Dodaj do ulubionych

Błękitny poród

27.11.21, 12:55
Poród zaczyna się w głowie. Po pierwsze dlatego, że nasze przekonania i nastawienie determinują nasze doświadczenie porodowe. W uproszczeniu, jak myślę, że nie dam rady, to pewnie nie dam rady. Po drugie nasz stan psychiczny wpływa na odczucia i poziom bólu w czasie porodu. Piszę o tym w książce i to jest bardzo ważny element przygotowania do porodu.
wiem, wiem, nie znam się, mnie to nie dotyczy... ale gdyby któraś chciała spróbować to podaję dalej...
Obserwuj wątek
        • memphis90 Re: Błękitny poród 27.11.21, 14:10
          Jak miałam okolowierzcholkowe zapalenie zęba, to kowal mógłby mi obcegami ten ząb wyrwać albo jednocześnie wbijać drzazgi pod paznokcie - nie zrobiłoby mi to różnicy ...
            • memphis90 Re: Błękitny poród 27.11.21, 16:49
              Nie, zupelnie nie... Miałam ząb leczony z 15 lat wcześniej, mała plomba. Dodatkowo sprawdzany w czasie ciąży z dekadę wczesniej, bo jakby raz zabolał, ale finalnie nic w nim nie było. Jednego dnia ząb zaćmił. Odczekalam z dzień czy dwa, pobolewał dalej, więc poszłam do dentysty, ząb otwarty, wszystko gra, plomba wymieniona na nową. W nocy - ból potworny. Więc znów dentysta, wywalić wypelnienie, dalej nic nie widać, zakładamy lekarstwo tymczasowe. W nocy - ból potworny, sama wywalam to wypełnienie, galopem do dentysty. Znów wiercimy, wiercimy, w któryms momencie pyta mnie "a ciebie to nic nie boli, bo ja już w miazgę jadę, powinnaś skakać z bólu....?". Wyszlo na to, że w przeciągu tej dekady ząb sam sobie obumarł, nie wiadomo kiedy i dlaczego. No ale dalej niby nic nie widać. Wreszcie rtg - stan zapalny pod korzeniem, pierwsze w życiu kanałowe... Bujałam się jeszcze kolejne 3 tyg, antybiotyki, jakieś sączki, cuda wianki, bo zęba nie dawało się" zamknąć ".
      • taniarada Re: Błękitny poród 27.11.21, 15:11
        borsuczyca.klusek Jest tych bólów trochę . Bóle psychogenne, które mimo braku faktycznego urazu mogą być odczuwane w kilku lub w jednej części ciała. Bóle psychogenne niezwykle trudno odróżnić od realnych bólów wywołanych urazami fizycznymi, a osoby ich doświadczające realnie cierpią.
    • memphis90 Re: Błękitny poród 27.11.21, 13:22
      Nie chce mi się wchodzić w tematykę autohipnozy, ale owszem, jest sporo racji w stwierdzeniu, że psychika jest bardzo ważna. Odbieranie bodźców (w tym bólu), interpretowanie ich, reakcja na nie w dużej mierze zależy od psychiki. I nie dotyczy to tylko porodów. Kobieta, która od początku upatruje w porodzie traumy, jest wystraszona, przekonana, że będzie potwornie bolało i że poród to olbrzymie ryzyko dla niej i dla dziecka, na pewno przejdzie go gorzej niż kobieta przekonana do porodu SN i podchodząca do niego spokojnie i z optymizmem, współpracująca z wyszkoloną położną. Oczywoscie rzeczywistość może zaskoczyć - np dla zwolenniczki SN ból może się okazać jednak zbyt duży, dlatego ważne jest wsparcie, szkoły rodzenia, "nowoczesne" metody prowadzenia porodu (bez unieruchamiania na plecach na przykład, bez przyspieszania), dostęp do skutecznych metod redukcji bolu, a dla tych, które zupełnie nie widzą się w porodach SN - dostęp do cc (choć osobiście bardzo daleka jestem od opinii, że cc to samo dobro).
        • memphis90 Re: Błękitny poród 27.11.21, 14:06
          Moje dziecko w swoich młodszych latach tak bardzo bało się szczepienia i tak bardzo protestowało już przy przemywaniu ręki alkoholem, że przegapiło sam moment podania... Do dziś uważa, że tamto szczepienie zostało odwołane, bo powiedziałam już po fakcie "no dobrze, skoro tak bardzo nie chcesz, to nie robimy" ... 😜 A córka w swych latach chmurnych i durnych radośnie biegała z krwawiącą nogą tak długo, aż nie przykleiłam plastra. Od momentu zaklejenia rana stała się przepotwornie bolesna, aż do histerii. Po zdjęciu plastra ból magicznie minął. Plaster uwierał ją w psyche bardziej, niż mięso na wierzchu... 😁

          A co do covidow, to przecież mnóstwo było autoironicznych wątków o tym, jak to z chwilą odebrania ujemnego wyniku nagle przechodziły dosznosci... 😜
          • heca7 Re: Błękitny poród 27.11.21, 14:15
            No mój ojciec w zeszłym roku jako powikłanie miał zapalenie oskrzeli. Dopóki nie dostał numerku do lekarza mówił mi przez telefon- córeczko ja mam przeczucie ,że z tej choroby już nie wyjdę... Jak tylko wyszedł od lekarza z receptą na antybiotyk i diagnozą że to tylko oskrzela normalnie inny człowiek! Jakby go coś nad ziemią unosiło 😀 a jeszcze nawet lekarstwa nie wykupił. Rok właśnie mija, on po 3 dawkch lata jakby miał motor w tyłku.
      • araceli Re: Błękitny poród 27.11.21, 15:41
        memphis90 napisała:
        > Oczywoscie rzeczywistość może zaskoczyć - np dla zwol
        > enniczki SN ból może się okazać jednak zbyt duży, dlatego ważne jest wsparcie,
        > szkoły rodzenia, "nowoczesne" metody prowadzenia porodu (bez unieruchamiania na
        > plecach na przykład, bez przyspieszania), dostęp do skutecznych metod redukcji
        > bolu, a dla tych, które zupełnie nie widzą się w porodach SN - dostęp do cc (c
        > hoć osobiście bardzo daleka jestem od opinii, że cc to samo dobro).

        Prawda. Mam koleżankę, która była super-hiper pozytywnie nastawiona do SN ale ją ból powalił totalnie a w swym optymizmie wybrała szpital z naciskiem na SN nie oferujący praktycznie żadnej alternatywy. Do dziś ma traumę, dziecko jest jedynakiem uncertain
    • thea19 Re: Błękitny poród 27.11.21, 14:22
      same kocopały. Poród nie jest niczym mistycznym tylko boli jak cholera. Medytacje można sobie w dude wsadzić jak arbuz chce wyjść przez waginę. ZZO jest jedynym sensownym zen w tym momencie.
        • thea19 Re: Błękitny poród 27.11.21, 14:31
          na skurcze parte u mnie 2x nie zadziałało ale przez te kilka godzin od podania było spoko. Tylko to uczucie walnięcia obuchem w łeb znienacka trochę niefajne.
            • memphis90 Re: Błękitny poród 27.11.21, 17:16
              Ja nie wiem, co właściwie zrobili u mnie, ale wrażenie było takie, jakby ktoś wbił mi miecz w kręgosłup - ból jakiego nie miałam nigdy wcześniej, ani później, zesztywnialam + przestałam oddychać. I nawet nie miałam jak powiedzieć, że coś jest nie tak, tylko sinialam, aż położna się zorientowała, że coś jest nie tak. Chwytem zapaśniczym zgiela mnie w faworka, głowe miałam zdecydowanie z przeciwnej strony kolan, coś tam pogmerali i puściło... Jak już potem zadziałało, to było ok. Przy drugim porodzie podziękowałam za zzo i nie żałuję, bo drugi to był lajcik.
              • melisananosferatu Re: Błękitny poród 27.11.21, 18:07
                U mnie znieczulona byla jakby polowa ciala. Mowie do poloznej 'ale ja wszystko czuuuuje' ( i to gorsze bylo niz bez znieczulenia bo bolalo 'nie stereo'). Polozna poprosila anastezjologa o 'top upa'. Ja, ze dalej czuje. Srednio mi uwierzyla bo odwrocila monitor pokazujacy skurcze w swoja strone i mowi 'to powiedz mi kiedy bedzie skurcz'. I tak sie zorientowala, ze nie klamie. A potem to juz byl hardkor i w sumie mam szczescie, ze i corka i ja zyjemy.
                • memphis90 Re: Błękitny poród 27.11.21, 18:16
                  True story. Ja w wysokiej ciąży, staż z neonatologii. Stoję przy cc (w roli obserwatora rzecz jasna). Operator tnie. Rodząca się drze "ale ja wszystko czuję!!!". Operator "czuje pani dotyk...". Rodząca "nie, doktorze, czuję, jak mnie pan rżnie nożem" - i rusza przy tym stopami... Pani zostala znieczulona "klasycznie", jako że nie dala sie nijak przekonać, że powinna czuć najwyżej smyranie po brzuszku, za to absolutnie nie powinna wierzgac, albowiem znieczulona jest i jej nogi są aktualnie porażone.

                  Ja (wewnętrznie) - ozeszk...japier...e nigdy w życiu cc, choćby to był słoń - wyjdzie dołem!
      • memphis90 Re: Błękitny poród 27.11.21, 14:41
        Eee, niekoniecznie. Dla mnie drugi poród byl bardzo fajny, cały. Natomiast w pierwszym faza parcia była niejako mistyczna - raz, że w tej fazie ból zupełnie mi minął (wcześniej miałam krzyżowe, więc kiepsko), za to endorfin miałam po kokardę napędzanych myślą "łomatko, już prawie koniec, hurra" , dwa, że sama się zdumiałam co potrafi moje ciało i to kompletnie bez mojej woli (bo, wbrew pozorom, skurcze parte są niezależne od woli i na dobra sprawe te nasze a teraz "przyj, przyj" są bez sensu).
        • aandzia43 Re: Błękitny poród 27.11.21, 16:10
          Miałam podobnie, w fazie parcia właściwie nie był to ból tylko potężne rozpieranie odczuwane w całym ciele. Przeciążenia jak przy osiąganiu pierwszej prędkości kosmicznej tyle że od środka. Niezależne od woli - po prostu samo się parło parło i wyparło. I też cieszyłam się jak głupi do sera że koniec bliski. Mimo to z mistyką ani niczym fajnym poród mi się to nie kojarzy wink
      • hosta_73 Re: Błękitny poród 27.11.21, 14:41
        A to zależy. Dla mnie oba były niezwykłym przeżyciem, właśnie niemal mistycznym. Z tym, że nie cierpiałam, nie miałam boli nie do wytrzymania i wszystko działo się bardzo szybko. Miałam uczucie dziwnego odrealnienia, bodźce z zewnątrz niemal do mnie nie docierały, byłam maksymalnie skoncentrowana na sobie, na oddechu, na tym żeby sobie maksymalnie pomoc. To było niesamowite.
        • thea19 Re: Błękitny poród 27.11.21, 16:20
          po porodach się zastanawiałam nad przeżyciami i niczego mistycznego nie czułam. Po pierwszym porodzie cały ryj miałam w mini krwiakach. Wg ktg nie powinno mnie jeszcze boleć a bolało w hui aż lekarz i położna sami zaproponowali zzo a na partych sama kazałam mnie naciąć. Ogólnie poród był dośc szybki - o 5 odejście wód, o 6 byłam w szpitalu o 10.30 bombelek opuścił macicę. Drugi był szybszy i bez nacięcia.
          • memphis90 Re: Błękitny poród 27.11.21, 17:31
            Oj, to u mnie od 7.30 rano do 3.25 nocy następnej... Weź to jako pocieszenie... Ale za drugim razem prawie "przegapiłam", bo nie czułam skurczów, tylko brzuch mi się jakby napinał, ale wyszło na to, że regularnie co 4 czy 5 minut... O 23 pojechałam na wszelki wypadek do szpitala, i znów - o 3. 15 (widać to moja pora) było po sprawie. Za drugim razem zabawne było, że jak weszła położna na kontrolę rozwarcia, to powiedziała, że "oj, jeeeeeszce to potrwa" . Jeden skurcz później wpadła z powrotem (chyba musialam cos głośniej jęknąć, aczkolwiek ja tego zupełnie nie kojarzę), wysapalam, że ja tak chyba nie dam rady, chciałabym pod prysznic, bo teraz to już zaczyna boleć, a ona na to "jaki prysznic? Rodzimy juz!". No to urodziłam...😜
            • thea19 Re: Błękitny poród 27.11.21, 19:55
              W obu ciążach nie miałam skurczów przepowiadających. Nie opuścił mi się brzuch, no nic dosłownie. Przy pierwszej ciąży na wizycie kontrolnej w 37t lekarz mi mówi, że rodzę i mam jechać do szpitala. Ja mówię: Paaaanie, ja z psem do weta zaraz jadę no i w ogóle nic nie czuję ale ok. Pojechałam do weta, potem do rodziców i tak sobie herbatkę pijemy i mówię, że ponoć rodzę i do szpitala mam jechać. Brat został oddelegowany do transportu bo małż w pracy i stwierdziłam, że nic się nie dzieje, to co będę mu dupę zawracać. Pojechałam do szpitala, 3 lekarzy mnie zbadało, podłączyli do ktg i stwierdzili, że nic się nie dzieje ale mogę zostać. I co ja będę kiblować w szpitalu 3tygodnie? Ni uja. Pojechaliśmy do KFC. W nocy odeszły mi wody. Z drugim porodem 6 dni przed terminem stwierdziłam, że już czas urodzić. Pojechałam do szpitala. Badają mnie, mówią, że nic się nie dzieje. Ja mówię, że zaraz się zacznie. Badanie waginalne pobudza skurcze. Po kilku godzinach urodziłam.
        • memphis90 Re: Błękitny poród 27.11.21, 17:59
          Byłam, widziałam, swoje przeżyłam... Ponieważ mój mąż nigdy w życiu nie poszedłby na układ "weź to wylej to zlewu, wiem co robię", więc musiałam go przekonać, że kroplówka (z oxy) za szybko leci, więc biedak siedział karnie ściskając w palcach wężyk 😂
        • hosta_73 Re: Błękitny poród 27.11.21, 19:27
          Przy pierwszym dziecku nawet nie mialam tej świadomości jak działa kroplówką "na przyspieszenie"😏 (na szczęście nie miałam) ale przy drugim od razu powiedziałam, że nie chcę, na co doktor powiedział, że od odejścia wód mam 4 lub 6 (nie pamiętam już ile) godzin na urodzenie. Jeśli się nie wyrobie to mi dadzą. Więc to chyba nie jest tak, że dają oxy "na wejściu".
    • arthwen Re: Błękitny poród 27.11.21, 18:04
      O, jak ja uwielbiam takie.
      Boli cię w trakcie porodu? No, to znaczy, że twoja wina, bo się dostetecznie nie starałaś z wizualizacją szczęśliwego i bezbolesnego porodu.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka