triss_merigold6
01.07.21, 13:14
Off top wątku o obciachach z dzieciństwa.
Tak mi się przypomniało.
Pokolenie obecnych 70-80-latkow miało chyba wryte jakieś parszywe przekonanie, że dzieci nie należy zanadto chwalić wprost, żeby nie uległy zepsuciu. Szczególnie dotyczyło to dziewczynek, umiarkowanie w chwaleniu korelowalo z założeniem, że dziewczynka powinna być skromna.
Chwalono się dziećmi, ale przed innymi - rodziną, znajomymi, w pracy etc.
Za to przed własnymi dziećmi chwalono gromko dzieci cudze i stawiano za wzór.
Pół dzieciństwa rzygalam słuchaniem, jakie to córki znajomych są zdolne, pracowite, grzeczne, nie kłócą się, pomagają mamusi, wszystko potrafią w domu zrobić etc.
Skończyło się jak jedna (parę lat starsza ode mnie) dorobiła się brzucha przed maturą, a inna po skończeniu studiów usiadła i robiła nic - czekała na narzeczonego i planowany ślub, potem powila bombelki i nigdy nie poszła do pracy. Całe kształcenie, angielski u Metodystów, cuda wianki etc. poszło się walić.
Ale pamiętam też podziwianie dzieci krewnych na wsi, że tak wszystko potrafią i pracują w gospodarstwie (ja tam im szczerze współczulam).