Dodaj do ulubionych

Hipochondrycy

03.03.19, 22:20
Macie wokół siebie? A może same jesteście wink ? Albo jesteście lekarkami i macie takich pacjentów?
Dawniej wciąż wynajdowałam sobie choroby, ale po urodzeniu dzieci mi przeszło big_grin Aż dziwne...
Znam natomiast rodzinę hipochondryków i to jest męczące - bez przerwy na badaniach, u lekarza albo na zwolnieniu. Rozmowy kręcą się wokół ich słabego zdrowia. Żadnej choroby poza przeziębieniem u nikogo z nich nie stwierdzono. Ale wciąż z nadzieją szukają big_grin
Obserwuj wątek
    • sasha_m Re: Hipochondrycy 03.03.19, 23:01
      Owszem, mam takiego w domu. Ciągle coś nowego sobie wynajduje i czuje się przez nas zaniedbany, bo nie chcemy z nim po lekarzach chodzić. Do pełnoletności pozostało mu niewiele ponad rok i wróżę, że będzie stałym gościem lekarskich poczekalni 😀
    • aj.riszka Re: Hipochondrycy 03.03.19, 23:03
      A u mnie dopiero po urodzeniu dziecka sie zaczelo smile
      Wyobrazalam sobie czesto, co by bylo gdyby mnie zabraklo. Hipochondryzm - straszna rzecz, serio, serio.
      Odbiera radosc zycia, mysle ze idzie czesto w parze z nerwica (a nerwica z depresja). Ilez to ja badan nie zrobilam - odplatnie oczywiscie, a jak !!
      M.in. rezonans magnetyczny glowy, kregoslupa, badania z krwi...
      Jakiez bylo zdziwienie mojej neurolog, kiedy to powiazalam uczucie pulsowania w stopie z rezonansem magnetycznym glowy...i wynik rezonansu juz mialam w torebce hahaha (neurolog stwierdzila, ze ona tez by od tego zaczela...).
      Udalo mi sie troche z tego wyjsc...na szczescie.
      • bergamotka77 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 08:55
        Hipochondria. Nie ja hipochondryzmu.

        --
        bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

        morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
    • mum2004 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 00:09
      Mam takie tendencje ale nie jestem ciągle na badaniach u lekarza, na zwolnieniu, z nikim o tym nie rozmawiam. Nikt nie nazwałby mnie hipochondryczką. To siedzi w mojej głowie. Raz jest lepiej raz gorzej, staram się z tym walczyć, uciekać od tych myśli. Ale różnie to wychodzi.
    • ewcia1980 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 00:18
      Ja jestem.
      Zaczęło się gdy byłam jeszcze w podstawówce gdy SAMA wymacałam sobie w piersi guza.
      Po wycięciu okazało się że to tylko gruczolakowłókniak ale stres był
      Nasiliło się w latach późniejszych:
      - w liceum gdy pojawiły się poważne problemy zdrowotne u mojego taty.
      - już gdy byłam dorosła - po śmierci taty (zmarł na raka jelita grubego w wieku 55 lat)
      - jeszcze bardzie podczas ogromnych problemów alergicznych mojego wtedy 4-letniego syna.
      A ponieważ faktycznie często coś mi dolega to robiłam już tysiące możliwych badań : 2 razy gastroskopie, 2 razy kolonoskopie, histeroskopie, abrazję, rezonans magnetyczny głowy, 2 razy kompleksowy pakiet tarczycowy i wiele innych badań "z krwi", nie pamiętam jak to się nazywało ale endoskopowe badanie gardła i krtani, mnóstwo USG i zdjęć rentgenowskich.

      Może też dlatego tak "świruję" bo drodze spotykałam DURNYCH lekarzy którzy:
      - jeden stwierdził że będę miała problem z zajściem w ciążę i urodzeniem dzieci (przez 6 lat żyłam w stresie, że tak będzie a ja nie wyobrażałam sobie życia bez dzieci. finalnie w obie ciąże zaszłam w pierwszym cyklu starań
      - drugi stwierdził że na pewno mam problemy z tarczycą bo mam wole (????) przez niego pierwszy raz robiłam kompleksowe badania na tarczyce i tak jak wtedy wszystko było w absolutnym porządku tak do tej pory jest
      - kolejny stwierdził już podczas pierwszej mojej wizytu że szukamy raka . poszłam do niego z drobnostką a wyszłam zapłakana chociaż nie miałam zrobionych żadnych badań i absolutnie nie było powodu żeby mnie tak straszyć.. od razu pobiegłam na USG i oczywiście wszystko było ok.

      Ja bardzo pracuję nad sobą i poza moim mężem nikt nie wie o moich "hipochondrycznych zapędach".
    • daniela34 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 00:22
      Sama nie jestem, nie chodzę do lekarzy praktycznie wcale, nie biorę lekarstw poza okazjonalnymi przeciwbólowymi i czymś na gardło. Nie łykam nawet witamin. Mam w rodzinie osobę autentycznie chorą na kilka chorób ,(cukrzycą, nadciśnienie) i jeden ciekawy wypadek hipochondryka, który ma wszelkie możliwe dolegliwości ale jednocześnie boi się lekarzy, więc narzeka, ale zbadać się nie pójdzie. Choruje na każdą przypadłość, o której akurat usłyszy
      • taki-sobie-nick Re: Hipochondrycy 04.03.19, 00:28
        daniela34 napisał(a):

        > Sama nie jestem, nie chodzę do lekarzy praktycznie wcale, nie biorę lekarstw po
        > za okazjonalnymi przeciwbólowymi i czymś na gardło. Nie łykam nawet witamin. Ma
        > m w rodzinie osobę autentycznie chorą na kilka chorób ,(cukrzycą, nadciśnienie)
        > i jeden ciekawy wypadek hipochondryka, który ma wszelkie możliwe dolegliwości
        > ale jednocześnie boi się lekarzy, więc narzeka, ale zbadać się nie pójdzie.

        Pełna logika. Lekarz dowiódłby mu, że niczego nie ma.
    • minniemouse Re: Hipochondrycy 04.03.19, 02:10
      Z ta hipochondria roznie bywa. z serii tv shows typu docu-reality widzialam historie o ludziach ktorzy latami nie mogli znalezc diagnozy dochodzac niemal do stanu agonalnego i dopiero wtedy ratowal ich jakis inteligentny lekarz.
      przypadek pierwszy, 16 letnia dziewczyna, po wypadku samochodowym, lezala w szpitalu, nie pamietam ile, ale powiedzmy ze najdalej do miesiaca.
      tam jej porobili podstawowe badania, jak zwykle w takim wypadku: ct scan, mri, testy na krew itd itp
      odeslali do domu jako juz rekonwalescentke. ale ona od tej pory zle sie czula, byla oslabiona, ciagle spiaca, spadaly jej wyniki w nauce. zaczela chodzic po lekarzach, ci nic nie znalezli wiec wreszcie przykleili dziewczynie etykiete lenia i wyslali do psychiatry.
      spychiatrzy, jak ja ich nazywam, leczyli antydepresantami (ktore oczywscie nie pomagaly). ona czula sie coraz gorzej, rodzina i lekarze zarzucali jej lenistwo i brak motywacji, ona sie wkurzala, plakala przysięgała ze to jest real, ze naprawde sie zle czuje. nikt jej nie wierzyl.
      trwalo to jakis rok albo dluzej. pewnego dnia jej brat wrocil do domu i zastal ja zasikana i w komie w fotelu. wtedy nagle ojej, panika, karetka, pogotowie.
      co sie okazalo, jeszcze od tego wypadku miala uszkodzony hypothalamus, ale tego na zwyklym ct scan ani mri nie bylo widac. zeby to zobaczyc to konieczne byloby wykonanie specjalistycznych zdjec, w konkretnych ujeciach - dosc ze tego z tamtych basic zdjec wtedy nie mieli prawa wiedziec.

      ale obajwy uszkodzenia byly zawsze - oslabienie, spiaczki, zaćmienie mentalne, np wlasnie to ze z najlepszej uczennicy w klasie stala sie najgorsza - to byly jak najbardziej objawy, byly!, ale konowały lekcewazyly objawy dziewczyny po wypadku bo mloda "uczyc jej sie nie chce".

      i dopiero jak malo nie umarla to sie okazalo ze jednak "nie leniwa" 🙄

      drugi przypadek, kobieta juz po 50+ urodziła sie z czescia zoladka wystajacego poza klatke piersiowa. przez 50 lat miala objawy ze cos bardzo nie tak, bo tygodniami nie mogla sie wyprozniac, wymiotowala po jedzeniu i straszliwie bekala - od urodzenia!!.
      przez 50+ lat zaden konowal nie wpadl na pomysl aby zrobic tej kobiecie zwykly rtg ale z ze spozyciem jedzenia by zbadac jak ono wedruje przez uklad pokarmowy.
      dopiero gdy zrozpaczona kobieta - juz po wszczepieniu rozrusznika sercowego, bo w miedzyczasie rozchorowala sie na serce, ubłagała kolejnego gastrologa zeby cos zrobil z jej potworna zgaga bo ona dluzej tak zyc nie moze - okazalo sie co sie okazalo i natychmiast poszla pod noz. takie proste badanie - jesc hamburgera z papka barowa i sledzic to na ekranie...
      Zaraz po otwarciu klatki piersiowej zdumiony i zszokowany lekarz zobaczył ze
      jelita, naturalnie przesuwając sie przy trawieniu, ocierały o mięsień serca i za dzień dwa by je już przetarły na wylot.
      okazało się ze kobieta nie miała w zasadzie chorego serca, ono bylo oslabione od ruszajacych je jelit. ścianka serca która przylegała do ruszającego sie jelita byla 50 lat przecierana i coraz cieńsza.
      a ze przy wszczepianiu nie otwiera się klatki szeroko (robi jak najmniejsze nacięcie) to nie było widać co sie dzieje pod spodem, wiec chirurdzy tego nie zauważyli. nie było tez widać na zdjęciu.
      w sumie gastrolog uratowal jej zycie. miala dni policzone.
      przez 50 lat meczyla sie niepotrzebnie, i z takimi konsekwencjami. i tez objawy byly - przez 50 lat. kolejna ofiara konowalow, niejednego.

      anyway programy o ktorych mowie to Mystery Diagnosis oparty na autentycznych przypadkach. jeszcze mozna poniektore odcinki obejrzec na Y-tube.
      byl tez podobny Mystery ER - ale roznil sie tym ze dzial sie na pogotowiu ratunkowym wiec co innego - pilnie szukali diagnozy, czasem liczyly sie juz minuty. pamietam o facecie co przyszedl z po prostu gulka na rece i o malo nie umarl - okazalo sie ze od wody w akwarium. rzadsze zarazki w niej byly. ale co sie naszukali...

      morał z tego taki - to ze lekarze nic nie znaleźli to jeszcze nie dowód ze rzeczywiscie komuś nic nie dolega.

      Minnie


      --
      Wpadnij, zapraszam!...
      • memphis90 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 19:32
        >co sie okazalo, jeszcze od tego wypadku miala >uszkodzony hypothalamus,
        I co - przez cały ten czas miała prawidłowe wyniki tarczycy czy nadnerczy?

        >Jelita ocierały o mięsień serca i za dzień dwa by je >już przetarły na wylot.
        No to już totalna bzdura uncertain Po pierwsze - serce jest w worku osierdziowym, więc nic nie trze w mięsien. Po drugie - serce nie leży w próżni kosmicznej, serce się nieustająco "ociera" o narządy otaczające np przelyk, oskrzela, płuca i mimo tego nie dziurawi. Po trzecie - sefde to nie zetlałe jeansy, żeby się "przetrzeć", tkanki się regenerują. Po czwarte - co w końcu ta kobieta miała w klatce piersiowej - żołądek, jelito czy jelito grube?

        --
        "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
    • jowita771 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 07:36
      Moja siedmiolatka ostatnio to ma. Co chwila boli ją coś innego, niedawno była u dziadków na weekend i dzwoniła do nas kilka razy dziennie, żeby przekazać, co jej dolega. Raz dzwoniła do mnie, prosiła też, żeby przekazywać wiadomość tacie, następny telefon do męża i prośba, żeby przekazał też mnie. Po kilku telefonach zaczęliśmy z nią rozmawiać na głośniku. Jak wróciła, mąż jej poważnie powiedział, że podejrzewa, że jest chora na hipochondrię, na co ona pokiwała ze zrozumieniem głową i powiedziała: pewnie tak, a co to za choroba?
      Poszłam z nią do lekarza, a że nasza lekarka jest bardzo zapobiegliwa, to moje dziecko dostało liczne skierowania, związane z bólami i zupełnie niezwiązane. Na niektóre skierowania załapała się starsza siostra hipochondryczki, która akurat była na bilansie i dla odmiany uważa, że jest nieśmiertelna.


      --
      wraz z osiągnięciem pozycji pt. żona, kobieta nabywa +30 kg, zamienia seksy look na rozciągniętą podomkę, ma wałki na głowie i monotonnie brzęczy kup ziemniaki, kup ziemniaki. /triss_merigold6/
    • la_mujer75 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 08:24
      Mój mąż i moja teściowa.
      Meża już w miarę "wyleczyłam"- jak cos się skarży, to mu tlumaczę, a on mi wierzy. Wierzy, bo mam brata lekarza i traktuje mnie, jako wyrocznię smile smile smile Tak jakbym ja była lekarzem... Gdy nie potrafię go uspokoić, wtedy konsulatacja z moim bratem.
      A teściowa to nieuleczalny przypadek... Niedawno wymyśliła, że ma jakiegoś tam raka (nie pamiętam, bo to się zmienia jak w kalejdoskopie). Zrobił się jej siniak na dłoni...I nie, nie był to czerniak, tylko coś innego.
      Dwa lata temu miała problem z zębami. Zrobił się jej ropień. O, boże! Co się działo. Tłumaczenie, że ma antybiotyk, że jest pod kontrolą... Nie, ona umrze. A jeszcze zaczęła się jej sączyć krew. Ona się wykrwawi. Już wołała męża, żeby pokazać, gdzie są wszelkie dokumenty i papiery. Jakby milion razy wcześniej nie pokazywała.
      Potwornie męczące to jest. A ja nieprzyzwyczajona, bo w mojej rodzinie nikt się nad nikim nie rozczulał. Fakt- że my się nie badamy, a w rodzinie męża non stop badania.
      Babka zdrowa, szczupla, uprawiająca sporty, prowadząca higieniczny tryb życia. Na bank przeżyje mnie smile
    • viridiana73 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 08:39
      Znam. Moja teściowa.
      Ciągle jej coś dolega, nie dożyje przyszłego tygodnia. Byle pierdnięcie to już objaw poważnej choroby. Pamiętam, miała kiedyś robiony komplet badań, bo podejrzewała u siebie coś tam. Badania wyszły idealnie; teściowa była zdruzgotana...
      Oparzy się wrzątkiem w paluszek - przez miesiąc prezentuje "ranę" wszystkim chętnym (i niechętnym) opowiadając przy tym krwawe szczegóły. W ogóle chyba jej ten palec amputują.
      Najlepsze, że z rozpędu przypisuje swoje dolegliwości innym. Dzwonimy, pytamy o zdrowie - teściowa: "Bo MY się z tatą (teściem) bardzo źle czujemy". Plauralis maiestatis😄
    • kornelia_sowa Re: Hipochondrycy 04.03.19, 09:30
      Wg niektórych osób pewnie bym się kwalifikowała.
      Nie, nie zamęczam znajomych opowieściami o stanie zdrowia, ale jeżeli mnie lub kogoś z bliskich coś boli/dokucza, to natychmiast udaje się do lekarza albo ich tam zaciągam. Znam takich kozaków-luzaków, co to ich od 3 lat żołądek boli po każdym niemal posiłku ale nie są hipochondrykami -głupolami to sobie łykają coraz to nowe tabletki. I jakoś się kreci.

      Znam takich co uważają że jak robię raz w roku usg piersi to jestem hipochondryczka.

      Za hipochondryczkę była uważana mama mojej kolezanki. Juz jako młoda dziewczyna skarzyła się na bóle głowy. I zawsze słysząła, ze jest wrażliwa, ze taka emocjonalna, ze to z nerwów, ze to że sramto i w końcu że hipochondryczka. Leczona na migrenę- no taka młoda, co by innego
      Skierowanie na porzadne badania dostała jak bóle głowy wyłączały ja z zycia na całe dnie.
      Miała wtedy 32 lata i lekarz powiedział jej matce że niestety guz jest juz za duży żeby pomóc.
      Zmarła jakoś zaraz po I komunii najstarszego dziecka, pozostali mieli 5 i 2 latka.
      • memphis90 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 19:35
        Ale ovzuwiscie wiesz, że bóle głowy w dzieciństwie nie są związane z guzem mózgu w wieku 32lat....?

        --
        "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
        • kornelia_sowa Re: Hipochondrycy 04.03.19, 19:41
          Nie w dziecinstwie-nie przeczytalas uwaznie.
          MLODA DZIEWCZYNA-byla ok 27 latką wtedy.
          Lekarze dali ciala, bo w ksiazkach ktore znali pewnie bylo zdanie-guz mozgu wystepuje najczesciej u osob w srednim.i starszym wieku.

          Pacjentow sluchaj uwazniej niz czytasz bo tez mozesz sie pomylic
          • leann32 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 20:19
            Mam podobna sytuacje w rodzinie, tylko ze bliska osoba na stres reagowala biegunkami. Leczone ponad 8 lat jako objaw stresu, zlej diety i w koncu jelita nadwrazliwego. Przy tym leczona na 15 innych schorzen ktore ewidentnie sobie wmawiala i wymyslala.
            Na wlasna reke zrobila kolonoskopie a tam rak jelita grubego. Niestety jej problemy byly ignorowane lub zbyt lakonicznie diagnozowane przez fakt ze inne wyolbrzymiala.
            Dlatego mysle ze ogromna rola lekarza jest dostrzegac pewne sprawy. Pamietajmy ze nawet hipochondryk moze miec raka i fakt ze w 95% przesadza lub sie doszukuje nie moze spowodowac ze wszystko co mowi bedzie ignorowane.
    • wilan.an Re: Hipochondrycy 04.03.19, 10:04
      Ja ze względu na własne doświadczenia zaczęłam uważać że większość hipochondrykow to osoby źle diagnozowane. Po prostu jak masz pecha to możesz miesiącami, latami źle się czuć i być olewanym, odsyłanym. Dopóki nie przeżyłam to nie wierzyłam. Pół roku czułam się jak wrak, błąkalam się po lekarzach, badaniach, gdyby nie przypadek dalej brałabym leki na chorobę której nie mam.
      • aguar Re: Hipochondrycy 04.03.19, 10:26
        "Ja ze względu na własne doświadczenia zaczęłam uważać że większość hipochondrykow to osoby źle diagnozowane."
        Właśnie nie!!! Ogromna przytłaczająca większość to hipochondrycy. I dlatego dla lekarzy to jest takie trudne. Te medialne przypadki są niezwykle rzadkie, ale owszem - spektakularne. A taki przeciętny lekarz to ma po kilkunastu dziennie takich, co są zmęczeni, senni, osłabieni, czasem boli brzuch czy głowa...Na szczęście większość chorób, jak się rozwinie da na tyle silne objawy, że nie będzie wątpliwości
    • ruscello Re: Hipochondrycy 04.03.19, 10:16
      Przez 7 lat byłam hipochondrykiem. Aż przypadkowo trafiłam na lekarza, który dla odmiany znał się na hormonach i zlecił więcej badań. Szkoda tylko, że w międzyczasie popsuły się kolejne hormony i mam więcej problemów niż dekadę temu. Wiem po sobie, jak hormony wpływają na całość funkcjonowania, niedobory witamin i minerałów również. Na pewno nie wszyscy, ale część hipochondryków nie trafiła jeszcze na odpowiedniego lekarza.
      • aguar Re: Hipochondrycy 04.03.19, 10:29
        Ale jeszcze trzeba brać pod uwagę siłę autosugestii - znaleziono przyczynę (np. niedobór czegoś tam, zaburzenia hormonalne), zaordynowano leczenie (suplementacja, dieta) i człowiek lepiej się czuje nie dlatego, że wcześniej czegoś mu brakowało, a teraz to zostało uzupełnione, tylko, że sobie coś takiego uroił!!!
        • ala_bama1 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 12:07
          Ja przez 20 parę lat ciągle chodziłam po lekarzach. Przerobiłam lekarzy wszystkich maści i specjalności. A i wyniki maiłam bardzo dobre, a jednak... Jak może boleć wszystko? Okazało się że może a ja tego nie wymyślam. Ok 4 lat temu zostałam zdiagnozowana. Choroba została zaleczona i jakoś funkcjonuje.
          Chyba niewielu jest ludzi narzekających dla samego narzekania.
          • taki-sobie-nick Re: Hipochondrycy 05.03.19, 01:27
            ala_bama1 napisała:

            > Ja przez 20 parę lat ciągle chodziłam po lekarzach. Przerobiłam lekarzy wszystk
            > ich maści i specjalności. A i wyniki maiłam bardzo dobre, a jednak... Jak może
            > boleć wszystko? Okazało się że może

            A co to za choroba?!
        • b.bujak Re: Hipochondrycy 04.03.19, 21:02
          aguar napisała:

          > Ale jeszcze trzeba brać pod uwagę siłę autosugestii

          pod tym względem mój organizm jest wybitnie uzdolniony; przechodzę "choroby" z książkowymi objawami.... do tego stopnia, że parę lat temu, kiedy na tapecie był nowotwór płuc odkrztusiłam plwocinę z krwią;
          na szczęście mam na swoją hipochondrię opracowany system: wyszukuję dobrego lekarza; robię pakiet badań - dolegliwości mijają natychmiast po wyjściu z gabinetu
          i tak co jakiś czas, w zależności od okoliczności życiowych;
          tyle, że nikt z mojego otoczenia nie wie tych o moich problemach - zazwyczaj sama to sobie przeżywam; wyjątkiem był czas zawału serca, kiedy potrzebowałam asysty w drodze na pogotowie, ale w tamtym czasie byłam po prawdziwie traumatycznych przeżyciach

          --
          5/4 Polaków nie zna się na ułamkach!
    • mikams75 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 13:49
      znam jedna, meczace to jest i ona sama tez sie z tym meczy... chc do czasu. Ciagle biegala po lekarzach z byle pryszczem na tylku, ciagle sie awanturowala, ze ja niepowzanie traktuja, choc tak naprawde, to nie wiem czego sie spodziewala . armaty pod postacia ciezkich lekow na wlasnie takiego pryszcza. Az raz ulegla wypadkowi i od tamtej pory faktycznie ma co leczyc i odnosze wrazenie, ze wreszcie czuje sie jakby spelniona uncertain
      • rosapulchra-0 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 14:12
        Teściową mi przypomniałaś. Gdy zaczynała opowiadać o swoich chorobach i wszelkich schorzeniach, to aż puchła z dumy i samozadowolenia. Tak samo omal z tej dumy nie pękła, gdy oznajmiała znajomej, że ma raka.

        --
        Głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi by Vaikiria
        • minniemouse Re: Hipochondrycy 05.03.19, 01:12
          rosapulchra-0 napisała:
          . Tak samo omal z tej dumy nie pękła, gdy oznajmiała znajomej, że ma raka.


          no faktycznie, ale hipochondryczka! to tylko głupi rak.
          a batem babę przez plecy świsnąć to zaraz jej przejdzie 🙄

          Minnie

          --
          Wpadnij, zapraszam!...
    • mari.sol Re: Hipochondrycy 04.03.19, 13:56
      Mam hipochondryczkę w pracy. Ona, jej maż i dzieci stale jeżdżą po lekarzach wszelkich specjalności. Wydają na to mnóstwo pieniędzy i zawsze wszystkie badania wychodzą ok. Większość jej urlopu idzie na wizyty u lekarzy.
    • kanga_roo Re: Hipochondrycy 04.03.19, 14:42
      niestety, uważam, że większość "hipochondryków" to osoby niezdiagnozowane lub źle zdiagnozowane. może jest i tak, że czasem diagnoza to nerwica. ale obawiam się, że częściej coś poważniejszego.
      • memphis90 Re: Hipochondrycy 04.03.19, 19:36
        Oczywiście. Prawidłowa diagnoza to zespół Munchhausena.

        --
        "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
    • clk Re: Hipochondrycy 04.03.19, 20:35
      Znam dwa przypaki zaawansowane.
      Jeden - mój ojciec przypadek nie do wyleczenia. Obecnie w wieku 69 lat od lat co najmniej 15 ma wszelkie choroby. Jak w końcu miał potencjalna , nikt, włącznie z lekarzem nie potraktował go na serio
      Drugi - kolega z pracy z innego działu co dwa tygodnie na zwolnieniu lekarskim . Chorób większych oprócz przeziębienia brak. Przypadek mocno do zwolnienia, na 20dni roboczych jest w pracy może 10 W różnych odstępach
    • 21mada Re: Hipochondrycy 04.03.19, 21:19
      Większość ematek ciagle lata na badania - a nuz coś wykryją. Z dzieckiem zaś latają na terapie chociaż dziubdzius ma ponadprzeciętne IQ i nic mu nie jest.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka