agaagaaga123
30.07.22, 22:36
Dla koleżanki pytam. Nie chcę źle doradzić, ani zaszkodzić, kibicuję jej ale sama nie wiem, co powinna zrobić. Może pokażecie jakiś aspekt sprawy, którego nie widzi ani ja nie widzę.
Laska pokaleczona po ohydnej sprawie sądowej z eksem o dzieci i pieniądze na dzieci. W tle neksia, która zatrudniła mecenas Piranię, aby zrobiła z koleżanki mielonkę w sądzie, co też ta uczyniła. Przy okazji zrobiła mielonkę też z dzieci.
Skończyło się ugodą na żenująco niskie alimenty ale dzięki temu ma przez jakiś czas święty spokój i leczy PTSD po tej akcji, dzieci też. Tamten udaje niewiniątko i gra ojca roku. Neksia chyba została spacyfikowana, bo przestała być potrzebna. Ogólnie to typ ukrytego narcyza, pozornie ciepły miły człowiek, ona odeszła od niego, jemu łatwo było zrobić z niej wariatkę w sądzie, bo jest dość wrażliwa.
No i teraz trochę czasu minęło, wszyscy wiemy, jak się zmieniły ceny. Facet zarabia 2-3 razy więcej od niej. Poprosiła go o polubowną podwyżkę alimentów z powodu inflacji. I się zaczęło. Niby się zgadza, ale kasy nie przelewa, za to są ściemy, oskarżenia, śmianie jej się w nos, udawanie, że nie ma pieniędzy, cyrk, robienie wody z mózgu dzieciom, manipulacje. Jej nie starcza do pierwszego.
Dylemat wygląda tak:
1. Pozwać go o podwyżkę alimentów z powodu inflacji. Wady: koszty prawnika, dla niej duże bo zarabia cienko i pochłoną wielomiesięczną ewentualną podwyżkę alimentów. Bez prawnika nie zaczyna, bo tam mecenas Pirania. Podobno sądy nie chcą dawać podwyżek alimentów na inflację. Czyli on nadal płaci 500 ale ona wydaje w sklepie już 700. Ale tak czytała, że sądy tak orzekają, że inflacja nie jest powodem. Ja patrzyłam, faktycznie tak google donosi.
2. Nie pozywać, olać, nie zaczynać wojny o parę złotych. Wie, że facet się nauczył w czasie sprawy, jak można przy pomocy fałszywych oskarżeń z doopy zniszczyć komuś parę lat życia i zdrowie psychiczne i przyparty do muru chętnie powtórzy, zarzucając jej odwetowo jakąś sprawę o cokolwiek, latanie nago po ulicy czy prostytucję, odebranie na tej podstawie dzieci, on już wie, że tak można. Wiadomo, że nie wygra, ale przez dwa lata procedowania, przyprowadzania fałszywych świadków i odwołań się pobawi jak kot myszą, umęczy i wypruje z ostatnich pieniędzy.
Ona jest w strasznym stanie po tamtej sprawie, dzieci też i panicznie boi się, że jak ona teraz zacznie, to będzie odwetowo powtórka. Z drugiej strony miota nią wielki gniew i wkurw na dziada, który śmieje jej się w twarz. Uważa, że te pieniądze się dzieciom od niego należą i że jej obowiązkiem jest zawalczyć. Ma też ogromne poczucie krzywdy, że dziad się wyłgał, zastraszył ją a ona znowu poniesie wszystkie koszty i będzie musiała je wziąć na siebie.
Co byście poradziły?
Z oczywistych powodów detali podaję mało i mają prawo się komuś nie sklejać, dylemat stanowią te dwa powyższe punkty. Co zrobić, żeby nie było gorzej tylko lepiej?