo przedszkolanka się na niego nie skarżyła. Niestety jego obecna wychowawczyni poddaje to w wątpliwość, ponieważ znała jego przedszkolankę i w jej opinii już w przedszkolu były z moim synem problemy... Czemu ja o tym nie wiem...? Podobnie jak u Ciebie, syn w domu zachowuje się grzecznie i nie mam z nim większych problemów. Pomimo że jest jedynakiem, posiada bliskiego kolegę z którym często się bawi oraz kuzynów i kuzynki, z którymi też często spędza wolny czas. W relacjach z nimi nie ma żadnych problemów. Uczęszcza na zajęcia dodatkowe, uczy się dobrze. Niestety po przekroczeniu progu szkoły w mojego syna wstępuje demon. Bije, dokucza innym dzieciom. Od pierwszej klasy prowadzimy rozmowy, każemy za każde niewłaściwe zachowanie. Nauczycielka stwierdziła nawet że są postępy w jego zachowaniu. Niestety niewystarczające, ponieważ ostatnio do uwag dołączyli inni rodzice. Rozumiem ich, ale jeśli uważają że nic z tym faktem nie robię to są w błędzie. Jestem rozczarowana szkołą, bo ja robię co mogę (poza rozmowami z synem, karaniem za niewłaściwe zachowanie, a nawet ostatnio umówieniem do psychologa), jedyne działanie jakie podjęła jego nauczycielka to notoryczne wzywanie mnie na rozmowy, a przecież mają na etacie pedagoga i psychologa. Skoro mój syn jest taki problematyczny, to czy nie jest wart aby pedagog i psycholog poświęcili mu swój czas i włączyli się w rozwiązanie problemu? Przez brak działania ze strony szkoły cierpi na tym mój syn oraz cała klasa... Kiedy nasze szkoły zmienią się na tyle żeby wszystkie dzieci czuły się w niej dobrze. Żeby zamknąć złośliwcom buzie, to problemy dzieci biorą się nie tylko z domu. Twój syn, podobnie jak mój nie umieją sobie poradzić z życiem w większej grupie, tylko czy my matki bez wsparcia ze strony placówki oświatowej jesteśmy w stanie ?
      • yvona73pol Re: Wychowawca-dziecko... 12.02.17, 06:23
        Odnosze wrazenie, ze w forumowych dyskusjach, jesli dziecko jest inteligentne ponad norme, to juz warunkuje to w opinii watkodawcy, nie wiem, jakas taryfe ulgowa, jakis plusik na dzien dobry, ta wyjatkowosc tlumaczyc ma pewnie oczywiste problemy wynikajace z tego. Ze niby ta wybitnosc okupiona jest takimi skutkami ubocznymi. Ktore chce sie naprostowac (mam nadzieje, ze sie chce).
        Ale to tak na marginesie (nie do ostatniego posta).
        Moich akurat szkola wychowuje, choc nie oczekiwalam tego (po cichu sobie mialam nadzieje). Co mnie bardzo cieszy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka