stephanie.plum
11.03.19, 23:10
jest tu jakiś wątek o śmierci (nic w nim nie pisałam).
ale nagle zaczęłam myśleć o tym, jak chciałabym umrzeć.
kiedyś - zanim jeszcze miałam dziecko, bo to jednak diametralnie zmienia perspektywę, idealną śmierć wyobrażałam sobie tak:
idę z moim psiskiem drogą przez brzozowy zagajnik, jest przedwiośnie, rozgwieżdżona noc.
ziemia pachnie wilgotną płodnością. ktoś strzela do mnie i do psiska, trafia w pierś. padamy obok siebie, i jest chwila na jeszcze jedno spojrzenie. patrzę w jego gasnące ślepia. nasza krew miesza się i wsiąka w ziemię.
a moją ostatnią myślą jest jedno wielkie DZIĘKUJĘ za piękno świata, który mnie otaczał.
wiem, okropnie egoistyczna ta wizja, i już nieaktualna, w sumie.
ale nadal myślę, że chciałabym umrzeć pod drzewami, pod gwiazdami, z wdzięcznością za to całe piękno.
ale mała szansa, bym miała aż tyle szczęścia...
czy ktoś z Was wymarzyl sobie idealną śmierć?