tato-ny
08.10.04, 19:04
dzisial poklucilem sie z zona. Powiedzialem jej ze nic nie robi i ze w domu
jest bajzel.
Mamy dwojke dzieci
Syn - 3 - bardzo, bardzo aktywne dziecko - chodzi do przedszkola od 9 do 6
Corka - 1 - bardzo, bardzo spokojna - jest w domu
Zona - nie pracuje (prace zostawila rok temu po urodzeniu corki by zajac sie
dziecmi)
Ja - duzo pracuje - b dobrze zarabiam i pieniadze nidgy nie sa problemem.
Pytanie do innych mam wychowujacych dzieci - Czy to jest naprawde tak ciezko
i nie mozna sie spodziewac by w domu byl porzadek. Nie mowie nawet o
porozrzucanych zabawkach, ale o wyszystkim innym.
Chcialbym by ubrania zony i dzieci nie byly porozwieszane wszedzie, by
kuchnia byla sprzatnienta, by pranie bylo zrobione, kurze wytarte itakie tam
normalne rzeczy. Nie oczekuje nie wiadomo czego. Zaproponowlem jej nawet by
wziela sobie kogos do pomocy w sprzataniu. Znalazlem jej dziwczyne chetna by
przychodzic codziennie na dwie czy trzy godziny. Nie chciala by obca osoba
jej sie krecila po szafach.
Mam wrazenie ze zona oczekuje bym po dniu pracy przychodzil do domu i
zaczynal sprzatac. Moja praca nie jest ciezka fizyczne ale za to bardzo
stresujaca. I potrzebuje czasami kilku godzin by "dojsc" do siebie.
A moze to ja jestem z byt bardzo wymagajacy.
Chociaz z drugiej strony widze jak sobie inni radza.
Nic juz nie wiem
Prosze, drogie panie, napiszcze jak to jest u was.
Z gory dziekuje
Tato NY